Najwyższe szczyty świata

>Kraj Gór. Nie żyje tu wielu ludzi, są oni rozsiani tu i ówdzie w niewielkich skupiskach. Pomimo takiego stanu rzeczy, posiadają oni jedną solidną administrację. Trudno powiedzieć cokolwiek więcej, prócz tego co oczywiste, żyją wysoko w górach. Jeśli chciał byś okraść bezbronnych wieśniaków, srogo byś się zawiódł, gdy nie wiadomo skąd wyleciały by w twoją stronę kunaie. Czyżbyś nadepnął na linkę?
Awatar użytkownika
Shin'tao Muramasa
Posty: 3397
Rejestracja: ndz, 5 wrz 2010, 19:27
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Konohagakure no Sato
Ranga: Fubi Nukenin N
Wiek Postaci: 25
Siła: Ichi Kaishi
Wytrzymałość: Ichi Kaishi
Szybkość: Ichi Kaishi
Zręczność: Ichi Kaishi +
Kontrola Chakry: San Kaishi +
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: Ni Kaishi
Kontrola Fūton: Ichi Kaishi
kontrola_suiton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ichi Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=11928
Lokalizacja: Międzywymiarowa Stacja Kosmiczna

Re: Najwyższe szczyty świata

Post autor: Shin'tao Muramasa » wt, 22 paź 2013, 22:03

Po całym tym krótkim przedstawieniu po prostu uniosłam lewą brew, a na twarzy pojawił mi się wyraz, jakbym patrzyła na debila. A może tak było? Niemniej nieznajomy po prostu sobie poszedł po otrzymaniu jakiegoś liściku od ptaka - "Musi być mega wytresowany, skoro znajduje ludzi ot tak sobie." - powiedziałam w myślach z wielkim podziwem. Na koniec po prostu westchnęłam i zabrałam się za ćwiczenia. Zdjęłam bluzę i szal, po czym chwyciłam za jakiś kamień i sprawdziłam czy tak na oko ma z pięć kilogramów. Jeśli tak, to siadam z nim na jakimś głazie i zaczynam podnoszenie ciężaru. Najpierw lewą, dominującą ręką. Opuściłam dłoń z kamieniem do ziemi i nachyliłam się, opierając prawe przedramię o kolano po tej samej stronie ciała. Wykonałam kilku głębokich wdechów i długich wydechów, a następnie rozpoczęłam serię ćwiczeń. Spokojnie, bez pośpiechu i pełną precyzją oraz dokładnością napinałam mięśnie podczas unoszenia ciężaru ważącego około pięciu kilogramów. Trudno się chwytało obiekt ćwiczeń, no ale trudno. Tego wymagała obecna sytuacja, a żadnych hantli ani innych przyrządów ze sobą nigdy nie noszę. Uważnie przypatrywałam się łukowi, po którym poruszał się kamień. Na biceps też od czasu do czasu zerkałam, aby podziwiać jego pracę, bowiem drżał niesamowicie. Widać było gołym okiem, że to nie przelewki. Przy zetknięciu się ciężaru ważącego około pięć kilogramów z moim barkiem - wypuściłam przez usta powoli powietrze, które uzbierałam podczas podnoszenia śniadego kamienia. Była to krótka, kilkusekundowa pauza, po czym zaczęłam opuszczać pięciokilogramowy przyrząd ćwiczebny. Znowu napinając mięśnie i regulując pracę mięśni na tyle, na ile byłam w stanie - znosiłam go bardzo powoli i spokojnie, aby zwiększyć wydajność treningu o jakiś tam znaczący procent. Kiedy już mój pięciokilogramowy obiekt znalazł się na początkowym miejscu - znowu wypuściłam nabrane powietrze i złapałam go bardziej dogodnie dla mojej ręki, ponieważ miał on niektóre ostre dzióbki, które wcześniej trochę mi przeszkadzały - "Szkoda tylko, że nie mam żadnej wody ze sobą..." - to był fakt, bo robiło się gorąco, a ciśnienie na wysokości czterech tysięcy metrów nad poziomem morza dawało się we znaki. No i przeszłam do kolejnego powtórzenia, przy którym robiłam dokładnie to samo. Podczas napinania mięśni zaś czułam jak zaczynają pulsować i robić się ciepłe, co oczywiście uznałam za efekt dobrego treningu. Nie można powiedzieć, że się ucieszyłam, ale na pewno lepiej mi było na duchu wiedząc, iż coś jednak robię dobrze i zgodnie z wcześniej ustalonymi planami. Powoli i dokładnie, aby pięciokilogramowy kamień jakimś dziwnym przypadkiem mi nie wypadł z ręki. Zaraz przy opuszczaniu przyrządu ćwiczebnego stwierdziłam, że najlepiej będzie jak zmienię ramię po dziesięciu powtórzeniach, potem znowu i znowu, aby utrzymać odpowiedni balans. Z biegiem czasu przyspieszałam tempa. Kolejne pięć powtórzeń jeszcze poprowadziłam "starym systemem", a reszta płynęła co raz to szybciej i sprawniej. Dobrze chociaż o tyle, że pogoda sprzyjała mi w wysokogórskim klimacie. Zero Słońca, bardzo dużo chmur, orzeźwiający zefirek. Jak tego nie lubić? No i w tym momencie jednak zaczynało się już robić ciężko. Czemu? A to dlatego, że po dziesiątej serii, czyli po każdej piątce na rękę, ciało zaczęło mi się niesamowicie domagać tlenu. Wywodzę się z nizin, więc nie jestem przystosowana za bardzo do klimatu górskiego, a co do tego treningu na wysokości czterech tysięcy metrów nad poziomem morza. Zrobiłam więc krótką przerwę ze skłonami tułowia co kilka kroków, co z pewnością poprawi krążenie krwi w moim organizmie, a to z kolei pozwoli na dostarczenie mojemu ciału odpowiedniej ilości tlenu niezbędnego do kontynuacji ćwiczenia, a raczej jego końcówki. Tak więc po przemarszu jakichś stu metrów tą i z powrotem przeszłam do ostatnich kilku serii. Po trzy na jedną rękę, aby równo się rozłożyło i tym samym efekt był iście zadowalający. Usiadłam znowu na tym głazie co wcześniej, podniosłam sytuacyjny hantel, czyli ważący niespełna pięć kilogramów kamień, po czym pochyliłam się i wraz z wdechami oraz wydechami rozpoczęłam pierwsze powtórzenia. Oczywiście było tak, jak sądziłam. Ramiona męczyły mi się w miarę szybko, ponieważ większość energii już zużyłam, a przerwą uzupełniłam jedynie ich małą część. Niemniej napinałam mięśnie jak tylko najmocniej mogłam i starałam się stabilizować oddech, aby przypadkiem nie odpaść podczas ćwiczenia. Chwila trudu i przechodzimy do drugiej ręki, prawej. Była on słabsza, jako że lewa jest dominującą. Mimo to dawałam jakoś radę sprostać wyzwaniu podnoszenia ciężaru. Trzeba przyznać, że powoli, acz widocznie, oddech przekształcał mi się z łagodnego, kontrolowanego i umiarkowanego w iście chaotyczny. Mięśnie po czwartej serii zaczynały mi kipieć, a twarz zapewne miałam mega czerwoną z wysiłku i prawdopodobnie byłoby to wyraźnie widać, gdyby nie moja kawowa cera. Czas leciał, a mi pozostało ostatnie dziesięć powtórzeń do wykonania. Wiedziałam, że po tym będzie fajrant i najprawdopodobniej znienawidzę tego miejsca, jednakże im więcej wyciągnę z tego treningu, tym bardziej będę z siebie zadowolona w przyszłości. W końcu kaloryfer i zarysowane mięśnie stóp oraz rąk znikąd się u mnie nie wzięły. W jakiś sposób jednak jestem przystosowana do wysiłku fizycznego. Bez zbędnych ogródek oddychałam jak najstaranniej potrafiłam i bez jakiegokolwiek pośpiechu oddawałam się w monotonny ciąg powtórzeń, aby dotrwać do końca serii. Siódme.. ósme.. dziewiąte.. a moje mięśnie aż skwierczą. Przyszło jednak do dziesiątego, co zwieńczyłam wywaleniem kamienia za siebie, aby już więcej na niego nie patrzeć. Pozwoliłam sobie ulżyć rozkładając się na kamieniu jak żaba na... nie, w sumie to złe porównanie. Po prostu rypnęłam się brzuchem do góry i odpoczywałam - Ufff.... - jęknęłam na sam koniec...
Sowa | AKTUALNY WYGLĄD W KP | Ja
Nijimidasu kondaku no monshō. Fusonnaru kyōki no utsuwa! Wakiagari hiteishi! Shibire matataki! Nemuri wo samatageru! Hakōsuru tetsu no ōjō! Taezu jikaisuru doro no ningyō! Ketsugōseyo! Hanpatsuseyo! Chi ni michi onore no muryoku wo shire! Hado no kyuujuu: Kurohitsugi!

Awatar użytkownika
Mao Atatsuke
Posty: 4731
Rejestracja: pn, 3 wrz 2012, 22:02
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Konohagakure
Ranga: S. Jounin
Wiek Postaci: 32
Siła: Yon Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi
Szybkość: Yon Kaishi ++
Zręczność: Go Kaishi
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: Yon Kaishi ++
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Katon: San Kaishi
Kontrola Doton: San Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=11534&p=284866#p284866

Re: Najwyższe szczyty świata

Post autor: Mao Atatsuke » wt, 22 paź 2013, 22:06

+9 Siły
+1 PR

Awatar użytkownika
Shin'tao Muramasa
Posty: 3397
Rejestracja: ndz, 5 wrz 2010, 19:27
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Konohagakure no Sato
Ranga: Fubi Nukenin N
Wiek Postaci: 25
Siła: Ichi Kaishi
Wytrzymałość: Ichi Kaishi
Szybkość: Ichi Kaishi
Zręczność: Ichi Kaishi +
Kontrola Chakry: San Kaishi +
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: Ni Kaishi
Kontrola Fūton: Ichi Kaishi
kontrola_suiton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ichi Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=11928
Lokalizacja: Międzywymiarowa Stacja Kosmiczna

Re: Najwyższe szczyty świata

Post autor: Shin'tao Muramasa » czw, 24 paź 2013, 14:09

Po jakże długim i przyjemnym odpoczynku przeplatanym z drzemką w końcu nabrałam odpowiednią ilość sił, aby wznowić mój trening. Co prawda brakowało mi wody, bo robiło mi się już sucho w ustach, no ale trudno. Jakoś sobie poradzę. Niewiele było tutaj zieleni, lecz samych drzew całkiem przyzwoita ilość. Szybkim, żwawym ruchem podeszłam do najbliższego, które miał gałąź na wysokości co najmniej dwóch metrów i podskoczyłam do niej, aby zawiesić się jak na sztandze. Złapałam mój przyrząd sytuacyjny małpim chwytem i napięłam mięśnie rąk, ówcześnie podkurczając nogi w taki sposób, żeby stopy dotykały pośladków. Rozluźniłam płuca i zaczęłam się podciągać. Pierwsze kilka powtórzeń miały na celu pozwolić mi ocenić swoją siłę. Głupim byłoby rzucanie się na nieznany grunt bez jakiejkolwiek wiedzy. Musiałam wiedzieć na ile mogę sobie pozwolić, na jak długo i jak rozłożyć działanie swojego organizmu. Spokojnie, bez pośpiechu i z jak największą dokładnością. Musiałam jednak przyznać, że brzuchem też sporo przyszło mi pracować. Nie tylko ramiona robiły mi się gorące, ale i także mięśnie brzucha. Przy każdym podciągnięciu wykonywałam porządny, długi wdech, a gdy wracałam na podstawową pozycję - po prostu wydychałam powietrze jak najspokojniej. Nigdzie się nie spieszyłam, musiałam jedynie teraz wrócić do stolicy Kraju Błyskawic i pogadać z Młodym Raikage, ale oczywiście trening był ważniejszy. Pierwsze pięć podciągnięć poszło gładko, później już zaczęły się robić tak zwane "schodki". Dłonie trochę ślizgały mi się na gałęzi, więc musiałam poprawić uchwyt, a potem kontynuowałam ćwiczenie. Patrzyłam na wprost siebie, aby odpędzić jakiekolwiek myśli i zająć się wyłącznie podciąganiem. Starałam się jak najdokładniej mogłam wyrównywać oddech, jednakże z każdym powtórzeniem stawał się on coraz to bardziej chaotyczny. Po ósmym przekształcił się w dwa wdechy i wydechy podczas jednego podciągnięcia oraz powrotu. Mimo to wszystko szło w jak najlepszym kierunku, a że chciałam wyciągnąć z tego treningu maksimum efektywności, to oczywiście nie przestawałam ani na moment. Stuknęła i dziesiątka, po czym moje mięśnie domagały się chociaż kilkusekundowej przerwy. Niestety ani trochę się na to nie godziłam i po prostu kontynuowałam ćwiczenie. Pojedyncze krople potu zaczęły się pojawiać na moim ciele i łagodnie pieściły kawową skórę. Wydawało mi się, że mięśnie brzucha bardziej się męczą niż ramion podczas podciągania się, ale to oczywiście mogło być jedynie moje odczucie. Kto wie. Na sam koniec już dojechałam do piętnastu powtórzeń i wręcz natychmiastowo puściłam gałąź. Spadłam na stópki i od razu usiadłam zwieszając głowę w dół. Po prostu byłam zmęczona. Musiałam dać sobie kilka minut przerwy, aby ruszyć w kierunku Kumo.

z/t 2h Kumo
Sowa | AKTUALNY WYGLĄD W KP | Ja
Nijimidasu kondaku no monshō. Fusonnaru kyōki no utsuwa! Wakiagari hiteishi! Shibire matataki! Nemuri wo samatageru! Hakōsuru tetsu no ōjō! Taezu jikaisuru doro no ningyō! Ketsugōseyo! Hanpatsuseyo! Chi ni michi onore no muryoku wo shire! Hado no kyuujuu: Kurohitsugi!

Awatar użytkownika
Mao Atatsuke
Posty: 4731
Rejestracja: pn, 3 wrz 2012, 22:02
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Konohagakure
Ranga: S. Jounin
Wiek Postaci: 32
Siła: Yon Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi
Szybkość: Yon Kaishi ++
Zręczność: Go Kaishi
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: Yon Kaishi ++
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Katon: San Kaishi
Kontrola Doton: San Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=11534&p=284866#p284866

Re: Najwyższe szczyty świata

Post autor: Mao Atatsuke » czw, 24 paź 2013, 14:12

+3 siły, wytrzymałości

ODPOWIEDZ

Wróć do „Yama no Kuni”