Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Dział przeznaczony do archiwizacji przestarzałych wątków oraz takich, które zaburzają wartości estetyczne forum. W tematach które znalazły się tutaj nie można umieszczać postów.
Awatar użytkownika
Washichi Uchiha
Posty: 587
Rejestracja: sob, 9 paź 2010, 23:09
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: Sekuto Chi
Ranga: Chuunin / Nukenin
Wiek Postaci: 16
KP: viewtopic.php?f=36&t=947
Kontakt:

Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Post autor: Washichi Uchiha » ndz, 24 cze 2012, 12:09

Uśmiechnąłem się krzywo patrząc na idylliczny wręcz widoczek rozciągający się przed moimi oczyma. Górskie szczyty otaczały dolinę z każdej strony nadając jej wrażenie całkowicie odciętej od świata. Z jednego ze stoków radośnie spływał strumyczek, który w dolinie rozlewał się i zamieniał w średniej wielkości jeziorko. Wszędzie było tak zielono i radośnie... ptaszki sobie świergotały, owady latały z kwiatka na kwiatek, nawet jakieś żabki odezwały się od czasu do czasu... No i byłem ja.
Dzięki za podwózkę Watarimono, rób dalej co tam chcesz... - mruknąłem do swojego orlego towarzysza przy okazji rozciągając zastałe podczas lotu mięśnie. Dolina z lotu ptaka prezentowała się ciut ciekawiej. Stojąc już w jej granicach byłem zmuszony uznać, że to po prostu dolinka jakich trylion jest jeszcze na świecie. Niby nic ciekawego, ale do treningu nadaje się jak najbardziej. Od pewnego czasu prześladowało mnie dziwne przeczucie! Jakoby byłbym najsłabszy z całego Sekuto Chi. Co prawda Sekta Krwi posiadała samych potężnych członków, ale to że odstawałem nie nastrajało mnie zbyt optymistycznie - Cóż czas zabrać się do roboty. - pomyślałem rozpoczynając trening. Lekkim krokiem ruszyłem przed siebie starając się utrzymywać równą prędkość. Pierwsze okrążenie doliny przyszło bardzo szybko, przy okazji lekki wysiłek pomógł mi w ustabilizowaniu oddechu, a także mile rozgrzał mięśnie. Podczas drugiego okrążenia przyśpieszyłem, a podczas trzeciego przemierzyłem dolinkę sprintem. Nie zatrzymując się złożyłem tylko pieczęci do stworzenia cienistego klona i wciąż pędząc pełną prędkością rozkazałem mu tylko by - Dogoń mnie słabeuszu! - usłyszał tylko mój idealny klon po czym nie zastanawiając się wiele rzucił się w pogoń. Będąc już po kilku rundkach wokół dolinki miałem przewagę znajomości terenu nad swoim oponentem, lecz moja kopia nie ustawała w wysiłkach. Gonitwa trwała jakieś kilkadziesiąt minut, gdy obydwoje wyczerpani zatrzymaliśmy się od siebie w odległości kilkunastu metrów - Łap! - krzyknąłem tylko do klona po czym zawiązując pieczęci do Gyokakku no Jutsu. Po chwili w kierunku klona mknęła duża w rozmiarach kula ognista. Moja kopia wyskoczyła do góry, lecz w tym samym momencie pojawiłem się tuż obok niej i mocnym kopniakiem posłałem ją w kierunku ziemi, gdzie ta wyparowała w obłoczku mgły - Uh... mało brakowało, a by mi uciekł... - sarknąłem do siebie dezaktywując sharingana, którego to wykorzystałem tuż po wystrzeleniu kuli ognistej by spróbować przewidzieć gdzie ucieknie mój klon. Po chwili walnąłem się obok jeziorka i wyciągając z plecaka żarełko zająłem się pałaszowanie w najlepsze.

Awatar użytkownika
Arashi Jinpachi
Posty: 454
Rejestracja: pt, 27 maja 2011, 15:36
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Iwa
Ranga: Chuunin
Wiek Postaci: 16
Lokalizacja: Kraków
Kontakt:

Re: Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Post autor: Arashi Jinpachi » ndz, 24 cze 2012, 13:06

3 szybkość
2 wytrzymałość
Od samego początku, nie było nikogo kto, by stał na niebie. Ani ty, ani ja, ani nawet Bóg. Ale ten trudny do zniesienia czas gdy miejsce na Tronie Niebios jest puste dobiega końca. Od tego dnia... Ja będę stał na niebie.

Obrazek

Awatar użytkownika
Douhito Izuro
Posty: 3791
Rejestracja: pn, 17 sty 2011, 16:04
Płeć: Mężczyzna
Wioska: IwaGakure no Sato
Ranga: S. Jounin
Wiek Postaci: 25
Siła: San Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: Yon Kaishi
Zręczność: San Kaishi +
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: Ni Kaishi +
Kontrola Raiton: San Kaishi +
Kontrola Doton: Yon Kaishi +
Walka Wręcz: Ichi Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=1249&p=16313#p16313
Konto Główne: memberlist.php?mode=viewprofile&u=5481
Lokalizacja: Będzin

Re: Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Post autor: Douhito Izuro » ndz, 24 cze 2012, 20:38

+2 Speeda
+1 Wytrzymałości

Tyle ode mnie... Arashi za dużo dałeś toteż skorygowałem.
Obrazek



Chcesz misję, wyprawę, fabułę? Pisz na gg
Siedzę tylko na niewidocznym. Ewentualnie PW

  • Techniki Żywiołów zyskują nieco większą moc - Yōso no Tensai

    -Czytanie śladów lvl. 1
    -Szybkie składanie pieczęci lvl. 2
    -Wytrzymałość psychiczna lvl. 1
    - Mistrz Przywołań lvl. 1
    - Pirotechnik 1lvl
    - Pieczętowanie lvl. 1
    - Perswazja lvl. 2

Awatar użytkownika
Washichi Uchiha
Posty: 587
Rejestracja: sob, 9 paź 2010, 23:09
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: Sekuto Chi
Ranga: Chuunin / Nukenin
Wiek Postaci: 16
KP: viewtopic.php?f=36&t=947
Kontakt:

Re: Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Post autor: Washichi Uchiha » ndz, 24 cze 2012, 20:44

Po dość obfitym obiadku rozejrzałem się uważniej po polanie zastanawiając się co teraz. Summa summarum nie miałem ochoty rozbijać tutaj obozu, ani tym bardziej zatrzymywać się na dłużej. Sytuacja w Kumo była pod kontrolą Sekty Krwi, Mizuno na pewno był gdzieś blisko, więc moja obecność była tutaj zupełnie niepotrzebna. Ugryzłem się w kciuk przyzywając dwa orły naraz. Odsapnąłem lekko spoglądając na Tsukai'a i Watarimono - Hej chłopaki. - stwierdziłem prosto uśmiechając się do obu orłów - Tsukai masz odszukać Katrin i przekazać jej, że będę na nią czekał... hmph... - zastanowiłem się głęboko. Bardzo tęskniłem za żywiołową osobowością mojej byłej sensei, a także za kilkoma innymi sprawami bardzo ściśle z nią związanymi - Niech będzie, że w wiosce Tanzaku. - mruknąłem do mniejszego orła, a ten od razu poderwał się w powietrze chcąc przekazać wieści mojej kochance - Watarimono użyczysz mi po raz kolejny siły swoich skrzydeł? Musimy udać się do kraju liścia. Wioska Tanzaku to nasz cel.. - powiedziałem do majestatycznego zwierzęcia po czym wskoczyłem na nie, a ten wzbił się w powietrze. Miałem nadzieję, że będzie to dobry wybór. Chciałem poznać wpływowe osobistości w podziemiu świata shinobi. Takie, które mogłyby sypnąć ładnie z kiesy, a przy okazji rozgłosić o sile Sekty Krwi.

2h do kraju liścia. Wioska Tanzaku.

Awatar użytkownika
Saneatsu
Posty: 1896
Rejestracja: pn, 30 sty 2012, 16:28
Płeć: Mężczyzna
Ranga: Nukenin C
Wiek Postaci: 18
KP: viewtopic.php?f=36&t=5491

Re: Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Post autor: Saneatsu » pn, 3 wrz 2012, 20:44

Przybyłem do miejsca, które nie było mi znane... Nie było się nad czym zastanawiać - mimo, iż widoki piękne, to trzeba było brać się za trening i to porządnie, bo czułem jak moje ciało słabnie mimo że niedawno tak bardzo się wzmocniło. Nie, ono nie słabło... Ono po prostu nie było w takiej formie, jakiej bym chciał by było. Zamknąłem się w sobie, powieki złączyły się ze sobą, a wargi poszły w ich ślady. Byłem tylko ja, osamotniony, w jednej wielkiej pustce. Dookoła czuć było wiejący wiatr, który przeczesywał moje włosy, niemal porywał mnie do lotu. Wiał z minuty na minutę coraz mocniej, a ja czułem jakbym się unosił ku górze. Ręce wyprostowałem na wysokości barków, głowę uniosłem ku górze. Byłem w zupełnie innym świecie, gdzie jestem tylko ja i wiatr. Nagle zerwała się prawdziwa wichura, która porwała mnie i zacząłem latać. Tak, latać. To było zawsze moim marzeniem, teraz się spełniało, podświadomie. Na moich nogach wyrosły skrzydła z chakry, mogłem nimi machać by się unosić. Na mojej twarzy wymalował się uśmiech, wyciągnąłem przed siebie ręce, tak by były skierowane wewnętrzną stroną do siebie. Między nimi zaczął pojawiać się coś jak pocisk, wietrzny pocisk o bardzo dużej sile, czułem jak mnie roznosi. Wirował wokoło własnej osi i chciał się wydostać z moich dłoni, jednak ja przy pomocy kontroli chakry starałem się go od tego powstrzymać. Rósł z sekundy na sekundę, robiąc się coraz większy i potężniejszy. Nie wytrzymałem napięcia, wypchnąłem dłonie przed siebie, a on wyleciał na przód. Usłyszałem wybuch, a następnie ze strony w którą poleciał zawiał potężny wiatr, jakby fala uderzeniowa. Kończyny górne były ustawione tak, jakby chciały przyjąć cios na siebie i wtedy stało się coś niesamowitego! Ochronna tarcza z futonu otoczyła mnie, a wichura przeszła obok. To nie było ensho no kaze, a coś o wiele potężniejszego… Niesamowite, wszystko działo się w myślach, a było tak realistyczne. Wyciągnąłem palec wskazujący przed siebie i zacząłem nim kręcić, jakby nabierając na niego powietrze, niczym watę cukrową. Powstawała mała kulka która wytwarzała niesamowite ciśnienie, buzowało od niej potęgą, ja tylko przyglądałem się procesowi jej powstawania. Była nierówna, lecz po chwili zamieniła się na idealną małą kulkę. Wręcz biło od niej białym światłem, które mogłoby oświetlić nie jedno pomieszczenie. Zacząłem nią podrzucać w górę i w dół, miałem nad nią kontrolę, co było dziwne. Upuściłem ją w dół i obserwowałem jak spada, było to możliwe dzięki jej blaskowi. Następnie pociągnąłem za nią i skierowałem do góry, jakby była na jakimś sznurku. Po chwili ścisnąłem rękę, a to rozprysła się robiąc sporą eksplozje. Ostatnim etapem była umysłowa Daitoppa. Zawiązałem odpowiednie pieczęci i wziąłem głęboki wdech mieszając chakre z powietrzem, a następnie uwolniłem powstałą mieszankę by zobaczyć jak to będzie wyglądać. Było… Normalnie. Wielki podmuch wyrwał się z moich usta, tak, jak zawsze. Otworzyłem oczy i zakończyłem ten ‘trening’.

_________________

Fuuton.
Obrazek
Pokaż/Ukryj:

Awatar użytkownika
Sanjuro Sadatake
Posty: 4328
Rejestracja: ndz, 19 cze 2011, 21:04
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: ---
Wioska: Iwagakure no Sato
Ranga: T. Chunin
Wiek Postaci: 15
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi +
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Doton: Ichi Kaishi
kontrola_suiton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=265513#p265513

Re: Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Post autor: Sanjuro Sadatake » pn, 3 wrz 2012, 20:52

+ 4 fuutonu

dałbym +3, ale byś mi wtedy aferkę wykręcił. XD
Obrazek

Your competition isn't other people.
Your competition is your procrastrination, your ego.
The knowledge you neglect.
The negative behaviour you're nurturing & lack of creativity.
Compete against that.


W sprawach MG - prowadzenia misji/wypraw/ocen rzeczy - zapraszam na gg albo priv.

Awatar użytkownika
Saneatsu
Posty: 1896
Rejestracja: pn, 30 sty 2012, 16:28
Płeć: Mężczyzna
Ranga: Nukenin C
Wiek Postaci: 18
KP: viewtopic.php?f=36&t=5491

Re: Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Post autor: Saneatsu » pn, 3 wrz 2012, 20:56

Znalazłem kamień, który teraz będzie potrzebny mi do ćwiczeń. Po co? Miałem zamiar przesuwać go, by zwiększyć swoją siłę. Ustawiłem się koło wielkiego kamienia, na którym położyłem swoje dłonie, zaś nogi mocno zaczepiłem o ziemie. Stawiałem głównie na nie, były bardzo umięśnione i silne, to było mój atut! Lekko zacząłem pchać kamlot, by sprawdzić jak ciężki jest. Chciałem go wyczuć, by później móc swobodnie przesuwać. O ile było to w ogóle możliwe, swobodne przesuwanie wielkiego głazu. Lekko posuwałem górne kończyny do przodu i starałem się jakby iść, bardzo mocno odpychając się od ziemi, by chociaż lekko poruszyć masywną część otoczenia. Lekko drgnął, ale to byłoby na tyle. Westchnąłem mocno i zdjąłem kurtkę, podwijając rękawy koszulki do granic możliwości. Zagryzłem szczękę i zacząłem odpychać kamlot by coraz bardziej się przesuwał. Lekko drgał i powoli zaczynał się ruszać. Możliwe, że bardzo długo leżał w jednym miejscu i dlatego tak ciężko było go przesunąć? Czy to było ważne? Kontynuowałem zajęcie i pchałem z całej siły, by zepchnąć go w przepaść. Motywowałem się, by dodać sobie siły. Działało, energia w moich kończynach wzrosła, a pierwsze krople poty zaczęły pojawiać się na mojej twarzy. Zaparłem się barkiem i napiąłem łydki oraz uda, po czym coraz mocniej pchałem. Było to męczące, a przebyłem dopiero około jeden, lub dwa metry. Spojrzałem na ślady, które były ogromne, lecz ciągnęły się bardzo krótko. Przetarłem jedną ręką twarz, poczym odsunąłem się na chwilę. Nie długą, chciałem zobaczyć, czy może powinienem pod innym kontem pchać kamień i rzeczywiście tak było. Zmieniłem pozycję o kilka stopni… Jednak nic to nie dawało, zrezygnowałem z tego ćwiczenia kładąc się na ziemi. Cóż trzeba było się dźwignąć na równe nogi i trochę porobić przysiadów. Kolejne powtórzenia starałem się wykonywać też bardzo powoli, tak by samo ćwiczenie dało mi jak najwięcej. Też stwierdziłem że podzielenie ćwiczenia na serii po dziesięć powtórzeń da mi najwięcej. Kolejne powtórzenia dawały w kość mięśniom łydek i ud. Każda kolejna zakończona seria była wieńczona około minutową przerwą. Kolejne próby mi mijały a mięśnie dawały o sobie znać powoli zaczynały nie piec a wręcz boleć. Ale to nie był czas ani miejsce na jojczenie że mnie boli że nie dam rady. Raz za razem dźwigałem się do góry, unosząc swoje szanowne cielsko do pionu. Samo uginanie kolan też nie mogłem pozostawić tak by było proste. Sam przysiad też starałem się wykonywać powoli tak by mięśnie nóg były maksymalnie obciążone. Nie było możliwości bym się oszczędzał. Ostatnie przysiady to jak zwykle było wręcz zmuszanie się. Sam ostatni to chyba było przełamanie barier bólu i cierpienia ale jakoś się udało. Wykorzystując to że moje ręce trochę odpoczęły stwierdziłem że przejdę do pompek. Klęk prosty podparty i jedziemy. Ręce na wysokości barków w niewielkiej odległości od ciała. I zaczęło się uginanie rąk w łokciach do momentu aż brodą nie dotykałem ziemi , samo dźwiganie mojego cielska tylko i wyłącznie przy pomocy swoich rąk nie było zabawne a wręcz smutne ale czego się nie robi podczas treningu. Raz za razem w górę i w dół nie było opita lania się Wylewałem z siebie siódme poty, byłem już lepki bo w trakcie poprzedniej przerwy pozbawiłem się koszulki. Zmęczenie ogólne jak i zmęczenie ramion dawały o sobie znać i nie było wyjścia jak tylko zacisnąć zęby i robić kolejne próby. Tego ćwiczenia już nie dzieliłem na żadne serie po ileś powtórzeń tu po prostu chodziło o samą czystą niezmąconą siłę. Kiedy już wiedziałem że za długo to nie pociągnę starałem się umysłem oszukać ciało gdyż bardzo mi zależało na tym by jeszcze wykonać parę pompek. Zaprzestałem tego po jakimś czasie i znów walnąłem się leniwie na ziemi. Rozmyślałem właściwie o wszystkim i przypomniało mi się to, że muszę być silniejszym, o wiele bardziej silniejszym niż jestem teraz! Tylko, czy to coś zmieni? Miałem spróbować, jednak to nie było takie proste, powstałem… Odnalazłem kamienie, które były wyrzeźbione na kształt hantli, lekko się zdziwiłem, jednak czemu nie skorzystać? Podszedłem do nich i podniosłem, jeden miał około 5, może 6kilogramów. I rozpocząłem serie wyglądające w ten sposób że zaczynałem od pozycji w której ręka trzymająca hantel była swobodnie opuszczona do dołu. Następnie uginałem łokieć aż ciężarek znajdzie się praktycznie przy mojej klatce piersiowej. Stwierdziłem że najodpowiedniejsze będę serie po dziesięć powtórzeń na przemian każdą ręką. Każde powtórzenie to była niemal filmowa praca bicepsa i ścięgien. Była widać jak wszystkie mięśnie poruszają się i pracują. Musiałem dawać z siebie wszystko aby z każdą chwilą być lepszym w każdej dziedzinie, przecież to oczywiste! Podnosiłem nie dając sobie odpocząć, co jakiś czas zmieniałem pozycję i robiłem w niej po 10 powtórzeń, to było dobrze przyzwyczajenie ciała do dźwigania ciężarów z każdej możliwej pozycji. Następnie podnoszenie do góry, położyłem się do ziemi i ciężarki były zaciśnięte w dłoniach, skierowane ku niebu. Zacząłem opuszczać je do siebie, na klatkę piersiową, powoli i dokładnie, by nie spadły mi na głowę. Następnie odbijałem i od ciała i podnosiłem ku górze, by znów odpadły. Ręce zginały się w łokciu i wszystkie mięśnie rąk pracowały, coś wspaniałego. Porzuciłem po chwili to zadanie, szukając sobie czegoś odpowiedniejszego. Trening niby już miałem kończyć, ale chciałem jeszcze sprawdzić, czy mięśnie mają się dobrze. Musiałem przyjąć wygodną pozycję, więc tak też zrobiłem. Miałem zamiar zacząć robić pompki, więc pierwszym moim posunięciem było położenie się na ziemi, bez żadnych unowocześnień, zwykłe położenie się jak do snu. Zacząłem robić swoje, to co miałem od początku w celach, by sprawdzić czy aby rękom nic się nie stało, w końcu gdy będą potrzebne to nie będą miały wyjścia. Jednak pierw musiałem ustalić jakąś wygodną pozycje do robienia pompek, jaką wybrałem? Taką, którą uważałem za jak najbardziej komfortową, wyglądać to mogło dość dziwacznie z tego względu, że miałem jakby miarkę w oczach i odliczałem wszystko co do centymetra. Zacznijmy od dłoni. Odstęp małego palca od pozostałej trójki ‘środkowych’ był większy niż między nimi, wynosił około 3,2centymetrów, zaś jak wspomniałem mniejszy odstęp był w następnej trójce i między każdym wynosił 2 centymetry. Kciuki jak zwykle odstawały od reszty i w połączeniu z palcem wskazującym tworzyły coś na kształt pistoletu który mógł wystrzelić w każdej chwili. Jednak nie, była mała, nieznaczna różnica. Największy palec w dłoniach był lekko przekrzywiony ku górze, jakby podobny do górki z której można zjechać. Reszta ciała była ustawiona już raczej normalnie. Nogi z tyłu były złączone razem już od pupy, bardzo szczelnie, tak by nie miała miejsca choćby najmniejsza przerwa. Tułów zaś był prosty od pasa aż do głowy, gdyż ta była lekko skulona i skierowana tak, by widziała resztę ciała. Ręce całe wyprostowane, utrzymujące się na dłoniach które były ustawione bardzo specyficznie, jak już wspomniałem. Teraz mogłem już się opuścić, bardzo powoli to następowało, z tego względu, że chciałem sprawdzić jak wielka jest wytrzymałość moich mięśni. Z sekundy na sekundę zginąłem coraz bardziej rękę pod łokciem, a co z tym następowało, cały ciężar ciała był utrzymywany na moich rękach. Klatka piersiowa wraz z głową schodziły coraz niżej w dół, nogi robiły to w rytm, wszystko szło jak należy. O dziwo nie brakowało mi sił, wszystko szło dość płynnie i bardzo dobrze – mogłem być z siebie zadowolony. Zapomniałem wspomnieć, że stopy również były ze sobą złączone, to skutkowało zachowaniem równowagi. Po chwili poczułem, jak moje czoło dotknęło podłoża, a co za tym idzie, pierwsza pompka została zrobiona, teraz miałem się podnieść i powtórzyć ćwiczenie, tyle, że szybciej. Tak też zrobiłem – moje ręce zaczęły się prostować a ciało stopniowo się podnosiło. Czułem każdy zachodzący proces który następował w moim ciele, lecz nie było to nic złego, nie czułem się tak źle. Po chwili byłem w takiej pozycji, od jakiej zaczynałem, jeszcze tylko się upewniłem czy rzeczywiście tak jest i mogłem zaczynać od nowa, z tym, że tym razem miało pójść mi o wiele szybciej. Więc zgiąłem automatycznie górne kończyny i zacząłem opuszczać się w szybkim tempie. Moje oczy obserwowały jak szybko spadam, lecz dzięki mięśniom zahamowałem przed ziemią i nie skutkowało to uderzeniem. Nie rozwodziłem się nad tym i równie szybko powróciłem do stanu początkującego a następnie podniosłem się z ziemi, miałem pewność, że mięśnie mają się dobrze. Co by tu jeszcze porobić? Najodpowiedniejsze wydawały się jeszcze brzuszki, które wzmacniały mięśnie mojego brzucha. Położyłem się na plecach i wyciągnąłem nogi do przodu, nie były wyprostowane, bardzo mocno ugięte w kolanie, jedynie pupa i stopy dotykały ziemi. Ręce były poduszką dla głowy, która spokojnie na nich spoczywała. Zacząłem zadanie, powoli podnosiłem się i czułem ucisk w brzuchu przy pierwszej próbie. Czuło znalazło się miedzy nogami, a następnie opuściłem ciało do pierwotnego stanu. Powtórzyłem zadanie dokładnie tak samo i mięśnie brzucha reagowały dokładnie tak samo. Czemu tak się działo? To zadanie było przeze mnie ignorowane i teraz płaciłem za to tak a nie inaczej. Podnosiłem się ku górze, a następnie opadałem i dłonie od strony zewnętrznej uderzały o ziemie. Z próby na próbę szło mi o wiele lepiej, mogłem być z siebie bardzo zadowolony i tak też było, jednak dalej nie było idealnie. Gdy ilość zrobionych brzuszków przekroczyła 20, moje ciało zaczęło się męczyć, ja starałem się je oszukać i poganiałem się, motywowałem i robiłem wszystko by to znieść. Cóż jednak mogłem poradzić, również to zadanie zrobiło się dla mnie po chwili najzwyczajniej nudne i zaprzestałem wykonywania go, na rzecz stania na rękach, a raczej chodzenia! Na razie jeszcze na czterech kończynach zszedłem do poziomu ziemi i położyłem na niej ręce oraz stopy. Lekko pochyliłem dolne kończyny w stronę głowy, a później zaczęły działać rozgrzane mięśnie rąk. Utrzymywałem się w linii prostej, choć co jakiś czas zdarzało się zachwiać, po czym szybko wracałem do pionu. Musiałem dać sobie radę, to było proste ćwiczenie. Głowa patrzyła na dłonie i powoli zaczynałem na nich iść. Wszystko nie było takie trudne, ale czułem jak krew spływa mi do twarzy… Dziwne uczucie, jednak ja powoli przemieszczałem się nie zważając na nic. Po chwili jednak zatrzymałem się i poszedłem na odpoczynek, który był jak najbardziej zasłużony!


_________

Siła
Obrazek
Pokaż/Ukryj:

Awatar użytkownika
Sanjuro Sadatake
Posty: 4328
Rejestracja: ndz, 19 cze 2011, 21:04
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: ---
Wioska: Iwagakure no Sato
Ranga: T. Chunin
Wiek Postaci: 15
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi +
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Doton: Ichi Kaishi
kontrola_suiton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=265513#p265513

Re: Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Post autor: Sanjuro Sadatake » pn, 3 wrz 2012, 21:01

+ 12 siły i 1 PR za długość, bo jakoś zdecydowanie NIE.
Obrazek

Your competition isn't other people.
Your competition is your procrastrination, your ego.
The knowledge you neglect.
The negative behaviour you're nurturing & lack of creativity.
Compete against that.


W sprawach MG - prowadzenia misji/wypraw/ocen rzeczy - zapraszam na gg albo priv.

Awatar użytkownika
Saneatsu
Posty: 1896
Rejestracja: pn, 30 sty 2012, 16:28
Płeć: Mężczyzna
Ranga: Nukenin C
Wiek Postaci: 18
KP: viewtopic.php?f=36&t=5491

Re: Chmurowe Szczyty - Cicha dolina.

Post autor: Saneatsu » wt, 4 wrz 2012, 18:10

Trening nie był tak efektywny jak sobie tego wymarzyłem, jednak tyle chyba na razie starczało mi w zupełności... Odetchnąłem z ulgą robiąc sobie przerwę, a Karasu wskoczył mi na szyję, zawijając się wokoło niej... Westchnąłem cichutko i powstałem, cały czas pilnując by maluch nie upadł. Pogłaskałem go po grzbiecie i ruszyłem przed siebie. Jego ciekawskie oczka patrzyły się na mnie, czułem ich obecność na mojej twarzy, jakkolwiek to nie brzmi.
Zmierzamy do miejsca gdzie zacząłem swoje istnienie jako Saneatsu... Przynajmniej z tego co pamiętam. Może tam się trochę rozerwiemy? Kto wie...


z/t Kumo-->Iwa 2h
Obrazek
Pokaż/Ukryj:

Zablokowany

Wróć do „Archiwum - Chmurowe Szczyty”