Ninja Gaiden
http://ninjagaiden.pl/

Tereny wokół lasu
http://ninjagaiden.pl/viewtopic.php?f=68&t=910
Strona 7 z 7

Autor:  Jun Dokusatsu-sha [ Cz, 25 gru 2014, 21:54 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

Wróciłem~

Akcja zaczynała się zagę-szczać... he-he... nieśmieszne... W każdym razie robiło się gorąco. Akami troszku nie docenił przeciwnika dlatego seria szybkich i dość mocnych ciosów musiała zwrócić jego uwagę na większą uwagę. Isei zadowolony ze swego wcześniejszego wyczynu postanowił napierać dalej. Bądź co bądź podwyższone morale robią swoje, zwłaszcza po uprzednim, ładnie wykonanym zagraniu. Tym razem miało być troszkę inaczej, troszkę... gwałtowniej. Czemu?
Obaj skupiliście się na swego rodzaju odtrąceniu/zachwianiu przeciwnikiem. Kiedy Pandzia z całą kurwicą rudej mocy znalazł się blisko konoszanina i chciał użyć techniki wiatru zawartej w rękawicy - Agami uczynił inną technikę wiatru. Odległość nie była za duża (dwa metry, półtora - do metra nie doszło), a wystrzał z obu "dział" dosięgnął Was niemal równocześnie. Isei został odwalony na kilka metrów do tyłu po gruncie i wpadł na koniec w krzaczory. Mało przyjemne, ale w zasadzie nic groźnego poza ogłuszeniem. Hyuuga chciał po tym fakcie zaatakować, jednak nie przewidział że i jego doskonała koordynacja i harmonia zostanie zachwiana wiatrem dlatego zatoczył się z trudem do tyłu i wytrącił z równowagi. Jest również lekko ogłuszony, ale mniej niż Isei.

kolejka: dowolna.

Który ładniej napisze jak wychodzi z oszołomienia - pierwszy zaatakuje

Autor:  Isei Abumi [ N, 4 sty 2015, 21:40 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

Wooo Isei, żyjesz? Słyszałem w głowie podczas lotu takie słowa, ale co ja mam odpowiedzieć? Jak na razie to nie wiem gdzie jest ziemia, a gdzie niebo... Daj mi się skupić debilu! Krzyknąłem w swojej głowie i postarałem się wyłapać rytm mojego lotu, co nie było łatwe przez nakurwianie bączków w powietrzu, jednak po chwili przyzwyczaiłem się do tego i natychmiastowo zerwałem swoje ciało w przeciwną stronę, aby wyhamować chociaż trochę, wystawiłem prawą dłoń i zaparłem się przeciwną nogą o ziemie. Przejechałem w ten sposób parę ładnych metrów, upadłem na kolana i zacząłem głośno sapać. Dwie walki pod rząd to nie był dobry pomysł co nie? Spieprzaj... Nie znasz się, tak miało być! W głowie cały czas miałem burdel, nie wyszedłem jeszcze do końca z ogłuszenia. Szybko skupiłem całą swoją uwagę na jednej myśli, a następnie powoli próbowałem ogarnąć wszystko co jest nie tak. Potrząsnąłem łbem na prawo i lewo, a po chwili moje myśli ułożyły się w odpowiedniej kolejności i można powiedzieć, że częściowo wylazłem z ogłuszenia. Posłałem szybkie spojrzenie w stronę mojego przeciwnika, jeżeli jeszcze się nie otrząsnął to szybko podnoszę swoje ciało i powoli zaczynam iść w jego stronę z uniesionymi rękami. -Ja mam dość jak na razie. Za dużo wrażeń na jeden dzień...- Podszedłem do Tahy i kontynuowałem. -Było fajnie co nie? Zresztą...- Klapnąłem koło niego. -Zawsze jest fajnie! Mam nadzieję, że wpadniesz na egzamin, albo znajdziesz jakiś innym pomysł na obejrzenie mojej walki podczas jego trwania. Fakt stałem się trochę silniejszy, ale i tak nie wiem czy dam radę moim przeciwnikom...- Spojrzałem wysoko w niebo i przez chwilę siedziałem cicho. -Jednak wiesz co? Nie przeszkadza mi to. Podoba mi się myślą, że mogę spotkać kogoś silniejszego od siebie. Tak jak Akami.- Pomachałem do niego i skoczyłem w jego kierunku. Uścisnąłem mu mocno dłoń i spojrzałem w białe oczyska. -Bardzo dobra walka. Szkoda, że na początku wystawiłeś się na atak, ale było bardzo fajnie. Teraz uciekam mam jeszcze parę rzeczy do zrobienie przed egzaminem.- Powiedziałem i zacząłem biec w stronę lasu. W ostatniej chwili, gdy już miałem przekroczyć granice lasu, a polany zatrzymałem się i odwróciłem do nich. -Postaram się wygrać! Następnym razem dokończymy naszą walkę Akami! Jak wszystko się skończy postaram Cię odnaleźć Taha!- Pomachałem wesoło i z uśmiechem na twarzy ruszyłem w stronę swojej rodzinnej wioski.

z/t Kiriririrri 2h

Autor:  Jun Dokusatsu-sha [ N, 4 sty 2015, 21:46 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

Panda:
+ 45 PF
+ 9 PA do rozpisania (ślij na gg co)

Autor:  Taharii [ Wt, 6 sty 2015, 13:05 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

Taharii podniósł tyłek do góry. Nawet nie wiedział kiedy przysiadł pod drzewem zapadając w sen. Chłopaki skończyły walczyć, a Raikage poczuł silną potrzebę powrotu do domu. Tak o, po prostu. Rozejrzał się uważnie, w tym samym czasie podszedł do niego Isei. Powiedział... Ósmy nie wiedział co. Kiwnął tylko głową na znak zrozumienia - nawet jeśli nie był do końca pewny co miał mu do przekazania genin z Kiri-Gakure no Sato. Czarnowłosy machnął ręką w kierunku Akamiego.
- Wybacz, muszę na jakiś czas Cię zostawić. Będę w Kumo.- Poinstruował chłopaka, a następnie udał się w swoim kierunku...


z/t 2h

Autor:  Shirome Hyuuga [ Śr, 7 sty 2015, 10:49 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

Akami walczył w najlepsze z Iseiem, ale nim się rozkręcił, ten poprosił o przerwanie. Akami był lekko skołowany, po ataku Iseia, ale się otrząsnął i skinął głową w geście zrozumienia. Po chwili Taharii oświadczył, że udaje się do Kumo. Chłopak również kiwnął głową i odszedł przysiąść na chwilę pod drzewem. Spojrzał na swoją nową opaskę Kumo... Miewał wiele myśli z tym związanych. Teraz tak jakby przynależy do Kumo, albo raczej do ich Raikage. To wielkie zobowiązanie, opuszczenie wioski i tak dalej. To w końcu stało się realne, dokonane... Przysnęło mu się na trochę, po tym jak się ocknął zobaczył, że zbliża się wieczór. Udał się w stronę zachodzącego słońca. Na cel objął Kumo...
/zt 2 h Kumo

Autor:  Jun Dokusatsu-sha [ Śr, 7 sty 2015, 11:43 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

Akami:
20 PF
9 PA (pisz na gg co)

Autor:  Isei Abumi [ Pn, 12 sty 2015, 02:05 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

Isei znowu masz zastój w treningach. No i co z tego? Wiesz przecież, że niedługo jest egzamin na chunnina . Powinieneś siedzieć gdzieś w lesie i ćwiczyć. Aaa po co to komu? Eeeh jaki ty jesteś leniwy... I co z tego? Prawdziwy shinobi nie powienien taki być. Co ty mnie tu teraz o tym jaki powinien być prawdziwy shinobi? Bo zwykłe argumenty na ciebie nie działają. Zależy jakie. No wybacz nie zaproponuje Ci obiadu, bo kurwa nie ŻYJE! Aaa tam pieprzysz jak byś się troche postarł to pewnie by to jakoś wyszło, a tak to nawet nie próbujesz. Pomyślałem i przeturlałem sie po polance. Po chwili zatrzymałem swoje ciało na plecach i patrzyłem prosto w niebo. Znowu powróciłem do swojego nawyku. Nie powiem lubiłem go, ale zazwyczaj podczas tego odpływałem i ginąłem gdzieś w przestrzeni. Wtedy nie warto do mnie mówić bo nawet ja sam nie wiem czy odpowiedział bym na swoje pytanie. Patrzyłem jak niebieskie obłoki przemierzają wielki nieboskłon, aby po chwili zniknąć z mojego obrazu, jednak na ich miejsce przychodziły kolejne i tak wkółko. W ogóle ciekawe jak to działa nie? Tworzy sie para, potem leci wysoko w górę, zmienia się w obłok po zderzeniu z wielką falą zimna, a następnie skrapla się. No i już wszystko wiadome. Serio zrozumiałeś to? Mnieeeej więcej tak. To mniej, czy więcej? Aaa to już jak kto lubi. Nagle na niebie pojawiła się chmura, która przypominała boksera. Wyglądał jak by napieprzał worek treningowy i szło mu to całkiem nieźle. Leżałem tak na ziemi i patrzyłem się na to arcydzieło, po chwili coś mnie natchnęło i postanowiłem ruszyć dupę z ziemi i iść ponapieprzać w worek. Tak dla jaj. Nie miałem nic innego do roboty, więc czemu nie? Oparłem ręce na ziemie i dźwignąłem się do góry. Powstałem z gleby i ziewnąłem głośno. Strzeliłem z karku i ruszyłem w stronę wioski. Ciekawe czy coś tam się zmieniło. Na pewno nic... Nasz kage ma w dupie naszą wioskę. Widocznie ma ważniejsze sprawy do załatwienia. Nie obchodzi mnie to chciałbym się z nim spotkać twarzą w twarz i powiedzieć mu, że za jakiś czas straci ten stołek. Chyba sobie żartujesz... No co? Chcesz zostać Mizukage!? Jasne, czemu nie? Wiesz jaka to odpowiedzialność i tak dalej? Dam sobie jakoś radę. W życiu daję to to dla mnie nie straszne. Eeeh Panda nie możesz podchodzić do tego tak beztrosko. Głupoty gadasz, serio. Myślisz, że był by ze mnie dobry Mizukage? W sumie jak byś się ogarnął, to czemu nie? Widzisz chociaż ty we mnie wierzysz. Toczyłem zaciętą konwersację ze swoim sumienie i nawet nie zorientowąłem się kiedy doszedłem do głównej bramy wioski. Spojrzałem na strażnika z pogardą i ruszyłem do neigo. Stanąłem przed nim i pacnąłem go w ramię. Chyba mu się to nie spodobało bo zaczął drzeć ryja. To strzeliłem mu w ryj. Drugi widocznie lubił swojego kolge, więc podleciał do mnie z zamiarem strzelenia mnie w plecy. Szybko wyłapałem go za pomocą Yowakusuru i kucnąłem. Szybki obrót na rękach i wyrost nogi, doprowadził do podcięcia przeciwnika i jego upadku na zimie. Podniosłem się do początkowej pozycji i wzruszyłem ramionami. Ruszyłem ku bramie, ale coś mi nie pasowało. Przy bramie zawsze stało więcej niż dwóch strażników. Odwróciłem się na pięcie, a nagle przed moim oczami stanęło trzech przeciwników. Znaczy się noo, taka tam bójka. Jeden nawet nie czekał, aż się odezwę i ruszył w moją stronę. To co ja miałem zrobić? Wychyliłem ciało w tył i uniknąłem ciosu, na koniec podłożyłem mu nogę, więc poleciał na glebe i zarył o nią twarzą. Zaśmiałem się wesoło i wyciągnąłem ręce z kieszeni. Wyrzuciłem je na boki i zaprosiłem resztę grupy, ruchem głowy. Nie musiałem zbyt długo czekać. Pierwszy z nich rzucił w moją stronę cztery kunaie. Hmm nieźle. Skoczyłem w bok, odbiłem się jedną noga od ziemie i zacząłem rotacje w powietrzu. W ten sposób ominąłem trzy z nich, a ostatniego pochwyciłem w dłoń. Wylądowałem miękko na ziemi i wzburzyłem przez to lekki tuman kurzu. Siedziałem w kuckach i podrzucałem sobie kunaia w ręce. Uśmiechnąłem się przy tym jak psychopata. Co się dziwicie? Do roboty panowie. Kotłowały mi się w głowie różne pomysły, ale niestety nie mogę ich zabić. Wyglądali jakby zawiesił się im windows. No to jak wy nie chcecie, to ja pójdę do was. Spiąłem wszystkie mięśnie w nogach i wystrzeliłem jak z procy. Przed startem rzuciłem kunaia w bok tak aby odwrócić ich uwagę, a sam poleciałem na jednego z nich. Wpadłem w niego, a moja pięść w jego brzuch. Usłyszałem jak coś pękło, a moja dłoń tak jak by wpadła w jego ciało głębiej. Oho chyba przesadziłem... No nie ważne. Nie czekając na jego ruch szybko odwinąłem się i strzeliłem go piętą w głowę. Oponent odleciał parę metrów w tył, a ja wyskoczyłem w górę i uniknąłem szarży kolejnego przeciwnika. Złapałem się jego głowy i rozszerzyłem nogi. Przeskoczyłem prze niego, jak by był kozłem. Szybko wylądowałem na ziemi, a później wyprostowałem się. Stałem tyłem do moich przeciwników. Czekałem na ich ruch. Trzech już leżało... Tfu. Czterech. Piąty widocznie zdenerwował się, że tak go potraktowałem i pędził w moją stronę. Nagle stworzył pełno mgły. Naci Ci się do nie przyda. Pomyślałem i wyprostowałem dłoń w jego kierunku. Po chwili poczułem jak na coś się nabijam. Tak, to była jego twarz. Usłyszałem stłumione stęknięcie, a później tylko cichy płacz. Wzruszyłem ramionami i ruszyłem ku bramie. Wiem, że będę miał przesrane, ale co z tego? Zawsze tak się kończy moja zabawa... Nagle coś słyszę. ISEI! Otworzyłem oczy i spojrzałem przed siebie. Gdzie ja jestem? Na polanie debilu zasnąłeś jak do ciebie mówiłem... Ahaa, no nieźle. Przekręciłem się na drugi bok i poszedłem dalej spać.

Autor:  Jun Dokusatsu-sha [ Pn, 12 sty 2015, 02:07 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

+ 10 siły

Autor:  Jun Dokusatsu-sha [ Wt, 13 sty 2015, 13:20 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

Tahaś 60 PF

Autor:  Zetsubou [ N, 22 mar 2015, 12:47 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

Zet ocknęła się, leżąc pod drzewem. Nie miała pojęcia, kiedy to udało się jej zasnąć. Plecy bolały ją niemiłosiernie, najpewniej od niewygodnego podłoża. Wstała niezgrabnie i ziewnęła przeciągle. Wyjęła z włosów jakąś irytującą gałąź. Azir dziobnął ją w ramię.
- Cicho paskudo - warknęła - Spadamy stąd.
Schowała ptaszka do kieszeni i opuściła las. Potrzebowała znaleźć sobie niezwłocznie jakieś zajęcie. Może odszuka Pandę? Albo Raisu? Tęskniła za nimi, nawet nie zdawała sobie z tego sprawy.

z/t

Autor:  Akasemis Knetsu [ Pn, 18 lip 2016, 00:28 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

//trening szybkości na San Kaishi

Biegł przed siebie, z beznadzieją wymalowaną na ustach. Wiedział co go czeka, znał przecież historię o tym co się stało z Konohą. Nie zatrzymywał się jednak. Chciał to zobaczyć na własne oczy. Miał ochotę łudzić się, że to wszystko to jakaś wielka pomyłka, że wioska w której spędził większość swojego życia ma się dobrze. Że ludzie których poznał żyją. Przecież wszystko było możliwe? Może to jakaś dezorganizacja na masową skalę? Może chcieli podburzyć opinię Konohy i zasugerować jak słaba jest? A może to działania dywersyjne ze strony Liścia, prowokujące do ataku na nią aby potem mieć pretekst do kontry? Nie wiedział. Wiedział tylko jedno - musi biec jak najszybciej. Im dłużej zwlekał, tym mocniej cierpiał. Jego mięśnie pracowały z ogromną intensywnością. Noga za nogą... pędził. Pędził po nicość o której nie wiedział.
Gnał ile sił w nogach. nie wiedział jednak co go czeka i jak bardzo mocno przekona się, że nadzieja jest matką głupich. Zbliżał się coraz bardziej do swojego miejsca wędrówki - do Lasu Śmierci. Miejsca w którym odbył się jego Chuunin Exam, miejsca gdzie walczyli z drużyną o śmierć i życie. Lecz to co zastał nijak miało się do obrazów z przeszłości. Wszystko się zmieniło. Polane zostało farbą niszczącą dzieło. Zniszczono sztukę stworzoną przez naturę.
Przeskoczył nad obalonym pniem. Odbił się od kolejnego i kolejnego, i kolejnego... Lecz dalej nie wierzył.
- To mogło być cokolwiek. Drzewo, pożar, walka... - lecz im głębiej w las tym ciemniej. Mrok wywoływany przez gęste liście zdawał się maleć coraz bardziej i bardziej.
Pędził. Świst jego nóg rozchodził się wokół. Tupot Uchihowych stópek odbijał się od zniszczonych drzew. Było ich coraz więcej i więcej, niektóre zdawały się być pokryte sadzą.
Serce chłopaka coś przeszyło. Przyspieszył, biegł ile miał sił w nogach. Dokąd? Przed siebie. Nie miał nic do stracenia, nie miał celu... chciał po prostu znaleźć się czym prędzej w epicentrum. Błysnął gdzieś między drzewami, depcząc te z gałęzi które przetrwały trawiący je ogień. Trzaskały one pod jego nogami, rozpadając się w proch. Dyszał okropnie. Jego oddech był nieregularny łapał chełsty powietrza. I biegł.
- Nie... - nie potrafił się pogodzić z zastanymi faktami. W biegu kopnął jakiś kamień, który uderzony z taką prędkością uderzył w małe drzewko i przewrócił je. Lecz niczym było te zniszczenie z tym co się tutaj stało. Martwe drzewa, mnóstwo martwych drzew. Pospalanych, powyrywanych razem z korzeniami, po niektórych tylko cień pozostał. Siła z jaką zostały zmiecione była imponująca. Tego nie mógł zrobić człowiek... prawda?
Biegł między nimi, a ich liczba nie malała. Wręcz przeciwnie. W pewnym momencie nie wiedział nawet jak przeskakuje między dębami a sosnami. Wszystko wyglądało tak samo - pozbawione liści, igieł, czarne jak smoła. Nie dało się odróżnić co jest czym.
Akasemisowi było źle. Wiedział czego może oczekiwać, a jednak... zdecydował się tutaj przyjść. Przyspieszył swój bieg jeszcze bardziej. Z rozpęd wskoczył na najwyższe w okolicy drzewo które przetrwało. Biegł po nim aż na sam szczyt. I choć drzewo miało kilkanaście metrów wysokości, to on znalazł się tam w ciągu sekundy. I spędził tam o sekundę za dużo. To co zauważył złamało go. Całe hektary lasu wypalone, zmiecione z powierzchni ziemi.
Liść umierał.
Nie było nadziei żeby odrobić te straty. Zniszczona ziemia, nienadająca się do uprawy. Pozbawiona nadziei na odnowę. Wszystko było czarne jak przyszłość Akasemisa. Hi no Kuni pozbawione swojego dziedzictwa.
Był w domu. W Kraju Ognia.
- Kraj Ognia... ognia który zgasł.
Wypalone zostały ogromne połacie lasu. Hektary których nigdy nie odzyskamy. Każdy dąb który miał jakąś historię do opowiedzenia. Widziały dzieje tego świata przez setki lat... a umarły w ułamku sekundy.
Stał na szczycie drzewa. Chłodne powietrze uderzało w jego twarz, targając jego włosy na wszystkie stronę. Stał nieruchomo i patrzył się przed siebie. Na wszystko... i na nic jednocześnie. Bo nie było na co patrzeć. Wszystko przepadało.
Był wściekły. Czemu go tutaj nie było?! Gdyby był to może dotarłby na czas do przeciwnika. A może by go zabił, może by powstrzymał całą tę katastrofę?! A może... może nic by nie zdziałał. Bo skoro ktoś potrafił zniszczyć tak ogromny obszar.... jak Akasemis mógł mieć z nim szansę?
Nie mógł.
A może... może mógł?

Autor:  Shikō [ Pn, 18 lip 2016, 11:19 ]
Tytuł:  Re: Tereny wokół lasu

100

Strona 7 z 7 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/