Ninja Gaiden
http://ninjagaiden.pl/

Kamieniołom
http://ninjagaiden.pl/viewtopic.php?f=88&t=185
Strona 22 z 22

Autor:  Chimei Shinji [ Śr, 4 lip 2018, 19:46 ]
Tytuł:  Re: Kamieniołom

//Zamiast siły - Speed lvl 2.

Kiedy wyszedł ze szpitala postanowił trochę potrenować, był już i tak w dobrej formie, w miarę doświadczony i pewnie siebie, ale jednak to co było go nie zaspokajało. Planował wybrać się w końcu na Chunnin Exam chcą sprawdzić swoje siły. Wyruszył więc do księżycowej równiny, aby tam w samotności potrenować. Znalazł się przed jedną z gór, tym razem planował rozpocząć swój trening od szybkości. Rozpoczął swój bieg, nie miał na sobie ciężarków, najpierw rozgrzewka taka mała. Biegł beztrosko przed siebie nie rozglądając się. Jego dusza aż unosiła się sama. Nogi zasuwały, ale nie był to szybki bieg, po prostu taki powolny aby nie zmęczyć się na tyle, trochę wytrzymałości posiadał. Zauważył przed sobą dużą górę. To był jego cel, zacisnął mocniej pięść i przyspieszył tempa aby dobiec do celu, nie było to jakoś daleko, ale mimo wszystko mógł się nieco zmęczyć. Jego oddech cały czas był odpowiednio regulowany przez wdechy i wydechy. Brał zawsze trening na serio, a jego technika zawsze była na wysokim poziomie, nie chciał w końcu spalić swoich mięśni. Kiedy już znalazł się przy górce zwolnił nieco, unormował oddech i zaczął wbiegać na sam szczyt, próbował jak najlepiej stawiać stopę, nie chciał sobie coś z nią zrobić, uważał na niebezpieczne kamienie, które mogły się obsunąć co mogło spowodować skręceniem. Czasami też używał czakry w stopach do poruszania się po nieco bardziej stromym zboczu. W końcu znalazł się na szczycie, położył plecak na ziemi i usiadł wygodnie na ziemi, momentalnie wsadził łapska do środka, odnalazł ciężarki, wyciągnął je i nałożył na łydki, aby potrenować jak najciężej tylko się dało, w końcu już trochę potrafił, więc zwykły trening taki jak kiedyś nie wchodził wcale w grę. Spojrzał ponownie na rozciągający się widok, wymierzył swą trasę, wstał z miejsca, podciągnął trochę swe spodnie, aby nie przeszkadzały mu jakoś znacząco i ruszył. Zaczął od lewej nogi, podnosił wysoko dość kolana, ale nie biegł zbyt szybko. Najpierw jako taka rozgrzewka aby nic mu się nie stało, w końcu nie chciał wylądować ponownie w szpitalu. Właśnie mijał jedną ze skał którą wymierzył sobie jako punkt, następny był oddalony jednak nieco dalej, a mianowicie o jakieś 500 metrów, więc dość sporo jak na jego wcześniejsze treningi, jego tempo było cały czas takie same, po prostu mała rozgrzewka, zaczął wymachiwać rękoma w górę, dół. Podnosić wyżej nogi, uderzać piętą w pośladki, cały czas oddychał swobodnie. Kiedy dobiegł do kolejnego punktu, postanowił jednak przyspieszyć, gdyż rozgrzewkę jako taką zrobił, zwiększył więc momentalnie swoje tempo na jakieś 60% swoich możliwości, a więc i to nie było zbyt szybkie jak na niego, ale dalej nie chciał się przemęczać. Następny punkt był o 300 metrów, cała jego trasa miała kształt trójkąta, a więc trzy punkty. Zielonooki postanowił sobie utrudnić życie, wyciągnął trzy kunaie, pochylił się nieco i gdy był już blisko punkty przyspieszył tempo na prawie maksimum i szybkim ruchem ciął swą bronią poziomo tak aby odciąć rywalowi głowę. Jego ruch był płynny, kiedy zrobił tą czynność powrócił ponownie do swojego tempa, dalej dzierżył w dłoni swój miecz, tętno jego znacznie się zwiększyło, a oddech stał się nieco cięższy. Nie pora jednak było na jakieś postoje, nie dawał sobie nawet tego do myśli, nie poddawał się tylko biegł dalej, nogi nieco zaczęły boleć, ale to w końcu był trud treningu. Przed kolejnym punktem była przeszkoda w postaci małego głazu, postanowił więc tym razem się odbić od tego, przyspieszył tempo, położył nogę na skale i mocnym ruchem odbił się do góry, gdy tak już leciał w dół zrobił szybki ruch swym ostrzem w pion. Teraz tak aby przeciąć na pół, cios był szybki... W końcu w tym treningu o to głównie chodziło, aby wszystko było bazowane na szybkości, a nie na sile, czy zręczności. Próbował także jak najbardziej utrudnić sobie trening, aby później jak najwięcej korzyści z tego wynieść, kolejny punkt był daleko, więc tym razem postanowił nieco pobawić się w odskoki, wziął wdech, napiął swe mięśnie u nóg i mocnym szybkim ruchem zrobił odskok w lewo tak aby uniknąć momentalnie nadchodzącego ataku, którego oczywiście nie było. Momentalnie powtórzył tą czynność jeszcze raz także w stronę lewą. Omal co nie potknął się, ale na jego szczęście nic mu się nie stało, prawie dobiegał do punktu, nachylił się nieco i zrobił szybko przewrót w bok. Kiedy już podnosił się ostrze poszło w ruch i cięło na wysokości kolan tak aby wyrządzić rywalowi krzywdę. Biegł jednak dalej, tym razem zaczął skakać jak przez płotki, co pięćdziesiąt metrów robił długi skok i biegł dalej ponawiając tą czynność na nowo, aż w końcu dobiegł do punktu. Stanął na moment, złapał się za kolana, zaczął łapać oddech, aż po chwili kiedy był już dość wypoczęty zaczął atakować swym ostrzem, ciosy były szybkie, mało precyzyjne, ani silne, w końcu nie miał przeciwnika tylko walił gdzie popadnie, robił różne manewry, z wyskokiem, a to cięcie w klatkę piersiową, a to kucał i ciął w nogi, był naprawdę nie przewidywalny. Wbił swe ostrze w piach, podniósł się, wyciągnął prawą rękę do przodu i zaczął atakować na przemian lewy prosty, prawy prosty, ciosy były bardzo szybkie... Każdy taki jednak powodował dość znaczne zmęczenie toteż szybko przestał to robić i rozpoczął ponownie biegać, tym razem jednak tempo było o wiele szybsze, był nastawiony na po prostu trening szybkości, a nie wytrzymałości, cały czas odskakiwał w boki, a to skakał przez kamienie, które stanowiły swoistą przeszkodę, zrobił kilka kółek i stanął łapiąc oddech. Nie chciał jeszcze tego kończyć. To nie mógł być jeszcze koniec! Rozruszał trochę nogi, aby nieco je rozluźnić, wziął głębszy wdech i ruszył dalej biegać po paśmie szczytów. Najpierw trzeba było zbiec w dół, nie było to jakimś większym problemem, samo w sobie zbieganie dawało większy rozpęd, starał się przeto hamować, a niżeli przyspieszać. Nie przestawał jednak szybciej się poruszać, w końcu znalazł się na dole, teraz do góry. Westchnął głęboko i ruszył do przodu, nie miał jeszcze dość, wiedział, że aby być najlepszym trzeba co raz ciężej trenować! Zacisnął drugą pięść i ruszył dalej, przemierzał szlaki które prowadziły na szczyt, godzinę później znalazł się na szczycie nieźle spocony, wymęczony, nogi wchodziły mu do dupy, ale wiedział, że to nie może na tym się zakończyć, musiał jeszcze sporo potrenować. Usiadł więc wygodnie i chwilę odpoczywał przed kolejnym.

Autor:  Rinmaru [ Śr, 4 lip 2018, 19:55 ]
Tytuł:  Re: Kamieniołom

ok

Strona 22 z 22 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/