Ninja Gaiden
http://ninjagaiden.pl/

Obrzeża miasteczka portowego.
http://ninjagaiden.pl/viewtopic.php?f=230&t=10999
Strona 1 z 2

Autor:  Akarai Tazaru [ Pn, 13 mar 2017, 01:00 ]
Tytuł:  Obrzeża miasteczka portowego.

Rozeźlona dziewczyna po wyjściu z sali, w której przebywali jej migdalący się towarzysze, skierowała się do pomieszczenia, w którym zostawiła rzeczy. Wykorzystała chwilkę, kiedy nikogo tam nie było, po czym momentalnie przebrała się w swój strój bojowy, który był już uprany. Nie miała zamiaru oczywiście pogardzić prezentem od Rin, więc złożyła ładnie niebieskie kimono i położyła je na jednym z krzeseł. Pochwyciła swój plecak oraz sakiewkę, po czym zaczęła grzebać za swoją wstążką. Nie zajęło jej dużo czasu odnalezienie jej i spięcie włosów. Gdy już była gotowa, zabrała swoje manatki i wyślizgnęła się z budynku bocznym wyjściem. Była troszkę zła na swoją przyjaciółkę, choć z każdą chwilą i powolnym uspokajaniem się zaczynała powątpiewać w słuszność swojego gniewu.
– Może oni jednak się nie migdalili? Ale, w takim razie po co ona wlazła na ten stół... przeklęty Ansatsu! To na pewno jego wina! Pewnie ją podpuścił! – mruczała pod nosem idąc bocznymi uliczkami w kierunku drogi do portu. Ulżyło jej mocno, kiedy całą winą obarczyła czarnowłosego, jednak i to nie wydawało się jej do końca słuszne. Pierwszy raz była bowiem do tego stopnia zazdrosna, żeby tak się unieść. W końcu, kiedy przywędrowała do miasteczka portowego, odetchnęła w końcu całkiem się uspokajając.
– No i co ja mam teraz zrobić? Strzeliłam focha, pewnie jest zła w pierony, a ten tuman będzie się cieszył, jak Rin będzie mi robić zjebkę. Cholera. Może na razie dam jej trochę czasu, a nuż zapomni o tym... chyba... – dziewczyna była trochę zakłopotana powstałą sytuacją jednak były tego również pewne zalety. Przede wszystkim miała teraz trochę czasu dla siebie samej i mogła nieco potrenować. Postanowiła zaczaić się gdzieś na obrzeżach miasta i poćwiczyć trochę swoje akrobacje, władanie mieczem oraz ogólne czynności związane z precyzją i unikami. Posiadając tak wielki i wyczerpujący w zamachach oręż chciała skupić się na wykonywaniu jak najbardziej precyzyjnych pojedynczych cięć, żeby móc zabijać swoich wrogów jednym porządnym cięciem.

Trening: Zręczność San Kaishi - T. Chuunin Za darmo z eventu


Dziewczyna, kierując się stronę pobliskiego zaułka, powoli zaczynała się rozgrzewać. W pobliżu nie było zbyt wielu ludzi, a tych, którzy zwracali na nią uwagę odstraszała swoim spojrzeniem. Idąc starała się nieco rozciągać swoje nogi, robiąc długie kroki. Gdy już znalazła się w zaułku, rozejrzała się trochę, oglądając ściany. Ich powierzchnia przypominała trochę ścianę ze skałkami, po których śmiało można było się wspinać. Mashiru postanowiła szybko wziąć się do pracy i chwyciła pierwszą wypukłość w murze. Z wolna zaczęła się wspinać po ścianie kierując się na dach. Nie wykorzystywała jednak chakry, aby przylepić się do powierzchni chropowatego kamienia, bowiem chciała to zrobić własnymi rękoma. Wspinaczka w taki sposób była dla niej znacznie trudniejsza, niż poruszanie się za pomocą techniki. Kilka razy, dosłownie o włos udawało jej się nie spaść z powrotem na dół. Niestety, kiedy doszła już prawie na sam szczyt, podwinęła jej się noga i zaczęła spadać. W locie jakoś udało jej się odpowiednio ustawić nogi, tak, aby upaść najpierw na nie, a potem legnąć pupą na ziemi. Na szczęście nie stało jej się nic wielkiego, gdyż wysokość budynku nie była szczególnie duża, jednak na jej pośladkach z pewnością został po tym siniak. Niebieskowłosa postanowiła jeszcze trochę się porozciągać, żeby uniknąć kontuzji przy kolejnych upadkach. Był to dobry czas, żeby rozładować negatywne emocje po wcześniejszej sytuacji.
– Na pewno teraz tam nie pójdę. To ich wina, że się tak dziwnie zachowali. – mówiła do siebie w myślach zaczynając kolejne ćwiczenie. Po wykonaniu kilkudziesięciu przysiadów, zabrała się za skłony. Chciała stać się teraz jak najbardziej gibka, żeby potem przejść do bardziej skomplikowanych czynności. Kiedy skończyła serię skłonów, rozpoczęła ćwiczenia różnorakich wymachów nogami. Ruchy, które wykonywała przypominały trochę wymierzanie kopniaków, na poziomie karateki amatora. Szło jej to dosyć koślawo, jednak skutecznie rozciągało ścięgna, przystosowując je do nieco większego wysiłku. W końcu przyszedł również i czas na ręce. Dziewczyna zaczęła wymachiwać nimi na pełnych obrotach, szczególnie przy tym rozciągając stawy pomiędzy obojczykiem, a kością ramienną. Gdy wreszcie była już odpowiednie porozciągana, postanowiła przejść do trudniejszych ćwiczeń. Wdrapała się jednak najpierw na dach, tym razem z większą ostrożnością niż wcześniej, robiąc to ponownie staroświecką metodą. Gdy już udało jej się dostać na górę, stanęła w lekkim rozkroku, po czym wykonała przewrót w przód. Na jej szczęście dach był prawie zupełnie płaski, więc nie groziło jej sturlanie się na dół. Nie trudno było się również domyśleć, że poprzestała tylko na tym. Po wykonaniu pięciu przysiadów w przód, zaczęła wykonywać je do tyłu. Z początku robiła nie trzymając niczego w ręku, jednak w końcu przyszła pora, żeby przygotować się również na okoliczności podczas bitwy. Kiedy skończyła wykonywać przewroty w tył, wyciągnęła swoją dłoń przed siebie, a w niej pojawił się oręż. Jej ogromny miecz, który długością przewyższał wzrost dziewczyny był nie lada problemem, kiedy chodziło o uniki. Najpierw Mashiru zdecydowała się poćwiczyć nieco wykonywanie fikołków ze swoim ostrzem. Aby jednak miało to jakiś sens, najpierw ustawiła się w pozycji odpowiedniej do trzymania broni i gotowości do ciosu. Wyobraziła sobie, że leci w nią kilka noży, których nie jest w stanie odbić, wiec decyduje się na unik. Przesunęła wtedy jedną dłoń z rękojeści na ostrze i odskoczyła w bok robiąc gwiazdę. Nie przewidziała jednak, że napór jej ręki na miecz będzie na tyle duży, że się skaleczy. Zobaczyła, jak z jej dłoni pociekło trochę krwi lecz na całe szczęście nie było to głębokie nacięcie. Klinga przebiła się raptem przez naskórek i naruszyła pierwszą warstwę skóry. Dziewczyna nie zamierzała zbytnio przejmować się taką drobną raną. Wyjęła z plecaka podarty ciuch, który otrzymała od strażnika w Tetsu no Kuni i odrywając kawałek, zawiązała sobie go na ręce. Na szczęście ów strój był zupełnie czysty, gdyż służba Rin wyprała również zawartość plecaka niebieskowłosej. Była nieco zdziwiona, że nikt się nie dobrał do jej pieniędzy, jednak nie było to teraz istotne. Po krótkiej przerwie wróciła do treningu, chcąc wciąż poprawiać swoją zręczność. Nie trudno było przewidzieć, że dziewczyna nie zamierzała odpuszczać. Tym razem jednak zabezpieczyła swoje dłonie kawałkami szmat, żeby uniknąć zbędnych skaleczeń. Powtórzyła poprzednią czynność, wyginając swoje ciało tak, że ostrze niemal poziomo zetknęło się z ziemią. Poczuła jednak, jak klinga nacina tkaninę, co było dość kłopotliwe, bo praktycznie po jednym takim uniku już do niczego się nie nadawała.
– Trzeba będzie pomyśleć o jakiś dobrych rękawicach... – pomyślała widząc efekt swoich działań. Mimo, iż uniki były wykonywane poprawnie, to jednak dla jej dłoni mogły mieć nieprzyjemne skutki. Podobnie było również, kiedy dziewczyna wyprężała swoje mięśnie brzucha robiąc fikołek w powietrzu do tyłu. Podczas podparcia się o ziemie dłońmi, w których dzierżyła oręż, ten wrzynał się w kawałki tkaniny, aż ze stroju podarowanego w Kraju Stali zostały jedynie strzępy.
– Cholera, nie lubię niszczyć prezentów... ale nic nie poradzę, że te łachmany były brzydkie. Gdyby coś takiego spotkało tamto piękne kimono... Rin chyba by mnie zamordowała. – pomyślała. Kończąc ćwiczenia z wykorzystaniem miecza, niebieskowłosa postanowiła zejść z dachu. Tym razem jednak zrobiła to, tak jak zwykle, czyli zeskoczyła z dość wysoka, robiąc przewrót w przód amortyzujący upadek. Była to bowiem najlepsza akrobatyczna umiejętność na uniknięcie obrażeń podczas lądowania na ziemi z dużej wysokości. Znajdując się na dole, przez chwilę zastanawiała się nad kolejnymi czynnościami, jakie powinna wykonać, by zwiększyć swoją gibkość. Będąc dalej w zaułku, postanowiła poćwiczyć wykopy, które poprzedzane były wbiegnięciem na ścianę i obrotem w tył. W tym celu złożyła pieczęć "Bunshin", aby stworzyć zwykłego klona, który nic nie potrafił robić, a mógł służyć jako jednorazowy worek treningowy. Odsunąwszy się kilka metrów od ściany i umieszczając swojego klona tak, aby dziewczyna znalazła się pomiędzy nim, a ścianą, Mashiru po chwili kazała biec sobowtórowi za sobą, a sama rozpędziła się w kierunku ściany. Kiedy znalazła się już pod nią, naskoczyła na nią obiema nogami, po czym obracając się do tyłu chciała kopnąć klona. Włożyła jednak w to zbyt wiele wysiłku i praktycznie zmiażdżyła go swoim tyłkiem spadając mu dupą na głowę. Klon zniknął w chmurze dymu, a niebieskowłosa musiała spróbować jeszcze raz. Powtórzyła wszystkie poprzednie czynności, po czym znowu rozpędziła się w kierunku muru. Naskoczywszy na ścianę,odbiła się w kierunku klona, jednak tym razem zbyt mało wysiłku nałożyła na mięśnie brzucha i po prostu przeskoczyła swoją kopię. Niestety klon był na tyle rozpędzony, że zderzył się głową ze ścianą i ponownie zniknął.
– Do trzech razy sztuka. – szepnęła do siebie, tworząc trzeciego klona. Ponownie ustawiła się z nim tak jak wcześniej i wydała to samo polecenie. Biegnąc w kierunku ściany poczuła, jak wiatr przeszywa jej włosy. Jej oczy wypełniły się determinacją i dziewczyna naskoczyła na mur odbijając się od niego. Wytężyła spory nakład siły, by obrócić się do tyłu we właściwy sposób. Jej noga wędrowała już praktycznie w kierunku klona, jednak nie wszystko jeszcze było przesądzone. Mimo, iż dziewczyna była bardzo pewna siebie, nie wszystko mogło pójść tak jak trzeba. Los miał niebawem zadecydować, czy rzeczywiście jej się powiodło.

/// sprostowałem, że nauka za darmo, bo zapomniałem o nagrodzie z eventu.

Autor:  Shisetsu Jigoku [ Pn, 13 mar 2017, 01:08 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

mhm 100%

Autor:  Akarai Tazaru [ Pn, 13 mar 2017, 13:48 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

Nauka: Kodate no Jutsu [Shihai Jutsu]
Pokaż/Ukryj:


Jak się po chwili okazało, dziewczyna skutecznie uderzyła z całej siły swojego klona, miażdżąc jego głowę swoją ciężką nogą. Jej wierna kopia zniknęła w obłokach dymu, a dziewczyna zaczęła się zastanawiać nad nauką jakiejś użytecznej techniki. Szukała pamięcią czegoś, co ją zainteresowało podczas jej przygód i w końcu wpadła na upragnioną rzecz.
– Mama to chyba nazywała Kodate no Jutsu... – zastanawiała się przez chwilę. Usiłowała sobie przypomnieć, jakie pieczęci były wymagane, aby wykonać tą technikę, jednak przez odstęp czasu, było to dość trudne. Pamiętała jedynie, że miało być ich pięć, a sama technika polegała na otoczeniu się swego rodzaju płachtą z chakry. Postanowiła więc spróbować, z kilkoma przypadkowymi sekwencjami. Złożyła kolejno znaki Psa, Tygrysa, Małpy, Smoka i Woła, a potem ruszyła w głąb miasta, tam gdzie było dużo ludzi. Wszyscy jednak zwracali na nią uwagę, co dawało jej do zrozumienia, że nie jest niewidzialna. Odeszła w kolejny zaułek, tym razem, żeby nieco lepiej przygotować się niż wcześniej. Skupiła w sobie trochę większe pokłady chakry, po czym złożyła kolejno pieczęci: Barana, Małpy, Tygrysa, Woła i Smoka, próbując rozłożyć energię wokół swojego ciała. Ponownie wychynęła z zaułka i przeszła się po mieście, jednak wszyscy ją zauważali. Dziewczynę troszkę drażniły spojrzenia ludzi, a zwłaszcza znienawidzonych mężczyzn. Chciała więc jak najszybciej ukończyć swój trening, aby mieć już to za sobą. Ponownie odnalazła jakąś ciemną pustą uliczkę, gdzie zaczęła składać kolejną sekwencję pieczęci. W jej pamięci zdążyło już coś zaświtać, że powinna zacząć od znaku Świni. Otwierając lekko usta, dziewczyna skupiała teraz jeszcze większe pokłady bladoniebieskiej energii niż wcześniej. Wydawała z siebie przy tym charakterystyczne "aaa", które towarzyszyło często skupianiu mocy. Kiedy już skupiła wystarczającą ilość energii, zaczęła składać odpowiednią sekwencję pieczęci, tak jak wcześniej.
– Świnia, Wół, Pies, Smok, Wąż. – szeptała próbując wykonać technikę. Poczuła, że owa umiejętność pożera naprawdę spore ilości chakry i zapewne będzie musiała odpocząć troszkę dłużej po treningu. Teraz jednak znowu wyszła na miasto, do ludzi, aby sprawdzić, czy nadal ją wszyscy widzą. Ku jej rozczarowaniu, wciąż spotykała się z dziesiątkami obcych spojrzeń, co troszkę ją zirytowało. Będąc już nieco zniecierpliwioną, udała się do kolejnego zauważonego zaułka i tam zaczęła kombinować z pieczęciami.
– Świnia na pewno musi być na początku. Wąż też tam był, Smok i Wół... zaraz zaraz. Ale Psa nie pamiętam. Może to jednak była Małpa? – zastanawiała się robiąc różne gesty rękami. W końcu po kilku minutach zastanawiania się, ponownie zaczęła składać odpowiednią sekwencję pieczęci. I tym razem zmieniła ją nieco, próbując natrafić na właściwą.
– Świnia, Małpa, Wół, Smok, Wąż – znowu wyszeptała pewną sekwencję, składając jednocześnie ją rękami. Poczuła, jak z jej ciała uchodzi energia, która zaczyna otaczać ją płaszczem. Mogło się jej już wydawać, że wszystko się udało. Chciała jednak to sprawdzić, raz kolejny wychodząc na miasto. Przez kilka minut wydawało jej się, że ludzi przestali ją dostrzegać. Nikt do niej nie mrugnął, nikt jej nie zaczepił, ani nikt na nią patrzył. Po kilku minutach jednak nagle wszyscy zwrócili na nią uwagę, w dodatku z lekkim przerażeniem. Ta jedynie obrzuciła ich sztucznym uśmiechem, aby nie wzięli jej za jakąś skrytobójczynie. Szybko wydostała się z części portowej, udając się w kierunku obrzeży miasteczka. Już przyzwyczaiła się do swojej miejscówki i nie chciała jej porzucać. Postanowiła jeszcze raz powtórzyć wszystkie sekwencje, jakich użyła do tej pory, aby sprawdzić, która była najbardziej efektywna. Oczywiście wiedziała, że ostatnia próba poszła jej najlepiej, jednak chciała się upewnić, że to nie przypadek. Wykonanie wszystkich tych sekwencji jeszcze mocniej ją wyczerpało, przez co była zmuszona zażyć pigułki wzmacniającej. Dopiero po chwili odetchnięcia mogła kontynuować ćwiczenia. Mając już pewne pojęcie na temat odpowiednich pieczęci, postanowiła teraz tylko zmieniać kolejność w całej sekwencji. Znajdując się wciąż w jej przytulnym zaułku, dziewczyna zaczęła składać pieczęci skupiając spore pokłady chakry.
– Świnia, Małpa, Smok, Wąż, Wół – poczuła, jak znowu bladoniebieska energia otula jej ciało. Uczucie jej przepływu przez całe ciało było z początku troszkę niekomfortowe, jednak wystarczyło kilka chwil, by niebieskowłosa je całkowicie zignorowała. Ponownie udała się do miasta na przechadzkę, wymachując do ludzi jak głupia. Zauważyła, że widać za nią ślady, a ludzie czują zarówno wiatr jaki tworzyła rękami, jak i jej własny oddech, gdy podchodziła za blisko. To uświadomiło dziewczynie, że owa umiejętność jest niedoskonała i z pewnością kiedyś będzie chciała ją ulepszyć. Teraz jednak miała inny problem, gdyż znowu technika sama się dezaktywowała, bez jej wiedzy, ukazując ją przy straganie. Mashiru ponownie uśmiechnęła się do ludzi, z tym, że tym razem zwrócili na nią mniejszą uwagę. Jej ciągłe pojawianie się i znikanie wyglądała jak jakaś zabawa. Niektórzy z pewnością pomyśleli, że jest upośledzona, ale dziewczyna miała to wszystko daleko gdzieś. Wróciła do swojego zaułka, aby ponownie pokombinować z sekwencją pieczęci.
– Świnia, Małpa, Smok, Wół, Wąż. – szeptała skupiając ostatki swojej bladoniebieskiej energii. Jej ciało zalało się potem, dając niebieskowłosej znak, że zbliża się limit jej możliwości. Nie zamierzała jednak teraz odpuścić, bowiem wydawało jej się, że była bardzo bliska celu. Wyszła z zaułka rozglądając się wokół i sprawdzając, czy ktoś ją dostrzega. Z początku nikt a nikt nie zwracał na nią uwagi, lecz nie miała pojęcia, co będzie potem. Jak się okazało, po kilkunastu minutach stało się dokładnie to co we wcześniejszych próbach, tyle że stanowczo jej niewidzialność trwała znacznie dłużej. Już nieco zrezygnowana i zmęczona dziewczyna zasiadła sobie obok jakiejś łodzi wywleczonej na brzeg i tam ponownie skupiła chakrę i złożyła odpowiednie pieczęci. Nie zamierzała się poddać, musiała to w końcu skończyć i była jej to ostatnia szansa, inaczej będzie musiała to odłożyć na potem. Otaczając się aurą bladoniebieskiej energii, Mashiru ruszyła wgłąb portu, chcąc sprawdzić, czy ludzie ją widzą. Minęło trochę czasu, a nikt jej dalej nie dostrzegał, jednak niebieskowłosa chciała przejść się przez całe miasto, żeby być pewną, że się udało. Sama bowiem musiała dezaktywować technikę, nie mogła ona samoistnie się przerwać, kiedy nie korzystała z chakry podczas jej użytkowania. Los miał pokazać, czy rzeczywiście jej się powiodło.

Autor:  Kaneko Mei [ Pn, 13 mar 2017, 15:54 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

100%

Autor:  Yamado Koori [ Wt, 14 mar 2017, 15:26 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

Odpoczynek, to jest to czego mi teraz potrzeba. Powinienem zmienić może nieco wygląda, Rin już zdążyła to zrobić. Kiedyś miała czerwone włosy niczym lawa którą jest w stanie się posługiwać. Następnie różowy kolor podkreślający jej kobiecość i delikatność niczym płatki różowej róży. Obecnie jej kolor to biały, niczym płatki śniegu w zimowym klimacie, lekko spadające z nieba. Moje włosy też wypadałoby podciąć bo zaraz opadną mi na drugie oko i już nic nie będę widział. Wypadałoby też zakupić coś nowego do ubrania, mój strój jest już wystarczająco poniszczony. Mam pewnie pomysł, gdzieś tutaj muszą być sklepy z bronią i jakieś z medykamentami. Wstałem więc i udałem się do portu. Rozglądając się za różnościami które mogę zaobserwować po drodze. Mojej uwadze jednak skupiło się coś nieco innego. Niebieskie włosy które mi znikły z oka. Czyżby to Mashiru? Jak nie sprawdzę to się nie dowiem. Po bacznej obserwacji zauważyłem ze to jednak ona. Najwidoczniej trenuje jakieś jutsu, a więc nie mam zamiaru jej przeszkadzać, jak skończy podejdę do niej, może będzie chciała też się wybrać na zakupy. Poza tym też mi wypadałoby się podszkolić, dalej jestem mocno niedoświadczony. Później może się jej zapytam czy nie będzie chciała powalczyć ze mną, może się zgodzi. Jak na razie usiadłem sobie na trawie i patrzyłem na to jak jej włosy falują na wietrze w tym pięknym kraju.

Autor:  Akarai Tazaru [ Wt, 14 mar 2017, 16:14 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

Po dłuższej przechadzce po mieście, dziewczyna dezaktywowała technikę, którą wreszcie udało jej się opanować. Zrobiła to chowając się za rogiem i idąc troszkę w głąb zaułka. W tym miejscu było dziwnie wietrznie, przez co jej włosy powiewały na lekkim wiaterku. Niebieskowłosa oparła się o ścianę i otarła czoło, chcąc troszkę odsapnąć. Była nieco wyczerpana treningiem, który jednak zdecydowanie się opłacił. Kiedy tak stała, w pewnej chwili zobaczyła znajomego chłopca, który przyglądał jej się. Jak zwykle w jego spojrzeniu nie widziała żadnego pożądania, po prostu obserwował, co porabia Mashiru. Dziewczyna miała jednak podejrzenia, co do jego obecności tutaj, więc postanowiła zapytać prosto z mostu.
– Koori... Czy to Rin cię przysłała po mnie? – na jej twarzy pojawił się lekki grymas, któremu towarzyszył również uśmiech. Ów wyraz twarzy dawał do zrozumienia chłopakowi, że nie zamierza teraz iść do białowłosej, przynajmniej, dopóki ta nie ochłonie. Niebieskowłosa widziała gniew w jej oczach, kiedy kątem oka spojrzała na nią wychodząc z pomieszczenia w siedzibie. Wiedziała, że to nie była byle jaka złość, a wręcz gotował w niej się wybuch gniewu. Mashiru nie znała jeszcze wszystkich umiejętności dziewczyny, dlatego też wolała uniknąć spotkania, z którego mogłaby wyniknąć walka pomiędzy nimi. Niebieskowłosa miała dość dziwne mniemanie o swojej nowej przyjaciółce, bowiem wydawało jej się, że jest gotowa nawet ją sprać swoimi technikami, byleby ją postawić do pionu. Dziewczyna jednak nie lubiła, jak ktoś zbytnio stara jej narzucić swoją wolę i zwyczaje, więc nie zamierzała pozwolić na to Rin. W razie potrzeby będzie gotowa ją chronić, jednak nie oznaczało to, że będzie jej słuchać. Można by rzec, że określenie "Masz mój miecz" w przypadku niebieskowłosej jest bardzo elastyczne.

Autor:  Yamado Koori [ Wt, 14 mar 2017, 16:30 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

Po chwili niebieskowłosa zauważyła mnie i od razu wyskoczyła z pytaniem czy Rin mnie przysłała. Mimo ze ta dziwna akcja, a raczej kłótnia miała miejsce tego samego dnia, to wizyta dwóch kolejnych osób po wyjściu Mashiru wydaje się bardziej poważne.
- Nie, nie, Rin mnie nie przysłała. Po prostu po twoim wyjściu przybył jakiś starszy mężczyzna, podobno ktoś z jej "rady"? Czy coś takiego? Z resztą nie ważne, moim zdaniem istotnym faktem było to że zjawił się Raikage. Niestety wtedy Rin powiedziała że wszyscy mają wyjść więc wyszedłem się przejść. Chciałem pójść na jakieś zakupy i wtedy zauważyłem Ciebie. Zwróciłem uwagę na to że trenowałaś więc nie miałem zamiaru ci przeszkadzać - uśmiechnąłem się do niej, wyjaśniając całą sytuacje jaka się wydarzyła w siedzibie - Mam propozycje, nie masz może ochoty się przejść? - rozłożyłem ręce na boki pokazując swoją otwartość, oczywiście nie pozbawiając się uśmiechu z twarzy - muszę pokupować kilka rzeczy, a we dwójkę zawsze raźniej. Poza tym zjadłbym coś, wiem ze ty już jadłaś, ale może skusisz się na mały deser. Oczywiście jeśli masz ochotę ze mną iść - nie wiem czy moje słowa nie brzmiały zbyt podejrzanie. Nie przejmuje się tym, zazwyczaj staram się być miły, ale czasami mi to nie wychodzi, chcę dobrze a robi się z moich słów dym.

Autor:  Akarai Tazaru [ Wt, 14 mar 2017, 16:51 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

Jak się po chwili okazało, chłopak jednak nie przyszedł tutaj z polecenia Rin, a zatem przypadkiem natrafił na dziewczynę. Informacja o przybyciu jednego z radnych zbytnio nie przejęła dziewczyny, jednak wizyta raikage była już dość nieoczekiwanym wydarzeniem. Chłopak nie powiedział jednak żadnych szczegółów, zapewne samemu ich nie znając, więc niebieskowłosa postanowiła nie być zbytnio dociekliwą. Przede wszystkim sama wieść, że raikage żyje była jakoby odpowiedzią na to, czy ktoś przeżył tamten wybuch w Tetsu no Kuni. Dziewczyna powątpiewała nieco w to, że cień błyskawicy przyszedł tutaj zabić białowłosą, zwłaszcza podczas takiej otwartej wizyty w jej własnym kraju. Co prawda ów człowiek mógł stanowić zagrożenie dla Rin, jednak Mashiru była pewna, że chroni ją Ansatsu. Pomijając fakt, że była pewna, iż nawet we trójkę nie pokonaliby kogoś takiego, to była spokojna o bezpieczeństwo daimyo. Przynajmniej takie miała wrażenie. Była nadal troszkę zła na tą dwójkę, jednak starała się to ukryć. Na wzmiankę o zakupach, niebieskowłosa oderwała się od ściany i podeszła bliżej chłopaka.
– W sumie, zakupy... to chyba najlepsza rzecz na odpoczynek i przerwę od treningu. Możemy iść. – powiedziała i ruszyła przed siebie kierując się w stronę rynku. Nie zamierzała komentować tej dziwnej niewyjaśnionej wizyty. Zdziwiła się troszkę, że chłopak był taki miły i nadal jej się nie wystraszył. W końcu gniew jaki pokazała przy nim w siedzibie mógł być dość przerażający. Idąc w milczeniu z lekko zamyśloną miną, dziewczyna odezwała się do chłopca.
– O tamtej sytuacji w siedzibie... w sumie możesz zapomnieć. Nie wiem, co we mnie wstąpiło... – powiedziała oglądając swoją zabandażowaną dłoń. Wyglądało na to, że ręka jest już całkiem sprawna, co dziewczyna wnioskowała ruszając swobodnie palcami. Czuła jednak, że kości nie do końca zrosły się tak jak trzeba i ciężko jej będzie odzyskać ich dawną formę.

z/t

Autor:  Yamado Koori [ Wt, 14 mar 2017, 17:03 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

Dziewczyna jednak zgodziła się na wyjście. Ponownie wspomniała sytuacje z jej wybuchem gniewu a ja tylko się uśmiechnąłem. Nie chcę rozpamiętywać tych złych chwil w tym mieście. Wdaje się być ona dość sympatyczną osobą, w końcu nie zrobiła mi nic złego a może i ja postaram się jakoś zrewanżować.
- Przepraszam Mashiru chciałbym się zapytać co się stało z twoją ręką? To przez trening? - pokazałem palcem na owiniętą bandażami dłoń. Wcześniej jej nie zauważyłem, dopiero jak ruszyliśmy rzuciło mi się to w oczy. To co chcę jej powiedzieć może być nieco głupie, ale wydaje mi się że w ten sposób może mi zaufać - Może mi ją pokazać? Jestem w stanie ci pomóc, tylko musisz mi zaufać dobrze? - powiedziałem wyciągając prawą dłoń przed siebie. Mogę użyć medycznych jutsu by jej pomóc, ale czy tego będzie chciała? Możliwe będzie to że się speszy, i dziwnie zareaguje. Jestem medykiem i nawet koło takich spraw nie mogę przejść obojętnie, pomoc innym jest dla mnie kluczową sprawą w dalszych moich postępach medycznych.


z/t

Autor:  Akarai Tazaru [ Cz, 16 mar 2017, 22:59 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

Po udanych zakupach, dziewczyna wraz ze swoim młodym towarzyszem, wrócili do miejsca, gdzie się wcześniej spotkali. Zaułek ten był dla niej bardzo przyjemny, gdyż mimo, iż skrywał go mrok, największym diabłem w nim była sama niebieskowłosa. Kiedy Koori pożyczył jej nożyczki, dziewczyna ruchem dłoni kazała mu stanąć przed sobą. Kiedy chłopak posłusznie znalazł się w odpowiednim miejscu, dziewczyna owinęła wpierw swoje dłonie bandażami.
– Lepiej będzie, jeśli nie złapie żadnych bakterii z jego kłaków... – pomyślała obwiązując lewą rękę. Kiedy już zabezpieczyła się opatrunkami, zabrała się do pracy. Wpierw jednak ostrzegła chłopca, aby nie robił gwałtownych ruchów.
– Tylko się nie ruszaj, żebym ci ucha nie obcięła... – powiedziała z lekkim uśmieszkiem. Mogło to zabrzmieć nieco upiornie, jednak po chwili wzięła sprawy w swoje ręce. Zaczęła powoli przycinać długie już dość włosy młodzieńca, uważając, by te nie spadały bezpośrednio na nią. Trwało to ponad kwadrans, a Mashiru wkładała w to sporo starań. W końcu widać było kres jej pracy, aż w końcu skończyła strzyc chłopaka.
– No... chyba skończyłam. Oglądnij się w jakiejś szybie, albo poszukaj kałuży... moim zdaniem... myślę, że mogło mi pójść znacznie gorzej. – powiedziała powoli odkładając nożyczki na bok. – Myślę, że na pewno wyglądasz oryginalnie... – skomentowała sterczące na wszystkie strony włosy chłopaka. Mimo jej fatalnych umiejętności fryzjerskich, młodzieniec wyglądał teraz nieco lepiej. W swoim fartuchu przypominał małego szaleńca.
– Dobra, to skoro skończyłam cię strzyc, pozwolisz, że wezmę się za trening. Z tego co widzę, te domy dawno są nieużywane, więc chyba nikt się nie obrazi, jeśli je uszkodzę. – powiedziała, po czym w jej dłoni nagle uformował się miecz. Był to oczywiście jej specjalny wielgachny oręż, którym równie dobrze mogła strącić nawet kilka głów. Zaczęła teraz szukać w pamięci jakiejś techniki, którą jej pokazywał ojciec za młodu. Pierwszym, co przyszło jej na myśl było skupianie chakry w mieczu i miotanie nią w formie tnących fal. Mimo, iż nie znała nazwy tej techniki, postanowiła teraz nauczyć się jej.

Pokaż/Ukryj:


Odchodząc kawałeczek w głąb zaułka, dziewczyna zostawiła chłopaka gdzieś z tyłu, żeby go nie uszkodzić podczas ćwiczeń. Kiedy znalazła się w bezpiecznej odległości od towarzysza, przybrała postawę bojową, która czyniła ją gotową do wszelkiego rodzaju zamachu. Na moment zatrzymała się w bezruchu koncentrując swoją chakrę w dłoniach, próbując potem przesłać ją do miecza. Czuła, jak bladoniebieska energia przesyca jej ręce, jednak dość opornie przechodzi na ostrze. Musiała w to włożyć znacznie więcej wysiłku i wyjątkowo mocno skoncentrować się na klindze. W jej umyśle pojawił się obraz ogromnego miecza, który emanował mocą. Myślom dziewczyny ukazał się obraz ojca, sięgającego po oręż. Atakując wroga wypuścił trzy łukowate fale tnącej chakry, które niszczycielsko rozcięły brzuch, płuca i uda jego wroga. Mając takie wyobrażenie, jej oczy wypełniły się determinacją. Ostrze wypełniło się pewną ilością chakry, a dziewczyna wzięła dziki zamach w kierunku ściany, chcąc wypuścić zgromadzoną energię. Wszystko jednak potoczyło się zupełnie inaczej, niż sobie to wyobrażała, bowiem energia została nadal w ostrzu, a potem zniknęła po zetknięciu się miecza ze ścianą. Klinga wbiła się jednak na tyle głęboko w mur, że Mashiru musiała użyć obu rąk, aby wyciągnąć oręż. Spojrzała kątem oka na chłopaka, czy jej działania nie spowodowały jakichś efektów ubocznych. Wyglądało jednak na to, że jest w jednym kawałku, więc wróciła do ćwiczeń. Ponownie ustawiła się w pozycji bojowej, która była bazą do wszelkiego rodzaju ataków i bloków. Wystawiła jedną nogę do przodu, ustawiając ostrze przy swoim biodrze. Przybrała pozycje, która miała przejść w skośne oddolne cięcie. Zaczęła skupiać energię najpierw w dłoniach, potem przelewając ją poprzez rękojeść miecza, do jego ostrza. Widziała, jak klinga zaczynała nabierać bladoniebieskiego koloru, któremu towarzyszyło delikatne światło. Zamknęła na moment oczy ponownie wyobrażając sobie swojego ojca, który wykorzystał tą moc do pokonania wrogów. Kiedy poczuła pewien tajemniczy impuls, który insynuował jej gotowość do ataku, wzięła potężny zamach ponownie próbując wypuścić potrójną falę chakry. Energia utrzymała się jednak ponownie zbyt krótko, a miecz tym razem wbił się nieco głębiej w drugą pobliską ścianę budynku.
– Cholera. – zaklęła pod nosem usiłując wyjąć oręż z twardego muru. Po kilku chwilach udało jej się uwolnić ostrze i była gotowa do kolejnego podejścia. Jak za poprzednimi razami, najpierw przyjęła odpowiednią pozycje, stając w wykroku jedną nogą. Potem zaczęła skupiać chakrę, którą tym razem starała się wlać bezpośrednio do miecza. Kiedy była już wystarczająco skoncentrowana, wzięła podobny zamach do dwóch poprzednich chcąc wyzwolić zgromadzoną energię. Wtedy to zobaczyła pewien postęp, który towarzyszył jednak kolejnemu fiasku. Udało jej się oderwać moc od ostrza lecz oddaliła się ona od miecza na około metr, nawet się nie rozdzielając, po czym znikła.
– Chyba powoli zaczynam łapać. – pomyślała, po czym ponownie wzięła się do pracy. Stanęła teraz w centralnym położeniu pomiędzy ścianami zaułka, aby mieć maksymalne pole do manewru. Wysunęła nogę do przodu i wzięła głęboki oddech.
– Spokój i harmonia ze stalą. – powtórzyła w myślach słowa ojca i tym razem wyobraziła sobie siebie. Trzymała pewnie swój miecz oburącz, koncentrując chakrę bezpośrednio na samej klindze. W jej głowie trwało to godziny, w rzeczywistości było to około dwie sekundy. Jeszcze chwila i ostrze poszło w ruch tnąc powietrze z charakterystycznym dźwiękiem. Klinga zaświeciła się niebieskim blaskiem, a chakra oderwała się od ostrza lecąc w stronę ściany. Dziewczyna obserwowała, jak zachowuje się energia, którą wypuściła. Jeśli jej się powiedzie, fala rozłączy się na trzy części i zrobi tyle samo głębokich wcięć w murze.

Autor:  Kaneko Mei [ Cz, 16 mar 2017, 23:10 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

100%

Autor:  Yamado Koori [ Pt, 17 mar 2017, 10:40 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

Zaszliśmy do pewnego zaułka gdzie spotkałem Mashiru, tutaj ma zamiar obciąć mi włosy. Pewnie też tutaj będzie chciała potrenować. Może i ja się czegoś nauczę? Mam jeszcze kilka technik do opanowania więc mogę to zrobić jak najszybciej. Dziewczyna powiedziała ze mam stanąć naprzeciw niej, będzie miała zamiar zabrać się do pracy. Spokojnie do tego wszystkiego podchodzę, nawet jak powiedziała że obetnie mi ucho jak będę się ruszał. Nie wiem dlaczego ale ponownie dziwnie się czuję, coś jest ze mną nie tak. Minęło kilka minut i praca została zakończona. Mam tylko nadzieję że wyglądam lepiej niż wcześniej, a raczej na pewno wyglądam lepiej. Teraz kłaki mi nie lecą na twarz. Długość też wydaje się odpowiednia. Teraz muszę się w czymś przejrzeć jak mówiła niebieskowłosa. Podszedłem do okna jednego z budynków i zauważyłem że jak włosy zostały trochę skrócone to zrobiły mi się jaśniejsze. Nawet w tym fartuchu lekarskim dobrze wyglądam i z tą fryzurą jak jakiś psychopata. Zacząłem się w duchu śmiać, może tym razem będą mnie brać na poważnie.
- Dziękuję ci bardzo, wygląda świetnie - uśmiechnąłem się dłonią przeczesując włosy. Wziąłem do niej nożyczki a ta stwierdziła że zacznie trening - Dobrze, ja sobie popatrzę, albo sam zacznę się czegoś uczyć - usiadłem sobie spokojnie przy jednym budynku by jej nie przeszkadzać. Zdjąłem fartuch i położyłem go na kolana, swoją torbę odłożyłem po swojej lewej stronie i zacząłem szukać w niej wody utlenionej. Odchyliłem się trochę na prawą stronę i polałem nią nożyczki. Niech sobie teraz trochę przeschną i położyłem je na szaliku. Wodę utlenioną zakręciłem i schowałem ponownie do torby. Teraz pora wzbogacić nieco mój fartuch. Naplotłem nić do szycia na igłę i zacząłem przeplatać fartuch by wyglądał jakby był zszywany. Kilka porządnych machnięć i jeden fragment był już prawie gotowy. Taki wygląd mi bardziej odpowiada. Jeszcze potrzeba kilka poprawek na niego nanieść i będzie wyglądał dość dobrze. Nie wiedziałem że mogę mieć taką wprawę w szyciu, aż jestem dumny z siebie, wszystko robię dość dokładnie by nie było widać luki między szyciem. Muszę się mocno postarać by wszystko wyglądało jak najlepiej. Zwróciłem nieco uwagę na Mashiru kiedy ta się odezwała słowem "cholera" zauważyłem że jej miecz utknął w ścianie budynku. Akurat w tym momencie przegryzałem nić, i zaczynałem szycie z innej strony. Pozostały mi rękawy, więc ona niech sobie dalej trenuje a ja zajmę się dalszym tworzeniem stroju. Takie zaangażowanie już dawno u mnie nie było widoczne, jakoś nigdy nie starałem się dobrze wyglądać. Zakładałem na siebie to co po prostu lubiłem, ale tym razem mam zamiar to zmienić. Będę wyglądał jak doktor, jak prawdziwy medyk. Nadszedł w końcu kres moich zmagań z igłą. Po skończonym tworzeniu, ubrałem ponownie fartuch i przeglądając się w szybie. Teraz wyglądam oryginalnie. Jestem dumny z siebie i tego co udało mi się dokonać. Ponownie usiadłem na swoim miejscu gdzie wcześniej i wyciągnąłem zeszyt. Pora poczytać coś na temat nowych technik.


Pokaż/Ukryj:


Zacząłem czytać coś na temat techniki Fūbaku Hojin, okazuje się ze to przydatna technika która może się sprawdzić w wielu sytuacjach. Wyłożyłem jedną notkę przed siebie i położyłem na niej swoją dłoń. Teraz wystarczy że przeleje na nią trochę swojej chakry, nie powinno to być nic trudnego. Mimo że za każdym razem to mówię to i tak często potrzebuje na coś takiego poprawek. Musze się teraz wyciszyć i skupić odrobinę chakry w dłoni by notka wybuchła tylko dzięki mnie. Po chwili wykonałem to co zostało przeze mnie zapisane w zeszycie. Teraz wystarczy zastosować sie do reszty wskazówek. Wziąłem tą jedną notkę nasączoną moją chakrą i odłożyłem ją nieco dalej. Wybuch może nie będzie silny ale lepiej się oddalić. Teraz wystarczy ze uda mi się złożyć pieczęć tygrysa i notka powinna bez problemu wybuchnąć. Trochę szkoda ze dopiero teraz się tego uczę. Jakbym potrafił to dość wcześnie wtedy niektóre problemy można byłoby rozwiązać nieco inaczej. Na przykład te z Jokerem i tym łucznikiem który stał na skarpie, jakby spadł mógłbym bez problemu wtedy uciec. Dobrze ale mniejsza z tym, teraz to muszę opanować to jutsu by już nigdy więcej się nie dać zaskoczyć. Ustawienie pułapek z wybuchowych notek będzie na prawdę dobrym pomysłem i może też uda mi się to jakoś wykorzystać na egzaminie. Nie mogę sie cały czas przed nim bronić jak przed ogniem. Muszę się podjąć walki i może uda mi się wygrać.
Oddaliłem się już na wystarczająca odległość teraz ułożenie pieczęci tygrysa i muszę spowodować by notka wybuchła. Zauważyłem ze zaczęła się lekko dymić i zgasła. Więc coś tu jest nie tak. Wybuch zazwyczaj albo jest albo go nie ma, nie ma nic pomiędzy. A może to spóźniona reakcja? Nie może to być możliwe. Jeszcze raz muszę postarać sie by wybuchła. Tym razem niestety nie udało się to tak jak powinno. Wcześniej to że zaczęła lekko sie dymić spowodowało że napis na niej lekko się zabrudził i nie jest wstanie wybuchnąć. Notka ta jest do wyrzucenia, z tego co kiedyś czytałem w bibliotece wystarczy notkę zgnieść i potraktować swoją chakrą wtedy to nie wybuchnie jeśli nie jest oczywiście za późno. Podniosłem ją więc i bez wahania ją zgniotłem, czyli jedna poszła już do wyrzucenia. Mam nadzieję że do nauki tego jutsu nie stracę wszystkich notek które zakupiłem w Kiri będąc. To było naprawdę dawno temu, chyba przed wyruszeniem do kraju żelaza. Dobrze nie ma co rozpamiętywać tych złych chwil, teraz jestem tu i musi się liczyć to co dalej robię. Ponownie dałem nieco chakry przelanej z dłoni na notkę, tym razem nieco więcej. Możliwe ze wcześniej dałem jej za mało dlatego zaczęła się dymić ale nie wybuchła ponieważ nie została rozprowadzona na całej kartce. Muszę niestety dużo spekulować zamiast sprawdzić co tak naprawdę jest nie tak. Może tym razem mi się uda. Położyłem kartkę w tym samym miejscu co poprzednią. Kolejny raz ułożenie pieczęci tygrysa i skupieniu się na tym by notka wybuchła. Jeśli wybuchnie to mój cel zostanie osiągnięty, jeśli nie to będę starał się dalej. Mam nadzieję że jednak to się uda i wszystko co dotychczas robiłem wykonywałem dobrze. Kolejna technika zostanie przeze mnie opanowana. Teraz będę musiał czekać na jej reakcję. Z jednej strony czy wybuchnie czy nie, będę miał kolejne doświadczenie na tym punkcie. Muszę być tylko pozytywnej myśli że jeśli nie teraz to kiedyś to opanuję bez problemu, ale mam nadzieję że to kiedyś będzie właśnie teraz. Zacisnąłem zęby i przymrużyłem oko, teraz albo nigdy.

Autor:  Shisetsu Jigoku [ Pt, 17 mar 2017, 10:54 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

ok

Autor:  Yamado Koori [ Pt, 17 mar 2017, 19:12 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

//Nauka Shikoku Fūin.
Pokaż/Ukryj:




Najprawdopodobniej niebieskowłosa jeszcze trenuje, więc i ja nie chcę próżnować w tej kwestii. Moja notka jednak wybuchła a ja z tego powodu poczułem wielką radość. Jednak mogę coś zrobić, dawno nie trenowałem nowych rzeczy a i to mi się udało. Kolejną techniką jaką chcę się nauczyć to Shikoku Fūin. Technika ta może nie przyda mi się aż tak podczas walki, ale dzięki niej mogę pisać palcem po różnych nawierzchniach. Z tego co wyczytałem to również na metalu. Kiedy w końcu będę miał swoje większe bronie, będę mógł dawać im własne symbole, w ten sposób karzy będzie poznawał mój znak. Dobrze wystarczy tych rozmyślać co może być później skoro jeszcze się do niej nie zabrałem. Z tego co wiem muszę skupić chakrę, najlepiej w palcu wskazującym. Wtedy najlepiej będzie się pisać. Możliwe ze mi się tylko wydaje, ale chyba żeby wykonywać takie jutsu muszę dość dużo jej skupić by coś mogła robić. Jednak szkoda trochę ze nie można jej wykorzystać w inny sposób na przykład podczas walki. Teraz muszę się przyłożyć do tego by dobrze ją wykonać. Podszedłem więc do ściany jednego z domu i usiadłem przed nią. Trzymając otwarty zeszyt na kolanach czytałem dalej i popatrzyłem na wprost na ścianę. Z pełnym skupieniem zacząłem skupić chakrę w swojej prawej dłoni, a następnie pokierowałem ją na koniec palca wskazującego. Kiedy pojawiła się lekka niebieska łuna na około palca zbliżyłem go do ściany. Starając się coś napisać, wyraz niestety nie zrobił się zbyt wyraźny z tego powodu że przepływ chakry nie był jednolity i czasami było coś napisane mocniej czasami lżej. Mój napis, a raczej napisane imię "Koori" nie wyszło tak jak chciałem. Moje "o" wyszło bardziej jak "c" najlepiej chyba z tego wszystkiego wyszło "i" ponieważ w trakcie robienia kreski przepływ chakry zrobił się mniejszy i wyszło bez problemu "i". Uśmiechnąłem się do ściany i spuściłem głowę na dół. Wyglądam trochę jak wariat uśmiechający się do ściany. Pewnie komicznie musi to wyglądać z innej perspektywy. Trochę sie tym zdekoncentrowałem, ale szybko mam zamiar wziąć się w garść i ponownie spróbować to zrobić. Teraz muszę się postarać by przepływ chakry był jednolity. Nie może maleć ani wzrastać, ciężko też się pisze palcem wtedy kiedy robisz w ścianie dziurę. Ponownie zbliżyłem palec do powierzchni i zacząłem pisać swoje imię. "K" wyszło nawet dobrze, mimo że trochę przerywników było, "o" wyszło całkiem dobrze mimo że nie zrobiłem go zbyt równego. Natomiast drugie "o" wyszło fatalnie, chyba za szybko się cieszyłem tym że pierwsza litera mi tak dobrze poszła. Z mojej trzeciej itery wyszło ponownie "c", a kiedy próbowałem poprawić palec lekko mi zjechał i wyszło mi "q". Ponownie zacząłem się uśmiechać i śmiać pod nosem, to nawet jest zabawne jak się to wykonuje. Postaram sie dokończyć swoje imię mimo że wdarło się tam zamiast "o" "q". Będę próbował aż do skutku, tak muszę postępować w swoim życiu. Przyszła kolej na literę "r" która mimo wcześniejszych problemów wyszła mi nawet dobrze. No i teraz najprostsza a zarazem najtrudniejsza litera. Tylko żeby mi palec zbytnio nie zjechał, bo z "i" zrobi się "j". Na moje szczęście nie wyszło to tak źle, teraz postaram się dokonać tego jeszcze raz, ale oczywiście lepiej. Wziąłem głęboki wdech i wydech, nawet na chwilę zamknąłem oczy i wziąłem się za pisanie. Teraz wierzę w to ze się uda, musi się udać. Pełna koncentracja i podołam temu zadaniu.

Autor:  Shisetsu Jigoku [ Pt, 17 mar 2017, 19:13 ]
Tytuł:  Re: Obrzeża miasteczka portowego.

ok

Strona 1 z 2 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/