Ninja Gaiden
http://ninjagaiden.pl/

Knajpa "Gołąb"
http://ninjagaiden.pl/viewtopic.php?f=224&t=9273
Strona 1 z 1

Autor:  Kenji [ Śr, 16 wrz 2015, 11:42 ]
Tytuł:  Knajpa "Gołąb"

Białowłosy chwilę podróżował pod osłoną nocy z Kraju Ognia. Gdy przekroczył niepostrzeżenie granicę spotkał jakieś miasto... Raczej miasteczko. Nie było ono zbyt rewelacyjne, w ogóle takie jakieś.. Zaniedbane. Nie było tu zbyt dużej ludności, a jako, że Kenji nie posiadał opaski shinobiego to nawet nikt nie zwracał na niego uwagi. Ot zwykły dzieciak przechadzający się po Mieścinie, które zwało się - Pocztowym. Jedno z punktów, gdzie mógł zacząć swoją nową przygodę. By stać się silniejszym. Jednak jego plan opierał się na tym, że.. Trzeb pierw coś zarobić, gdyż po ostatnim wyczynie w Kumogakure jednak nie otrzymał złamanego grosza. Gdy już przekroczył bramę miasta, było południe. W nocy nie spał, gdyż musiał trzymać się planu i zbiec z Kraju Ognia trochę bezpieczniej aniżeli z Kraju Błyskawic.
Dostrzegł pewien pub, czy to bar gdzie mógł się zatrzymać i spytać tubylców o jakieś informacje dotyczące tego gdzie się znajduje.. Wchodząc tam spostrzegł niewielki, ale całkiem przytulny bar, gdzie całość była zbudowana z desek, drewnianych okrągłych stolików. Bar jako rzecz również nie była imponująca, ludzie tu raczej przychodzili wieczorem.. Ale! W tym momencie nie było ich również tak mało, jadali tu jak widać obiady czy śniadania.
Białowłosy podszedł do barmana i spytał wprost:
- Przepraszam.. Jestem turystą i miałbym parę pytań. Gdzie dokładnie się znajduję? Jaki to Kraj? I tak między nami.. Chciałbym dowiedzieć się czy jest tu jakaś 'robota' dla specjalistów? - spokojnie spoglądał na barmana, by nie wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń..

Autor:  Tsuyo Uchiha [ Śr, 16 wrz 2015, 11:59 ]
Tytuł:  Re: Knajpa "Gołąb"

Po dokładniejszych oględzinach bar nie wydawał się już tak przyjemny. Było tutaj ciemno, niezbyt czysto, a w powietrzu unosił się zapach stęchlizny, taniej machorki, podłego alkoholu i potu. Barowa lada lepiła się od starego, zaschniętego tłuszczu, do którego przykleiło się kilka zdechłych, wysuszonych much. Mogłeś być pewny, że nie zagląda tu nikt o zdrowych zmysłach.
Człowiek stojący za barem również nie wzbudzał zaufania. Był potężny... Nie, nie wysoki tylko zwyczajnie potężny... Jego wzrost nie przekraczał stu siedemdziesięciu centymetrów, ale muskularne, owłosione łapska , dłonie wielkości bochnów chleba z grubymi palcami i masywne karczycho sprawiały, że wyglądał raczej jak ktoś, kto przez całe życie przerzucał głazy w kamieniołomie niż jak poczciwy właściciel zajazdu. Jego piwne brzuszysko osłonięte było rzeźnickim, poplamionym krwią i jeszcze czymś żółtym, fartuchem. Nalana, przepita morda (Bowiem nie była to twarz), o trzech podbródkach poznaczona była licznymi dziobami o ospie i rzadkimi kępkami zaniedbanego zarostu. Szczy czaszki straszył łysiną, a prawe oko zasnuło bielmo. Za pasem mogłeś dostrzec rzeźnicki tasak, który pewnie służył do egzekwowania długów za napitki.
- Hphr... - odchrząknął i splunął na podłogę gęstą, zieloną flegmą.
- Thurhysta? - burknął niskim tonem z dziwnym, niepokojącym akcentem.
- Cho to małhy? Zgubihłeś shię? Jestheś dhaleko od dhomu... To barhdzo niebezpieczhne shrony... - mówił z bardzo paskudnym uśmiechem, który obnaży sczerniałe pieńki zębów w jego paszczy.
- Thacy jak thy nie żyhją tu dhługo buehehehe... - zarechotał aż się opluł.
- Jheśli szukhasz szybkhiej śmiehrci to zhnam miejsce w sham rhaz dla chiebie... Tu niedhaleko jest takhie mhiejsce... Spotykhają się tham.. Hm... Najczhęściej mohi khlienci blehehe... Alhe uprzhedzam chię szczehniaku... Chiekawcy, kthórzy shię tham krhęcą jakhoś thak... Znikhają! Buhahaha! - zaczął się śmiać naprawdę głośno, a jego kałdun zatrząsł się jak galareta. Jego słowa nie brzmiały szczególnie pokrzepiająco.
- Wskharzę ci dhrogę mhój mhały shamobójcho... - powoli ruszył się zza lady kulejąc lekko, i dopiero teraz zobaczyłeś, że jego lewa noga była drewnianą protezą, której nie powstydziły się pirat z bajek dla dzieci.

Autor:  Kenji [ Śr, 16 wrz 2015, 12:11 ]
Tytuł:  Re: Knajpa "Gołąb"

Białowłosy był trochę w szoku słuchając tego... Tego czegoś - bo człowiekiem tego nazwać nie mógł. Wyglądał dość.. Przerażająco. Jednak to nie o to w tym wszystkim chodziło. Teraz nie było na to czasu, gdyż jak się okazało.. Książki po okładce oceniać nie warto - tak też było w tym wypadku, gdyż barman jak widać, mimo, że humor miał dość specyficzny, jednak chciał pomóc. Jego cały wygląd był straszny, ale nie takie cuda dzieją się w tym świecie.
Kenji był przygotowany ruszyć wraz z nim do miejsca, gdzie mógłby przyjąć jakieś zadanie, które pozwoli mu nieco zarobić - bo głównie tutaj miał braki.
- Dobra, prowadź Pan! - gdy tylko wyszli, barman skierował go na północ. Podobno tam była stara karczma i będzie tam siedział jakiś staruszek, który poinstruuje co dalej. Na razie tyle mu wystarczyło i nie zamierzał się wdawać w dysputę z jegomościem. Białowłosy ruszył tuż po pożegnaniu się:
- Dzięki Ci. Żegnaj - powiedział to żegnając się i tak jakby.. Nie chciał tego człowieka widzieć kolejny raz w swojej karierze shinobi.

z/t Punkt Wymian

Autor:  Yōhei [ N, 27 lis 2016, 22:50 ]
Tytuł:  Re: Knajpa "Gołąb"

Znajomy krajobraz przywitał odzianego w płaszcz ryboluda. Co prawda, te tereny znał słabo. Zwykle podróżował nizinami, było to zwyczajnie szybsze i wygodniejsze, jednak chciał omijać znane sobie okolice. Nie mógł aktualnie pokazać się nieopodal podupadłej karczmy, nie po ostatnim fiasku... Zadanie ponoć było bardzo ważne. Podrapał się po głowie, po czym przestąpił strumyk i nachylił się, by się napić. Mógł to bez problemu zrobić techniką, jednak zwyczajna czynność bez używania chakry przynosiła zaskakującą radość i przyjemność.
Przemył zakurzoną twarz, przywracając sobie nieco wigoru, po czym ruszył w bliżej nieokreślonym kierunku. Wydawało mu się, że w tę stronę znajdywały się nieco gęstsze zabudowania. A jako że nie mógł gościć w miejscu, gdzie zawsze jadał... cóż. Czas poszukać jakiejś przeciętnej jadłodajni.
Po niemalże półgodzinnym kluczeniu, w końcu dostrzegł to czego szukał. Mini miasteczko.
Żołądek aż zaburczał z radości, przypominając mu o sobie. Przyspieszywszy nieco kroku, Yohei zaczął zbliżać się do gęściej zaludnionej części kraju. Lekko sobie pogwizdywał, co zważywszy na to jak aktualnie się prezentował, mogło wyglądać nieco groteskowo. Słoneczko przyjemnie grzało, toteż zdjął kaptur, ukazując wszystkim swe "śliczne" lico i opaskę Kirigakure, którą jak zwykle nosił na czole. Pilnował jednak, by nie ukazywać ręki. Znało go tu zbyt wielu ludzi, zaraz by się rozeszła fama iż powrócił i ktoś by go dopadł.

Autor:  Shikō [ Pn, 28 lis 2016, 11:36 ]
Tytuł:  Re: Knajpa "Gołąb"

Z naszego nukenina był taki rybolud jak z koziej dupy trąbka! Najwyżej złota rybka na sterydach! Nemo maszerując przez piękne pola Ta no Kuni dostrzegł w oddali miasteczko. Bał się o to, że mogą go tutaj dopaść więc musiał uważać z kim rozmawia. Coś jednak przykuło jego uwagę, gdy się zbliżył. Gdzieś z wnętrza osady unosił się ciemny jak smoła dym. W chwili przekraczania granic minęło cię pięciu wieśniaków z wiadrami. Kilkoro ludzi uciekało w twoją stronę. Usłyszałeś huk, bardzo dosadny. Przypominał ci do złudzenia ten po wybuchowych notkach. Przechodząc na skróty przez starą, opuszczoną stodołę mogłeś zza spróchniałych drzwi zobaczyć płonący budynek. Wieśniacy przebiegali koło stodoły z wiadrami, musiałeś znowu się lekko skryć.
Jedyną spelunę nam tutaj spalili!
Bar gołąb idzie z dymem, łapcie się za wiadra!
Niespodziewanie, gdy dziesiątki chłopów biegły na pomoc płonącej budowli budynek 40 metrów od twojej aktualnej pozycji po prostu wybuchł. Nie był sąsiedni do baru, co mogło wzbudzić twoje zdziwienie. W powietrzu uniosły się szczątki budynku. Parę większych płonących drewnianych bali i desek leciało wprost na tutejsze chłopstwo.

Autor:  Yōhei [ Pn, 28 lis 2016, 12:59 ]
Tytuł:  Re: Knajpa "Gołąb"

Człowiek już nigdzie nie może odpocząć. Ledwie wrócił do "domu", szukając schronienia i strawy, a tu boom. Fajerwerki, kolorowe wybuchy, panikujący wieśniacy. Yohei westchnął, kręcąc z niedowierzaniem głową i ruszył biegiem w kierunku, z którego dobiegło go najnowsze "bum". Nie przejmował się ukrywaniem, przy aktualnym zamieszaniu raczej nikt by na niego nie zwrócił uwagi. Wieśniaków totalnie olał. Zbliżając się do celu, wzmógł koncentrację dokładnie się rozglądając. Co też tu się mogło dziać? I dlaczego go to interesowało? Powinien był ratować bar, jeśli to jedyna speluna, jak zasłyszał z rozmów wieśniaków, to kolejny dzień z rzędu czekało go niedobre żarcie.
Spłoszył myśli szczerząc zęby. To po prostu był brak jakiejkolwiek akcji. Owe uczucie ostatnio mu nieco doskwierało. Na odpoczynek przyjdzie czas chyba dopiero w grobie

Autor:  Shikō [ Pn, 28 lis 2016, 13:43 ]
Tytuł:  Re: Knajpa "Gołąb"

Wieśniacy cudem uniknęli płonących części budowli podczas, gdy ty zbliżałeś się powoli do płonącej speluny. Twój krok spowolniał. Włosy stanęły ci na karku. Wiedziałeś, że był zły omen. Świat zwolnił, ogłuchłeś. Stanąłeś dosłownie na środku drogi, a wszystko działo się w zwolnionym tempie. Niespodziewanie usłyszałeś głos, który rozchodził się po całej okolicy.
Boom, chika boom, chika, chika boom. Ka-boom! - Głos szorstki, ale bardzo przyjemny. Tonacja do złudzenia przypominała jakąś piosenkę.
Ostatnie słowo nie było przypadkowe. Towarzyszyło mu syknięcie, którego następstwem był...
Pokaż/Ukryj:

Słyszałeś setki ludzkich krzyków tłumionych przez liczne eksplozje. Wszelkie postacie, które wcześniej rysowały ci się przed oczyma zasłoniły płomienie. Opadających szczątków budowli udawało ci się w miarę łatwo uniknąć. Przed płomieniami ledwie chroniły cię różne bryczki i wozy. Te mniejsze jęzory ognia przepaliły w sporych częściach twój płaszcz. Nie widziałeś nic, ale jedynie do pewnego momentu. Tylko dzięki zarysom płonących gruzów byłeś w stanie zorientować się w terenie. Gdzieś dwadzieścia metrów przed tobą z ognistych ścian wyłoniła się postać dziewczynki. Przestraszona ze łzami w oczach przytulała się do pluszowego misia. Nie miała więcej jak sześć lat. Widząc cię prawdopodobnie się wystraszyła. Pobiegła do budynku, który w twojej opinii był o krok od zawalenia się dachu. Cudem przetrwał nawałnice eksplozji, ale to kwestia sekund nim runie. Budynek znajduje się na prawo, dwadzieścia pięć metrów od ciebie na skos. Przed sobą masz płonącą bryczkę i trzy ściany płomieni. Bryczka jest filarem trzeciej ściany. Każda z nich po przebyciu następnej jest coraz większa. Pierwsza ma półtorej metra, druga trzy, a trzecia pięć. Bryczka ustawiona jest poziomo względem drogi więc stoi ci w całości na przeszkodzie. By ją ominąć musiałbyś i tak uporać się z płomieniami, a dodatkowo biec łukiem.

Autor:  Yōhei [ Wt, 29 lis 2016, 20:30 ]
Tytuł:  Re: Knajpa "Gołąb"

Yohei mimowolnie zwolnił. Działo się coś dziwnego, miał złe przeczucia. Zjeżyły mu się włosy i przeszł ciarki. Już dawno tego nie czuł. Chwilę później - zaczęło się...
Usłyszał coś a'la śpiew. Próbował zlokalizować źródło dźwięku. A przynajmniej to mu przeszło przez myśl, gdyż nie zdążył nic zrobić. Sekundę później rozpoczęło się piekło. Seria ogromnych wybuchów, które ogłuszyły na moment chłopaka. Wszędzie wrzaski, ogień i ruiny. Sezam padł momentalnie na ziemię, by uniknąć trafienia przez randomowe kawałki drewna czy kamieni. Chwilę później zerwał się i zaczął rozglądać. Nie widział nic. Dym, pożoga i gruz. Zagryzł wargi, słysząc wszędzie dookoła głosy rannych i konających. To wciąż jeszcze go przerastało. Przed oczyma stanęły mu sceny z Kiri i Konohy. O tak...
Z prawej mu coś mignęło, jednak Yoheia to teraz nie interesowało. Odwrócił się wściekle w kierunku, z którego słyszał głos. Ten ktoś musiał zapłacić za to wszystko. Czarnowłosy nukenin zazgrzytał zębami i postawił krok, gdy zatrzymało go ciche szlochanie za plecami. Wziął wdech. Gdy już oprzytomniał - odwrócił się i zobaczył małą dziewczynkę. Była sama i kurczowo trzymała się ściany próbując odciąć od całej tej masakry. Ściany budynku, który mógł lada chwila runąć. Sezam zaklął i momentalnie skoczył przed siebie, w stronę dziecka, chcąc zasłonić je w razie gdyby klepowisko runęło, bądź też zwyczajnie wyprowadzić z tego piekła w bezpieczniejsze miejsce.

Autor:  Rakurai Mirā [ Śr, 30 lis 2016, 01:10 ]
Tytuł:  Re: Knajpa "Gołąb"

Wydarzenia, które kilka lat temu miały miejsce w Wiosce Liścia i Mgły odcinęły się na psychice czarnowłosego na tyle mocno, iż ten nie mógł stać bezczynnie. Nie w momencie, kiedy chaos i panika zaczęły coraz bardziej objawiać się wśród ludzi wokół. I w żadnym wypadku nie mógł pozwolić, by dziewczynka, która nieopodal stała tuż pod niepewną ścianą, padła ofiarą. Bez chwili zastanowienia doskoczył do dziecka, chcąc zabrać je w bezpieczniejszy rejon. Cały okoliczny obszar jednak okazał się jedną, wielką pułapką. Nastąpił kolejny wybuch, który zmiótł ścianę, będącą niedawno osłoną dziewczynk, a po chwili, Yohei usłyszał krzyk mężczyzny, który najwidoczniej kogoś szukał. Szybko wyszło na jaw, iż był ojcem mikrusa. Podbiegł do ryboluda, dziękując przy okazji bogom, skinął głową i szybko wziął na ręce swoje dziecko.
- Naprawdę ci dziękuję - odwrócił się do czarnowłosego, po czym bez większej ilości zbędnych słów, szybko i sprawnie zaczął oddalać się od piekła, które miało miejsce, a dziewczynka odwróciła twarzyczkę w stronę swojego wybawiciela. Zadziwiający był fakt, iż do tej pory nie widać było u niej łez. Jak gdyby cały incydent nie zrobił na niej większego wrażenia. Owszem, oczy miała wilgotne, a z jej twarzy można było wyczytać smutek, jednak przypominał on bardziej mimikę w sytuacji zobaczenia bezdomnego w zimie. Niby żal, ale nic się nie zrobi w tej sytuacji, czyż nie? Czarnowłosy jednak nie miał czasu nad tym rozmyślać, gdyż kolejny wybuch miał miejsce niebezpiecznie blisko jego osoby. Na tyle, by chłopak stracił przez moment równowagę. Poczuł gorąc i pieczenie po prawej stronie ciała, aczkolwiek było to bez znaczenia. W tym samym momencie bowiem poczuł cholernie znany mu zapach. I to nie byle jaki... Była to bowiem woń krwi jego celu!


Możesz założyć temacior z kontynuacją misji.

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/