Obóz łowców niewolników.

Kraj bagien. Jedno z wielu, wielu terenów o których niewiele wiadomo. Raz na rok przez kilka tygodni padają tu prawdziwie monsunowe deszcze. W strugach spadającej z nieba wody nie widać nic a nic. Ze szczytów górskich w takim czasie bardzo często losowo spływają masy wody, niosąc ze sobą błoto i kamienie. Wątpliwe jest, by ktoś żył na tym obszarze.
Awatar użytkownika
Akarai Tazaru
Posty: 3953
Rejestracja: ndz, 22 lis 2015, 16:50
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Kumogakure no Sato
Ranga: Jōnin, Raikage
Wiek Postaci: 28
Siła: Yon Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: San Kaishi
kontrola_suiton: San Kaishi
Walka Wręcz: San Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=259381#p259381

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Akarai Tazaru » pn, 28 gru 2015, 16:43

Młodzieniec był świadom, że stać go na o wiele więcej. Po krótkiej przerwie wznowił swoje ćwiczenia, dalej eksplorując wielką pieczarę. Nie używał zbyt dużej ilości chakry do oświetlania terenu, więc znajdował tylko to co zwykle, czyli szczątki odpadków i innych takich. Bieg był dosyć trudny, jednakże rozruszane kończyny były teraz wypełnione wielkimi pokładami energii. Miał ochotę biegać tak godzinami, jednakże wiedział, że powinien też poświęcić nieco czasu innym rzeczom. Rozpędził się dość mocno biegnąc teraz koło drugiej ściany ogromnej pieczary i zbliżając się powoli do poznania całości tegoż kompleksu jaskiniowego. Czasem zdarzało mu się uskakiwać przed pajęczynami, które motały się ciągle na skalnym podłożu. Po pewnym czasie zawrócił i biegł teraz bardziej po skosie przeskakując wszystkie napotkane przeszkody. Od czasu do czasu musiał się nieco schylić, bowiem stalaktyty na stropie jaskiniowym osiągały całkiem spore rozmiary. Zdarzało się mu potknąć miejscami, ale z opresji ratowała go Dekata Ki. Gdy przebiegł i z eksplorował całą pieczarę, obiegał ją w koło już będąc pewnym, że nie zagraża mu jak na razie żadne niebezpieczeństwo. Kiedy znudził się tym, pobiegł z powrotem w stronę jaskiń, w których rozegrała się jego walka z pajęczakiem. W międzyczasie rozglądał się za swoimi spodniami bowiem był teraz niemalże zupełnie nagi. Jedyne co mu pozostało, to jego stare rozpadające się sandały. Od gniewu jaki powodował teraz w nim brak stroju zaczął biec znacznie szybciej. Rozglądał się wszędzie patrząc również patrząc pod nogi, aby nie upaść. W końcu zmachał się nieco, i truchtał przemierzając ponownie największą część jaskiniowego kompleksu. Zastanawiał się czy pająk ma coś wspólnego ze zniknięciem jego spodni.
▌Wytrzymałość Psychiczna - Poziom 2 ▌Szybkie Wiązanie Pieczęci - Poziom 2 ▌Czytanie Śladów - Poziom 1 ▌
▌Kowal - Poziom 1 ▌Perswazja - Poziom 1 ▌Sztuka Pieczętowania - Poziom 1 ▌Sztuka Kamuflarzu - Poziom 1 ▌


Obrazek

Awatar użytkownika
Shisetsu Jigoku
Posty: 5401
Rejestracja: czw, 8 paź 2015, 17:45
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: Wasure Akuma no Ken
Wioska: Ishi
Ranga: Nukenin C+
Wiek Postaci: 16
Siła: San Kaishi ++
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi +
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: Ni Kaishi ++
Kontrola Doton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=11818&p=281853#p281853

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Shisetsu Jigoku » pn, 28 gru 2015, 16:46

90% To nadal nie był szczyt szczytu.
Obrazek
Pokaż/Ukryj:
Ogrom Czakry, Demoniczny Skryba.
Perswazja 2
Sztuka kamuflażu 2
Szybkie pieczęci 2
Wytrzymałość psychiczna 2
Pieczętowanie 2

Awatar użytkownika
Akarai Tazaru
Posty: 3953
Rejestracja: ndz, 22 lis 2015, 16:50
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Kumogakure no Sato
Ranga: Jōnin, Raikage
Wiek Postaci: 28
Siła: Yon Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: San Kaishi
kontrola_suiton: San Kaishi
Walka Wręcz: San Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=259381#p259381

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Akarai Tazaru » pn, 28 gru 2015, 16:53

Szkarłatnowłosy uświadomił sobie, że za bardzo się oszczędza. Postanowił zrobić jeszcze ok. dziesięć kółek wokół wielkiego wnętrza groty. Tym razem naprawdę dawał z siebie wszystko. Biegł najszybszym sprintem jaki mógł z siebie wykrzesać przeskakując każdą napotkaną przeszkodę. Nie miał zamiaru dać się pokonać tej jaskini, nie teraz, gdy wreszcie miał w niej święty spokój. Nabierał coraz większego rozpędu robiąc już szóste okrążenie. Nie mógł uwierzyć własnym oczom, że biegnie tak szybko. Momentami ledwo wyrabiał z unikaniem przeszkód jakie nasuwały mu się pod nogami i nad głową. Miał z tego niezły ubaw, bowiem robiąc dziewiąte okrążenie potknął się i zrobił cztery przewroty w przód. Nieco się poobijał, lecz wyglądało to tak epicko, że nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Ostatnie okrążenie wyciągnęło z niego maks siły, bowiem nie był już wstanie szybciej przebierać nogami. Pomyślał, iż ten trening dobrze zrobi również jego miłosnym praktykom.
▌Wytrzymałość Psychiczna - Poziom 2 ▌Szybkie Wiązanie Pieczęci - Poziom 2 ▌Czytanie Śladów - Poziom 1 ▌
▌Kowal - Poziom 1 ▌Perswazja - Poziom 1 ▌Sztuka Pieczętowania - Poziom 1 ▌Sztuka Kamuflarzu - Poziom 1 ▌


Obrazek

Awatar użytkownika
Shisetsu Jigoku
Posty: 5401
Rejestracja: czw, 8 paź 2015, 17:45
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: Wasure Akuma no Ken
Wioska: Ishi
Ranga: Nukenin C+
Wiek Postaci: 16
Siła: San Kaishi ++
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi +
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: Ni Kaishi ++
Kontrola Doton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=11818&p=281853#p281853

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Shisetsu Jigoku » pn, 28 gru 2015, 16:55

100^
Obrazek
Pokaż/Ukryj:
Ogrom Czakry, Demoniczny Skryba.
Perswazja 2
Sztuka kamuflażu 2
Szybkie pieczęci 2
Wytrzymałość psychiczna 2
Pieczętowanie 2

Awatar użytkownika
Saigo
Posty: 1149
Rejestracja: ndz, 22 lip 2012, 12:32
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Iwagakure no Sato
Ranga: Chuunin
Wiek Postaci: 29
KP: viewtopic.php?f=36&t=5581

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Saigo » pn, 28 gru 2015, 22:03

Dziadek przybył wreszcie do miejsce przeznaczenia. Miał tylko nadzieję, że nie jego przeznaczenia, hue hue hue. Wypchnięty ze statku, wepchnięty do obozu, wypchnięty na górne pokoje, wepchnięty do celi. Czuł się... poruszony. Nie czuł jednak strachu, ponieważ jego pani powiedziała mu, co go czeka. Usiadł zatem na pryczy i rozpoczął rozmyślania nad tym, w jaki sposób mógłby poradzić sobie z najbliższym wyzwaniem. Po pierwsze, w końcu miał czas na domknięcie pewnych spraw, na które do tej pory nie miał czasu, a okoliczności również jakoś nie sprzyjały. Odwrócił się tyłem do wejścia do celi i wykonał Kuchiyose. W kłębach dymu pojawił się Ikari.
- Czego znowu? - Pocieszny malec...
- Wzywałem Shitto, co tu robisz, brzydalu? - Hirako nie krył swojego rozczarowania, że przed jego oczami machało skrzydełkami to straszydło.
- Nie może teraz, mecz ogląda. Coś przekazać? Huh, aleś wylądował, bratku... - Nietoperz ogarnął wzrokiem celę. Istotnie, nie wyglądała na przytulne gniazdko, ale przecież ten głupi zwierzak nie znał całej historii.
- Odwal się, to tylko lokal przejściowy. Mam już na oku kawalerkę ze ślepą kuchnią. Bierz ten zwój i spadaj. Muszę być ostrożny. - Dziadek obejrzał się dla pewności za siebie, aby upewnić się, że nikt go nie obserwuje, ani nie podsłuchuje.
- Robi się. Nara. - Ikari usiadł na zwoju i zniknął razem z nim.
- Nara... trzymaj się, mały. - Dziadek odetchnął głęboko, bo chyba się udało. Usiadł znowu na pryczy. Już powoli zamykały mu się oczęta, a z ust zaczęła wypływać senna ślina, gdy nagle coś pacnęło go w stopę. Rozpromienił się. Papierosy!
- Papierosy! - Powtórzył za narratorem. - Fajki, szlugi, fajeczki, peciki moje kochane! - Porwał pudełeczko i zaczął tulić je w ojcowskich objęciach. Czyli jednak Tsubame dba o niego! Haha! Kochana morderczyni i porywaczka! Takich jak ona to ze świecą szukać, naprawdę! Szybko zerwał banderolę i włożył do ust pierwszą sztukę. Podpalił i zaciągnął się. Znajdował się w ciemnej celi, ale poczuł się jak król. Położył się na pryczy i wyraźnie zrelaksowany odpłynął w papierosowym dymie. Oh, mógłby tak już zawsze. Nie musiał martwić się o nic. Przynajmniej tak mu się wydawało. Co będzie, gdy nie spodoba się przywódczyni? Pewnie trafi do kopalni, albo zje go ten psychopatyczny znajomy Tsubame. Ciekawe, czy zaprosiłaby go na ich wesele? Pewnie zeżarłby wszystkich gości... Dziadek zachichotał na myśl o torcie weselnym udekorowanym tatarem z przybyłych. No cóż... a może zrobią z niego jakiś większy użytek? Może też będzie mógł łowić plebs po krajach świata? Byłoby super, zwiedziłby sobie jakieś miłe zakątki i jeszcze zebrał za to pochwały. Taaak... musiał przyznać, że obecna oferta pracy trafiła mu się jak ślepej kurze ziarno. Ewentualnie, co chyba najbardziej prawdopodobne, pozostała mu kariera malarska. Też dobrze, pomacha sobie trochę pędzlem i fajrant. Nieśpieszne życie zaczęło podobać mu się coraz bardziej. A jaki będzie cyrk, jak Iwa albo inna Wielka Wioska znajdzie ten obóz? Szaleństwo! Ryotenbin zaśmiał się ponownie. Był podekscytowany i nie mógł się już doczekać nadchodzących wydarzeń. Skończył mu się papieros. Ehhh... Odetchnął głęboko i uspokoił się. Należy zachować fason. Podobno ta przywódczyni to też jakaś psychopatka. Dobrze byłoby jej nie zdenerwować i zapunktować już od pierwszego wrażenia. Może da mu celę z oknem? Byłoby super...

Awatar użytkownika
Kaneko Mei
Posty: 2177
Rejestracja: śr, 8 sie 2012, 16:02
Płeć: Kobieta
Organizacja: Wasure Akuma no Ken
Wioska: Ishi
Ranga: T. Chuunin
Wiek Postaci: 20
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: Ni Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Katon: Ni Kaishi
Kontrola Doton: Ni Kaishi
Walka Wręcz: Ichi Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=7701
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Kaneko Mei » pn, 28 gru 2015, 22:55

Akarai trenował i trenował, lecz samym treningiem człowiek nie żyje. Klimat panujący w tym miejscu sprawiał, że mężczyzna mógł powoli odchodzić od zmysłów, gdyby stał zbyt długo w jednym miejscu. Czyżby nadeszła pora na dalszą eksplorację jaskini? Czy nasz czerwonowłosy zboczeniec znajdzie w niej coś ciekawego, co odmieni jego obecną sytuację? Oj, tego na razie się nie dowie, dopóki nie ruszy tyłka z miejsca. Lekko zziajany, shinobi mógł poczuć silny podmuch chłodnego powietrza, które orzeźwiało jego zamroczony umysł. Czyżby tam znajdowało się to, czego szukał? Ruszaj, czerwony rendżerze!

[Fab D] Eksploracja jaskini. [Vol. 10]
Sztuka Pieczętowania [poziom 2.] | Wytrzymałość psychiczna [poziom 2.]
Ukrywanie emocji [poziom 2.] | Szybkie wiązanie pieczęci [poziom 2.]
Bransoletki: Lewa 3/10 Prawa 5/10

Awatar użytkownika
Akarai Tazaru
Posty: 3953
Rejestracja: ndz, 22 lis 2015, 16:50
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Kumogakure no Sato
Ranga: Jōnin, Raikage
Wiek Postaci: 28
Siła: Yon Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: San Kaishi
kontrola_suiton: San Kaishi
Walka Wręcz: San Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=259381#p259381

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Akarai Tazaru » wt, 29 gru 2015, 01:23

Plan młodzieńca spalił na panewce, bowiem nie miał kompletnie się gdzie ukryć. Żeby jeszcze było mało, udało mu się co prawda ukryć swoją cenną rodzinną pamiątkę, ale czuł tak ogromny ból dupy, że momentami przestawał racjonalnie myśleć. Pomyślał, że jeśli znowu będzie chciał go zgwałcić jakiś zboczony gość, tym razem na pewno się zmieści swoim rewolwerem w jego odbycie. Musiał przez to być teraz dużo bardziej ostrożny a przede wszystkim potrzebował jakiegoś ubrania. Pomyślał, że to dobry moment by troszkę pomyśleć nad dalszymi działaniami. Odpoczynek po badaniu jaskiń powinien mu dobrze zrobić, szczególnie, że być może przyjdzie mu walczyć znowu o swoją wolność. Ponadto potrzebował sił, aby wezwać jakieś posiłki i uratować Rin z obozu. Wciąż czuł się winny za to, że jej nie obronił i jego męska duma przekręcała się głęboko pod ziemią. Musiał wymyślić co teraz począć, jakie działania podjąć, aby móc w jakiś sposób pomóc dziewczynie. Pierwszym problemem jaki musiał rozwiązać było przedostanie się obok strażnicy, do miejsca gdzie będzie mógł spokojnie pomyśleć nad rozwiązaniem problemu. Przy odrobinie szczęścia mógłby dostać się do jakiejś pobliskiej wioski i poprosić o pomoc mieszkańców. Na pewno również i oni doznali krzywd z ręki łowców niewolników i chcieliby się ze nie zemścić. Siedzenie gdziekolwiek sprawiało nie lada problem szkarłatnowłosemu, bowiem jego menzurka mimo małych rozmiarów wciąż była za duża jak na jego tyłek. Ogromnie go paliło w miejscu gdzie ją włożył, a gdy myślał o jej czyszczeniu robiło mu się nie dobrze. W dodatku będzie musiał później pić z niej, co tylko pogarszało jego mdłości. Mimo wszystko ów pomysł uważał teraz za najlepszy, bowiem nie miał żadnego ubrania i nie mógł jej schować nigdzie indziej. Zastanawiało go jedynie, jak później ją wyciągnie, skoro wsadził ją tak głęboko. Czuł się teraz jak jakiś gej, któremu ktoś wsadził wielkiego grubego penisa w dupę i odciął go sobie pozostawiając go w środku. Owe uczucie było wielce irytujące, gdyż młodzieniec kochał tylko i wyłącznie kobiety. Nienawidził gdy ktoś, lub coś dobiera się do jego odbytu. Kiedy wreszcie opamiętał się nieco i przestał myśleć o bólu, zaczął opracowywać plan ucieczki. Pierwszym krokiem było zlikwidowanie strażnika, który pełnił wartę na wieży. Nie było innej rady, gdyż nie za bardzo było się jak przed nim ukryć. Chciał się tam wdrapać najcichszej jak to możliwe i uśpić go Nemuri. Kolejnym krokiem było zejście i odejście jak najdalej stąd. Poza tym nic lepszego nie przyszło mu do głowy. Ciężko było przeciwstawić się okrutnemu losowi, który na każdym kroku atakował młodzieńca. Nie mógł jednak na to nic kompletnie poradzić, musiał ciągle stawiać mu czoła. W spokoju i bólu oczekiwał odpowiedniego momentu, aby wyruszyć na jakąś akcje.

// Odpoczynek 4h.
▌Wytrzymałość Psychiczna - Poziom 2 ▌Szybkie Wiązanie Pieczęci - Poziom 2 ▌Czytanie Śladów - Poziom 1 ▌
▌Kowal - Poziom 1 ▌Perswazja - Poziom 1 ▌Sztuka Pieczętowania - Poziom 1 ▌Sztuka Kamuflarzu - Poziom 1 ▌


Obrazek

Awatar użytkownika
Kenjimon
Posty: 6279
Rejestracja: wt, 14 kwie 2015, 22:34
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: 7MM, Sekuto Chi
Wioska: Kirigakure no Sato
Ranga: Mizukage
Wiek Postaci: 25
Siła: Yon Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi
Szybkość: Roku Kaishi
Zręczność: Yon Kaishi ++
Kontrola Chakry: San Kaishi ++
Zasoby Chakry: Go Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Go Kaishi
Kontrola Fūton: Roku Kaishi
Kontrola Raiton: Yon Kaishi
Kontrola Doton: Yon Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?p=206069#p206069
Lokalizacja: Kaer Morhen

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Kenjimon » wt, 29 gru 2015, 01:29

Akarai Tazaru - w prezencie za wczuwanie się w postać (maksymalną, bo to jest dla mnie beka miliard jak to czytam) otrzymujesz osiągnięcie Fabularny Maestro - (Wykonaj przynajmniej jedno błyskotliwe i niepowtarzalne fabularne zagranie, np. uczyń szpiega z własnego przeciwnika, zastrasz Kage, by ten wykonał Twoje rozkazy) - +50 PF.

Miej się zdrów o/! Oby tak dalej XD
- Saru no Kaido -
Pokaż/Ukryj:
Mistrzostwo technik klonowania [1 lvl], Szybkie Wiązanie Pieczęci [2 lvl], Wytrzymałość Psychiczna [2 lvl], Fūinjutsu [2 lvl], Aktorstwo[1 lvl], Tropienie [1 lvl]

Kenji|Shiroyasha|Myśl

Obrazek

Awatar użytkownika
Shisetsu Jigoku
Posty: 5401
Rejestracja: czw, 8 paź 2015, 17:45
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: Wasure Akuma no Ken
Wioska: Ishi
Ranga: Nukenin C+
Wiek Postaci: 16
Siła: San Kaishi ++
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi +
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: Ni Kaishi ++
Kontrola Doton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=11818&p=281853#p281853

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Shisetsu Jigoku » wt, 29 gru 2015, 10:59

Dziadek siedział w swoich czterech ścianach ciesząc się darem jaki dostał. Jednak od kogo? Podejrzewał piękną niebieskowłosą ale mógł być równie dobrze kto inny. Mimo wszystko to nie było ważne, miał on teraz trochę czasu na regeneracje poprzez sen, i właśnie tak postąpił. Tej nocy miałeś dobre sny, nagie dziewczyny,alkohol i papierosy. Same dobre rzeczy dla takiego staruszka jak ty nieprawdaż? Jednak twoje marzenia senne przerwało pukanie w metalowe drzwi. Nie tyle co pukanie a walenie w nie z całych sił. No wstawaj już! Lin Xia nie będzie czekać cały dzień musi ocenić sama jak to Tsubame nazwała "Zgrzybiałego Malarza". Drzwi zostały otwarte a Ty usłyszałeś osobę z której ust pochodziły te słowa. Gdy przekroczyłeś próg swojej cel ujrzałeś to co ostatnim razem kamienny korytarz który był słabo oświetlony po lewej, on prowadził w głąb a po prawej wyjście z świątyni. No to co teraz, będziesz grzeczny czy to dobra pora na atak?

[Fab X2D] Nazwę sobie wymyśl. [Vol.2]


Czekałeś aż stanie coś co pozwoli Ci wyjść z opresji, i w końcu po długich obserwacjach zobaczyłeś jak strażnik wychodzi z wieży. Masz teraz trochę czasu aby wyjść i zejść do obozu. Przy dobrych wiatrach nikt Cię nie zauważy i nie dostaniesz prądem. Jest bardzo ciemno co sprzyja Ci. Jedyny twój problem jest taki że do zejścia na sam dół jest sporo, a strop jest bardzo stromy. Nawet z Dekatą Ki mogą być duże trudności ale co to dla takiego krasnoluda jak ty. Ty pokonasz każdą jedną przeciwność losu! Ruszaj... lub zgiń z głodu w pieczarze!

[Fab C] Po prostu nie daj się złapać dobra? [vol.11]
Obrazek
Pokaż/Ukryj:
Ogrom Czakry, Demoniczny Skryba.
Perswazja 2
Sztuka kamuflażu 2
Szybkie pieczęci 2
Wytrzymałość psychiczna 2
Pieczętowanie 2

Awatar użytkownika
Saigo
Posty: 1149
Rejestracja: ndz, 22 lip 2012, 12:32
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Iwagakure no Sato
Ranga: Chuunin
Wiek Postaci: 29
KP: viewtopic.php?f=36&t=5581

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Saigo » śr, 30 gru 2015, 21:57

Dziadek miał za sobą kolejny męczący dzień swojego męczącego życia. Po spotkaniu z szefową tej całej bandy pomyleńców, zmasakrowaniu półżywego mężczyzny, milionach uniżonych ukłonów i kilkunastu wypalonych papierosach, miał w końcu chwilę tylko dla siebie. Oczywiście zaraz po tym, jak uprzątnął wspomniane zwłoki z terenu, jak to nazywali miejscowi, "świątyni". Niemniej jednak, ważne było to, że miał w końcu szansę podrapać się po tyłku i nie zostać za to zabitym. Właściwie, to teraz miał nawet szanse na zostanie kimś więcej, niż tylko malarzem. Z zadowoleniem odpalił kolejnego papierosa i przypomniał sobie o swoim niezbyt zachęcającym wyglądzie. Szczególnie, gdy zbliżył do twarzy zakrwawione ręce. Zaciągnął się i rozejrzał. Wypadałoby ruszyć na poszukiwania tych wszystkich zakątków, o których wspominała Siun Ksiun. Podobno było się tutaj gdzie umyć i coś zjeść, a Hirako nie zamierzał ukrywać, że ma ochotę skorzystać z obu tych przywilejów.
Zakręcił się na pięcie i ruszył na poszukiwania łaźni. Ciemne mury nie zachęcały do eksploracji, jednak po kilku minutach przyzwyczaił się. Poza tym, czuł się już tutaj względnie bezpiecznie. Zwłaszcza, gdy przypominał sobie, jak dobre wrażenie wywarł na tej groźnej, choć hojnie obdarzonej przez naturę kobiecie. Z jej protekcją mógł wałęsać się wszędzie bez żadnych skrupułów. Nie zamierzał jednak nadszarpywać żadnego zaufania. Po prostu szukał zaspokojenia podstawowych potrzeb i w końcu znalazł pierwsze interesujące go pomieszczenie. Łaźnie nie były wyszukane pod względem aranżacji wnętrz, lecz cały ten obóz sprawiał wrażenie jednej wielkiej prowizorki. Zapewne nikt nie mieszkał tu na stałe, a po obaleniu mitu o inskrypcjach nieśmiertelności miejsce to zostanie prawdopodobnie opuszczone, więc nie było sensu urządzać się tu wygodniej, niż wymagało przetrwanie. Dziadek rozebrał się, a następnie obmył się z krwi, potu, kurzu i drobnoustrojów. Chwila relaksu bardzo dobrze mu zrobiła, bo po kąpieli czuł się o wiele... czystszy, co zawsze było silnie związane z jego poczuciem komfortu. Wolał być elegancki i schludny, niż brudny i obdarty. Żeby jednak dopełnić tego wizerunku, musiał jeszcze wyprać swoje ubrania. Zrobił i to, chociaż do końca miał nadzieję, że pojawi się tutaj jakaś miła niewolnica, który wyręczy go w tej nieprzyjemnej czynności. Relaksował się w łaźni, dopóki jego ubrania nie wysuszyły się w stopniu nadającym się do noszenia i ruszył na dalsze podboje kompleksu.
Gdy w końcu trafił do kuchni, nie posiadał się ze szczęścia. Jego żołądek zagrał mu już wszystkie znane marsze i właśnie przewijał taśmę do początku, gdy uciszył go widok świeżych owoców i kawałków mięsa. Dziadek łapał wszystko, co się dało i nakładał sobie na talerz i już miał się zabrać do jedzenia, gdy rozbity arbuz leżący w kącie przypomniał mu o rozbitej głowie jego pierwszej, pełnoprawnie niewinnej ofiary. Wszystkie wnętrzności podskoczyły mu do gardła i o mało nie zwymiotował na zebrane jedzenie. Cały ten widok, nawet widziany oczami wyobraźni, przyprawiał go o mdłości. Nieee... może jutro uda mu się coś przełknąć...
Wrócił do swojej celi, aby chociaż przez chwilę móc zmrużyć oko, poczekać na wizytę Siun Ksiun z nową "lalką treningową", i zebrać siły do przekonywania do siebie pięciu ważnych tubylców.

Awatar użytkownika
Akarai Tazaru
Posty: 3953
Rejestracja: ndz, 22 lis 2015, 16:50
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Kumogakure no Sato
Ranga: Jōnin, Raikage
Wiek Postaci: 28
Siła: Yon Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: San Kaishi
kontrola_suiton: San Kaishi
Walka Wręcz: San Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=259381#p259381

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Akarai Tazaru » czw, 31 gru 2015, 17:29

Pokaż/Ukryj:
Księżyc oświetlał swoją bladą poświatą całość wielkiego kompleksu obozowego, w którym znajdował się aktualnie Tazaru. Zastanawiał się, jak to możliwe, że noc dalej trwa, bowiem czas jego podchodów i później spuszczony łomot, wydawały się trwać bardzo długo. Wciąż jednak była głęboka noc, do świtu zostało jeszcze dość sporo czasu. Po kwadransie, jaki młodzieniec spędził w kałuży ludzkiego łajna i innych paskudztw, wreszcie miał na tyle siły, by móc wstać i jakoś się poruszać. Zawroty głowy nadal nieco doskwierały głowie szarookiego, bowiem uderzenia jakie mu zostały wymierzone były dość dotkliwe. Doczłapał się niezdarnym krokiem pod ścianę jednego z domków, po czym oparł się o nią. Bardzo ociężałym i sztywnym ruchem podrapał się po pulsującej skroni.
- Skurwiel mnie jeszcze popamięta… - pomyślał gniewnie teraz przecierając bolącą twarz. Wiedział już, kto będzie jego kolejną ofiarą, tuż po tym jak zarąbie resztę ludzkich zakał ze swojej listy. Nie chciał już więcej znosić podobnych sytuacji, lecz był niemalże pewien, że spotka go jeszcze coś podobnego. W tym obozie nie było litości dla słabeuszy, młodzieniec musiał się z tym pogodzić. Spojrzał na swoją menzurkę, która w danej chwili była cała zmemłana brązowymi odpadami. Zauważył jednak coś czego wcześniej na niej nie było. Buteleczka była obwiązana szkarłatną kokardą i wyciekała jej z gwintu woda. Musiał koniecznie zbadać owe dziwne zjawisko, bowiem nie przypominał sobie, aby menzurka wyglądała tak nadzwyczajnie. Pomyślał, że będzie trzeba ją dokładnie umyć, gdy obrzydliwa maź zaschnie i zacznie odpadać. Teraz jednak był bardzo spragniony, więc ponownie bardzo sztywnymi ruchami rąk starał się wytrzeć gwint jak najdokładniej, aby nie nażłopać się zarazków. Zauważył, że korek jest nieco nieszczelny, dzięki czemu w krótkim czasie udało mu się otworzyć niepozorną buteleczkę. Powoli przybliżył pamiątkę rodzinną do ust, aby skosztować wody. O dziwo nie była w ogóle zanieczyszczona, mimo, że spędziła w spoconym tyłku młodzieńca parę ładnych godzin. Pragnienie brało nad nim górę, bowiem przyssał się do swojego źródła wody niczym do matczynej piersi za czasów dzieciństwa, lub też nie matczynej… w późniejszym wieku. Pił z taką łapczywością, że nim się spostrzegł, naczynie było puste. Aby uniknąć ubrudzenia nieskazitelnej wewnętrznej powłoki butelki, wziął brudny, po jednej stronie korek do ust i dokładnie wymył go własną śliną. Jak to mówią, gdy gdzieś naplujesz, zaznaczysz, że to coś jest twoją własnością. A przynajmniej coś podobnego… Wracając, kolejnym krokiem było włożenie koreczka odwrotną stroną, dzięki czemu teraz mógł być pewien, że menzurka będzie szczelna. Schował ją do ubrania i przyglądał się niebu, które zalane było morzem gwiazd. Zastanawiał się, czy dobrze jest tak latać sobie w kosmosie i oświetlać swoim blaskiem wszystkie planety, które mógł tylko nim sięgnąć. Może gwiazda nie była żywą istotą, lecz była bardziej wolna, niż ktokolwiek czy cokolwiek co istnieje. Dlaczego? Bowiem ograniczała ją tylko grawitacja.
Dźwięk
- Zaraz zaraz… o czym ja kurwa myślę?! To nie pora na relaksowanie się ładnym niebem! – sfrustrowany swoją beznadziejnością poruszył nogą zdejmując sandał i rzucając go w wylaną wcześniej breje. Nie mógł już wytrzymać atmosfery tego miejsca. Wszystko dla niego stawało się dobijające, w dodatku uświadomił sobie teraz, że będzie musiał potem chodzić w upapranym bucie. Nie panował nad sobą, mimo wielkiego zmęczenia i obolałego ciała kipiał w nim potężny gniew. Miał ochotę wszystko zniszczyć, pozabijać każdego z tych brudnych strażników, wyrżnąć w pień cały obóz i opuścić go wraz ze swoją towarzyszką. Znowu zaczął myśleć nad losem białowłosej, której nie widział od dłuższego czasu. Miał wielką nadzieje, że nikt jej nie skrzywdził, bowiem wtedy już nigdy nie odbuduje swojej męskiej dumy. Za każdą niewinną kobietę był gotów przypłacić życiem, byleby była szczęśliwa. Właśnie, niewinną. Nie interesowały go zimne suki, które wystawiłyby go przy najbliższej okazji nawet nie myśląc jakie korzyści mogłaby przynieść ich znajomość z młodzieńcem. Wolał być wykorzystany, niż na starcie odrzucony, lub też nieudolnie torturowany. Trudno było powiedzieć, jakie kobiety tak naprawdę lubił szkarłatnowłosy, bowiem przecież kochał niebezpieczeństwo, lecz chyba w zasięgu jego dobroci nie były tylko najgorsze z najgorszych dam jakie przyszło mu spotkać i może przyjdzie jeszcze. Rin była surowa, zimna, lecz nie wyglądała na osobę niewdzięczną. Tazaru myślał o niej jako o osobie honorowej do pewnego stopnia i przede wszystkim dumnej. Co prawda zdarzało mu się nieraz zabawiać z pospolitymi dziwkami wraz ze swoim wujem Hisagim, lecz nigdy by nie mógł takiej kobiety wybrać na swoją jedyną. Miał dość wygórowane wymagania, przez co do tej pory nie znalazł sobie stałej partnerki. Ale cóż, taka była jego dola, nic nie można było na to poradzić. Siły młodzieńca powoli uchodziły z niego powodując dość intensywną senność. Nie minęła nawet chwila, gdy szkarłatnowłosy oddał się swoim marzeniom sennym. Wiadomym było już, co zaraz ujrzy i kto poprawi mu jak zwykle humor.
Umysłowi szarookiego ukazały się komfortowe gorące źródła będące częścią niewielkiego kompleksu w Kraju Stali. Owe miejsce nie było zbytnio znane i odwiedzane przez przechodniów, co nadawało mu wyjątkowy charakter. Tazaru często przebywał tutaj w samotności, rozmyślając nad swoim życiem. Tym razem jednak towarzyszył mu jego duch stróż, który spoglądał nieobecnym wzrokiem ku gwiazdom. Spostrzegłszy chwile później obecność młodzieńca podpłynęła do niego z uśmiechem i zagadała swoim zmysłowym i czystym głosem.
- No, no – czyżbyś znowu potrzebował pomocy kochanie? – zapytała zbliżając twarz ku głowie szarookiego.
- Nie tym razem kotku – uśmiechnął się i objął swoją senną ukochaną – Dziś odwiedziłem cię, abyś pomogła mi się zrelaksować, bym mógł chociaż na chwilę odetchnąć od trudów jakie przyszło mi znosić. – rzekł niskim i ciepłym głosem.
- Och, w sumie na jedno wychodzi kochanie – liznęła powolnym ruchem swój palec i przytknęła go do ust młodzieńca – Ale cii, już ja się zaopiekuję twoją umęczoną duszą. – obdarzyła szkarłatnego namiętnym pocałunkiem wsuwając swój język między jego wargi i zasysając je najmocniej jak tylko mogła. Cała scena trwała niemalże pięć minut, przez cały ten czas senna kochanka nie pozwalała szarookiemu wziąć oddechu ustami. Gorące źródła w tym miejscu były dość płytkie, bowiem młodzieniec siedział sobie wygodnie z wyprostowanymi nogami będąc zanurzony ledwo po szyje. Kocica oczywiście wykorzystała to i ułożyła się na nim, wtykając jego aktywnego już rozbójnika do swojego wnętrza.
- Gdybyśmy mogli mieć dzieci kochanie, to już byśmy mogli założyć mały kraj, nie uważasz? – zażartowała. A może jednak nie? W każdym razie Tazaru roześmiał się na te słowa i przytaknął. Czuł się teraz jak w niebie, chciał tutaj pozostać na zawsze.
- Chciałbym, byś istniała poza moją głową. Byłbym wtedy najszczęśliwszym…
- Ruchaczem na świecie? – przerwała i dokończyła za niego. Szkarłatnowłosy ponownie nie mógł powstrzymać się od śmiechu, jednak po chwili się uspokoił i kontynuował rozmowę.
- Miałem powiedzieć mężczyzną… - w tym oto momencie szarooki coś sobie uzmysłowił. Dlaczego pomyślał wcześniej, że przemienili go w kobietę? Przecież to nie była ta dziurka, doskonale przecież wiedział, że odbyt służy do srania. Jego błąd był wręcz nie do pomyślenia, bardzo go to zirytowało, że mógł zachować się tak głupio, będąc przecież specjalistą od takich spraw. Czarnowłosa zauważyła zdenerwowanie młodzieńca i nieco mocniej na niego nacisnęła by się opamiętał. Nie przypuszczała, że wojownik jej kochasia może wejść tak głęboko. Poczuła wielkie upojenie tą sytuacją, a ponieważ była wymysłem szkarłatnowłosego to odrobina bólu jaką to wywołało jeszcze bardziej ją podniecała. Całe napięcie natychmiast uszło z Erozaru, który poczuł potężne ciepło z wnętrza złotookiej. Jej tęczówki jarzyły się piękną, złotawą, kocią barwą, która czasami wprawiała młodzieńca w osłupienie, bowiem nigdy nie widział wspanialszych oczu. Wszystko było w niej takie, jakie młodzieniec sobie wymarzył. Jego zdaniem prawdziwym ideałem jest taka osoba, która nie boi się przyznać, że ma jakieś wady. Kocica nie była doskonała, co właśnie czyniło z niej ideał dla szarookiego. Jej ciało było co prawda lepsze niż którejkolwiek istniejącej kobiety, jednak dla przestrzegania reguły w kilku miejscach umieścił drobne skazy. Na piersi miała niewielki biały rozstęp, twarz była uwieńczona pieprzykiem a na jej lewej kostce u nogi znajdowało się małe zniekształcenie przez które owej kostki praktycznie nie było widać. W tymże duchu stróżu, który zazwyczaj przedstawiał się z charakteru jako kobiecy, koci demon, Tazaru uwieńczył wszystko czego pragnął u swojej przyszłej partnerki. Wiedział doskonale, że nigdy nie odnajdzie identycznej damy, jednakże nie wszystkie wymagania musiały zostać spełnione, aby pokochał kobietę. W szczególności chodzi o ciało, bowiem musiałoby być naprawdę szpetne, aby ciężko mu było je pokochać przy właściwym usposobieniu i charakterze wybranki. Lecz dość już o gustach szkarłatnowłosego, bowiem teraz zaczynał się moment kulminacyjny dla niego i sennej kochanki. Teraz zaczynała się naprawdę ostra jazda, gdyż w kocicy obudziła się prawdziwa bestia. Stało się to pod wpływem podniecenia, jakie niedawno w niej wywołał rewolwer młodzieńca. Zeszła na chwilę z niego i cały czas go obejmując dość sprawnie przemieszczała siebie i jego w stronę większej płycizny. Gdy dotarli do miejsca gdzie woda sięgała kostek natychmiast położyła szarookiego na ziemi i przykryła całym swoim ciałem po raz kolejny namiętnie całując. Tym razem trwało to aż dziesięć minut, przez co młodzieniec ledwo mógł oddychać i nie mógł z siebie wykrztusić ani słowa. Następnie wstała i chwyciła obiema rękami wydłużonego najbardziej jak się da wojownika szkarłatnowłosego i gładziła. Tazaru oglądał i czuł co robiła z nim jego ukochana i nie śmiał jej przerywać. Wiedział, że mogłoby się to dla niego źle skończyć, bowiem kocica w takim stanie była nieobliczalna. Po prostu zdał się na jej łaskę i pozwalał jej robić ze sobą co tylko mogło przyjść czarnowłosej do głowy. Ona bardzo umiejętnie to wykorzystywała, bowiem w aktualnym momencie smakowała sobie białą ciecz jaką wystrzelił z siebie rewolwer.
- Słone – powiedziała tonem wyborowego kucharza. Wszystko dosłownie wszystko co robiła złotooka podniecało młodzieńca w takim stopniu, że mógł stracić zmysły. Czuł w sobie nieprzeniknione upojenie miłością cielesną, jaką obdarzała go jego senna królowa. W pewnym momencie jednak zrobiła coś czego się nie spodziewał. Wbiła w jego giwerę jeden ze swoich kłów, aby zakosztować krwi. Nie mógł nawet nic na to powiedzieć, ponieważ wciąż ledwo łapał oddech, lecz ból jaki mu tym sprawiła był przeogromny. Oczywistym było, że nie był za to zły, wręcz przeciwnie, zastanawiało go jednak, kiedy ona zaczęła się tak daleko posuwać. Kolejnym dzikim posunięciem czarnowłosej było nagłe wskoczenie na żebra młodzieńca i powolne zbliżanie pewnego miejsca do jego twarzy.
- Czy ona chce… - pomyślał śliniąc się obficie na to co zaraz go czekało. Niestety owa sytuacja umknie uwadze narratora, bowiem pisząc to sam dostaje erekcji i musi sobie troszkę odpuścić. Dzikość kociego demona minęła po bardzo długim czasie. Jednak mimo, iż we śnie wydawało się, że trwało to godzinami, w rzeczywistości dopiero powoli zbliżał się świt. Wciąż było dość ciemno a księżyc oświetlał dalej cały kompleks obozowy. Tazaru spał bardzo twardym snem nie będąc w ogóle świadomym, co się dzieje z jego ubraniem pod wpływem erotycznych fantazji, jakie teraz przeżywał. Spotka go nie mała niespodzianka, gdy wreszcie się obudzi. Nie był jeszcze jednak na to czas, bowiem sen wciąż trwał. Miłosne zabawy ku jego zawodowi musiały w końcu ustać, lecz nie zepsuło to mu wspaniałego humoru. W sumie nie był pewien, czy dłużej by wytrzymał, bowiem jego wojownik pulsował bólem, jak by został wyruchany przez wszystkie kobiety świata. Ale dość już o tych sprawach, w danej chwili szarooki prowadził rozmowę z kocicą, na temat jej istnienia. Próbował rozwiązać zagadkę jej nagłego pojawienia się w napalonym umyśle młodzieńca.
- Wytłumaczyłaś mi już, czym jesteś. Ale zastanawia mnie jak to się stało, że dopiero od niedawna przybrałaś… taką duchową formę. Prawdą jest, że długi czas sobie ciebie wyobrażałem, ale byłaś tylko niewyraźnym marzeniem.
- Och, zadajesz wiele pytań kochanie, na które nie szczególnie mam ochotę odpowiadać, ale w nagrodę za dzisiejsze zabawy, powiem ci co nieco. – w tym momencie zaczęła spoglądać w niebo i rozmyślać. Po pewnym czasie Tazaru zauważył, że chyba odpłynęła, bowiem nie powiedziała ani słowa po swojej krótkiej odpowiedzi.
- Hej! To mówisz? – zapytał zniecierpliwiony
- Ah, no tak, nie poganiaj kobiety, bo to nieuprzejme! – burknęła nieco rozeźlonym tonem, jednak po chwili podjęła rozmowę – Cóż odpowiedź jest na to tylko jedna… Nie mam bladego pojęcia. Ostatnie zdanie kompletnie zamurowało młodzieńca, który spodziewał się jakiejś kolejnej ciekawej historii, a tu kocica po prostu stwierdziła, że wie tyle co on.
- Jesteś strasznie tajemnicza… Lubię to nawet, ale czasem też irytujesz mnie tym.
- Ty mnie irytujesz ciągłymi pytaniami! Dałbyś mi wreszcie święty spokój. – chlasnęła szybkim ruchem szkarłatnowłosego w twarz, po czym wstała i poszła sobie. Nim Tazaru się obejrzał, pozostał sam jak palec, w wodach gorącego źródła.
- Raany… Ale nadwrażliwa – pomyślał i uśmiechnął się. To również była jedna z tych niedoskonałości, które lubił w kobietach. No, może nie tyle co lubił, ale uważał, że bez tego byłoby nudno. Miał teraz trochę czasu, aby pomyśleć nad kilkoma sprawami. Nie zamierzał dłużej mitrężyć czasu, bowiem czarnowłosa usunęła z niego całe spięcie. Mógł spokojnie zabrać się za planowanie kolejnych działań. Udało mu się zdobyć nóż, który był jego pierwszą w miarę porządną bronią od czasu trafienia do obozu. Został wzięty za strażnika, więc może uda mu się wtopić w otoczenie tych barbarzyńców i żyć teraz w nieco lepszych warunkach. Zastanawiał się nad ścięciem tej irytującej brody, ale po dłuższym namyśle postanowił tylko pozbyć się kołtunów, które powstały przez zlepki kału, w jakim wylądował po bójce. Zarost dawał mu teraz całkiem niezły kamuflaż, więc wolał jak na razie go pozostawić, aby czasem któryś ze strażników go nie rozpoznał. W końcu gęba Latającego Masturbatora była jedną z najbardziej rozpoznawalnych w obozie. Kolejnym problemem było teraz również i ubranie, ponieważ nie za bardzo był wstanie je wyprać, czy jakoś ogarnąć. Miał nadzieje, że uda mu się dostać jakieś nowe. Sytuacja nie była tak tragiczna jak się wydawała wcześniej, bowiem otworzyły się przed nim nowe horyzonty. Co prawda wszystko mogło się skończyć w jednej chwili, ale przynajmniej miał z tego przebiegu wydarzeń całkiem niezły ubaw. Kończąc już zastanawianie się nad tym wszystkim, wyszedł z wody i ubrał na siebie białe czyste kimono. Udał się do budynku, w którym znajdowały się szatnie, aby przywdziać swoje ubranie, jednakże ku jego zaskoczeniu, gdy tylko tam się dostał, zobaczył swoją kochaną kocicę wciąż całkiem nagą. Ta widząc młodzieńca rzuciła się na niego i powaliła go na podłogę.
- Gdzie schowałeś moje ubrania głupku! – wrzeszczała obijając twarz szkarłatnowłosego
- A gdzież miałbym je schować! Nie widzisz, że to męska szatnia? Twoja jest po drugiej stronie korytarza. – powiedział zasłaniając się rękoma przed ciosami ukochanej. Ta natychmiast przestała, wstała z jego brzucha, podrapała się po głowie i rzucając najzwyczajniejszym „Aha” udała się po swoje ubrania. Nie trwało jednak długo, nim znowu przyszła do męskiej przebieralni i proszącymi oczami wzywała do siebie Tazaru.
- A.. a.. pójdziesz ze mną? Boję się tam wchodzić sama… - rzekła bardzo cichym i zawstydzonym tonem. Twarz szarookiego przybrała, nadzwyczajny wyraz zdziwienia, bowiem kompletnie się nie spodziewał takiej sytuacji.
- Eheh…eee… no, noo.. dobra. – nie zastanawiając się zbyt długo podążył za swoją królową, która najwyraźniej bała się o swoją cnotę, mimo, że był to sen człowieka, który nie dopuszczał do swoich fantazji żadnych innych mężczyzn, niż on sam. Ku jego zdziwieniu, kiedy wszedł za kocicą do szatni, ta ponownie objęła go i zaczęła całować. Zdezorientowany młodzieniec nie wiedział za bardzo o co chodzi, jednak nie narzekał, bo przecież bardzo to lubił. Tym razem pocałunek nie był taki długi jak poprzednie, ponadto odznaczał się mniejszą intensywnością. Czarnowłosa na chwilę odsunęła się od szkarłatnowłosego i proszącym gestem wskazała na swoje ubrania leżące na jednej z ławeczek. Trochę zajęło, zanim Tazaru domyślił się w czym rzecz, jednak, gdy już to pojął zabrał się czym prędzej do roboty. Nie spodziewał się, że złotooka pozwoli mu siebie ubrać i to w tak interesujący zmysłowy sposób. Nie zastanawiając się dłużej wziął do rąk seksowne czarne majtki i polecił swojej sennej kochance usiąść po czym podnieść nogi. Usłuchała go, wtedy nałożył bieliznę w odpowiednie miejsce i poprosił by wstała, aby mógł ją dociągnąć do końca. Nie zrobiła tego, ale młodzieniec mimo wszystko zrobił co miał zrobić, tylko musiał wsunąć ręce pod jej pośladki. Oczywiście kocica zrobiła to specjalnie i miała z tego niezły ubaw. Następną rzeczą było kimono, bowiem stanika to ona raczej nie nosiła mimo, iż jej piersi wcale nie były małe. Po prostu czuła się bez niego swobodniej. Wstała, aby szarooki miał możliwość włożenia jej rękawów na ręce po czym opatulił jej ciało jedwabnym żółtoczarnym kimonem i przewiązał musztardowym paskiem. Długim czarnym włosom złotookiej już nie mógł w żaden sposób podołać, bowiem wiązała je w dość skomplikowany dla niego sposób. Nie kazała mu jednak tym się zajmować, gdyż wiedziała, że bym zniszczył jej fryzurę. Kiedy w końcu skończyła się ubierać, szkarłatnowłosy wrócił do swojej szatni i również szybko przywdział swoje ciuchy. Później oboje spotkali się na korytarzu i wyruszyli w drogę. Tazaru zastanawiał się, dlaczego ten sen trwa tak długo, bowiem nigdy jeszcze nie spędził tyle czasu ze swoją senną ukochaną. Było to dość niepokojące, może ktoś go zaszlachtował w realnym świecie? I zostanie tutaj na zawsze tak jak sobie wymarzył?
- Żyjesz głuptasie, tylko jesteś nieźle poobijany, a twoja dusza cierpi. Specjalnie przedłużam sen, abyś trochę mógł sobie odpocząć – powiedziała złotooka czytając młodzieńcowi w myślach.
- Hmm, no chyba, że tak – rzekł dość niepewnie po czym nagle sobie coś uświadomił – Zaraz, zaraz… Ty wiesz dokładnie o wszystkim co ja myślę? – w jego głosie dało się słyszeć nutę strachu.
- Oczywiście. W końcu jestem częścią ciebie, nie? – drwiący ton kociej damy zaatakował młodzieńca. Przez następne kilka chwil wędrowali ku nieznanemu w całkowitej ciszy, rozmyślając o wszystkim i o niczym. Nie było czegokolwiek, czego by o sobie nie wiedzieli, przynajmniej jeśli chodzi o cechy charakteru. Wciąż pozostawało wielką niewiadomą, skąd się wziął złotooki koci demon. Sama kocica nie była zbytnio ciekawa tego, lecz szkarłatnowłosy owszem, i to bardzo. Po pewnym czasie monotonnej wędrówki, zniecierpliwiona kocica chwyciła mocniej młodzieńca i swoim cichym barwnym głosem poprosiła go o coś.
- Kochanie, a może pójdziemy gdzieś? – zapytała z nadzieją na poprawę atmosfery.
- Przecież cały czas idziemy – odrzekł jakby nie rozumiejąc o co chodzi czarnowłosej.
- No ale wiesz… chodzi mi… nie wiem. Może do jakiejś knajpki, czy zajazdu. Nigdzie mnie nie zabierasz nigdy, tylko ruchać byś się chciał.
- No już dobrze dobrze. Niedaleko mojego domu jest niewielka karczma, całkiem przyzwoite trunki tam mają i na pewno znajdzie się tam coś dobrego do jedzenia, jak byś chciała.
- O tak! Chodźmy. – uśmiechnęła się i uczepiła ramienia młodzieńca. Szli niczym para kochanków w świetle księżyca, bo właściwie w tym świecie nimi byli. Młodzieniec jeszcze o tym może nie wiedział, ale również mógł odczytywać myśli kocicy tak jak ona jego. Musiał jednak przy tym mocniej się skupić, a było to mało prawdopodobne, bowiem nie wierzył za bardzo w takie rzeczy. To, że złotooka raz wyczytała, co miał w głowie było dla niego zwykłym przypadkiem. Czarnowłosa szczerzyła się jeszcze bardziej, gdy słyszała w nim właśnie owe myśli. Troszkę ją bolało, że szkarłatnowłosy jej nie uwierzył, jednak radość jaką przynosiło kocicy jego towarzystwo wystarczała do tego by była szczęśliwa. Idąc tak błotnistą ścieżką wypytywała go o menu w owej karczmie, bowiem bardzo miała ochotę na jakąś rybę. Pod tym względem różniła się nieco od Tazaru, bowiem ten nie przepadał zbytnio za nimi. Wolał zjeść porządny kawał kurczaka, albo jakieś duszone mięsko. W końcu oczom pary kochanków ukazał się niewielki drewniany budynek, w którym tętniło jakieś życie. Z zabrudzonych okien wydobywały się dość wyraźne smugi światła, jednak nie można było przez nie zobaczyć co się dzieje w środku.
- Chodź, szynkarz to mój dobry znajomy, przedstawię sobie was. – rzekł nieco nieobecnym tonem. Czarnowłosa przytaknęła, lecz zauważyła, że Tazaru czymś się niepokoi. Wglądając w jego umysł dowiedziała się, że wszystko co teraz widzą, to rodzinny kraj szarookiego z jego młodzieńczych wspomnień. Czuł dość głęboki smutek na myśl, że te czasy już nigdy nie wrócą, jednak teraz wyśnił sobie iluzje dawnych dziejów. Chciał spotkać dawnych przyjaciół, z których pamięci zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Nie zastanawiając się dłużej, popchnął drzwi i wstąpił do środka pomieszczenia ciągnąc kocicę za sobą. W karczmie przebywało dość sporo ludzi, jak na tą porę, lecz akurat nie to było najdziwniejsze. Oczy młodzieńca zawiesiły się na trójce ludzi których ujrzał przy swoim ulubionym stoliku. Znał te twarze, każdą z nich bardzo dobrze. Kiedy jeden z owej trójki ujrzał szarookiego, wskazał na niego i przywołał do siebie zapraszającym gestem. Tazaru patrząc na tego człowieka niczym na ducha posłusznie , lecz powoli zbliżał się ku stolikowi. Czarnowłosa podążała za nim dokładnie wiedząc teraz, dlaczego młodzieniec się zachowuje tak a nie inaczej.
- No co jest Tazaru? Nie poznajesz swojego staruszka? – zwrócił się do szarookiego najstarszy ze znajomej trójki.
- Może jest teraz w innym świecie, patrzcie jaką ślicznotkę ze sobą przyprowadził. Nieźle sobie radzisz chłopcze! – rzekł człowiek siedzący po prawej przedmówcy.
- Usiądźcie z nami! Opowiedzcie no jak się spotkaliście. – odezwał się trzeci siedzący po lewej. Młodzieniec stał jak wryty nie mogąc wykrztusić z siebie nawet słowa. Widział właśnie przed sobą ludzi, którzy dawno umarli i był pewien, że nie wyobrażał sobie ich we śnie. Był pewien, że są to duchy jego wujków i ojca, lecz co one tutaj robiły?
- Oj..ojciec? Wujek Hisagi i Itotsu? Co wy tutaj robicie? – powiedział drżącym i niepewnym głosem. Nie przypuszczał, że jeszcze ich kiedykolwiek spotka.
- Jak to co, pijemy, gadamy, to co zwykle chłopcze. – rzekł Hisagi uśmiechając się krzywo – Widzę, że już nie będziesz łaził ze mną na kobiety, hehe… będzie więcej dla mnie.
- A więc to przez ciebie mój syn jest takim rozpustnikiem! – krzyknął Kuredaru
- Ale przecież wy… umarliście. Czyż nie? Więc jakim chujem znaleźliście się w moim śnie? – krzyknął dość poirytowany całkowitą ignorancją swoich bliskich.
- Spokojnie młody, zaraz ci wszystko wyjaśnimy. Tak, umarliśmy owszem. A do twojego snu zawitaliśmy w konkretnej sprawie. Masz może wciąż menzurkę, którą dostałeś ode mnie? – zapytał Itotsu.
- No mam… ale naprawdę pofatygowaliście się tutaj tylko z powodu tej menzurki? – spojrzał na kocicę, która z niecierpliwością wyczekiwała, aż młodzieniec skończy i jej coś zamówi – No dobra, zaraz porozmawiamy tylko coś kupię mojej ukochanej. Wszyscy przytaknęli i szarooki oddalił się w stronę szynkarza, międzyczasie polecając czarnowłosej zajęcie miejsca obok wuja Itotsu. Wolał ją trzymać z dala od Hisagiego, bowiem znał jego ciągoty i nie chciał by złotooka je znosiła. Nie zastanawiając się długo na tym co zjadłaby jego ukochana, natychmiast złożył zamówienie.
- Jednego dużego łososia panie, jeśliś łaskaw i nie oszczędzaj sosu. – rzekł i rzucił kilka złotych monet na ladę. Szynkarz z zapałem wziął zapłatę i natychmiast pobiegł do kuchni, aby powiadomić kucharki o kolejnym daniu. Gdy wrócił, szkarłatnowłosy postanowił wziąć jeszcze kilka rzeczy.
- A dla mnie kufel piwa przyjacielu… - chwilę się zastanowił – macie dzisiaj wino? Jeśli tak to też był wziął z butelkę. Moja ukochana na pewno z chęcią się napije. – uśmiechnął się i rzucił resztę pieniędzy na ladę. Zaczekał chwilę po czym wziął wszystkie podane trunki do stolika.
- Zaraz dostaniesz najlepszą rybkę w lokalu kochanie – zwrócił się pieszczotliwym tonem do swej kocicy.
- Nie mogę się doczekać. – rzuciła podekscytowana.
- No to, wracając do tematu, co jest z tą menzurką? – zapytał szkarłatnowłosy
- Hmm, pierwsze to ja zadam pytanie… DLACZEGO KRETYNIE WSADZIŁEŚ JĄ SOBIE DO DUPY?! TAK KURWA TRAKTUJESZ NASZE DZIEDZICTWO? JEDYNĄ PAMIĄTKĘ PO RODZINIE?! CZY TY WIESZ BĘCWALE JAKIE ONA MA WŁAŚCIWOŚCI?! – krzyczał na szarookiego ojciec.
- A miałem inny wybór? Tak czy siak straciłbym ją, gdyby jej gdzieś nie ukrył. – rzekł w ogóle niewzruszony złością Kuredaru młodzieniec.
- Ja pierdole, co ja z tobą mam… Dobra, nieważne. Jak widzę jeszcze nie odkryłeś czym jest owa buteleczka i jakie ma nadzwyczajne właściwości. Otóż powiem ci, że dzięki tejże menzurce przeżyłem bite trzy tygodnie na pustyni, gdy byłem w drodze do Suny i zabłądziłem. Wiesz dlaczego? Jeśli wlejesz w nią nieco swojej chakry, natychmiast pojawi się w niej woda. Możesz to robić co dziesięć minut, lecz w ten sposób mógłbyś napoić małą drużynę podczas przeprawy przez właśnie pustynie czy inne miejsce gdzie nie ma dostępu do wodopoju.
- Powiadasz, że to jakiś artefakt? – rzekł z niedowierzaniem.
- Oczywiście, to artefakt, który znalazł twój dziadek podczas jednej ze swoich misji w Kiri. Posiada moc, dzięki której nigdy nie powinieneś być spragniony.
- Jakoś mnie to nie przekonuje… ale sprawdzę jak tylko się obudzę. I to tyle? Tylko po to się tutaj zjawiliście się?
- Oczywiście, że nie. Pomyśleliśmy, że to dobra pora by się napić! Wiesz, bo tam na górze to wszędzie biało jest i nie za bardzo pozwalają popić sobie trochę. W dodatku jest tam tak nudno… wszędzie jakieś spokojne dźwięki harf, boże nie da się wytrzymać po prostu. Więc pogadaliśmy z kim trzeba i pozwolił nam na jednorazowy wypad na jakąś imprezę do twojego snu.
- Jaja sobie robicie, prawda? – szkarłatnowłosy wiedział, że mówią prawdę. Znał ich bardzo dobrze i wiedział, że tylko oni mogli wpaść na tak durny i absurdalny pomysł. Jednak w sumie podziwiał ich inwencje twórczą, bowiem sam by na to nie wpadł. Za pewne też by się mocno nudził, tam gdzie teraz wszyscy mieszkają.
- A właśnie, matka kazała cię pozdrowić. Jest dumna, że mimo swojej krótkiej kariery opanowałeś już technikę jaką ci pozostawiła. Trzymamy za ciebie kciuki, więc nie spierdol tego. Dobra? – wszyscy wybuchli śmiechem na ostatnie zdanie Kuredaru i wzięli się za ucztę. Wszystkie zamówienia zdążyły już zostać podane i jedyną osobą, która zaczęła jeść była czarnowłosa. Wszyscy przyglądali się jej z niedowierzaniem jak szybko pożerała ogromniaste kawałki łososia i popijała winem prosto z gwinta. Tazaru był dumny ze swojej ukochanej, bowiem nie przypuszczał, że w tym będzie tak podobna do niego. Kiedy kocica skończyła swoją wyżerkę, uśmiechała się do wszystkich i objęła młodzieńca, który rozkoszował się gorzkim smakiem piwa. Cała rodzinka zebrana w jednym miejscu gawędziła, figlowała i rozmawiała o wszelkich nieprzyzwoitych rzeczach. W końcu jednak przyszedł czas, aby cała zabawa się skończyła, bowiem ktoś z góry zaczynał się upominać o trójkę wariatów.
- No cóż, dobrze było, ale się skończyło. Miło było spędzić z tobą czas synu. Nie wiem czy jeszcze się spotkamy, ale życzę ci zdrowia i dokop typ obozowym hultajom! – powiedziawszy to zniknął w świetlistym obłoku.
- My też musimy się zbierać… trzymaj przy sobie tą panienkę, bo naprawdę fajna jest. A ty dziewczyno opiekuj się naszym ulubieńcem. – rzekł Hisagi i również rozpłynął się w białym świetle.
- No cóż, dbajcie o siebie i… Tazaru jak wsadzisz jeszcze raz tą menzurkę do swojej dupy, to przyrzekam opętam jakiegoś innego dziada i każę mu cię wyruchać w nocy. Zobaczysz. – uśmiechnął się chytrze i świetlne drzwi do górnego świata zamknęły się za nim na dobre i zniknęły. Nikt w karczmie nie zwrócił na to uwagi, lecz młodzieniec wiedział dlaczego tak było. Teraz, gdy dowiedział się paru rzeczy i zrelaksował się mógł spokojnie się obudzić. Czarnowłosa chciała jednak, aby jeszcze troszeczkę został, bo pragnęła z nim zamienić słówko. Oboje dość szybko opuścili karczmę, żegnając się z szynkarzem i z innymi gośćmi, po czym udali się w stronę wschodzącego słońca.
- Miłą masz rodzinę kochanie, może powinieneś bardziej ją szanować? – powiedziała dość poważnym, ale miłym głosem.
- Wiem, że często zachowuje się źle wobec nich, naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje. – męska łza spłynęła po policzku wzruszonego tym spotkaniem młodzieńca. – Teraz na pewno będę o nich wszystkich pamiętał. Żałuję tylko, że mama się nie zjawiła.
- Cóż, pewnie miała jakiś powód. W każdym razie, dobrze będzie jeśli wreszcie się obudzisz, bo jeszcze ktoś ci wsadzi buta w twarz.
- Masz rację – pocałował czarnowłosą na pożegnanie i rozpłynęła się w powietrzu. Młodzieniec stał jeszcze chwilę gapiąc się na wschodzące słońce, po czym nagle rozchylił oczy i wrócił do rzeczywistości. O dziwo, tutaj także świtało, jednak nie było to już tak przyjemne jak we śnie. Cała twarz szarookiego pulsowała nieprzeniknionym bólem. Wciąż wszystko go bolało, jednak był wstanie się w miarę normalnie ruszać. Mimo wszystko odpoczynek mu całkiem dobrze zrobił. Po chwili zorientował się, że coś tutaj jest bardzo nie tak. Czuł ostry przewiew w okolicach krocza, którego nie mógł w żaden sposób wyjaśnić. Dopiero zaraz, zorientował się co się właściwie stało. Otóż podczas snu, jego wojownik tak się napalił i wydłużył, że wydarł ogromną dziurę z przodu. Szkarłatnowłosy nie miał zamiaru znowu biegać z kutasem na wierzchu, więc oddarł sobie drugi pozostały rękaw bluzki i zawiązał sobie na penisie zakrywając go. Wyglądało to dość idiotycznie, bowiem teraz zwisał mu z przodu kawałek materiału, jednak nie mógł nic lepszego na tę chwilę poradzić. Miał nadzieje, że dostanie jakieś ubranie strażnika, czy coś takiego, żeby nie kompromitować się znowu przed całym obozem. Poza tym, będzie zwracał na siebie za dużą uwagę, więc było mu tak chodzić bardzo nie na rękę. Przestał jednak już się tym zamartwiać, teraz miał ochotę sprawdzić właściwości swojej menzurki. Tak jak zakładał, wszystkie brudy które się na niej znajdowały wyschły i odpadły, więc była niemalże nieskazitelnie czysta. Wlał do niej nieco swojej chakry czekając na efekt, po czym wyjął korek. Ku jego wielkiemu zdziwieniu, faktycznie znajdowała się w niej czysta woda. Chciał w tym momencie skakać ze szczęścia, lecz jego rany i dolegliwości mu na to nie pozwalały. Nie zastanawiając się długo przytknął gwint do swoich ust i łapczywie zaczął pochłaniać swoje zasoby życiodajnej cieczy. Podczas owej czynności zauważył, że nie ma trzeciego zęba u góry z lewej strony. Pomyślał, że prawdopodobnie ten osiłek musiał mu go wybić i gniew Tazaru na nowo się zaostrzył. Miał teraz bardzo dobry humor i był zdeterminowany do działania, zmierzał w końcu wyrżnąć cały ten zasrany obóz i dopiąć swego. Wiedział jednak, że sam tego nie dokona, więc nie mógł się doczekać odpowiedniego momentu. Pragnął jakiegoś powstania, rewolucji, czegokolwiek co by zachwiało tym miejscem i pozwoliło mu na działanie.
- Posapijam wos wsystkih kurfy! – powiedział sam do siebie. Kiedy usłyszał swój żałosny głos, o mało co nie popadł w szał. Nie dość, że stracił zęba, to jeszcze mówi jak paralityk. Postanowił nieco się ogarnąć, skoro i tak wygląda beznadziejnie, to chociaż niech zachowa ostatki higieny. Wyjął swoje skradzione wcześniej tanto i tym razem dokładnie wyczyścił swoją długą brodę. Później zabrał się za włosy. Po około dwóch godzinach, kiedy zbliżał się już chyba czas roboty był niemalże całkiem umyty. Nawet ubranie nieco opłukał, mimo, że było to bardzo trudne i monotonne, szczególnie, gdy musiał czekać dziesięć minut na kolejny przypływ wody w menzurce. Jednak poczuł się teraz lepiej, bowiem smród się nieco zmniejszył i strój jakby lepiej leżał na nim. Rozerwane spodnie dalej stanowiły dość nie mały kłopot, jednak tym razem nie zawiązał urwanego rękawa na penisie, a po prostu zatkał nim dziurę. Wyglądało to nieco lepiej, jednak dalej nie prezentowało się dobrze. Najważniejsze było to, że nie było widać jego wojownika, więc czuł się dość spokojnie. Usiadł sobie w nieco czystszym miejscu pod chatką i wyczekiwał jakiegoś wezwania do pracy czy czegoś w tym rodzaju. W miedzy czasie zastanawiał się, czy wśród strażników jest ktoś, kto by mógł mu pomóc. Pomyślał, że dobrze by było i w tym otoczeniu znaleźć jakiś sojuszników, bowiem każdy sprzymierzeniec był teraz na wagę złota. Nie chciało mu się wierzyć, że wśród tych debili i osiłków nie ma nikogo inteligentnego. Czekanie na kogoś kto powie co młodzieniec ma robić, było dla niego bardzo monotonne. Z nudów zaczął liczyć swoje zęby, czy na pewno stracił tylko jednego, o później jeszcze raz dokładnie umył swojego wojownika, aby był sprawny i gotowy jak zawsze.

// Odpoczynek 24h
Ostatnio zmieniony pt, 1 sty 2016, 19:06 przez Akarai Tazaru, łącznie zmieniany 1 raz.
▌Wytrzymałość Psychiczna - Poziom 2 ▌Szybkie Wiązanie Pieczęci - Poziom 2 ▌Czytanie Śladów - Poziom 1 ▌
▌Kowal - Poziom 1 ▌Perswazja - Poziom 1 ▌Sztuka Pieczętowania - Poziom 1 ▌Sztuka Kamuflarzu - Poziom 1 ▌


Obrazek

Awatar użytkownika
Saigo
Posty: 1149
Rejestracja: ndz, 22 lip 2012, 12:32
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Iwagakure no Sato
Ranga: Chuunin
Wiek Postaci: 29
KP: viewtopic.php?f=36&t=5581

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Saigo » pt, 1 sty 2016, 10:55

// nauka drugiej bramy

Dziadek nie do końca wiedział, jak powinien czuć się w nowym miejscu. Swobodnie, czy może wprost przeciwnie, martwić się i zważać na każdy swój, nawet najdrobniejszy ruch? Rozmyślania na ten temat były dla niego nader uciążliwe również dlatego, że nie do końca wiedział, co chce uzyskać dalej. Zostanie w tym miejscu, a nade wszystko z tymi ludźmi nie rysowało mu się w kolorowych barwach. Pomimo, że nie spędził tu więcej, niż dwa dni, już był zmęczony gęstą atmosferą i wszechobecnym półmrokiem. Leżał w swojej celi, czekając na, jak wyraziła się Siun Ksiun, lalkę treningową. Hmmm… czyli można było mu trenować? Pomyślał, że podjął słuszną decyzję, ujawniając swoje powiązania z zawodem shinobi. Dzięki temu nie musiał ukrywać się z każdą techniką i oszukiwać, że wszystkiego dokonuje jedynie prostą siłą własnych rąk. Dlaczego więc by tak nie przypomnieć sobie, do czego jest zdolny? Doskonale wiedział, że nie ma talentu do ninjutsu ani genjutsu, jednak całkiem nieźle radził sobie, jeśli chodzi o sprawność fizyczną. Zeskoczył z pryczy i rzucił na nią zarówno kaszkiet, jak i płaszcz. Poluźnił krawat. Krótkie rozciąganie, kilka skłonów i pseudoszpagat były wystarczające, aby coś strzyknęło mu w kolanie. To pewnie ze starości. Syknął cicho i zgiął kilka razy kolano w powietrzu, aby rozruszać zastane kości. Uhhh… to może być trudniejsze, niż przypuszczał. Opadł na ziemię, przed siebie, z rękami wyciągniętymi ku ziemi. Wylądował na nich i zaczął robić zwykłe, najzwyklejsze pompki. Przypominał sobie o właściwym oddechu, rytmie podczas treningu, oraz innych nieistotnych szczegółach. Huh… dopiero teraz przekonał się, jak bardzo cofnął się w rozwoju. Po kilkudziesięciu powtórzeniach dyszał już ciężko. Dlatego też wstał z powrotem do pozycji wyprostowanej i przeszedł do powolnej, nieco teatralnej walki z własnym cieniem. Jego przeciwnik był wielki. Cela była mroczna i Ryotenbin bardziej wyobrażał sobie sparingpartnera, niż obserwował swoje czarne odbicie na ścianie. Kilka prostych, wysokie kopnięcie, podskok i kolejny atak. Uśmiechnął się, bo znów poczuł frajdę. Zapomniał już, ile walka dawała mu przyjemności. Nie taka na śmierć i życie, lecz właśnie treningowe zabawy, bez podejmowania ryzyka czy obserwującej publiczności. Podbiegł do ściany i wymierzył kilka ciosów w mur. Przeciwnik odpowiedział tylko głuchym dźwiękiem, przez który przebijał się plask skóry o twardy materiał. Hah! Prawie nie odczuł tych uderzeń, lecz nie zostawił również żadnych zadrapań na celu. Oddalił się z powrotem na środek celi. Zobaczmy teraz… - Kaimon! – Skrzyżował ręce przed sobą i poczuł lekki zastrzyk energii, gdy otworzył Pierwszą Bramę Chakry. Zawsze lubił to uczucie, gdy wstępowała w niego nowa, tajemnicza wciąż dla niego siła. Czuł, skąd się bierze, lecz nie do końca rozumiał w jaki sposób. Nie tracił jednak czasu na rozmyślania, bo doskonale wiedział, ile czasu może wykorzystywać nowe środki do walki. Podbiegł z powrotem do ściany, aby zadać nową kombinację ciosów, tym razem przy pomocy wzmocnionych mięśni. Dźwięk był głośniejszy, ruchy szybsze, a ze ściany posypał się kamienny proszek. Kurz, piasek, czy może twardy granit? Nie chciało mu się tego analizować. Sam fakt podziałał na jego wyobraźnię wystarczająco mocno. Wyskoczył w górę i zadał jeszcze jedno kopnięcie z półobrotu, aby powalić wyimaginowanego przeciwnika na łopatki. Czuł się już nieco zmęczony, może nawet wyczerpany? Aktywacja pierwszej bramy zawsze męczyła go niemiłosiernie i potrzebował po jej zamknięciu kilku chwil, aby móc ponownie zebrać siły i myśli. Wiedział, jak będzie czuł się za kilka chwil, dlatego postanowił zakończyć na razie krótki trening i usiąść na swojej pryczy. Postanowił sprawdzić, czy wyczuje u siebie to, o czym kiedyś słyszał. Pierwsza brama nie była ostatnią, to oczywiste, jednak Dziadek nigdy nie dążył do poznania tajników wszystkich ośmiu. Teraz jednak ciekawość wzięła górę. Zamknął oczy, tak jak zawsze, gdy uczył się nowych technik lub lepszego panowania nad własnym ciałem. Zawsze uważał, że dzięki temu może lepiej wsłuchać się w swój umysł i ciało. Co usłyszał? Na razie tylko szum we własnych uszach, wciąż dudniły mu niedawne uderzenia i świst wiatru, głosy spoza celi i niezidentyfikowane dźwięki. Szybko jednak wszystko to zaczęło zanikać, a na miejsce chaosu nie pojawił się porządek, ani spokój, lecz pustka. Uśmiechnął się do swoich myśli, choć jego twarz pozostawała niewzruszona. Szukał jakiejkolwiek idei, wspomnienia, lecz w tym momencie jego umysł był pusty i wolny. Trudno opisać stan, w którym samotność jest jak dar, a nie przekleństwo. On był teraz sam, lecz widział w tym tylko niezależność i pewną siłę. Polegał tylko na sobie, na własnym ciele i jego możliwościach. Powinien im zaufać? Zdecydowanie. Był na to gotowy, jednak nie potrafił w pełni oddać się temu instynktowi tak, aby sam pokierował on jego czynami. Rozłożył szeroko ręce, a przed jego zamkniętymi oczami przemknęły błyszczące, niebieskie pasma. Pajęczyny nerwów wypełniała chakra, mieniąc się przed nim i niknąc w ciemności. Nie tracił on jednak jej czucia, lecz pozwolił swobodnie krążyć w jego umyśle, dostawać się w każdy zakątek jego ciała czyniąc je na powrót sprawnym i gotowym. Nigdy nie czuł niczego podobnego. Wrażenie, które aktualnie przeżywał zaczęło się niewinnie, jednak zamieniło się w doznanie absolutnie jednorazowe, wypalające w świadomości widoczny znak swojej obecności. Pomimo tego, że o niczym nie myślał, nie mógł, jego mózg pracował na najwyższych obrotach. Chłonął emocje i pobudzał każdy mięsień,. Pozwalając Hirako odprężyć się, sam pracował najwytrwalej, aby móc doznać uczucia spełnienia i pełnego wykorzystania. Tak Dziadek opisywał to później, choć jego przekaz dla niego samego brzmiał śmiesznie i niedorzecznie. Teraz jednak nie zwracał uwagi na to jak będzie przebiegała jego relacja, nie układał w głowie żadnych kłamstw, ani matactw. Był szczery sam ze sobą i to pozwalało mu na więcej, niż dotychczas mógł dokonać. Nagle jednak delikatne linie chakry zniknęły mu sprzed oczu całkowicie. Wszystkie, w jednym momencie ulotniły się, zostawiają go samego w nieprzyjaznej już pustce. Zachłysnął się własną przyjemnością. Dopiero gdy zaczął tracić kontakt z jakąkolwiek rzeczywistością przypomniał sobie, że nie oddychał od dobrych kilku minut. Wziął głęboki haust powietrza i czuł, że właśnie uratował sobie życie. Gwałtownie, jakby pod przymusem otworzył oczy. Przed nimi wciąż mrugały jeszcze niedawne niebieskie ogniki, lecz Dziadek czuł, że to jedynie ułuda jego największego osiągnięcia. Podniósł swoje dłonie do twarzy i obejrzał je. Po otarciach i zaczerwienieniach od niedawnych uderzeń w ścianę nie było śladu. Oddychał spokojnie, a koszula nie była mokra od potu. Opadł bezwładnie na pryczę, starając się zrozumieć, czego właśnie dokonał. Czuł, jak szybko bije mu serce, jak pompuje ono krew przez każdą, nawet najmniejszą żyłkę i tętnicę. Dziwne to uczucie, gdy Twój organizm nie ma chwili na oddech, jednak Ty nie masz nawet zadyszki. Regenerował się w zastraszającym tempie. Jego zmęczone kończyny, ciężkie powieki, nawet obolałe po wielogodzinnej wędrówce stopy teraz same rwały się do dalszego ruchu. Dziadek głośno oddychał. Nie ze zmęczenia, lecz pod wpływem przeżytych emocji. Czyżby mu się udało. Nigdy nie wiedział, jak powinien się czuć, gdy będzie otwierał kolejną bramę. Był jednak przekonany, że gdyby miał wyobrazić sobie to uczucie, wyglądałoby właśnie tak. Wszystkie inne były bolesne, męczące i okrutne dla ciała. Druga byłą jednak inna, wyjątkowa. Była jak zimny okład na rozgorączkowane czoło, albo rozgrzewająca herbata, gdy cały jesteś zmarznięty. Teraz jego ciało jednocześnie chłodziło się przyjemnie z gorąco, i rozgrzewało z wieloletniej zmarzliny. Czuł, jak odżywa, jak bardzo było mu potrzebne takie oczyszczające doznanie. Od wielu lat jedynie błądził zmęczony życiem, śpiąc i odpoczywając często i wiele. Teraz jednak wiedział, że była to ledwie namiastka tego, co ludzie nazywają odpoczynkiem. Czuł się, jakby narodził się na nowo, gotowy do dalszych zmagań ze światem i z samym sobą. Zamknął ponownie oczy i jeszcze kilkanaście minut rozkoszował się tym błogostanem, gdy nagle wszystko ucichło. Dziadek, gdy to nastąpiło, był bliski płaczu. Spadł z nieba na ziemię, która znowu okazał się być twarda i brutalna. Wszystko wróciło do normy: ciemna cela, twarda prycza i śmierdzące papierosami ubrania. Czuł, jakby leżał w śmietniku.

Awatar użytkownika
Jun Dokusatsu-sha
Posty: 3562
Rejestracja: wt, 4 mar 2014, 14:08
Płeć: Mężczyzna
Wioska: kirigakure no Sato
Ranga: chunnin
Wiek Postaci: 13
KP: viewtopic.php?p=213613#p213613

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Jun Dokusatsu-sha » pt, 1 sty 2016, 15:45

przyklepuje
Obrazek

Awatar użytkownika
Shisetsu Jigoku
Posty: 5401
Rejestracja: czw, 8 paź 2015, 17:45
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: Wasure Akuma no Ken
Wioska: Ishi
Ranga: Nukenin C+
Wiek Postaci: 16
Siła: San Kaishi ++
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi +
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: Ni Kaishi ++
Kontrola Doton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=11818&p=281853#p281853

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Shisetsu Jigoku » pt, 1 sty 2016, 16:46

Trenowałeś sobie w najlepsze gdy w drzwi twojej celi zapukała twoja dobra znajoma, jednak jak się okazało nie była to Tsubame a blondynka która poprzednim razem Cię zaprowadziła przed obliczę dowódczyni a potem zabrała zwój. Gdy tylko się wygramoliłeś ta stała z wrednym uśmieszkiem na ustach. Dobrze że jesteś Hirako... Mam dla Ciebie twój pierwszy test nim w pełni Ci zaufamy. Chodź ze mną. I rzuciła kierując się z tobą przed plac świątyni, z jednej strony nie wiedziałeś co Cię czeka a z drugiej byłeś bardzo podekscytowany tym co może Cię spotkać. Może to będzie wypad do Iwy po nowych mieszkańców, a może jeszcze coś innego kto wie...

[Fab C] Co mnie czeka? [vol.3]
Obrazek
Pokaż/Ukryj:
Ogrom Czakry, Demoniczny Skryba.
Perswazja 2
Sztuka kamuflażu 2
Szybkie pieczęci 2
Wytrzymałość psychiczna 2
Pieczętowanie 2

Awatar użytkownika
Kaneko Mei
Posty: 2177
Rejestracja: śr, 8 sie 2012, 16:02
Płeć: Kobieta
Organizacja: Wasure Akuma no Ken
Wioska: Ishi
Ranga: T. Chuunin
Wiek Postaci: 20
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: Ni Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Katon: Ni Kaishi
Kontrola Doton: Ni Kaishi
Walka Wręcz: Ichi Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=7701
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Obóz łowców niewolników.

Post autor: Kaneko Mei » pt, 1 sty 2016, 21:10

Czerwonowłosy Latający Masturbator vel Najszczęśliwszy Ruchacz Na Świecie ogarnął swój wygląd zewnętrzny. Obmył się, ogolił i takie tam sprawy. Po porządkach związanych ze swoim ciałem przyszedł czas na zwiedzanie nowej strony obozu – z punktu widzenia strażnika. Nowa pozycja, nowe obowiązki. Ciekawe, co dziś czeka naszego ogiera. Czyżby ktoś miał zlecić mu jakieś bojowe zadanie? A może spędzi dzień na siedzeniu i dłubaniu w nosie? Kto wie. Czas znaleźć kogoś lub coś, co narzuci tempo temu dniu.

[D Fab] Wymyśl. [Vol. 12]
Sztuka Pieczętowania [poziom 2.] | Wytrzymałość psychiczna [poziom 2.]
Ukrywanie emocji [poziom 2.] | Szybkie wiązanie pieczęci [poziom 2.]
Bransoletki: Lewa 3/10 Prawa 5/10

ODPOWIEDZ

Wróć do „Numa no Kuni”