Ninja Gaiden
http://ninjagaiden.pl/

Skryci między skałami
http://ninjagaiden.pl/viewtopic.php?f=166&t=3303
Strona 23 z 23

Autor:  Douhito Izuro [ N, 19 lut 2017, 19:56 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

Zamknął oczy, było mu wciąż mało. siadł na ziemi, wziął głęboki wdech, poczuł jak jego ciało wręcz płonie, nie tylko od temperatury jaka tu panowała, lecz od jego zapału i natury czakry. Dawno jej nie ćwiczył, a przecież jako Jounin musiały techniki być na jak najwyższym poziomie. Związał wygodną pieczęć, zbierał energię, w brzuchu zaczęło być jej sporo, zaczęło aż mrowić w nim, otworzył oczy i nieco uspokojony mieszał czakrę z naturą, miał wrażenie, że zaraz się zagotuje, było mu co raz cieplej, a wciąż nie miał na sobie koszulki. Rozłożył dłonie, starał się by to wszystko przeszło przez całe jego ciało, kierował nim tak jak tego pragnął. Gdy poczuł na koniuszkach palców stwierdził, że czas przejść dalej. Wstał, skoncentrował się na jednym z głazów, to więc był już jego nowy cel, nie miał zamiaru dalej biegać, tym razem nieco statyczniej. Szybko zebrał odpowiednią ilość czakry, złączył pieczęci i w mgnieniu oka wypuścił gorącą, ognistą kulę zmierzającą w ów głaz, była to technika dobrze mu znana, kiedy kula zderzyła się z kamieniem, żar rozprzestrzenił się, próbował przez chwilę się gdzieś rozpalić, ale teren nie pozwalał na to, z kamieniem nic większego się nie stało. Nie czekając wymierzył kolejny szybki cios ogniem, tym razem poszła technika - Zaripou. Przez chwilę nie wiedział co ma dalej robić, ale wyobraził sobie, że dookoła zebrały się wrogie oddziały, zebrał ogromną ilość czakry i zaczął szybko wiązać pieczęci do potrzebnej techniki by odeprzeć ów wrogów. Wąż, smok, królik, tygrys, wąż.... Bardzo szybko ukończył wszystkie pieczęci i wypuścił swą energię na zewnątrz krzycząc przy tym nazwę techniki chcąc jak by spotęgować jej siłę.
- Ryuuka no jutsu - ogień zebrał się niczym kopuła dookoła niego, idealna do działań defensywnych chociaż miała sporo wad, ale ta natura była ofensywna. Kiedy już widział, że jest opatulony ogniem posłał szybkim ruchem ręki ognisty strumień z tej techniki, pędził tam gdzie wcześniej stał kamień. Technika była na poziomie Jounina stąd też uderzenie o kamień spowodowało liczne zniszczenia.

Autor:  Ayatsuri Joutei [ N, 19 lut 2017, 19:57 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

Zaliczam

Autor:  Douhito Izuro [ Śr, 13 gru 2017, 14:30 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

...Wszystko jakoś zniknęło, okryło się pyłem. Nie wiedział gdzie się teraz znajduje, co się z nim dzieje, czy jest cały, a tak naprawdę kim jest!
Wszystkie te pytania kręciły mu się w głowie, nie mógł otworzyć oczu, gdzie się znajdował... Jednym słowem długo go na tym świecie nie było, ale w końcu otworzył oczy i powrócił. Dostrzegł piekące go w oczy słońce, nie mógł dłużej mu się przypatrywać więc zasłonił się swoim starym sakkatem, zaczął się rozglądać, gdzie dokładnie się znajdował, pustynia, parę skał. Widocznie trenował bo były porozrzucane sprzęty. Kim był? Spojrzał na ubiór, ściągnął swoje emblematy, a więc był shinobi wioski ukrytej w skale, był.... Izuro! Tak mu było na imię, spróbował wstać, otrzepał się z pyłu, pozbierał sprzęt i postanowił powrócić do żywych, nie wiedział ile czasu tu spędził. Był wygłodniały, chciało mu się pić, a nie miał praktycznie nic! Ruszył więc w stronę wioski którą widział. Miał nadzieję, że w końcu odzyska pamięć....

Z.T. wioska Iwy - wielki powrót! :D

Autor:  Douhito Izuro [ Wt, 16 sty 2018, 22:17 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

//Nauka techniki C2 Ryuu
Nowy Tsuchikage wyruszył na swój codzienny trening do miejsca gdzie mógłby być sam, tam gdzie dookoła nikogo i nic nie ma. Czego nikomu nie żal, ponieważ chciał rozpocząć od kolejnych dzieł klanowych. Tym razem wziął jedną z legendarnych technik, umiejętność ta była jedną z podstaw zdolności czołowych użytkowników Kibaku Nendo. Nie było to najłatwiejsze zadanie opanowania jej, ale trzeba było by stać się potężniejszym. Jasnowłosy przeszedł przez bramę i skierował się do żelaznych wzgórz w których tak często trenował. Miał na sobie swój sakkat który chronił go przed słońcem. Droga nie była długa, gdy już znalazł się na miejscu wszedł na najwyższe wzgórze i rozpoczął swój trening. Zrzucił płaszcz na ziemię, ściągnął sakkat, rozejrzał się czy nikogo nie było, tak by nikt nie dostrzegł jego umiejętności bo tym razem to co miał robić było na ogromną skalę. Wyciągnął z sakiewki trochę gliny i wsadził ją do obu dłoni tak by trochę się rozgrzać przed cięższym zadaniem, jego celem było stworzenie różnych zwierząt od ptaszków, po robaczki. Wszystko to miało na celu ułożenie w głowie odpowiednich proporcji. Chciał stworzyć nie dużego smoka którego później można było powiększyć. Kiedy już wyszły mu wszystkie małe niegroźne stworki rozpoczął od nagromadzenia czakry, zaczął ją kumulować, nie wiedział ile dokładnie jej potrzebuje więc nagromadzał ile tylko zdołał, by nie zabrakło w kolejnych etapach. Następnie wsadził po dwadzieścia porcji gliny na dłoń i rozpoczął mieszanie substancji. Robił to po raz pierwszy więc wiedział, że dzieło mogło nie być najlepsze, ale mocno się starał. Jego dłonie tworzyły coś co miał nadzieję było połową smoka. Wyciągnął wszystko co było i przeraził się. Nie przypominało ani trochę celu. Zdenerwowany uderzył w swoją twarz dłonią.
- Skup się...! Jesteś Tsuchikage więc pokaż na co cię stać....! - tak naprawdę łatwo się tylko mówiło. Dobrze wiedział, że to było cholernie trudne zadanie i nie liczni opanowali to wielkie dzieło. Miał jednak nadzieję, że i jemu się uda stąd też wrzucił całą glinę ponowne do dłoni. Zaczął rozpuszczać glinę by po chwili odpowiednio ją formować. Zaczął gromadzić czakrę gdy już był gotowy ze wszystkim wyciągnął zawartość. Złożył dłonie jak do miseczki, a następnie związał dwie pieczęci, a mianowicie psa i barana. Miał nadzieję, że to co wyjdzie będzie idealne! Wierzył w to z całego serca!



C2 Ryuu
Pokaż/Ukryj:

Autor:  Nakata [ Wt, 16 sty 2018, 22:22 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

Akceptuje, ale ledwo ledwo

Autor:  Douhito Izuro [ N, 1 lip 2018, 10:56 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

//Nauka szybkości na YON


Pośpiesznie wyszedł z wioski ukrytej skale, od razu odpalił swojego glinianego ptaka na którym pofrunął do żelaznych skał w bardzo dobrze znane mu miejsce. Kiedy już tam się znalazł postanowił nieco się rozejrzeć. Spojrzał do góry, w bok, do tyłu i co zobaczył...? Góry. Uśmiechnął się, wiedział co teraz zrobić. Założył na swe nogi ciężarki na nogi, był w końcu Jouninem i mógł na więcej sobie pozwolić a niżeli marny Genin którym kiedyś przecież był. Wiele razy wylądował w szpitalu przez swe ciężkie treningi, ostatnimi czasy prawie wcale mu się to nie zdarzyło. W końcu był już wyćwiczonym wojownikiem więc mógł sobie pozwolić na takie działania. Ściągnął swój plecak i położył go na ziemi. Chciał potrenować trochę swą szybkość. Skumulował czakrę w stopach, ugiął nogi w kolanach, cały swój ciężar oparł na mięśniach. Wystartował, biegł dość szybko ale nie na tyle by zaraz odpaść po prostu w miarę możliwości. Starał się biec cały czas takim samym tempem gdyż wtedy są najlepsze wyniki pod względem kondycji przed rozpoczęciem góry odbił się i wylądował, zaczął biec pod górkę co jakiś czas używając Dekata Ki aby pomóc sobie przy nie których pionowych wzniesieniach. Było to dość męczące, ale mimo wszystko tego najbardziej on sam pragnął. Wydarzenie to stanowiło dla niego normalną część życia, trening. Codzienność dla shinobi. Koncentrował się na oddechu, próbował jak najekonomiczniej nim balansować po to aby nie zmęczyć się, a po prostu wiele przebiec. Nie było to wcale takie łatwe zwłaszcza, iż biegł dość szybko. Strome zbocze nie dawało łatwo za wygraną. Co jakiś czas jakiś kamień pod nogą się poruszył. Nie obyło się bez zadrapań, ale pomimo trudów zdołał wspiąć się na szczyt. Spojrzał w dół z uśmiechem na twarzy widząc ile udało mu się przebiec. Zbiec w dół było to dość niebezpieczne, więc można było skoczyć, albo wzbić się w powietrze. Medyk wybrał to drugie. Otworzył sakiewkę z gliną, włożył do niej dłonie. Wsadził część zawartości do środka, do otworów gębowych. Te dość szybko wytworzyły to co chciał, czyli ogromnego ptaka na którym mógł polatać. Szybko wypuścił glinę w dół, złożył pieczęć i powstał większy ptak. Usiadł na niego i wzbił się dość szybko w powietrze. Szybował i pikował w dół nie używając prawie skrzydeł, był pochylony tak aby prędkość była jak największa, aby opór był jak najmniejszy, gdy już był blisko ziemi złapał za tył ptaka, podciągnął go do góry. Przeleciał tuż przy ziemi parę metrów, aż w końcu udało mu się wyhamować. Zszedł na ląd, lubił adrenalinę. Założył plecak na plecy, a ptak szybko wzbił się w powietrze i zaraz blondyn wysadził go pozostawiając po sobie jeden wybuch, jak by fajerwerki, czyli widowiskowe opuszczenie sceny. Lubił takie "szczęśliwe" zakończenia. Szedł wolnym krokiem w stronę następnej górki, aż w końcu postanowił nieco przyspieszyć. Zaczął biec wymachując mocno rękami nabierał dość sporej prędkości. Mimo oporu ze strony plecaka, czy też ciężarków szło mu dość dobrze. Pomału zbliżał się do celu, rozglądał dookoła czy kogoś lub czegoś nie ma. Kiedy się upewnił przyspieszył jeszcze bardziej. Zrobił parę skoków do góry, a gdy już znalazł się pod stopami szczytu zaczął ostrożnie biec. Jego mięśnie były naprężone, nie miał ochoty naderwać jakiegoś mięśnia, ścięgna. To by było dość bolesne, a do tego męczące, w końcu musiałby iść do szpitala, a tego bardzo nie chciał. Ciało uginało się pod ciężarem plecaka, ale jego mięśnie podtrzymywały ciało w pionie tak aby nie osunął się do tyłu. Biegnąć tak pod górkę nucił jakąś pieśń, tak po prostu. Mimo wszystko jego dech był w miarę w porządku, wyćwiczony organizm nie dawał łatwo za wygraną. Starał się dążyć do perfekcji, czyli odpowiedniego oddechu, wygięcia ciała, etc. A wytrenowanie powodowało, że mniej się po prostu z tym wszystkim męczył. To wszystko sprawiało, że nasz bohater co raz to bardziej zapominał o otaczającej się scenie, a bardziej na treningu który miał mu przynieść upragnione skutki, przecież właśnie na to każdy wojownik liczy, przecież nie rodzi się z możliwością podniesienia czegoś ciężkiego tylko zapracowuje na to przez trud życia, aby w końcu móc zrobić coś niesamowitego tak też właśnie było i z nim. Nie sądził by mógł przenieść góry, lasy, mimo to i tak starał się jak najbardziej zwiększyć atrybuty. Wędrówka po górach, a raczej bieg przynosił dobre efekty, blondyn postanowił nieco bardziej sobie to wszystko utrudnić toteż zaczął biegać, a czasem odskakiwać w bok aby niby zrobić unik przed atakiem wroga. Musiał być w końcu nie tylko szybko, ale i zręczny. No w końcu tacy są potężni ninja, nie byle kto ich zrani. On nie czuł się jak Bóg, ale coś tam potrafił toteż nie uważał się, że byle pierwszy jego uczeń byłby wstanie go trafić, zarysować kunai'em. Dzieliła ich znaczna przepaść, nawet gdyby uczeń był geniuszem nie zdołał by po prostu. Jego nogi stawały się mu co raz cięższe, pomału zaczął słabnąć, jego oddech zrobił się o wiele cięższy, lecz on nie miał zamiaru się poddawać tak łatwo, nieco zwolnił swoje tempo, oddychał dalej mocno, pełną piersią, jego ręce mocno pracowały. W końcu będąc na samym szczycie tuż przy skarpie stanął. Zatrzymał się i spojrzał przed siebie. Przed nim ukazał się prawdziwy majestat gór, słońce dopiero wschodziło, nie było mimo to zimno. Dookoła cisza, spokój tylko góry i człowiek. Zauważył w oddali, że kompletnie nie ma tu nikogo. Usiadł na ziemi, wyciągnął nogi do przodu i zrobił sobie mały odpoczynek. Spojrzał w niebo by zobaczyć co dziś będzie za pogoda, następnie przyglądał się piękno otaczające tą krainę. Mimo, że to rodzima wioska nie wyglądała tak jak kiedyś. Nie przyciągała go tak bardzo, nie darzył ją większą sympatią, sam nie wiedział czemu. Mniejsza o to, położył się na kamieni, nałożył nogę na drugą nogę i uśmiechnął się głęboko. Pomału zmęczenie uchodziło, a on mógł wznowić trening. Przypomniał sobie kiedy był tu po raz pierwszy. Wspomnienia które wiązały się z ów krainą były niesamowite, aż chciało się powrócić... Był wtedy taki mały, w głowie jego było tylko jedno. Zostać ninja! Wielu wojowników chciało w przeszłości być, nie którym to się udało innym mniej, ale mimo wszystko on nie porzucał nadziei. Ciężko walczył aby osiągnąć to co osiągnąć i wcale nikt mu nie pomagał, w końcu był samotnikiem. Wioska, Kage tylko trochę przyczynili się do poprawy umiejętności, mimo to nie był aż tak uradowany z tego co aktualnie potrafił. Czuł, że mógłby więcej, ale musiał by tylko ciężej trenować, a przecież trenuje prawie każdego dnia... To ile ma trenować? Ech... Przejechał dłonią po kamieniach, dzięki swej umiejętności nie bał się o zarysowanie skóry. Złapał szybko jakiś kamyk, ścisnął go mocniej, wstał i jak najmocniej po prostu rzucił go do przodu. Wziął kolejny, tym razem przed tym wziął głęboki wdech, a gdy go wypuszczał wypuścił powietrze z płuc które w jakimś stopniu dodało impetu jego pocisku. W końcu i to gdzieś zniknęło na ziemi, parę set metrów dalej gdyż toczyło się przy kontakcie z górą, aż w końcu zatrzymało się. Był to dość dobry trening fizyczny z czego cieszył się. Wziął kolejny tym razem większy głaz. Podniósł go dwoma rękoma. Odsunął się do tyłu ostrożnie, wziął oddalił się nieznacznie, a po chwili zaczął biec w stronę przepaści. Przed samym końcem wyrzucił kamień, ten trochę poleciał, a następnie opadł, poturlał się i zatrzymał. Blondyn uśmiechnął się, gdyż nie było to złe podejście, ale brakowało w tym czegoś... Jakieś nutki koncentracji, albo siły. Może za mało jej używał? Wziął mniejszy kamyk taki do robienia kaczuszek na wodzie. Umiejętnie wyrzucił go w poziomie, przeleciał o wiele więcej i zaczął opadać. Cóż, w końcu taka była grawitacja. Ludzie o tym wiedzieli już od wieków... Nie mógł przeciwstawić się temu niestety. Wziął głębszy wdech, pora wytworzyć coś! Stwierdził i zaczął tworzyć ze swej gliny kolejne ze swych dzieł tym razem ogromnego robala, chciał na nim zjechać z góry niczym na snowboardzie czy też desce. Nie trwało to długo i już po chwili mógł zrobić to co chciał, usiadł na tym czymś, odepchnął się i zaczął sunąć w dół, niczym na sankach, umiejętnie kontrolował stworem tak aby nie wypaść z jego tułowia, także aby nie wyskoczyć do góry, a co najważniejsze aby po prostu nie przewrócić się ponieważ prędkość wcale nie była mała... Z każdą chwilą zbliżał się do końca, jego uśmiech nie schodził z twarzy. Podobało mu się to. Dosłownie po kilku chwilach znalazł się na dole cały i zdrów. Gdyby nie jego umiejętności to by pewno schodzenie trwało znacznie dłużej. Zszedł z dzieła, spojrzał na niego i postanowił rozsadzić, nie był mu on w tej chwili potrzebny a tylko zawadzał. Odskoczył do tyłu, a stwór wszedł pod ziemię. Złożył pieczęć i rozległ się wybuch. Ziemia wyleciała do góry niczym wulkan, ale po chwili opadła. To tyle...
Nie mógł na tym skończyć, przecież chciał być silnym Jouninem. Z jednym jak do tej pory takim wygrał, ale może miał szczęście. Pioruny którymi tamten władał może nie były takie silne jak wyglądały chyba bo nie dostał nimi. Miał fart, albo po prostu był tak dobrze wyszkolony, że nikt nie był mu straszny, może zbyt pewnie się czuł. Chłopak nie wiedział o tym, że wcale taki mocarny nie jest, po prostu zrządzenie losu nie ofiarowuje mu jakichś silnych przeciwników. Medyk uśmiechnął się, wziął głębszy wdech i usiadł na ziemi. Trochę czakry już zrzucił, ale mógł jeszcze więcej, a więc pora trochę poćwiczyć tego. Zamknął oczy i skoncentrował się, czuł jak jego czakra przemierza organizm krążąc po jego ciele. Medyk był już dość wyćwiczony pod tym względem, jego myśli skupiły się na prawej dłoni w której to zapragnął trochę mieć tej mocy! Czuł co raz większe drętwienie, jego ręka zaczęła świecić, a on mimo to nie przestawał, w końcu podniósł się przy użyciu lewej dłoni, otworzył oczy i krzyknął jakieś niezrozumiałe słowo. Rzucił się do przodu, wyskoczył dość wysoko i gdy opadał po prostu wyciągnął rękę w stronę ziemi, czakra wyleciała przy uderzeniu, powstała spora szczelina przez jedną z technik Iryonina, który o dziwo nie była leczącą tylko ofensywną. Obrażenia były naprawdę spore, blondyn cały czas śmiejąc się przystąpił do następnej próby, tym razem bez przygotowania wyskoczył do góry cały czas kumulując czakrę w tej samej dłoni. Kiedy opadał zbierał ostatnie krople czakry które były mu potrzebne do użycia tego. Wylądował na dwóch nogach, lewa się ugięła delikatnie, a on wtedy po prostu przyłożył szybko pięść do ziemi. Znowu trzęsienie, skały trochę się rozeszły. Było to dość silne, spojrzał na swą dłoń, trochę już go bolała. Zrobiła się nieco bardziej sina. Usiadł wygodnie na ziemi, położył dłoń na nodze i tak też odchylił głowę do tyłu, westchnął głęboko i spoglądał w niebo. Był zły na siebie za ostatnie wydarzenia, stracił swoich dwóch ulubionych shinobi, pozostał mu tylko jeden....

Autor:  Kenji Yami [ N, 1 lip 2018, 11:04 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

Akceptuje.

Autor:  Douhito Izuro [ N, 1 lip 2018, 11:41 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

//Nauka Shihai - Ganban Kyu

Wstał z miejsca w którym poprzednio zakończył trening, trochę się otrzepał. Koniec tych głupich przemyśleń, nie ważne co się stało w kraju stali, musiał w końcu dojść do siebie i zacząć działać. Był dość dobrym shinobi, ale nie na tyle by uratować swoich ludzi którzy nie ukrywajmy źle postąpili, może jednak mieli w tym jakiś cel? Tego nie wiedział. Podszedł do plecaka i wyciągnął z niego jakieś jedzenie, pośpiesznie je zjadł po czym przystąpił do nieco cięższego treningu który polegał na nauce kolejnej techniki Dotonu. Miał świadomość, że nie będzie to łatwe zadanie, mimo to nie tracił nadziei. Jego kontrola tej natury była na dobrym poziomie, mimo to postanowił ją sobie trochę poprzypominać. Zabrał się więc za gromadzenie czakry, cała energia spływała teraz do jego brzucha, zaczął ją mieszać z ziemią po czym zawiązał pieczęci do pierwszej techniki, a mianowicie Ganchūsō. Dobrze znana mu technika w której się lubował. Przyłożył pośpiesznie dłonie do ziemi i ze wszystkich sił wypuścił ostre paliki na zewnątrz. Były oddalone od niego o jakieś pięć metrów, trochę ich utworzył, miał zamiar mocno trenować tą naturę. Kiedy dostrzegł finalny efekt, a mianowicie ostrza wysunięte z ziemi odłożył dłonie po czym podszedł do nich i zaczął ich dotykać, uderzać, kopać. Wszystko po to aby sprawdzić ich wytrzymałość, do szybkości nie mógł się doczepić. Znał niestety jej ograniczenia, nie było więc łatwo używać na dłuższym dystansie tego jutsu. Wziął głęboki wdech, wypuścił trochę czakry, uspokoił oddech, rozejrzał się dookoła po czym przystąpił do kolejnej techniki, Tobi Tsubute. Nagromadził więc pośpiesznie kolejną ilość jasnej energii, wymieszał z Dotonem, począł składać bardzo szybko pieczęci Pies → Tygrys → Wąż → Pies → Szczur → Wąż.(6), po czym niezwłocznie przyłożył obie dłonie do ziemi, zaczął wypuszczać kamienne pociski wycelowane w ścianę żelaza. Zaburzał harmonię tego miejsca, ale niestety siła tych wszystkich technik była naprawdę imponująca, ciężko było o trening w mieście czy gdzieś gdzie łatwo było o zniszczenie. Dlatego też wybierał miejsca mniej zaludnione, miejsca gdzie mógł w spokoju trenować, będąc Tsuchikage nie miał za dużo czasu dla siebie, ale gdy już taki znajdował bardzo ciężko trenował. W końcu jego nindo to chronić bliskich! Ostatnio zawiódł, ale więcej się to nie powtórzy. Po tym postanowił o przypomnienie kolejnej techniki tym razem na celownik wziął Arijigoku no Jutsu. Chciał po prostu wszystko pogrzebać pod ziemią, chodziło dokładnie o pale które zaburzały wizerunek tego miejsca. Nagromadził więc sporą ilość niebieskiej aury, złożył pieczęć barana po czym przyłożył dłonie do ziemi. Technika od razu zaczęła się produkować, parę metrów od niego zaczęła ziemia wchłaniać wszystko w obrębie paru metrów. To co było zaczęło się po prostu chować w piachu, nie trwało to długo, Izuro odczuł skutki tego działania, ale był zadowolony. Faktycznie jego panowanie nad tym żywiołem był na dość wysokim poziomie. Teraz nie pozostało mu nic innego jak kontynuować przygotowania, tym razem postanowił użyć ostatniej techniki po czym przejść już do konkretów. Jednakże ta technika była do tej pory najsilniejszą w arsenale natur Doton. Więc ziemiany smok który był wykorzystany do walki na odległość. Wziął więc głęboki wdech, nagromadził jeszcze większą ilość czakry, złożył pieczęci, przyłożył dłonie do ziemi i zaczął sterować powstałym w ten sposób ogromnym mitycznym stworzeniem, latał on po okolicy siejąc spustoszenie, czyszcząc teren bo przecież nie było tutaj wrogów. Wszystko działo się tak szybko, w pewnym momencie odpuścił kontrolę tego i całe błoto, ziemia upadło. Jasnowłosy zaśmiał się tylko. Był już gotów by przystąpić do nauki najnowszej techniki. Rozłożył nogi, wyprostował się, wypiął klatkę piersiową, wziął wdech i rozpoczął gromadzenie czakry, niebieska aura dość szybko znalazła się we właściwym miejscu, przystąpił więc do mieszania ją z naturą Doton, nie trwało to długo, pora było na złożenie jednej pieczęci szczura, przyłożeniu dłoni do podłoża po czym wyrzuceniu całej czakry do ziemi, chciał wytworzyć kamienne bloki które wysuną się parę metrów dalej i zamkną się w tak zwanej kamiennej trumnie! Miał nadzieję, że mu się to uda! Po tym wszystkim po prostu upada na ziemię łapiąc oddech i odpoczywa aby uporządkować resztki czakry, nie miał jej za dużo w końcu taka zabawa nie należała do najłatwiejszych. Był z siebie dumny.






___________________________
Ganban Kyū. - technika uczona.
Pokaż/Ukryj:


Techniki użyte:
- Ganchūsō
- Arijigoku no Jutsu
- Dosenkiryū. (Hijutsu)
- Tobi Tsubute

Autor:  Kozoke Shinja [ N, 1 lip 2018, 11:43 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

zaliczam

Autor:  Douhito Izuro [ N, 1 lip 2018, 21:07 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

//Nauka techniki Doryūdan.

Poczułem się o niebo lepiej widząc efekty mojej ciężkiej pracy, dobrze mi było z tym co widziałem. Wziąłem głęboki wdech i na chwilę usiadłem sobie, chciałem nieco odpocząć, nieco bo to dalej był trening. Usiadłem na ziemi i złączyłem dłonie, zamknąłem oczy. Zacząłem koncentrować swoją czakrę bo wiedziałem, że będę potrzebował jej zaraz w dużej ilości, starałem się również znajdować czakrę natury. Gromadzenie, to był cel aktualnego treningu. To było ciężkie, nie posiadałem dużo tego wszystkiego. Kiedy już miałem jej sporo, otworzyłem oczy i szybko wstałem by jak najmniej stracić tej energii. Zacząłem bardzo szybko związywać pieczęci, kiedy już związałem wszystkie potrzebne to od razu przyłożyłem do ziemi i spróbowałem wytworzyć coś z tego wszystkiego niestety nic większego się nie pojawiło. To była ciężka i trudna technika wymagająca ode mnie bardzo wiele, nie wiedziałem czy ją opanuję, ale chciałem spróbować. Ci potężni shinobi mieli je w swoich zapasach, chciałem im dorównać. Zacisnąłem mocniej dłoń, dostrzegłem mały kamień. Podniosłem go i zacząłem nim obracać. Nie dostrzegłem w nim nic większego, był po prostu płaski. Przyglądałem się aż w końcu rzuciłem nim przed siebie, kamyk zrobił parę odbić, aż w końcu zatrzymał się....Wpadłem w tym momencie na coś, miałem pomysł co robię źle, po prostu zamiast dalej ją wypuszczać to ja przestałem, tak jak kamyk z dużym impetem ruszyłem, ale zaraz na tym się skończyło. Zatrzymał się, tak samo było z moją techniką, zbyt dużo energii, a potem mniejsza jej ilość. To był chyba ten błąd. Musiałem więc taką samą ilość cały czas wypuszczać by uformować tego całego smoka, ale natura czakry musiała być na wysokim poziomie, musiałem więc jej jak najwięcej zebrać, wypuszczać, aby wszystkie te minerały unosiły się nad ziemią i poruszały się w określonym przeze mnie kierunku. Zamknąłem oczy i zacząłem gromadzić czakrę w zastraszającym tempie, nie miałem dużo czasu. Chciałem po prostu jak najszybciej się wyuczyć. Kiedy nagromadziłem odpowiednią ilość czakry zacząłem formować pieczęci, kończąc przyłożyłem obie dłonie do ziemi będąc bezbronnym, wypuściłem całą tą energię do ziemi i wciąć wypuszczałem ją w określonym tempie, przy niezmiennej ilości energii połączonej z moją czakrą dodając ziemię, tyle samo. W tym momencie z ziemi wyłonił się ziemny smok, a ja zacząłem nim kręcić, obracać, robić zwroty. Kiedy poczułem duży ubytek czakry postanowiłem dezaktywować mitycznego wielkoluda. Wziąłem głęboki wdech i rozpocząłem naukę techniki której chciałem się nauczyć, a mianowicie kolejny smok, ale tym razem od razu wypuszczał pociski nie ruszając się zbytnio. Nagromadziłem resztki czakry, dołożyłem ziemną energię, związałem pośpiesznie pieczęci Baran → Koń → Smok.(3) po czym przyłożyłem dłonie do ziemi mając nadzieję, że to co zobaczę zadowoli mnie.




__________
Doryūdan.
Pokaż/Ukryj:

Autor:  Fujiko Shinja [ N, 1 lip 2018, 21:09 ]
Tytuł:  Re: Skryci między skałami

Zatwierdzam tego użytkownika.

Strona 23 z 23 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/