Ninja Gaiden
http://ninjagaiden.pl/

[S] Krew z krwi.
http://ninjagaiden.pl/viewtopic.php?f=72&t=11196
Strona 6 z 6

Autor:  Michiyuuki [ N, 8 kwi 2018, 18:40 ]
Tytuł:  Re: [S] Krew z krwi.

Sharinganowiec postanowił się nie patyczkować, a na swój główny cel obrać sobie szpiega. Człowieka, od którego miał zdobyć potrzebne informacje. To było główne zadanie, jakie Akasemis dostał od samego Klasztoru Ognia. Mimo wszystko musiały się wiązać z nim pewnie niebezpieczeństwa, bowiem mistrz nie wysłałby z nim w innym wypadku swojej ulubienicy - Guren. Ta teraz również została ślepo wykorzystana jako jeden z eksperymentów. Wpływ przeklętej pieczęci i do tego skutki, które mógł zobaczyć jounin, stworzyły z niej prawdziwego potwora. Nie było możliwości, aby kobieta już powróciła do swojej wcześniejszej formy. Mimo, iż czuła się świetnie oraz potrafiła na twarzy wymalować uśmiech, jej umysł został całkowicie pożarty oraz spaczony przez złą energię. Zielonowłosa nie była już tą samą kobietą, jaką mógł poznać na początku brunet. Jej wszystkie wartości życiowe oraz moralne spojrzenie na świat się zmieniły.
Akasemis w pierwszej kolejności użył jednej z technik ognia, z której miał okazję korzystać w piwnicy. Tak oto bez problemu poradził sobie ze ścianą, która dzieliła go od przeciwnika. Niestety pech chciał, iż cały korytarz zajął się ogniem, a przeciwnika nie było w miejscu, w którym widoczny był ostatni raz. Nim jakkolwiek Uchiha ruszył z miejsca, nagle spod ziemi wyrosła jakaś ręka. Należała ona do nikogo innego, jak do samego Kasei'a, który to wciągnął bruneta pod ziemię. Następnie wyskoczył spod niej samemu i oddalił się na bezpieczną odległość, która miałaby uchronić go od ognia.
- Hahahah, świetnie. Teraz sam spłoniesz w swojej pułapce, nędzny robalu - zawołał, a zza pleców Knetsu mógł usłyszeć dosyć dziwne dźwięki. Brzmiały niemalże, jak te wydawane przez sobie - warkot, stękanie, bardzo ciężkie oraz głębokie oddychanie. Niestety nawet nie miał możliwości obrócić się, aby zobaczyć przez kogo są wydawane. Pewne było tylko, że zbliżały się do niego coraz bardziej.

Autor:  Akasemis Knetsu [ N, 8 kwi 2018, 20:35 ]
Tytuł:  Re: [S] Krew z krwi.

Walka rozpoczeła się na dobre. Akasemis nie rozdrabniał się, od razu wytoczył ciężkie działa. Nie przebierając w słowach, rozpieprzył ścianę w drobny mak, odsłaniając drogę do swojego przeciwnika. Niestety, chłopak nie przewidział, że jego wróg postanowi zajść go z miejsca z którego najmniej się spodziewał - spod ziemi.
Nawet Sharingan miał pewnie niedoskonałości - nie potrafił rozpoznać chakry, która była ukryta za jakimś obiektem, w tym przypadku - pod podłogą. Nim młody Uchiha zorientował się, co Kasei ma zamiar zrobić, został złapany za kostkę, a następnie brutalnie wciągnięty pod ziemię. Z dłoni wypadła jego broń, co było dosyć znaczącym problem, jednak najgorsze było uwięzienie pod ziemią.
- Brać go! - krzyknął do swoich ogarów, nakazując im zajadły atak na dwumetrowego gościa. Ogniste biesy rzuciły się prosto na Kaseia, w ślepym, zabójczym pędzie. Knetsu wiedział, że gość będzie musiał się przed nimi obronić. Walka wciąż trwała i nic nie było jeszcze rozstrzygnięte.
Zajęcie się ogniem całego korytarza nie można było nazwać pechem. Stało się dokładnie to, czego Knetsu oczekiwał. Płonęło, wszystko płonęło!
- Hahah! Doro Kawarimi?! - zaśmiał się wściekle. - Nikt nie wychodzi z objęć ognia! - wrzasnął, gdy jego ogary już zbliżały się do Kaseia. Ciało Akasemisa rozpadło się tak szybko, że nawet Kalejdoskopowy Sharingan nie potrafiłby rozpoznać cząsteczek Katonu, które właśnie uleciały w powietrze. I choć sprawiało to wrażenie ułudy, to bynajmniej nie była to iluzja. On płonął, płonął żywym ogniem! Nie, on BYŁ żywym ogniem!
Kasei popełnił ogromny błąd. Nie uwierzył, że Akasemis jest Bogiem Ognia. Nie uwierzył, że ogień nie tknie swojego pana. Nie uwierzył, że walczy z kimś, kto sam potrafi się stać ogniem. Potwór najzwyczajniej w świecie stał za blisko, by zorientować co się dzieje. Wejście w ogień i teleportacja były natychmiastowe. Hi o Ketsugou!
Knetsu wyskoczył prosto na plecy swojego przeciwnika, nie dając mu nawet najmniejszych szans na reakcję.
- Rasengan! - kula chakry pomknęła prosto w jego plecy, mając za zadanie połamać jego kręgosłup. Gość musiałby mieć nadludzką reakcję aby odwrócić się i w jakiś sposób zablokować cios, który właściwie był natychmiastowy. I nawet gdyby w jakiś sposób uniknął potężnego Hijutsu, to przecież od przodu zachodziły go ogniste psy. I nie tylko one, bowiem Akasemis przez swoją sprytną zagrywkę zamienił się przecież pozycjami z wrogiem. I to właśnie w jego stronę zmierzało... coś. A coś nie zapowiadało dobrego losu dla Kaseia.


Pasywnie: MS
Pokaż/Ukryj:

Autor:  Michiyuuki [ Wt, 10 kwi 2018, 15:02 ]
Tytuł:  Re: [S] Krew z krwi.

Akasemis wyglądało na to, iż miał wyjście z każdej sytuacji. Wraz z nadchodzącą katastrofą, potrafił wyzwolić się nawet ze skrzętnie przygotowanego planu. Mężczyzna użył najprostszej techniki podmiany, tylko, że tym razem żywiołowej. Szczęście miał, że ogień zdołał rozprzestrzenić się nieco po pomieszczeniu. To dawało mu sporą przewagę, patrząc na aspekt tego, ile technik żywiołowych miał w swoim asortymencie. Jeszcze wcześniej jednak nakazał swoim pupilom rzucić się na przeciwnika. Ogniste ogary od razu poleciały na biednego Kasei'a. Przynajmniej mogłoby się wydawać, że biednego, bowiem mężczyzna ten do słabych również nie należał. Ukucnął i przyłożył dłoń do ziemi. Wtem podłoże między nim, a jounin'em zapadła się w dół, więżąc tym samym psy. Te znalazły się w dziurze dobre kilka metrów pod ziemią, nie mając dostępu, aby wykonać powierzony im rozkaz. Teraz Uchihę oraz jego wroga dzieliło dobre kilkanaście metrów niemałej przepaści. Ale czy to koniec? To było jasne, że Akasemis coś kombinuje, był zbyt pewnym siebie. Jego mimika wiele zdradzała. W tym momencie pomocne byłoby ukrywanie emocji. Niestety trzeba brać poprawkę na to, że ten kierował się teraz ogromnym gniewem, koncentrującym się w jego najbardziej czułym punkcie - ludzkiej krzywdzie.
Całe pomieszczenie w końcu zajęło się ogniem, tworząc niebezpieczne otoczenie. Można było odnieść wrażenie, że temperatura ciągle rosła, a tunele niedługo nie będą miały jak ustać o własnych siłach. W końcu Akasemis wyzwolił się z pułapki, lecz i tym razem Sanin to przechytrzył. Kiedy usłyszał za sobą nadciągający Rasengan, udał zdziwionego oraz obrócił się. Jednak w momencie uderzenia go techniką, ten po prostu puufnął jak klon. Wszystko dlatego, że to właśnie była replika. Prawdziwy i to nic pewnego, mężczyzna przemówił z zza pleców mężczyzny, oddalony od niego o dobre kilka metrów.
- Będziesz świetnym egzemplarzem moich eksperymentów. Nie zabiję Cię, tylko ogłuszę - stwierdził całkiem zadowolony z przetestowania nowej zabawki. W tym momencie jednak uwagę tej dwójki powinien zwrócić pewien fakt. Za plecami Kentsu jakiś czas temu dało się usłyszeć dziwne dźwięki. Teraz można było poznać ich źródło. Była to Guren, zaś za nią podążało koślawo kilku pacjentów. Z tym, że Ci teraz byli całkiem nieźle uzbrojeni, a swoim asortymencie zapewne mięli jakieś specjalności. Jeżeli chodzi o samą zielonowłosą weszła w ogień jak gdyby nigdy nic. Jej chropowata skóra wydawała się być odporna na wysoką temperaturę, co tworzyło swojego rodzaju przeszkodę, nawet całkiem sporą. Akasemis był otoczony teraz z dwóch stron bez możliwości ucieczki. Co zrobi?

Autor:  Akasemis Knetsu [ N, 15 kwi 2018, 18:28 ]
Tytuł:  Re: [S] Krew z krwi.

Plan Akasemisa wydawał się być genialny w swej prostocie, niestety nawet on nie był idealny i popłniał błędy. Chociaż w sumie trudno mówić o pomyłce, w momencie gdy nie zna się możliwości przeciwnika. Gość był po prostu potężny, a niemal każdy tak silny przeciwnik jest nieprzewidiwalny.
Gość zareagował natychmiastowo. Trudno powiedzieć, czy to emocje Akasemisa go zdradziły, czy też może była to wina nie do końca przemyślanej wypowiedzi. W każdym razie Kasei był wyjątkowo mądrym przeciwnikiem i młody Knetsu nie mógł sobie dłużej pozwolić na lekceważenie go. Trzeba było uderzyć z całych sił!
Gdy tylko wydał swoim ogarom rozkaz do ataku, Sanin kolejny raz rozpoczął składanie jakichś dziwnych pieczęci, a po chwili droga pomiędzy ogarami a Kaseiem zapadła się, więżąc biedne pieski w ogromnym dole. Wbrew pozorom to wcale nie było takie złe. Akasemis dowiedział się, że jest na najniższym poziomie laboratorium, i że nigdzie dalej nie może już pójść. Pozostało tylko zakończyć walkę i odnaleźć swój ekwipunek.
Chłopak nie wierzył własnym oczom - i to do dosłownie, bo te go zawiodły. Sprytny plan potomka Madary zawiódł, lecz nie z powodu braku umiejętności, a raczej z powodu jakiejś magii, dzięki której Sanin potrafił zamaskować swoją chakrę i napuścić na chłopaka Kage Bunshina. Dobra wieść bła taka, że mężczyzna stracił właśnie co najmniej połowę swojej chakry, zła była taka, że Akasemis również nie posiadał jej wiele. Każdy jego ruch musiał być przemyślany, a co gorsza - oszczędny w swej prostocie.
Facet się odezwał, oznajmiając Knetsu, że nie zamierza go zabić, tylko uczynić z niego obiekt swoich eksperymentów.
- No to są chyba jakieś żarty. - prychnął chłopak pod nosem, widząc Guren, która powracając w ich stronę przywiodła ze sobą stado bezmózgich ofiar zabaw w laboratorium. Nie miał zamiaru dłużej tracić czasu. Ponownie miał zamiar zamienić swoją pozycję z wrogiem, starajac się wydostać z pułapki stworzonej przez psychopatów. Natychmiast wykonał skok w górę, starajac się dostać na sufit, a następnie odbić od niego i zasymulować atak na Kaseia. Od początku składał również pieczęcie, jednak bynajmniej nie miał zamiaru zaatakować techniką z powietrza. Odbijając się od powierzchni, skierował się za plecy Kaseia, próbując go przy tym kopnąć nogą w plecy. To nie miało być żadne zabójcze uderzenie pokroju Rasengana, łamiące kark. Chłopak najzwyczajniej w świecie chciał go wyprowadzić z równowagi, tak aby się zachwiał. Zaraz potem z jego ust miała wylecieć potężna smuga wiatru - Daitoppa. Choć sam Akasemis nie posiadał chakry Fuutonu, to podczas jednej ze swoich wypraw skopiował technikę przy użyciu Sharingana. Wytrącony z równowagi Kasei mógł zostać zepchnięty prosto do dołu z ognistymi ogarami, które natychmiast by się nim zajęły. Ale to nie wszystko. O nie! Nie można było przecież zapomnieć o tym, że przecież całe pomieszczenie płonęło. Chyba każdy przedszkolak wie, co robi połączenie Fuutonu z Katonem. No właśnie. Po tym co zrobił Akasemis powstał nie tylko ogromny wiatr, ale również swoisty miotacz ognia, skierowany prosto na swojego przeciwnika oraz Guren i eksperymenty, które ze sobą przyprowadziła. Cały Fuuton powodował rozszerzenie się płomieni, co przy odpowiednich warunkach panujących w zamkniętym pomieszczeniu było śmiertelną pułapką dla tych, co znaleźli się po niewłaściwej stronie.

pasywnie: ms
Pokaż/Ukryj:

Autor:  Michiyuuki [ Wt, 17 kwi 2018, 02:28 ]
Tytuł:  Re: [S] Krew z krwi.

// pisane z tel przed snem, sorry za jakosc i brak polskich znakow

Taktyka Uchihy mogla wydawac sie idealna, ale taka do konca nie byla. Zamkniety teren to bez dwoch zdan wymarzona powierzchnia do walki przeciwko takim osobom, lecz czy na pewno? Takie kondygnacje pomieszczen moga sie wydac wygodne do walki nie tylko dla niego. Jeden z jego wrogow wladal zywiolem ziemi, zas drugi okazal sie odporny na ogien. To z pewnoscia sytuacje Akasemisa nie stawialo w pozytywnym swietle. Mimo to postanowil sie nie poddawac i odwrocic niefortunna sytuacje na swoja wlasna korzysc. Dosyc szybko wybil sie w góre, aby nastepnie znalezc sie za przeciwnikiem. Chcial sprowadzic go tym samym do dziury z ogarami. Calkiem sprytny manerw z jego strony, ktory oczywiscie sie udal. Niczego niespodziewajacy sie mezczyzna, zdolal sie jedynie odwrocic w strone bruneta, lecz wpadl w zastawiona pułapkę. Zdolal sie jedynie zlapac krawędzi. Wykorzystujac jednak zywiol ziemi na swoja korzysc, w bardzo szybkim czasie wytworzyl pod soba pal, na ktorym mogl swobodnie oprzec ciezar wlasnego ciala. To uchronilo go przed spotkaniem z ognistymi slugami wielkiego wojonika Konohy. Ocalilo go to rowniez od techniki z zywiolu powietrza, ktorej wlasnie uzyl Knetsu do rozdmuchania plomieni w kierunku poziomym, prosto na Guren oraz reszte, pozbawionych swojej woli pacjentow. Zielonowlosa, ktora zostala odepchnieta do tylu razem z bezmyslna fala zombiakow, wyladowala dobre kilkanascie metrow dalej. Mimo pochodni, pozostala w niewidocznym miejscu. To jednak nie byl koniec. Mezczyzna w odpowiednim momencie, kiedy tylko fala uderzeniowa nad nim przeszla, zas plomiemie dzieki niej sie uspokoily, wyskoczyl z dolu, odbijajac sie tym samym od sufitu. Zastosowal ruch, ktorym dopiero co posikowal sie Kentsu. Nastepnie skierowal sie prosto na niego z uwtardzona piescia. Celowal prosto w twarz, aby jednym, mocnym ruchem znokaltowac swojego przeciwnika. W tym czasie widoczna zaczela byc Guren, ktora dosyc sprawnie sie pozbierala. Rozpoczela niemalze bieg w jego strone, skladajac w tym samym czasie pieczeci. Co kombinowala? Tego nie mogl wiedziec. Warto sie skupic na nadchodzacym ataku ze strony szpiega.

Strona 6 z 6 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/