Sanjuro

Awatar użytkownika
Sanjuro Sadatake
Posty: 4331
Rejestracja: ndz, 19 cze 2011, 21:04
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: ---
Wioska: Iwagakure no Sato
Ranga: T. Chunin
Wiek Postaci: 15
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi +
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Doton: Ichi Kaishi
kontrola_suiton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=265513#p265513

Sanjuro

Post autor: Sanjuro Sadatake » pt, 30 mar 2018, 21:03

Metryka:

Imię: Sanjuro.

Nazwisko: Sadatake. (Kouseki)

Pseudonim: Szafirowy smok.

Płeć: Mężczyzna.

Ranga: T. Chunin (15 lat), Chunin (12 lat), Genin (9 lat)

Status: Shinobi Iwagakure no Sato.

Klan: Kouseki.

Kekkei Genkai: Kesshou – szafirowy.

Natura Chakry: Suiton. (A), Doton. (B)

Pochodzenie: Nieznane.

Lojalność: Iwagakure no Sato.

Aparycja i charakter:

Wiek: 15.

Wzrost i waga: 174 cm | 65 kg.

Aparycja: Rozdanie fizycznych cech w przypadku tego młodzieńca odbyło się raczej po równo. Po matce oddziedziczył marny wzrost, wąskie ramionka, szafirowe oczy i jasne włosy, a po ojcu pociągłą twarz, drobny nos i uszy oraz duże dłonie i stopy. Naturalnie na drodze rozwoju jako ninja udało mu się wypracować dość imponującą muskulaturę. Oczywiście daleko mu do bycia typowym „byczkiem”, a kogoś, kto po prostu ma bardziej postawną budowę, w ogóle nie ruszy to trochę mięśni, z których sam Sanjuro jest bardzo zadowolony. Mu jednak wystarczy, że jego ciało stanowi dowód ciężkiej pracy i oddania na rzecz służby wiosce. Chłopak nie posiada żadnych widocznych znamion, chociaż kto wie, co tam się kryje pod koszulką… To się kryje. (Odjąć znamiona).

Ubiór: San zdecydowanie nie ubiera się, jak przystało na wojownika. Żyje w świętym przekonaniu, że za wszelki pancerz posłużą mu jego klanowe umiejętności, dlatego też jedyne, co odróżnia go od cywila, to opaska przewieszona na szyi. Oprócz tego nosi się dość skromnie i ogólnie ma problem z eleganckim dopasowaniem części garderoby, wyznając jedną zasadę: dopóki jest wygodnie, to jest dobrze.


Cechy Charakteru:
Chociaż o Kousekich mówi się, że są bardzo pewni siebie, to reguła ta na pewno nie dotyczy Sanjuro. (Przynajmniej nie w życiu towarzyskim). Drugiego tak grzecznego, spolegliwego i próbującego żyć ze wszystkimi w harmonii człowieka nie ma chyba nigdzie na świecie. Zawsze pomocny, zawsze uśmiechnięty, zawsze myślący w pierwszej kolejności o drugiej osobie. Gdyby ktoś zagwarantował mu jeden posiłek złożony z tego, co najbardziej lubi, to jego odpowiedzią byłoby: „Ja się przegłodzę, dajcie jeść komuś, kto tego potrzebuje.” Chłopak po prostu nie potrafi przejść obojętnie wobec kogoś, kto potrzebuje pomocy. Bezwzględnie przyjmuje wszystko to, co mówią „autorytety”, nieśmiało kwestionując cokolwiek tylko wtedy, kiedy już zupełnie nie ma sensu. Nie ma zbyt wielu przyjaciół, bo z natury jest raczej wycofany. Idealny z niego słuchacz, ale potrafi być także gadułą (kiedy już komuś zaufa). Czasem gada za dużo, sekretów raczej nie wolno mu powierzać. Swojej wiosce jest wierny jak pies, a może nawet i bardziej. Zresztą – jest wierny każdemu, wobec kogo ma poczucie długu. Zupełnie nie potrafi podejmować decyzji, nie za bardzo w siebie wierzy (to ten typ, którego ciągle trzeba zapewniać, ze coś robi dobrze, bo milczenie na pewno oznacza, ze robi źle). Tylko czasem podczas walki budzi się w nim jakaś taka iskra, ten smoczy płomień, dzięki któremu zyskał swój pseudonim. To może dzięki temu udało mu się przeżyć po dziś dzień. Tylko… czy takie wieczne poświęcenie i życie w cieniu to naprawdę jego natura?

Atrybuty fizyczne i duchowe:

Siła: Ni Kaishi.
Wytrzymałość: Ni Kaishi.
Szybkość: Ni Kaishi.
Zręczność: Ni Kaishi.
Kontrola Chakry: San Kaishi +
  • Zasoby chakry:
Duże. (Jounin)
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi.
Kontrola Kekkei Genkai: San Kaishi.
Kontrola Natur Chakry:
  • Fuuton:
    Katon:
    Raiton:
    Doton: Ichi Kaishi.
    Suiton: Ichi Kaishi.
Walka Wręcz: Ni kaishi.
Punkty Fabuły: 1,162 PF
-> 25 (za powrocik - dzień 1) + 338 (rozmowa z Koorim) + 184 (zamiana PS i PR na PF) - 10 PF (Kurenai no Kajitsu - C) - 280 (4 techniki klanowe) + 270 PF (rozmowa z Ahiko i Kozoke) - 350 (zestaw technik C) + 240 PF (rozmowa z Moeru) + 200 PF (MG miesiąca - wrzesień) + 515 (event - szczyt Kage) + 30 PF (rozmowa z Izuro w Iwie)
Punkty MG: 12,6
-> 5 pkt (wynagrodzenie) + 2 (MG miesiąca - wrzesień) + 5,6 (wynagrodzenie)

Umiejętności:



Umiejętność Dodatkowa: 67. Shi/Misesu Yorokobi - Pan/i Rozkoszy
Jesteś prawdziwym panem/ni rozkoszy osoba z którą zdarzy Ci się trafić do łóżka nigdy nie będzie zawiedziona. Na poczekaniu wymyślasz nowe techniki związane z dawaniem przyjemności. Sam dotyk twoich niezwykłych dłoni sprawia, że inne osoby omdlewają z zachwytu!

Talent Wrodzony: Tai (S), Nin (A), Gen (D)

Styl Walki: Shuyō - Hayai. (Adept)

Specjalizacja: Iryōnin (Tsunade) | Kyodaina Chakura

Pakt ze Zwierzętami: Ślimaki.

Bijuu/Pieczęć/Inne: Doskonały tryb mędrca (83%) [rzucił Mizuno 5.2.2019]

Inne Umiejętności: Tworzenie trucizn – poziom 2. Wytrzymałość psychiczna – poziom 2. Odbijanie pocisków – poziom 2. Tworzenie pigułek – poziom 2. Pirotechnika - poziom 1.(9/30)


Ekwipunek:


Przy sobie: Tarcza ślimaka.
-> 4x bandaż
-> 3x pigułka ze skrzepniętą krwią
-> 2 bomby dymne
-> pigułki wzmacniające [pełne]
-> pastylki żywnościowe [pełne]

Pojemnik na broń: 5 kunai, 5 shurikenów.

Zapieczętowane: 2 duże zwoje – lalka Kazekage, ciało Kushimaru Senjuu. [w domu w Iwagakure]

Pieniądze: 30
->150 (start) + 100 (toplisty) + 400 (MG miesiąca) - 620 (zakupy)
Depozyt: Bon na prywatną inwestycję do 125,000 rou.

Przepisy: Brak.

Asortyment Technik:

Ninjutsu:
  • Wszystkie E. Wszystkie D. C: Kuchiyose no Jutsu B: Shōshitsu no jutsu.
Taijutsu:
  • Wszystkie E.
D: Brak C: Kage Buyo. Konoha Daisenpuu. Sishi Rendan.
Genjutsu:
  • Wszystkie E.
Klanowe:
  • Wszystkie D. C: Shuriken Ranbu. Kurenai no Kajitsu. Kesshou Rokaku Shuriken. Suishou Kyou. Suishou Bunshin no Jutsu. Suishou Kawarimi no Jutsu.
Specjalizacji:
  • Wszystkie D. Wszystkie C. B: Shosen no Jusu.
Żywiołowe:
  • Suiton: Mizurappa, Mizu Kamikiri | Doton: Doro Kawarimi, Dochū Eigyo no Jutsu. Moguragakure no Jutsu. Shinjū Zanshu no Jutsu.
Własne:
  • brak
Inne:


Nindo: Brak.

Osiągnięcia: Aniołeczek | Dziecko Geniusz | Pojętny Uczeń | Fabularny Gracz | Wieczny Genin | Zapał do pracy | Elitarny Sensei | Twórca Technik | Boski Mistrz | Kolekcjoner Osiągnieć | Wyróżniam się | Archeolog | Fabularny Maestro | Jestem Lubiany | Znajoma Twarz | Pisarz I | Pisarz II | Pisarz III | Pisarz IV | Mistrz Senseiów | Stara Gwardia | Kage | Dużo osiągnąłem. (23)

Choroby: Brak.

Fobie: Samotność.

Ranga Dodatkowa: Brak.

Poznane osoby:
Yamado Koori - nastawienie Sanjuro do tego chłopaka jest jak najbardziej pozytywne, dobrze mieć starszego znajomego medyka. San nie do końca rozumie jego zastrzeżenia wobec wioski, ale szanuje opinię Kooriego.
Ahiko Akimichi - pocieszny grubasek, który ma spore doświadczenie w podróży. Wydaje się bardzo silny, ale także bardzo przypałowy w towarzystwie.
Kozoke Shinja (pod pseud. Karetsu) - tajemniczy gościu, któremu lepiej nie podskakiwać, a i nie paplać przy nim za dużo, bo jeszcze się zdenerwuje.
Moeru - bardzo lubimy przystojnego narwańca.
Izuro - przywódca wioski, któremu Sanjuro jest bezwzględnie posłuszny, chociaż w głębi ducha ma go za trochę nazbyt dumnego władcę.
Kenji - Mizukage chamidło, z którym nie chciałby mieć San nic do czynienia, przerażający typek, po którym nie wiadomo, czego się spodziewać.
Joutei - Kage Suny, trochę wycofany, ale grzeczny i ułożony człowiek, który jako jeden z nielicznych nie podniósł głosu na szczycie.
Yari - przyjazny chłopaczek z Sunagakure, którego San zdążył zgubić na festynie w Kumo.
Tazaru - Kage Kumo, zorganizowany władca, który trochę się gubi, gdy nie wszystko idzie po jego myśli.
Taichi - Hokage, który ma bardzo poważne problemy z wysławianiem się.

Wypełnione Misje:


Rangi D - 12
Rangi C - 7
Rangi B - 5
Rangi A - 3
Rangi S - 0


Specjalne Wydarzenia:
Stłamszenie Czarnego Piasku w Sunagakure.


Biografia:

Rozdział pierwszy – Kryształowe Dziecko

- Nie wolno: zrzędzić, płakać, marudzić, paplać, pocić się, potykać, siorbać, bekać, ani dłubać w nosie. Bądź uprzejmy i nos się godnie, ale nigdy nie pozwól, by inni poczuli się gorzej od ciebie. Wyprostuj się i wciągnij brzuch. Tak. Dobrze. – głos starszej pani, siedzącej na bogato zdobionym fotelu, brzmiał jak milion paznokci drapiących w jednej chwili o tablicę. Był cierpki i tak przeszywający, że nie dało się go zignorować. - Dobrze, bab… - Nie przerywaj mi. Zgaś obojętność. Pamiętaj o uśmiechu. Uśmiechaj się grzecznie. Nie aktorsko, bo to nieszczere… – słowa ośmiolatka, który był adresatem wszystkich tych zasad, umarły pod naporem reguł. Całą resztę wieczoru spędził na na powtarzaniu zasad etykiety pod czujnym okiem jedynego słusznego autorytetu – babci. - Wyprostuj się. I patrz na mnie tak, żebym wiedziała, że słuchasz. Żadna dziewczyna cię nie zechce, jeżeli nie będziesz dżentelmenem, a do tego długa droga. Naucz się świadomie słuchać. – blondyn skinął grzecznie w odpowiedzi na słowa staruszki, zastosowując się do wszystkich jej uwag. - Myśl pozytywnie i bądź szczególnie uważny na wszelkie złe wibracje. Pamiętaj, mnie możesz oszukać, ale kolor twojego kryształu zdradzi wszystko. – niebieskooki ponownie tylko cicho przyznał jej rację, skupiając się na odpowiednim ściągnięciu łopatek podczas chodzenia. - Nie zapominaj, jeżeli kiedyś masz władać kryształem, cały musisz być… kryształowy. Ha, to mi się udało, czyż nie? - …odpowiedź ze strony młodzieńca nie nadeszła. Udał całkowite skupienie na wykonywanym zadaniu.

Rozdział drugi – Sztuka Ninja: Czemu To Wszystko Jest Takie Trudne no Jutsu!

- Na tym zakończymy dzisiejszy wykład dotyczący wpływu medycznego ninjutsu na proces regeneracji. Wszyscy poradziliście sobie śpiewająco. Do zobaczenia na wieczornych ćwiczeniach! – grupa młodych adeptów sztuki lekarskiej wybiegła z sali. Tylko jedna duszyczka gdzieś z tyłu nie kwapiła się do opuszczenia budynku. - Sanjuro? To już koniec zajęć… - Tak, oczywiście. Przepraszam, sensei. Po prostu… tak sobie o tym wszystkim myślę i mam kilka pytań...? – chłopak zasypał iryonina jakimiś dziwnymi terminami, na co ten odpowiedział zmarszczeniem czoła. - Mój drogi chłopcze… bardzo doceniam twoje zaangażowanie w twe zajęcia, ale to są rzeczy, które nie powinny cię zajmować przez najbliższe lata. Proszę, skup się na tym, co aktualnie robimy. – niebieskooki grzecznie przyznał mu rację, pokornie przeprosił i czym prędzej udał się ku wyjściu. Był lekko zawiedziony, aczkolwiek sensei jest sensei… kim on jest, żeby się mu stawiać?
***

Los zechciał (a może to faktycznie czystość ducha zadecydowała?), że kryształ tworzony przez blondyna przybrał barwę żywego szafiru. Kiedy tylko udało mu się skrystalizować pierwszy fragment otoczenia, od razu przystąpił do nauki technik klanowych. Niestety, nie za dobrze mu to szło. Przeszkód było wiele, ale na drodze do sukcesu stały przede wszystkim: brak wiary w siebie oraz ciągłe dystrakcje ze strony otoczenia. Ilekroć Sanjuro zbierał się w sobie, aby potrenować, ktoś prosił go o jakąś przysługę. A przecież nie wolno odmawiać ludziom w potrzebie, prawda? Najpierw inni, potem ty.
***

- Przywitajmy wszyscy nowych chuninów Iwagakure no Sato gromkimi brawami! Tak, tak. Ci młodzi, ambitni ludzie to nasza przyszłość! Przyjrzyjcie się im dobrze! – podczas gdy prowadzeni emocjami adepci sztuki ninja gięli się w najbardziej pokazowych pozach przed setkami wiwatującymi na ich cześć, jeden czternastoletni młodzieniec wyglądał, jakby miał zemdleć. Lub bardzo chciał uciekać, ale nie mógł. Chyba nietrudno się domyślić, kto był tym młodzieńcem, prawda? Sanjuro niemal chował się za plecami starszego kolegi, ale ustawiono ich tak, że przed ciekawskimi patrzałkami nie było ucieczki. Dlaczego czuję się winny temu, że zdałem ten egzamin… chyba zaraz zem— – tak, zemdlał. - Drodzy państwo! Specjalnie dla was naszych dwóch nowych Iryoninów zademonstruje użycie medycznego ninjutsu! – na szczęście ogarnięcie komentatora pozwoliło obrócić całą w sytuację w taki sposób, że wyglądała na zaplanowaną. - Sanjuro, do jasnej kurwy, co ty odpierdalasz…. – warczał nad młodzieńcem drugi świeży chunin. Niebieskooki ocknął się. Ciężko było stwierdzić, czy na skutek działania chakry kolegi, czy przez szok po usłyszeniu tylu obrzydliwych słów na raz…
***

- Nie. Przykro nam. Nie możemy dopuścić pana do oficjalnego egzaminu. Co prawda, spełnia pan formalne wymogi, aczkolwiek z naszych obserwacji jasno wynika, że to jeszcze nie czas… kto wie, czy kiedyś w ogóle będzie. – urzędnicy nie pozostawili na chłopaku suchej nitki. A on przecież tylko chciał spróbować swoich sił w egzaminie na Jounina. No cóż… Może faktycznie mają rację? Może to nie dla mnie… - Oczywiście, rozumiem. Przepraszam za kłopot. Wrócę do swoich zajęć. – Sanjuro wyszedł z gabinetu z miną raczej kwaśną. Czy można było mu się dziwić? Czwarty raz odmówiono mu możliwości awansu. Nie. Nie zgadzam się. Zaraz tam pójdę i im powiem… – nie, nie poszedł. Wrócił na nocny dyżur do szpitala, gdzie kontynuował nacinanie czyraków, leczenie skaleczeń, tamowanie krwawień lub smarowanie siniaków, by ulżyć dzieciakom w cierpieniach.
***

A może jeszcze wrócę? Może to głupi pomysł… a co z konsekwencjami? Co jeżeli okaże się, że faktycznie nie mam szans poza wioską? – takie i inne rozterki towarzyszyły Sanjuro podczas jego brawurowej, buntowniczej, solo wyprawie w nieznane. Wytłumaczył się potrzebą odpoczynku, udzielono mu urlopu, a ten poleciał udowadniać sobie jakieś pierdoły. Co z tego wynikło? Huh, właściwie to więcej dobrego, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać….

Rozdział III – Nawet Kage dupa, kiedy wrogów kupa [Perspektywa Sanjuro]

Od czterech dni chodziłem bez celu, czując się bardziej jak wędrowniczek na wakacjach niż jak ninja szukający ekscytującej roboty. Moje przekonanie, że starszyzna wioski wyolbrzymiała całą tę sprawę z niedopuszczeniem mnie do egzaminu tylko się umacniało. Bałem się przyznać sam przed sobą, że się zgubiłem. Obstawiałem, że mniej-więcej jestem gdzieś w okolicach Getsu no Kuni, ale nie mogłem dać sobie za to uciąć ręki. To równie dobrze mogła być Iwagakure, tyle tu było jaskiń i rozpadlin… Gdzie ja jestem… Dźwięk zbliżających się kroków wcale mi nie pomagał. W końcu znajdowałem się w jakiejś przeklętej jaskini wyłożonej niebieskimi kamieniami… no nie, to akurat bardzo mi się podobało, ale sam fakt rychłego spotkania z jakimś robotnikiem nie za bardzo mi się widział. Spokojnie… nic ci nie grozi. Wielokrotnie musiałem to sobie powtarzać, bo czasem ze strachu nieomal narobiłem w gacie.
- Huh? – stanąłem jak wryty, widząc drewnianą kukłę w towarzystwie niewysokiego rudzielca. Miałem wrażenie, jakby serce zaraz miało wyskoczyć mi z piersi. Od razu przyjąłem pozycję obronną, tworząc dwa ostre, długie kolce na wewnętrznych stronach dłoni. Dopiero po chwili zwróciłem uwagę na szczegóły. Sakkat? Hmm… O nie… Brązowe tęczówki właściciela marionetek patrzały na mnie jakby zza mgły.
- Huh? Jesteś kolejną osobą, którą za mną wysłano? – nie za bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć. Chyba obydwoje byliśmy nieźle zamotani. - …w zasadzie, to ja się tutaj zgubiłem. – przyznałem ze wstydem. - HAH! To nic dziwnego! To zadupie jakich mało. Tam dalej i na prawo jest nora wielkiej salamandry. Uwierz mi, nie chcesz tego oglądać. Swoją drogą – jestem Kyoru. – nieznajomy wyciągnął dłoń w moją stronę, wyprzedzając lewitujące marionetki. Wycofałem kolce i odwzajemniłem dość niepewnie uścisk dłoni. - Jesteś geninem? – chociaż dobrze znałem odpowiedź na to pytanie, ciężko było mi cokolwiek powiedzieć. - …Emm… nie… Chuninem. Tak, Chuninem…. – Hah! A witasz się jak genin, który ledwo wyszedł z akademii. Śmiało, tak wiesz, dziarsko! A nie, jakiegoś takiego śledzia mi podajesz. – Najmocniej przepraszam, ja… sam nie wiem, chyba…. Czy Pan jest…. – doskonale widziałem, że moje zakłopotanie bawi mojego rozmówcę. - Kazekage? – ubiegł mnie. Odpowiedziałem siknięciem głowy, jakoś dziwnie bojąc się tego, co mogę usłyszeć. - Byłem. Ale zachowałem czapelindę, bo jest bajerancka. No przyznaj, że wystrzałowy kapelutek. – znowu nawiedziło mnie to dziwne uczucie, jakbym zaraz miał zemdleć. Jak ja zdałem ten egzamin na Chunina… - Proszę mi wybaczyć tę śmiałą uwagę, ale… ale… to chyba nie są słowa, które powinny paść ze strony Kage… - No to mówię ci przecież chłopie, że już nim nie jestem. Słuchasz mnie w ogóle? – w tym momencie dostałem silnego szczękościsku i postawiłem na lekko wycofany uśmiech.
Z ex-cieniem spędziłem następny tydzień. Chociaż chłopak zapewnił mi obfite wyjaśnienia w kwestii swojej decyzji o opuszczeniu wioski, ja nie potrafiłem pojąć takiego postępowania. Z drugiej strony – kim ja byłem, żeby kwestionować decyzję kogoś, kto jednak dostał się na sam szczyt wioskowej hierarchii? Sam Kyoru wiedział najlepiej, dlaczego zrobił tak, a nie inaczej.
***

- Słuchaj no mnie… nie mam zamiaru już więcej bawić się w to całe ninja-srindża-poświęcenie… cieszę się, że mogłem ci pomóc, przekazując wiedzę i techniki, które swego czasu uratowały mi dupsko. Mam nadzieję, że ty nie będziesz ich musiał używać zbyt często…. co się tyczy twojego egzaminu na Jounina, o którym tyle stękałeś – ja nie byłem najlepszym Kage, ale z ciebie taki chunin jak z koziej dupy trąba, więc ja nie wiem, o jakich ty mówisz rangach. To, że znasz bajeranckie techniki to pięć procent sukcesu. Przez cały czas wyglądasz, jakbyś ledwo stał na nogach. Musisz być bardziej zdecydowany… bardziej… huh, odporny… No nic. Albo się tego sam nauczysz, albo zginiesz. I żadne Shosen ci nie pomoże. A teraz podnoś dupę i roznieśmy tych cymbałów jeden ostatni raz, zanim zniknę z powierzchni ziemi. – walka, którą przyszło nam stoczyć była wielce wymagająca. Kontaktu z gangami na ogół da się uniknąć, ale problem rodzi się wtedy, kiedy po wielu latach trzy z nich zawiązują przymierze ze względu na jednego wroga – w tym wypadku Kyoru. Nie wiedziałem, ile jeszcze ran mogę przyjąć, czy ile osób pozbawić życia, ale mimo opinii byłego Kazekage, bardzo dobrze czułem się na polu bitwy.
***

- Suiryudan no Jutsu!!! – widziałem zbliżająca się śmierć. A właściwie to smoka. Czy to nie powinny być synonimy? Widziałem, jak jedna z marionetek Kazekage biegnie mi na pomoc. Wiedziałem też, że na pewno nie zdąży, a ja nie mam szans wykonać uniku. - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! – odruchowo wypchnąłem ręce przed siebie, jakby to miało mi zapewnić ochronę. Odwróciłem tez głowę i zamknąłem oczy, bo przecież to, czego nie widzę, to nie istnieje, prawda? Stres i strach tak bardzo zawładnęły moim ciałem, że byłem pewny, iż zaraz eksploduję. I chyba umarłem.
***

Spokojnie, tylko żartowałem. Jednak przeżyłem. Tylko nie za bardzo wiem… jak? Na szczęście Kyoru miał mi to wszystko wyj—- OBUDŹ SIĘ! – wyłapałem soczystego liścia w pysk, co od razu przywołało mnie do porządku. Były Kazekage tkwił pochylony nade mną. Ekstremalnie blisko. Czym prędzej przekrzywiłem głowę w bok. - No nie panikuj. Wiesz w ogóle, co się stało? TO BYŁO COŚ! – dowiedziałem się o tym, jak udało mi się skrystalizować potężną technikę suitonu oraz o tym, jak zemdlałem pod koniec. - Gdybyś tylko był trochę bardziej temperamentny, to kto wie. Może faktycznie nadawałbyś się na tego jounina? Nazywaliby cię… hmm… Szafirowy smok! Fajnie, nie? – znowu nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Szafirowy smok… no, nawet mi się podoba.
***

- Dobra, młody. Czas się rozstać. Pamiętasz, co ci mówiłem? Te zwoje oddaj Akasemisowi. O ile kiedyś go spotkasz. Jak stwierdzisz, że wiesz, co z nimi zrobić, to masz wolną rękę. Tylko nie sprzedawaj ciał na czarnym rynku, jasne? – skinąłem grzecznie na znak zrozumienia. - Z kolei ten zwój oddaj Jouteiowi Ayatsuri z Sunagakure. Chyba, ze się okaże, że umarł, to możesz sprzedać innemu lalkarzowi. Generalnie, nie chwal się tym, że masz 3 ciała i lalkę byłej Kazekage przy sobie. Rozumiesz…. Będę wdzięczny, jeżeli im to przekażesz. – cóż, komunikat był raczej prosty. Czekała mnie podróż w poszukiwaniu adresatów paczek. Chociaż tyle mogłem zrobić, żeby odwdzięczyć się za naukę, prawda?
- …jeszcze jedno. Odpuść sobie trochę… nic się nie stanie, jeżeli czasem się zgarbisz lub komuś pyskniesz, wiesz… po prostu – wyluzuj. W szczegóły nie będę wnikał, sam chyba wiesz najlepiej, co się gryzie… – i zniknął.
- Jasne, Kazekage… – mruknąłem pod nosem.

Rozdział IV – Życie toczy się dalej

Młodemu Chuninowi udało się awansować. Może nie do końca tak, jak chciał, ale jego starania zostały docenione. Nikt nie mógł zaprzeczyć temu, że dzięki swojemu zdyscyplinowaniu i podporządkowaniu wiosce wykształcił umiejętności wykraczające daleko poza zdolności zwykłego ninja rangi C. Niestety – w sprawie jego zdecydowania niewiele się zmieniło. Nie było mu dane podejść do egzaminu na Jounina. Sam Sanjuro pogodził się z myślą, że to być może jest jego własny szczyt. Nie miał w sobie buty, przebojowości, a jednocześnie opanowania i iskry Jounina z prawdziwego zdarzenia…
Obrazek

Your competition isn't other people.
Your competition is your procrastrination, your ego.
The knowledge you neglect.
The negative behaviour you're nurturing & lack of creativity.
Compete against that.


W sprawach MG - prowadzenia misji/wypraw/ocen rzeczy - zapraszam na gg albo priv.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Nieaktywne Postacie”