Ninja Gaiden
http://ninjagaiden.pl/

Dom ukryty w skałach
http://ninjagaiden.pl/viewtopic.php?f=166&t=6377
Strona 4 z 4

Autor:  Saigo [ Pt, 10 sty 2014, 17:29 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

Dotarł w końcu do swojej niewielkiej kotlinki. Cisza, spokój, lekko pobrzmiewające w górach echo niosące śpiew jakichś ptaków. Tak, to był teraz najbardziej błogi raj, na jaki mógł sobie pozwolić. Wszedł do swojego mieszkanka z nieskrywanym uśmiechem. Najpierw rzucił się na łóżko, potem obejrzał kuchnię i łazienkę. Wszystko było tak, jak to zostawił przed nieszczęściami, które go spotkały. Cieszył się jak dziecko, że wreszcie może pobyć chwilę sam we własnym kącie. Wziął bardzo długi prysznic. Rozmyślał nad wszystkim, co w tej chwili nie było ważne. Relaksował się i przez chwilę wpadł w pewien rodzaj błogostanu. Wyszedł z prowizorycznej, lecz wygodnej i przestronnej łazienki. Obejrzał swoje ciało, pełne sińców, blizn i zadrapań. Nie podobało mu się. Z uśmiechem na ustach postanowił przykryć je najlepszymi ubraniami, jakimi dysponował. Piękne, wypastowane buty stukające o kamienną posadzkę. Do tego eleganckie, czarne spodnie na kant, jasnopomarańczowa koszula i czarny, wąski krawat z cienkimi, ukośnymi paskami w kolorze jasnożółtym. Założył na głowę brązowy kaszkiet z najlepszego materiału materiału i wyszedł na zewnątrz, aby pochwalić się temu małemu skrawkowi ziemi, że wrócił w swoje strony.

EDIT 20.01.2014

// nauka Konoha Ageruken, 100 WW

Po odbyciu niezbyt długiego odpoczynku Hirako postanowił nieco powiększyć swój asortyment technik. W tym celu wyszedł na plac ograniczony przez niewielką kotlinkę przed swoim apartamentem. Ciężko mu było ostatnimi czasy skupić się na treningu, dlatego teraz tym bardziej cieszył się, że był w stanie znaleźć odrobinę czasu na odprężenie się podczas treningu Taijutsu. Zaczął niemal jak zwykle, od zwykłego rozciągania. Zrobił kilka skłonów, potem powyciągał stawy barkowe, na koniec popracował nad elastycznością mięśni nóg. Jego oddech już teraz nieco przyspieszył. Widocznie wyszedł z dawnej formy, kiedy to takie ćwiczenia były niemal tak naturalne jak spacer lub jedzenie śniadania. Dziwne porównania przychodził do jego głowy, lecz zaraz odpędził je od siebie hardą miną i postanowieniem pracy. Zamierzał opanować niezbyt skomplikowaną Konoha Ageruken. Mechanika jej wykonania była prosta. Najpierw szybki bieg przed siebie, który miał zbić z tropu oponenta i dać mu niewielką szansę na reakcję. Następnie szybki przysiad, podobny do tego w Konoha Reppuu, a następnie wyprowadzenie silnego ciosu podbródkowego w odsłoniętą gardę zaskoczonego przeciwnika. Na papierze wszystko wyglądało na łatwe, proste i przyjemne, jednak Ryotenbin był nauczony, że prognozy jedynie naginają rzeczywistość, nie tworzą jej. Będąc jednak szczerym z samym sobą musiał przyznać, że dwa pierwsze etapy wykonywania techniki miał już za sobą. Każdy głupi umie przecież wykonać szarżę, a jeśli chodzi o przysiad... cóż... ten wymagany teraz był bliźniaczo podobny do tych, które wykorzystywane były podczas wykonywania pokrewnych technik Taijutsu. Mimo to, aby trening uznać za udany i przeprowadzony w pełni, trzeba było przećwiczyć jeszcze raz wszystkie elementy. Dziadek poprawił krawat, a kaszkiet zostawił na pobliskiej, niezbyt wysokiej skale. Wziął głęboki oddech i zaczął nacierać. Gdzie? No gdzieś tam, przed siebie. Wyobraził sobie niezbyt rosłego mężczyznę stojącego przed nim, który tylko czeka na to, aby wysłać go w powietrze. Hirako był tym typem człowieka, którego nie trzeba zachęcać do podobnych działań. Ruszył energicznie, na wydechu. Zaczął zbliżać się do upatrzonego miejsca od razu niemal na pełnej szybkości, jaką był w stanie z siebie wykrzesać. W końcu na prawdziwym polu walki nie będzie miejsca na zawahanie, ani na manewry wykonywane na pięćdziesiąt procent. Idąc więc tym tropem zamierzał jak najszybciej dopaść do swojego wyimaginowanego przeciwnika. Jedyną trudnością w tym etapie było znalezienie odpowiedniego dystansu, na którym należy się zatrzymać i rozpocząć przysiad, a następnie wyprowadzić uderzenie. Może z boku wydawać się to łatwe, ale będąc w pełnym biegu i mając ułamki sekund na reakcję, taka kalkulacja sprawiała Dziadkowi nieco problemów. Szybko jednak skupił się i znalazł sposób również na to. Obrał po prostu gdzieś w oddali nieruchomy punkt, kamień. Wyobraził sobie, że będąc przy nim, będzie również w odpowiedniej odległości od swojego przeciwnika. Był to swego rodzaju checkpoint, od którego po dotarciu należało przejść do następnego etapu. Odległość jednak zmniejszała się szybciej, niż Hirako się spodziewał. Widocznie wojaże za granicą zwiększyły również jego szybkość na tyle, że stare wyobrażenia o własnych możliwościach przestały mieć znaczenie. Zostało mu już tylko kilka kroków, podczas wykonywania których zacisnął lewą pięść, przygotowując się już do doprowadzenia techniki do niezbyt spektakularnego końca. W końcu osiągnął zamierzony wcześniej punkt, ów niewielki kamyczek. Wzbijając niewielkie tumany kurzu zahamował bardzo gwałtownie, starając się przy tym, aby pęd nie pociągnął jego ciała dalej i nie spowodował zwykłej kraksy z omamem przeciwnika. Miał przy tym małe problemy, ale hamując obniżył już swoją postawę do planowanego przysiadu, a obniżenie środka ciężkości pomogło jednocześnie wytracić prędkość szybciej, przez co skuteczniej i mniej oszałamiająco nareszcie się zatrzymał. Nie czekał jednak na nic, lecz od razu zrobił głęboki przysiad. Coś tam chyba strzeliło mu kolanie. Nie słyszał, ponieważ gwizd wydmuchiwanego powietrza i zasysanie do płuc kolejnej porcji tlenu sprawiły, że teraz w uszach słyszał jedynie wiatr. Oddech był bardzo ważny. Dzięki temu ciosy był odpowiednio wycelowane i silne, a przy tym mnie męczyły użytkownika. Dziadek, trenując Taijutsu od jakiegoś czasu wiedział o tym doskonale, dlatego zwracał na to dużą uwagę i starał się wykonywać wszystkie swoje ruchy właściwie oddychając. Tak więc, przysiadł był jednocześnie pompką, która pozwoliła umieścić kolejny wdech i wydech w odpowiednim czasie. Robił to jednak już prawie podświadomie, więcej uwagi zajął mu skręt tułowia podczas przysiadu. Początkowo ustawiony był przecież frontem do przeciwnika. Konoha Ageruken wymagała uderzenie pięścią w podbródek oponenta, zatem należało zbliżyć bark do jego szczęki, aby uderzenie nabrało odpowiedniego, pionowego kierunku, nie zaś gdzieś po skosie czy wręcz równolegle do podłoża. Ryotenbin skręcił tułów niemalże o dziewięćdziesiąt stopni. Prawą stronę zostawiając nieco z tyłu, natomiast do przodu wypychając tą, która uzbrojona była w zaciśniętą wcześniej pięść. Czyżby wykonał to poprawnie? Okaże się. Póki co skupiony był bardzo na odpowiednim zamachu. Nie mógł on trwać zbyt długo ponieważ wtedy przeciwnik z łatwością uniknąłby ciosu. Zbyt płytki jednak mógł zbyt osłabić uderzenie, które nie wyrządziłoby pożądanych szkód. Skierował zatem swoją pięść nieco poniżej lewego biodra. W tej kwestii zdał się na instynkt. Zbyt mało było czasu, aby kalkulować siłę, ramię i tym podobne. Hirako stawiał przede wszystkim na zachowanie dynamiki w wykonywaniu całości techniki, co wymagało nie tylko dobrego zaplanowania, lecz również zdolności podejmowania szybkich decyzji w sytuacjach wystąpienia niespodziewanych wątpliwości. Do tej pory mu się to udawało więc miał nadzieję, że teraz również mu się poszczęści. Należało przejść do kluczowego elementu układanki - uderzenia. Tutaj tkwiło wbrew pozorom najmniej filozofii. Wyobrażając sobie swojego przeciwnika, Dziadek na chwilę podniósł głowę, aby dokładnie i jeszcze choć na chwilę wymierzyć cios w cel. Podbródek jest newralgiczną, choć często niedocenianą częścią ludzkiej twarzy, w którą opłaca się wyprowadzać ciosu. Złamanie szczęki jest bardzo bolesne, a wbicie kilku zębów również nie należy do najprzyjemniejszych. Dziadek wiedział coś o tym. Teraz jednak powrócił myślami do niewielkiej kotlinki, gdzie z głośnym okrzykiem, ogromnym impetem i z całą swoją wolą wyprostował nogi, jednocześnie wybijając do góry swoje ramię, które powędrowały prosto w nie istniejącą twarz. Czuł dreszcz przechodzący przez całe ciało, a chwilę później wszystko już powróciło do normy. Przeciwnika nie było, został się znów tylko on sam. Oddychał głośno.

Autor:  Degan [ Pn, 20 sty 2014, 17:11 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

Masz 98% :P

Autor:  Saigo [ Pn, 20 sty 2014, 17:27 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

// aby zaspokoić niepohamowany apetyt Rybola na moje pisarskie wyczyny:

Hirako skończył chyba już udaną próbę. Włożył zatem palec do nosa, bo podczas obrotu siła odśrodkowa była tak duża, że niewielki gilek wypadł mu na twarz i prawie sięgnął koszuli. Schował go zatem z powrotem. Cóż, to chyba jedyna wada, jaką zamierzał wyeliminować w kolejnym podejściu. Stanął ponownie na miejscu startowym i wykonał wszystko tak samo jak wcześniej. Teraz jednak w ostatnim, decydującym momencie wciągnął powietrze nosem najbardziej jak tylko mógł. Tym razem gilek nie wyskoczył. Zamiast tego, Ryotenbin oblizał się ze smakiem.

Autor:  Degan [ Pn, 20 sty 2014, 17:29 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

100% <33333
Twój post był miodem dla mych umęczonych oczu.

Autor:  Saigo [ Wt, 21 sty 2014, 17:24 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

Podczas pobytu w Iwie dotarła do niego wiadomość o zbliżającym się egzaminie na chuunina. Może należałoby znowu spróbować swoich sił? Co prawda Dziadek nie dysponował zbyt obszernym ekwipunkiem, właściwie, to nie dysponował żadnym, ale przecież nie tylko żelastwo się liczy, prawda? Liczy się talent i to, żeby trafić na jakichś słabych przeciwników. Nie rozmyślał długo. Umył się, ogolił, wyprasował ubranka. Ubrał najlepszy spodnie, koszulę i krawat. Na głowę założył kaszkiecik, a na grzbiet płaszcz. Szkoda, że nie miał drzwi, bo by je zamknął. No ale cóż... nie można mieć wszystkiego. Wyszedł w siną dal, szukając tego jakiegoś tam Sora no Kuni

z.t. 2h do Sora

Autor:  Saigo [ N, 8 cze 2014, 13:30 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

// trening drugiego poziomu stylu walki; litości, dawno nie pisałem D:

Wrócił do domu po nudnych wojażach. Chociaż musiał przyznać, że ostatnie spotkanie z Yurei było nawet przyjemne, to nie była to już ta sama dziewczyna co kiedyś. Ryotenbin jednak szybko porzucił rozmyślania nad tym, co spotkało go w ostatnim czasie. Postanowił się zrelaksować i potrenować nieco. Zanim jednak to zrobił, wszedł do domu, aby wykąpać się i przebrać w czyste ciuchy. W końcu udało mu się ogarnąć, zatem wyszedł na plac przed swój domek. Zamierzał polepszyć swój styl walki wręcz, który był jeszcze zbyt chaotyczny. Widział to podczas swojego egzaminu na chuunina.
Zaczął od rozgrzewki. Rozkraczył się najszerzej, jak tylko mógł. Chociaż wciąż nie było to zbyt szeroko. Na pewno nie tak szeroko, jak robił to kiedyś. Mięśnie Dziadka zastały się przez te leniwe dni, dlatego zdawał sobie sprawę z tego, że musi przyłożyć się do przypomnienia mięśniom o co mu chodzi. Zrobił skłon do ziemi, opierając łokcie na podłożu. Poczuł przyjemny, niezbyt silny skurcz w nogach. Włosy opadły mu do przodu, na policzki, a on trwał przez chwilę w tej pozycji. Następnie powrócił do pionu. Powtórzył ćwiczenie jeszcze kilkakrotnie, po czym zbliżył do siebie stopy, jednocześnie podnosząc środek ciężkości. Rozciągnął ramiona w bok i zrobił kilka wymachów do przodu i tyłu, następnie kilkanaście prostych podskoków, podciągając nogi do klatki piersiowej. Już mu się znudziło. Zawsze miał słomiany zapał do mało ekscytujących rzeczy, jednak tym razem musiał wykonać przynajmniej plan minimum, aby nie doznać kontuzji. Wystarczy jednak bzdur. Przeszedł do właściwej części treningu. Zacisnął pięści i zamknął oczy. Wziął kilka głębokich wdechów, aby wyrównać oddech. Czuł na sobie pierwsze krople potu i wiatr, który suszył jego czoło. Podniósł dłonie nad siebie, następnie przeplatał je nad sobą, aby na końcu zatrzymać przed swoją klatką piersiową, ustawiając gardę. Był w lekkim rozkroku i niezbyt głębokim przysiadzie. Lewa ręka była bardziej z przodu, na wysokości twarzy, dłoń rozluźniona, czekająca na cios. Prawa pięść dotykała biodra, gotowa na kontratak. W jednym momencie prawie zamienił je miejscami prostując prawe ramię, przy akompaniamencie głośnego świstu wydychanego powietrza. Zrobił przy tym krok do przodu, aby cios był wyprowadzany całym ciałem. Podstawy walki wręcz, czyli atak musi być wyprowadzany całym ciałem, a nie tylko dłonią. Zrobił kolejny cios, jednak nie zakończył kombinacji. Lewą nogę odsunął od ciała i delikatnie sunąc nią po ziemi zatoczył półkole. Następnie gwałtownie dołączył do stopy resztę ciała, wykonując obrót i wyprowadzając cios ponownie. Cofnął się, wyłapał kilka niewidzialnych uderzeń na ustawioną gardę i wyprowadził w powietrze serię kopnięć. Chciał, aby jego ruchy były płynne. Musiały przechodzić z parteru, przez tułów aż po głowę. Przeciwnik miał mieć problem z jego dynamiką i niespodziewanymi ciosami. Hirako bardzo chciał osiągnąć w walce wręcz element zaskoczenia. Wiedział, że niespodziewany ruch, chwyt czy cios może przechylić szalę zwycięstwa na jego stronę. Dążył zatem do tworzenia sekwencji ciosów. Łączył ze sobą kopnięcia, ataki frontalne obiema dłońmi, wślizgi i podcięcia oraz szerokie ataki. Te ostatnie były jeszcze przewidywalne. Ryotenbin wiedział, że te najsilniejsze zawsze łatwo będzie przeczytać, jednak chodziło o to, aby wcześniejszymi uderzeniami doprowadzić oponenta do takiego położenia, w którym będzie on miał trudności z unikiem. Dlatego silne kopnięcia były najczęściej poprzedzone szybkimi, prostymi ciosami na głowę przeciwnika, aby wytrącić go z równowagi. Dziadek skakał dookoła powietrza i siłował się z niewidzialnym przeciwnikiem długo. Nie wiedział nawet czy wygrywa, czy też może nie. Po prostu uderzał i cieszył się z tego, że jego głowę zaprząta teraz tylko trening. W końcu zmęczył się. Oddychał coraz trudniej, aż w końcu jego silne ciosy były coraz słabsze, a te szybsze coraz wolniejsze. Przystanął i rozejrzał się. Był już wieczór, a tumany kurzu przykryły biała koszulę. Postanowił zrobić sobie przerwę w treningu i wrócił do domu, aby zaczerpnąć nieco odpoczynku.

Autor:  Jiro [ N, 8 cze 2014, 15:12 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

70%

Autor:  Saigo [ N, 8 cze 2014, 17:37 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

Postanowił potrenować jeszcze chwilę przed snem. Był już wieczór, zmrok niemal całkowicie zapadł nad jego kotlinką. Mimo to nie bał się ciemności, choć chyba powinien. Nie mógł jednak oszukać uczucia lekkiego lęku po tym, co było dane mu przejść. Nie cofnął się jednak do domku, lecz odważnie wyszedł na plac boju, na którym był... sam. Niemal na środku stał wielki głaz, wbity w ziemię przez naturę zapewne setki lat temu. Teraz Ryotenbin postanowił go wykorzystać. Wziął go na cel i ponownie zacisnął pięści. Zaczął szarżę, choć nie był zły. Wyskoczył niemal w ostatniej chwili, aby wyprowadzić pierwszy atak kopnięciem z powietrza. Uderzył, a w zasadzie odbił się od skały, po czym wylądował przed nią. Teraz atakował pięściami. Najpierw dwa proste, potem atak hakiem, kawałek celu odłupał się i spadł na ziemię. Dziadek przestał, poczuł ból w ręce. Ochłonął, spojrzał na skruszoną część kamienia, a następnie na swoją dłoń. Krwawiła. Zrozumiał, że go poniosło. Być może nie potrafił ot tak odciąć się od adrenaliny i wrażeń, chociaż te były dla niego bardzo niekorzystne i dobrze o tym wiedział. Ochłonął i rozpoczął regularny trening. Bił miarowo, proste ciosy kierował wprost na twardy kruszec, jednak miarkując swoją siłę, bardziej skupiając się na rytmie i technice, niż niszczycielskiej sile. Poza tym... przecież od zawsze był wątły. Nigdy nie pozostawiał sobie złudzeń, że jednym uderzeniem będzie niszczył domy. Bardziej chciał nauczyć się wyprowadzać skutecznie, aniżeli nokautujące uderzenia. Zmienił nieco taktykę walki. Tym razem ręce wciąż były w ruchu, lecz nie uderzał już symetrycznie, raz jedną, a raz drugą ręką. Co chwil bowiem dokładał do ubogiej kombinacji uderzenie kolanem lub łokciem. Stał zatem bliżej niż wcześniej, jednak starał się nie stracić przy tym swojej dynamiki. Czy wychodziło mu to już lepiej, niż podczas niedawnych prób. Samemu trudno było mu to ocenić, jednak uważał, że teraz jego starania i kolejne ataki są bardziej przemyślane. Uderzał teraz wysokimi kopnięciami. Czasem prosto, frontalnie, a czasem dokładając do tego półobrót. Nadgarstki były już lekko obolałe, teraz dodawał do swoich dolegliwości bolące pięty i łydki. Włosy lepiły się do jego twarzy, lecz nie próbował ich odgarniać. Były denerwujące, lecz jakikolwiek niepotrzebny ruch mógł zakłócić trans, w jaki wpadł. Głuche uderzenia rozlegały się po kotlinie, a echo wtórowało im sprawiając, że Hirako słyszał swoje ciosy kilkakrotnie, zanim kompletnie przeminęły między górami. Był jednak z siebie zadowolony. Po kolejnej serii opadł na ziemię. Specjalnie, chcąc złapać drugi oddech. Był zmęczony, lecz zadowolony z siebie.

Autor:  Jiro [ N, 8 cze 2014, 17:45 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

Masz te 100% marudo :D

Autor:  Saigo [ Pn, 9 cze 2014, 17:02 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

Dziadek leżąc na ziemi odetchnął głęboko. Był zadowolony z tego, że nie do końca stracił swoje młodzieńcze zapędy w treningu. Odpoczywał, miarowo oddychając. Zastanawiał się, co dalej. Czy ma jeszcze czego szukać w Iwagakure? Pochodził z jednego z najpotężniejszych klanów, jakie kiedykolwiek widziało nie tylko Tsuchi no Kuni, ale też cały świat. Teraz jednak sama Wioska się go wyrzekła. On nie opuścił jej, lecz Tsuchikage nie podjął żadnych działań, aby go ratować. Poza tym, Iwa leży teraz w gruzach. Hirako zdawał sobie sprawę, że w jednej chwili jego świat się posypał. Postanowił znaleźć sobie swój własny azyl. Nie tutaj, nie w tym niegościnnym miejscu, ani nawet Kraju. Musiał odpocząć i choć przez chwilę poczuć się bezpiecznie. Postanowił zaszyć się gdzieś, przynajmniej na jakiś czas. Zostać nukenninem? Robić sobie z Pięciu Wiosek wrogów w pełni świadomie? Nieee, to głupota. Potraktował to raczej jako początek bardzo długiego urlopu. Może kiedyś zatęskni za tymi stronami? Sam nie wiedział. Wiedział natomiast, że nie chce dłużej żyć. Nooo... przynajmniej nie tutaj. Wykąpał się i ułożył do snu, aby następnego dnia ubrać się w najlepsze ciuchy, założyć krawat, płaszcz i kaszkiet, a następnie ruszyć gdzieś przed siebie.

z.t.

Autor:  Saigo [ Pt, 11 sie 2017, 08:47 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

Dom... słodki dom...! Hirako sam prawie zgubił się w tych wszystkich przesmykach górskich, które prowadziły do jego zakątka. Co podkusiło go, aby osiedlać się na takim zadupiu? Ah, no tak... spokój... Po wielu przygodach i bólach jakie przeżył, wracał do domu odmieniony. Szybko poznał kilka swoich kątów, całe mieszkanie było brudne i zakurzone, a w większości otworów zagnieździły się pająki. Nawet w szafie, gdzie trzymał swoje zapasowe koszule, znalazł niepożądanych lokatorów. Cóż... takie chyba były uroki powrotów w rodzinne strony. Najlepiej czuł się w górach. Miasta i wioski miały w sobie jakiś irytujący brzęk, smród mrowiska i pęd pochłaniającego Cię błota. Tutaj, mimo brudu, powietrze było świeższe, lżejsze. Szybko uporał się ze sprzątaniem, odświeżył nieco kuchnię i łazienkę - świeża woda wciąż biła ze skały. Czas było rozprostować ponownie stare kości.
Po treningu w Kirigakure i małym epizodzie z porwaną dziewczyną natchnienie do niego wróciło. Znów zapragnął trenować, a kolejnym krokiem w rozwoju miało być rozszerzenie możliwości jego koronnej techniki. Zanim jednak przeszedł do właściwego treningu, zaczął od standardowej rozgrzewki. Kilka przysiadów, skłonów naprzemiennych, podskoków i pompek. Zestaw podstawowych ćwiczeń opracował już dawno. Był ekspertem taijutsu i nie bał się wysiłku fizycznego, choć jego sylwetka w ogóle tego nie zdradzała... Niemniej jednak, taki rozgrzewający zestaw dobrze mu zrobił. Czuł jak stopniowo zwiększa się jego zakres ruchów, mięśnie i ścięgna budzą się do życia. On sam nieco szybciej już oddychał. Czuł w sobie dziwną radość i satysfakcję. Jakby zapomniał o swojej ulubionej zabawie i poznawał ją od nowa po raz drugi. Co teraz? Jak rozwinąć swój potencjał o kolejny Oddech? Przede wszystkim należało głęboko... odetchnąć.
Ryotenbin usiadł po turecku na ziemi, w cieniu jednego z drzew rosnących nieopodal. Położył nadgarstki na kolanach i zamknął oczy. Z doświadczenia wiedział, że to nie pokonywanie kolejnych fizycznych barier pozwala przekraczać kolejne granice. Trzeba było przede wszystkim zapanować nad umysłem. Zawirował swoją chakrą. Nie był ekspertem w tej dziedzinie, jednak manipulacja energią w celu wykorzystania jej do wzmocnienia mięśni było zupełnie inną dziedziną, niż formowanie jej do konkretnego kształtu technik ninjutsu. Wypełnił kanaliki w swoich płucach i mięśniach niebieską energią, a następnie głęboko odetchnął. To był pierwszy oddech, już aktywny. Co teraz? Dążył dalej. Ręce lekko mu drżały, a on sam czuł się silniejszych. Różnica, która towarzyszyła temu poziomowi była teraz prawie naturalna, jednak euforia aktywowania go po raz pierwszy ponownie do niego wróciła. Chciał więcej. Szybko przekierował więcej chakry z mięśni do płuc. To nieco osłabiło te pierwsze, jednak zwiększona cyrkulacja tlenu w organizmie pozwalała na przyspieszoną regenerację. Teraz nie towarzyszyły mu żadne kontuzje, jednak Hirako wiedział dokładnie jak działa Drugi stopień. Wszystko to było bliźniaczo podobne do otwierania bram chakry, jednak dawało zupełnie inne doznania, głębsze, bardziej orzeźwiające. Bramy nie rozluźniały, zabierały oddech, dusiły swoją siłą i skurczem. Tutaj... tutaj po prostu oddychał i czuł się lepiej z każdym kolejnym wdechem. Właśnie miał zamiar wziąć trzeci. Wykrzesał z siebie więcej, niż do tej pory był w stanie udźwignąć. Postanowił znów rozprowadzić energię po całym ciele, aby dotarła ona również do ścięgien i stawów - gdzie tylko było można. To miało uelastycznić jego ciało jeszcze bardziej, a zaraz utwardzić je i sprawić, aby uderzenia w ciało nie stanowiły już dla Dziadka problemów. Powoli jednak odczuwał trudność w tej perfekcyjnej kontroli. Wszystko musiało odbywać się spokojnie, równomiernie. Poczuł jednak, że nieco chakry uwalnia się na zewnątrz. Otworzył oczy i spojrzał na swoje ręce. Wokół nich prześwitywała pomarańczowa aura. Jednocześnie poczuł jak jego włosy, unosząc się do góry, muskają uczy i szyję. Przyjemne uczucie, taka pieszczota była prawie jak nagroda za cały ten trud. Hirako jednak spodziewał się czegoś więcej. Zamknął oczy i skupił się jeszcze bardziej. Wziął kolejny oddech, jednak czy był to już Trzeci?

// powrót do domku po ponad trzech latach i nauka Trzeciego Oddechu :)

Pokaż/Ukryj:

Autor:  Arui [ Pt, 11 sie 2017, 09:05 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

ok

Autor:  Saigo [ Pt, 11 sie 2017, 09:32 ]
Tytuł:  Re: Dom ukryty w skałach

Yay! Udało mu się? Poczuł takie miłe ciepełko w podbrzuszu jak podniecona niewiasta. Ale przecież był podniecony! Dziadek opanował właśnie kolejny stopień w drodze do mistrzowskiej, perfekcyjnej, ekstremalnej, ekscytującej, cudownej, fantastycznej kontroli własnego ciała. Co teraz? Rozejrzał się dookoła. Ogarnął chałupę, porozciągał gnaty, czas się gdzieś wyrwać, znowu. Myślał o wizycie w Iwie, zobaczy jak zmieniło się miasto. może wybetonowali drogi? Może założyli jakieś rabatki? Może nawet POSADZILI W KOŃCU JAKIEŚ DRZEWO W TEJ CHOLERNEJ KUPIE GRUZÓW?

z.t.

Strona 4 z 4 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/