[Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Jedna z najstarszych wiosek shinobi, jakie zostały wybudowane, położona na gorących piaskach Kraju Wiatru. Sunagakure no Sato otaczają wysokie skalne mury, przez które, do jej wnętrza prowadzi tylko jedna brama. Klimat kraju, oraz rozległa pustynia otaczające wioskę, są jej podstawowymi walorami obronnymi, których luki dopełniają wyszkoleni ninja. Mieszczący się w centrum zabudowań sporej wielkości budynek, przypominający swoim wyglądem dzban, jest główną siedzibą rady wioski oraz jej cienia - Kazekage - pełniącego nad nią całkowitą władzę. Sunagakure słynie ze swoim shinobi, posługujących się marionetkami, oraz różnymi rodzajami piasku.

Moderator: Ayatsuri Joutei

Awatar użytkownika
Vaynard
Posty: 1454
Rejestracja: pn, 25 wrz 2017, 22:18
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: ANBU
Wioska: Kumo
Ranga: Tokubetsu Chuunin
Wiek Postaci: 17
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: Ichi Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: Ni Kaishi ++
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=262597#p262597

Re: [Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Post autor: Vaynard » ndz, 12 sty 2020, 16:36

// Na prośbę Moeru przejmuję ten wątek.
W miarę możliwości będę prowadził Wam nadal w sposób równoległy jak miało to miejsce do tej pory.
Czas na odpis od mojego posta wynosi 24h (czas ten głównie dotyczy Nakaty - w razie braku możliwości odpisu od Ciebie proszę o cynk GG; brak odpisu Jouteia niczym nie skutkuje - zostaniesz w takim wypadku pominięty w kolejce).
Pracuję systemem 4-brygadowym, między nockami raczej małe szanse na odpis.
>Najbliższe nocne zmiany to 15 i 16 stycznia.
Nie toleruję rozmów i komentarzy w postach. Wszelkie uwagi/wyjaśnienia na GG.
Życzę miłej zabawy :)

Nakata

Sytuacja dla naszego Konoszańskiego bohatera robiła się co raz mniej ciekawa. Nie pomagała w tym wszystkim bierna postawa jego towarzyszy oraz przewaga liczebna przeciwnika. Ale do sedna! Postanowiłeś zmobilizować kompanów do działania i wydałeś im polecenia. Tak jak przypuszczałeś Hyuuga szybko poradził sobie z linkami które unieruchomiły Ciebie i Yamanakę. Zwarliście szyk i postawiłeś na obronę. W tej chwili byłeś pozbawiony swoich klonów, bo te zostały zdmuchnięte poprzednim karteczkowym atakiem. Wezwałeś do obrony kamiennego węża, a także nakazałeś Ranranowi i Yamanace wzmocnić ten aspekt. Pomysł może i dobry, ale nie znałeś za bardzo umiejętności swoich towarzyszy, a Ci ku Twojemu zdziwieniu zrobili stosunkowo nie wiele. No cóż widać byli uzdolnieni, ale w innych kwestiach niż w tej chwili były potrzebne do odparcia nadciągających ataków. Nie było też już czasu na opracowanie nowego planu. Szczęściem nieco Hyuuga wyłamał się z Twojego schematu i widząc co się szykuje zaczął się kręcić ze sporą szybkością wokół własnej osi. Przyniosło to efekt taki, że nadciągająca z jednej strony chakra została odbita, a dodatkowo gość z mieczem również został rzucony w tył, a przy tym dotkliwie pocięty. Jedno jest pewne. Ruchy rywala były na tyle szybkie, że gdybyś to Ty stał w miejscu Hyuugi to zapewne byłbyś już w kawałkach. Był jeszcze problem nadciągający z drugiej flanki. Co prawda byłeś ostrzeżony, ale informacje nie były zbyt precyzyjne. Do tego cały czas dochodził problem ograniczonej widoczności. Cóż więc się finalnie stało? A no dosięgnęło Was źródło gorąca, które okazało się pędzącą kulą ognia spotęgowaną techniką z segmentu fuutonu. Twój kamienny wąż okazał się niedostateczną obroną przeciwko technice tego kalibru, a zaciśnięty szyk potencjalnie ułatwił działania wrogów. Co więc się stało w momencie uderzenia kuli? A no fala gorąca rozlała się w miejscu w którym staliście. Ty co prawda miałeś jeszcze swój pancerz i na ten moment czułeś 'jedynie' przenikliwy ból spowodowany pieczeniem (poparzenie 1 stopnia znacznej części ciała i poparzenie 2 stopnia prawej ręki). Do tego stalowy pancerz nagrzał się cholernie potęgując ból. Nie żeby wcześniej nie było koszmarnie gorąco to teraz jak na ironię Twoi przeciwnicy postanowili jeszcze podgrzać atmosferę. Twoje szczęście, psychicznie byłeś odporny i byłeś w stanie sobie z tym wszystkim jako tako poradzić. Gorzej się sprawa miała z Waszym łącznikiem. Ten bowiem przyklęknął na jedno kolano bardzo ciężko dysząc, a jego ciało miejscami było zwęglone, a dokładniej jego lewa ręka. Nie trzeba mieć specjalistycznych umiejętności medycznych by dojść do wniosku, że ta już mu nie posłuży. Do tego, gdy zobaczyłeś jego twarz zebrało się na odruch wymiotny. Blisko trzy czwarte jego twarzy było zdeformowane i pomarszczone. Hyuuga zdawał się uniknąć większości obrażeń dzięki temu, że wciąż się kręcił (delikatne poparzenia), a Ranran, cóż, ten... gdzieś zniknął. Co do klonów to została z nich w tej chwili błotnista plama. Ale były w tym plusy! Spora część kartkowej zasłony spłonęła od dmuchu gorąca. Koleś z mieczem dopiero zaczynał się podnosić więc chwilowo był z nim spokój. W tym momencie szarżował w Waszą stronę łuskowaty (od strony miecznika). Dwójka po przeciwnej w tym momencie jeszcze nic nie robiła. W oddali widziałeś jeszcze czterech przeciwników. Ci jednak zdawali się dopiero szykować do kolejnego uderzenia lub po prostu czekać na Wasz ruch. Twoje ziemne klony zaczęły powoli wyrastać więc wmieszanie się pomiędzy było na ten moment niemożliwe. Co do Twojej drużyny... Hyuuga na ten moment czekał w gotowości. Widać było nie chciał w tej chwili przechodzić samemu do ofensywy. Niepokojącym jednak mogło być zniknięcie jednego z Twoich towarzyszy. Czyżby zwiał?

Himejima Reiji


Yasuo i Tsunne zdawali się nie być świadomi nadchodzących zbirów. Dopiero, gdy powiadomiłaś ich, że ktoś się zbliża dziewczyna nieco pobladła patrząc na Ciebie jakimś takim dziwnym wzrokiem. Facet zaś zacisnął dłoń na rękojeści miecza, ten jednak pozostawał jeszcze w pochwie. Ty z kolei postanowiłaś połączyć się z kolejną chimerą wzmacniając się jeszcze bardziej. Dwójka przyglądała się temu procesowi z obrzydzeniem cały czas milcząc i wyczekując. Schronienie póki co zdawało się być stabilne i nadal Was chroniło, ale jednocześnie przyciągało grupę mężczyzn która z każdą chwilą była co raz bliżej. Grupa jeszcze nie dotarła, ale Twoi towarzysze robili się co raz bardziej nerwowi. Coś było z nimi nie tak... tylko co? Burza piaskowa nadal trwała w najlepsze i nic nie wskazywało na to by szybko miała odpuścić. Tobie zaś przez to całe wyczekiwanie w napięciu zaschło w gardle. Niby nic, ale dyskomfort sprawiało. Zwłaszcza przy tak suchym i gorącym powietrzu.

// nie korzystam z Discorda. Wychodzę z założenia, że połączenie z chimerą pobiera slot na summona.
"Stand and fight live by your heart
Always one more try I'm not afraid to die
Stand and fight say what you feel
Born with a heart of steel"


Umiejętności:

Perswazja lv 2, Czytanie śladów lv 1, Wytrzymałość psychiczna lv 2, Odbijanie pocisków lv 1,
Szybkie wiązanie pieczęci lv 1

Chcesz misję/wyprawę? Ocenić trening? Pisz na GG.

Awatar użytkownika
Nakata
Posty: 3635
Rejestracja: ndz, 12 lip 2015, 20:00
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Iwa
Ranga: Jounin
Wiek Postaci: 25
Siła: San Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: Yon Kaishi
Kontrola Katon: San Kaishi +
Walka Wręcz: San Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=12813
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: [Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Post autor: Nakata » ndz, 12 sty 2020, 22:28

Nosz kurwa mać. Znowu nic nie zrobili. Nawet jednej techniki. Ani tyci. Nawet głupiej rangi C. Jeśli wyjdą z tego żywi złoży w raporcie wniosek do Hokage o degradacje każdego z nich. Tak niekarni, bierni, niezdyscyplinowani, niezaangażowani Ninja nie zasługiwali na tytuł Jounina, nie mówiąc już o S Jouninie wioski ukrytej w liściach. Szansa, jednak na to, że dożyją następnego dnia póki co nie wyglądała na zbyt dużą. A to wszystko jakby bez jego winy. Nie lubił zrzucać przyczyny porażki na innych, jednak teraz zwyczajnie nie mógł więcej zrobić. Iwa Hebi no Dozo była najmocniejszą techniką defensywną jaką posiadał i też z niej skorzystał, a czy dało się przewidzieć, że podkomendni zbiorowo naszczają na jego rozkaz? No nie wydawało mu się. Nie było to jednak coś co przynosiłoby mu ulgę, a wręcz przeciwnie. Odczuwał jeszcze większą wściekłość, że wszystkie jego starania spełzają na niczym, bezradność, że nie może nic na to poradzić, frustracje, że choć kocha walkę to przez tych kretynów ta zamiast go cieszyć to przyprawia o wrzody na żołądku. Ale jak to właściwie wyszło? Z początku szło nieźle. Sarutobi postawił pomnik węża, Hyuuga ich uwolnił, ale potem zaczęły się robić problemy. Otóż Ranran zwiał, a Yamanaka zrobił to co zresztą robił cały czas, czyli nic. Żałosny śmieć. Tak czy siak nikt nie wspomógł obrony poza jedyną osobą, od której tego nie oczekiwał. Białooki się spisał odbijając atak miecznika i atakując jego samego przez co ten został poważnie ranny. Chociaż jeden plus jaki mogli sobie zanotować. Potem były same wady. Ogień uderzył w skałę, jednak był zbyt potężny, by niewsparty żadną techniką posąg go odparł. Skała puściła, a płomień przywalił prosto w nich. Klasycznie najwięcej oberwał Yamanaka, który jedyne co w życiu potrafił to stać z założonymi rękami i obserwować jak świat wpływa na jego osobę. Jakim cudem on zdał egzamin na Jounina do jasnej cholery!? W lepszej sytuacji był kapitan zespołu, który choć oberwał to chroniony pancerzem wyjątkowej jakości otrzymał znacznie mniejsze obrażenia. Takowych praktycznie ustrzegł się Hyuuga, który ciekawą kręcącą się techniką odparł i resztki ognia. Yamanaka właściwie to prawie został wyeliminowany z walki, nie żeby wcześniej brał w niej czynny udział, Ranran zniknął, a w związku z tym na placu boju pozostali po stronie Konohy tylko Nakata wraz z białookim, a mieli wrogów po trzech stronach. Oznaczało to, że byli w bardzo niedobrej sytuacji, a jeżeli nie zaczną szybko zmniejszać ilości atakujących ich wrogów to ta zmieni się w fatalną. Musieli zacząć walczyć na pełnym ogniu, ryzykując ile się da, dając z siebie wszystko.
- Zabije... Zabije Was skurwysyny...* - Wysapał pod nosem Jounin aktywując swe emocje, dzięki którym był w stanie wejść w prawdziwy amok, szał bojowy. Przy tym skupił ogromne jak na siebie ilości Chakry w prawej ręce, aby skorzystać z najszybszego i najsilniejszego jutsu dystansowego jakie posiadał. Nagle skierował dłoń w stronę nie robiącej nic dwójki i syknął - Sen'ei Tajashu** - Posyłając w ich stronę błyskawicznie przemieszczające się czterdzieści węży. Uznał, że taki atak jest jawnym pokazem dla Hyuugi, że ma się zająć łuskowatym. Zresztą nadbiegał właśnie od jego strony, więc cóż... To spada na niego. Poza tym i tak nie bardzo słuchał rozkazów Sarutobiego, więc nie trzeba było mu gadać co ma robić. Rosły brunet, natomiast nie zamierzał poprzestać tylko na wężowym ataku, lecz również od razu po nim na zdrowszą, lewą rękę nałożył kastet i pobiegł w kierunku rywali, na których posłał gady. Wymierzył, którego udało się trafić, a którego nie, a jeśli obu, to którego bardziej, by wycelować tego co mniej oberwał. Gdy tylko znalazł się w zasięgu to skorzystał z Kage Buyo***, aby znaleźć się obok faceta, skorzystał w pełni z mocy swego rodzinnego kastetu (Hien, tyle że dwa razy dłuższy i o połowę tańszy):
- Hiroi Kogeki!**** - Zawołał wykonując poziome cięcie, które jeszcze bardziej zwiększało szybkość jego ataku (w tym momencie Roku Kaishi hehe). Miał nadzieje, że korzystając z wybitnej prędkości oraz zwiększonej siły uda mu się zaskoczyć oponenta zadając mu zabójczy cios. Muszą pozbywać się wrogów jeden za drugim, bo z taką przewagą liczebną, która się tylko powiększyła gdy Yamanaka dostał tak mocno, jak to się przed chwilą zdarzyło, to oni długo nie uciągną. Jeśli wszystko, by Jouninowi wyszło to zabiłby jednego przeciwnika, a drugiemu do krwi wpuścił zabójczą truciznę, przez którą jego zgon będzie tylko kwestią czasu. Takie rozwiązanie z pewnością poprawiłoby ich sytuacje co nieco, jednak Konoszanin z doświadczenia wiedział, że wróg również ma swoje plany przez co zrealizowanie tego co się samemu sobie wymyśliło wcale nie musi wyjść tak cudownie jak w zamyśle. Cieszył się, jednak że w końcu przechodzi do walki w zwarciu. Teraz może i umrze, ale chociaż z uśmiechem na ustach. Co do klonów jak te już wylazły to nakazał im ruszyć na oddaloną czwórkę. Może i nie pozabijają ich ani nie będą nawet problemem, ale chociaż odwrócą może na chwilę uwagę od Konoszan dając im szansę na zlikwidowani czwórki, która to atakowała ich w zwarciu.
------------------------------------------------------------------------------
*
Pokaż/Ukryj:
**
Pokaż/Ukryj:
***
Pokaż/Ukryj:
****
Pokaż/Ukryj:
Inne Umiejętności:
Pokaż/Ukryj:
Ocenione treningi 27/20

Awatar użytkownika
Himejima Reiji
Posty: 434
Rejestracja: sob, 17 gru 2016, 11:52
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Kumo
Ranga: C
Wiek Postaci: 16
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: Ni Kaishi
Zasoby Chakry: Ni Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: Ichi Kaishi
kontrola_suiton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=329&t=10641&p=244231#p244231
Konto Główne: viewtopic.php?f=36&t=865 - Ayatsuri Joutei

Re: [Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Post autor: Himejima Reiji » pn, 13 sty 2020, 16:38

Dziewczyna wolała nie mówić zbyt wiele, gdy miała w swoich ustach wydłużony język, jednak z jakiegoś powodu ani Yasuo ani Tsune za bardzo się nie zaniepokoili. Jasne, niby trochę się przygotowali do ewentualnego starcia, ale nie było to nic szczególnie pomocnego. Położenie ręki na mieczu to miało być przygotowanie się? No chyba trochę słabo. Najwidoczniej będzie musiała trochę ich przywołać do porządku.
-Ogarnijcie się! Nie wiemy, co zrobią jak nas tu znajdą. Yasuo, spróbuj ich przekonać do odejścia. - rzuciła cicho, delikatnie zniekształconym głosem ze względu na dłuższy język. Ten jednak mogła dość dobrze kontrolować, dlatego starała się ułożyć go tak, by jak najmniej przeszkadzał w mówieniu. Na całe szczęście ta konkretna transformacja wiązała się także z poszerzeniem jej ust, a ropuszy język nie był szczególnie gruby - wyłącznie długi. Odbierała od węża na zewnątrz informacje na temat tego, jak szybko zbliżała się tamta grupa. Miała nadzieję, że dzięki zakopaniu większości ciała pod piaskiem ten nie będzie dobrze widoczny. Póki miała jeszcze chwilę nim do nich dojdą szybko schowała z powrotem tanto wyciągnęła butelkę z wodą zakupioną w trakcie podróży i zaczerpnęła dwa łyki, jeden szybki, drugiemu zaś pozwoliła przez chwilę pozostać w jej ustach dla orzeźwienia, gdy w tym samym czasie chowała napój. Drugą ręką dała też znać, że facetów jest piątka, jeśli tamci tego jeszcze nie wiedzieli. Potem wyszła z prowizorycznego namiotu, mając nadzieję, że w towarzystwie tamtej dwójki. Hełm zdobyty dzięki połączeniu z Wilczą Chimerą zakrywał jej twarz, więc powinna wyglądać groźnie. Czekała aż Yasuo się odezwie, jednak jeśli zwlekał, rzuci po prostu:
-Idźcie stąd, nie ma tu miejsca dla wszystkich. - z ręką położoną na tanto, które wyraźnie sugerowało, że będą się bronić. Jeśli znajdzie się w niebezpieczeństwie, szybko odskoczy w kierunku, który pozwoli jej go uniknąć, wtedy też wyciągnie swoje tanto, a spod ziemi, gdy tylko bandyci znajdą się odpowiednio blisko, wyłoni się 10-metrowy wąż, który rzuci się na najbliższego, atakując swoimi kłami. Niestety teraz miała dostęp do tylko jednego z nich, ale zawsze to coś.
Pokaż/Ukryj:
Pokaż/Ukryj:

Awatar użytkownika
Vaynard
Posty: 1454
Rejestracja: pn, 25 wrz 2017, 22:18
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: ANBU
Wioska: Kumo
Ranga: Tokubetsu Chuunin
Wiek Postaci: 17
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: Ichi Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: Ni Kaishi ++
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=262597#p262597

Re: [Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Post autor: Vaynard » śr, 15 sty 2020, 03:06

- Nakata -


W Nakacie aż wrzało. Ale czy należało mu się dziwić? Jego drużyna w większej części albo lała na niego ciepłym moczem, albo gdzieś zniknęła. Jedynie Hyuuga zdawał się mieć w sobie jakąkolwiek wolę walki, bo niedość, że odparł atak wroga to jeszcze go zranił i powalił zyskując cenny czas. Wszystkie wydarzenia z ostatnich sekund spowodowały, że Sarutobi wpadł w istny szał. Tuż przed natarciem Nakata spostrzegł jeszcze jeden dość interesujący fakt. Około dwóch metrów po jego lewej na ziemię upadł gołąb. Nie miałeś czasu za bardzo się przyjrzeć, ale wyglądało to na podobną robotę którą mogłeś już zaobserwować wcześniej niemal na początku wyprawy. Co nastąpiło dalej? Lider grupy przeszedł do zaplanowanej akcji. Przeciwnicy chyba nie spodziewając się tak szybkiej reakcji ze strony Konohańczyka zostali trafieni wężami. Jeden z nich tuż przed momentem trafienia przeistoczył się w nic innego jak w chmarę kruków, która rozpierzchła się w różnych kierunkach. Drugi z nich nie miał tyle szczęścia. Ruszyłeś do dalszego natarcia by wykończyć jedyny cel, który był w Twoim zasięgu wzroku. Tuż przed uderzeniem usłyszałeś za sobą świst i chakrakterystyczny dźwięk odbicia metalu. Wykonałeś cięcie kastetem poważnie raniąc szyję rywala, który nie zdążył się jeszcze otrząsnąć po ataku wężami. Krew trysnęła, a ten po chwili osunął się bezwładnie. Instynktownie wykonałeś obrót o 180 stopni by zobaczyć co wydarzyło się za Tobą. Zauważyłeś drugiego z oponentów do którego niedawno mierzyłeś, a który był w tej chwili do Ciebie tyłem oddaloy o jakieś dziesięć metrów, a jakieś dwadzieścia metrów dalej mierzącego i stojącego do niego frontem Ranrana. Przeciwnik zdawał się nie odnieść póki co żadnych ran, ale był teraz jakby między młotem, a kowadłem. Co do Hyuugi to kątem oka zauważyłeś, że wdał się w walkę w zwarciu, a powalony przez niego miecznik stał już na równych nogach ewidentnie coś szykując. Co do Twoich klonów to te zgodnie z zamysłem ruszyły na pozostającą biernie czteroosobową grupę przeciwnika. Co robił Yamanaka tego nie zdołałeś w tej chwili zaobserwować, ale w końcu po nim nie spodziewałeś się zbyt wiele, nieprawdaż? W tym momencie poczułeś też delikatny zawrót głowy, a Twoje plecy oblał zimny pot, znałeś te objawy. Zużyłeś sporo swojej chakry i jeśli zamierzałeś nie odejść w objęcia Morfeusza musiałeś się liczyć z wydatkowaniem pozostałej bladoniebieskiej energii.

- Himejima Reiji -

W zachowaniu dwójki nowo poznanych ludzi naszej bohaterce ewidentnie coś nie pasowało. Niby się zdziwili obecnością zbirów, ale ich reakcja była odrobinę dziwna. Nie mniej ta ostatnie wolne chwile postanowiła poświęcić na uzupełnienie płynów i pragnienia. Drugi łyk wody miał pozostać dla orzeźwienia w ustach. Cóż... tak jak to płyn ewidentnie był mokry, ale prócz tego nie przynosił żadnych walorów, a jego temperatura była na tyle duża, że ciężko go było nazwać orzeźwiającym. Chociaż w tych warunkach wszystko co nie było suche jak wiór było cennym towarem. Wszak nikt nie wiedział ile ta burza jeszcze potrwa. Tak czy inaczej przedstawicielka klanu Kemono dała znać towarzyszom z którymi dzieliła ich własne schronienie, że potencjalnych napastników jest piątka. Tak jak mogła przypuszczać bandyci zbliżyli się na tyle blisko by móc złapać kontakt wzrokowy, a Yasuo cóż, jak był bezużyteczny tak pozostawał w tym stanie i nie zrobił absolutnie nic poza lekkim wysunięciem miecza. Szesnastolatka postanowiła, że weźmie sprawy w swoje ręce. Dwumetrowy drab, którego twarz była osłonięta wyszedł na przód i oparł dłoń na sporych rozmiarów maczecie.
-Grozisz nam? Mam się Ciebie bać? - rzucił do niej z drwiną w głosie.
W tym samym momencie stało się coś co było nie lada niespodzianką. Kunoichi poczuła przeszywający ból, zaś w ułamku sekundy wszystko stało się jasne. Zza pleców usłyszała pisk dziewczyny, a gdy tylko zerknęła odruchowo przez ramię zobaczyła, że klingą przeszył ją nie kto inny jak pan bezużyteczny.
-Dobra robota chłopcze! - ryknął najpewniej przywódca gangu.
Sięgnęłaś odruchowo po swoje tanto, niemniej sytuacja nie malowała się w jasnych barwach. Twój wąż z kolei zgodnie z zamysłem niezauważony wypełzł spod ziemi i przypuścił atak na banitę najbliżej, a tym samym najbardziej oddalonego od Ciebie. Co teraz? Musiałaś coś wymyślić o ile planem nie było sczeznąć na pustyni.
"Stand and fight live by your heart
Always one more try I'm not afraid to die
Stand and fight say what you feel
Born with a heart of steel"


Umiejętności:

Perswazja lv 2, Czytanie śladów lv 1, Wytrzymałość psychiczna lv 2, Odbijanie pocisków lv 1,
Szybkie wiązanie pieczęci lv 1

Chcesz misję/wyprawę? Ocenić trening? Pisz na GG.

Awatar użytkownika
Nakata
Posty: 3635
Rejestracja: ndz, 12 lip 2015, 20:00
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Iwa
Ranga: Jounin
Wiek Postaci: 25
Siła: San Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: Yon Kaishi
Kontrola Katon: San Kaishi +
Walka Wręcz: San Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=12813
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: [Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Post autor: Nakata » śr, 15 sty 2020, 21:53

Nakata uwolnił swoje emocje w pełnej krasie, a to mogło oznaczać tylko jedno. Logika, rozsądek, obrona zostały odrzucone w czort. Teraz chciał atakować, zabijać, przelewać krew! Walka w tym stanie napędzana była nie tylko przez radość z samego starcia jak przeważnie, ale również gniew odczuwalny, wobec wroga. To sprawiało, że był w stanie pracować ponad limit, był szybszy, silniejszy, bardziej odporny na ból, a jego determinacja ciężka do przebicia. Wyprowadził atak wężami, solidna ranga A, bardzo szybki. Ten trafił jednego oponenta, drugi skorzystał z czegoś na kształt podmiany, tyle że bez pieczęci i nie pojawiła się kłoda, piasek, błoto, woda czy inne tałatajstwo tylko rozleciały się ptaki. Cholera wie co to znaczyło, ale mu się upiekło. Drugi gość miał mniej szczęścia. Ukąsiło go kilka gadów co już z samej zasady kiepsko wróżyło mu na przyszłość. Na domiar złego kapitan zespołu zaatakował jeszcze raz, tym razem bezpośrednio raniąc go w szyje. Sunijczy osunął się na piach, a Jounin wiedział, że jeżeli ta rana go nie zabije to zrobi to toksyna wędrująca z jego krwią. Jeden mniej. Zostało jeszcze kilku.
- Zabije, wyrżnę, utłukę, porozrywam na kawałki! - Zawołał bez, choćby grama logiki, zwyczajnie poddawałaś się uczuciom, które to nakazały mu zawołać taką sentencje. Sięgnął do kieszeni chwytając pigułkę niejakiego Nekutai'a*, a także zwykłą wytrzymałościową i wolną ręką wrzucił je do ust przegryzając, by te sztucznie zregenerowały jego możliwości. Sam zaś ruszył w stronę towarzyszy. Ranran dał dyla tylko tylko chwilowo, teraz zestrzelił jakiegoś gołębia, a także zdaje się, że toczył bój z jednym z oponentów. Był to pozytyw. Negatywem była sytuacja, w której znajdował się Hyuuga. Ten nie dał sobie rady szybko poradzić z łuskowatym, przez co miecznik zdążył wstać i coś tam szykował, robiło się niebezpiecznie dla jedynego członka zespołu Sarutobiego, z którego ten był względnie zadowolony. Trzeba było lecieć mu na pomoc. Podczas biegu skorzystał z techniki związanej z włosami, która nie pobiera Chakry, aby uderzyć jeszcze od tyłu w tego pomiędzy nim, a łucznikiem. Była to technika włosowa, rangi B zwana Heaburedo**. Przy jej użyciu bez pieczęci czy też długiego przygotowania mógł wytworzyć kilka twardych szpikulców ze swoich włosów, które by wystrzeliły prosto w tego gościa. Szkoda byłoby nie zrobić żadnego ataku, choćby aby odwrócić uwagę i dać większą szansę Ranranowi na skuteczny atak skoro rosły Konoszanin i tak musiał skrócić dystans, a korzystanie chwila po chwili z Kage Buyo było niebezpieczne. Po tym ataku, gdy tylko dystans się zgadzał skupił odpowiednią ilość Chakry i wykonał skok na dyńkę w piasek. Dzięki jego własnej technice - Doton, Moguradaiba no jutsu*** mógł błyskawicznie wejść pod ziemie, przemieścić się pod nią bardzo szybko, a potem wystrzelić spod nóg tego szykującego coś miecznika mając nadzieje, że zdąży, niż ten to odpali. Wówczas zamierzał z momentem wyskoczenia spod ziemi dobrze zgrać ruch, aby wykonać w dobrym momencie cios podbródkowy zbrojną w kastet dłonią. Ot taki atak z zaskoczenia, który na celu miał połamanie mu szczęki. Gość był ranny, więc może go to spowolni przed wykonaniem tego co planował, a to da szansę Sarutobiemu zdążyć, nim jego białooki podkomendny znajdzie się w beznadziejnej sytuacji walki dwóch na jednego. Na szczęście miał Byakugan, który to ułatwiał, jednak nawet z tymi oczyma taka sytuacja była szalenie trudna. Oby kapitan zespołu do niej nie dopuścił. Poza tym łaknął krwi tego draba! Ich wszystkich! Sunijczycy do piachu! Obijać mordy aaaaaaaaaaaaaaaaa! Była w tym, jednak jakaś metoda. Zdawał sobie sprawę, że szał bojowy nie potrwa długo, a gdy tylko się skończy Nakata będzie zmęczony, toteż musiał jak najlepiej wykorzystać te chwilę podczas błogiego stanu uniesienia, najlepiej aby wytłuc, choć tych co znajdowali się blisko, poza dotychczas bierną czwórką. Wówczas może znowu uda im się przez chwilę nieco uspokoić starcie, aby jego organizm się zregenerował, odsapnął, by za moment ponowie ruszyć do boju ile sił w duszy oraz ciele, a może nawet trochę więcej.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
*
Pokaż/Ukryj:
**
Pokaż/Ukryj:
***
Pokaż/Ukryj:
Inne Umiejętności:
Pokaż/Ukryj:
Ocenione treningi 27/20

Awatar użytkownika
Vaynard
Posty: 1454
Rejestracja: pn, 25 wrz 2017, 22:18
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: ANBU
Wioska: Kumo
Ranga: Tokubetsu Chuunin
Wiek Postaci: 17
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: Ichi Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: Ni Kaishi ++
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=262597#p262597

Re: [Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Post autor: Vaynard » czw, 16 sty 2020, 02:27

- Nakata -

Szał zabijania w którym był Sarutobi trwał. Krew się polała, a jemu wciąż było mało! Czując drastyczny upływ chakry postanowił temu przeciwdziałać sięgając po dwie pigułki i momentalnie je połykając. Kapitan zespołu szybko przeszedł do analizy pola walki. Teraz z tego miejsca mógł dostrzec co było przyczyną, że Hyuuga dał czas miecznikowi. Walczył nie z jednym a z dwoma przeciwnikami na raz. W żadnym wypadku Nakacie nie dwoiło się w oczach. Łuskowatych było dwóch i wyglądali jak dwie krople wody. Do tego ich współpraca daleko wykraczała poza zdolności Kage Bunshina, a przynajmniej takie było wrażenie. Tak czy inaczej użytkownik Byakugana został zepchnięty do defensywy. Radził sobie wcale nie najgorzej, ale stąd Sarutobi mógł ocenić, że ta dwójka gra na czas. Podczas biegu skorzystał z włosowej techniki by zaatakować od tyłu przeciwnika. Technika jednak wbrew temu co myślał nasz bohater technika ta wymagała dość dużych pokładów bladoniebieskiej energii! To mu jednak nie przeszkodziło w realizacji planu. Wystrzelił kilka kolców, które jego przeciwnik zdołał sparować. Dostrzegł też coś niepokojącego. Ranran który wcześniej do niego mierzył w tej chwili trzymał się z szyję. Szarża Sarutobiego również została przerwana. Z powietrza nieco od lewej nadleciały w jego kierunku płatki róży, jednak nie było widać tam żadnego przeciwnika. Te uformowały się w jakby dłoń która pochwyciła szyję przywódcy drużyny. Twór ten zacisnął się z dużą siłą na gardle Nakaty stopniowo odcinając dopływ tlenu. Ten, jeśli nic nie zrobi, padnie pozbawiony tlenu. Kątem oka dostrzegłeś też, że Hyuuga zdołał powalić jednego z łuskowatych czemu towarzyszyło tryśnięcie szkarłatnej posoki. Atak ten jednakowoż kosztował użytkownika doujutsu ograniczenie ruchów, bo błyskawicznym ruchem drugi łuskowaty znalazł się za jego plecami utrzymując go w miejscu. Z kolei ten władający mieczem w tym samym czasie wypuścił falę bladoniebieskiej energii. Nie wiedziałeś czy Hyuuga zdoła się wyswobodzić nim ta go przetnie. Z drugiej strony czy sam mogłeś w obecnej sytuacji jakkolwiek mu pomóc? Od tego co wcześniej zmienił się w kruki dzieliło Cię teraz około trzech metrów. Dystans Do Ranrana analogicznie się zmienił i było to około trzynastu metrów. Do Hyuugi dzieliło Cię teraz około piętnastu metrów, a dystans między nim a miecznik to około ośmiu metrów. Twoje klony z kolei niemal wdały się w walkę z grupą na którą je posłałeś.
"Stand and fight live by your heart
Always one more try I'm not afraid to die
Stand and fight say what you feel
Born with a heart of steel"


Umiejętności:

Perswazja lv 2, Czytanie śladów lv 1, Wytrzymałość psychiczna lv 2, Odbijanie pocisków lv 1,
Szybkie wiązanie pieczęci lv 1

Chcesz misję/wyprawę? Ocenić trening? Pisz na GG.

Awatar użytkownika
Himejima Reiji
Posty: 434
Rejestracja: sob, 17 gru 2016, 11:52
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Kumo
Ranga: C
Wiek Postaci: 16
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: Ni Kaishi
Zasoby Chakry: Ni Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: Ichi Kaishi
kontrola_suiton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=329&t=10641&p=244231#p244231
Konto Główne: viewtopic.php?f=36&t=865 - Ayatsuri Joutei

Re: [Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Post autor: Himejima Reiji » czw, 16 sty 2020, 02:31

No tak, to było pewne zaskoczenie. Nie to, że Yasuo ją zaatakował oczywiście, to było do przewidzenia, było wręcz boleśnie sztampowe. No ale kim by była, gdyby wykończyła oboje od razu, zamiast próbować się z nimi dogadać? Choć spodziewała się, że tak to może się skończyć, każdy zasługiwał na szanse, Yasuo nie był gorszy. Nie miewała jednak w zwyczaju sypać drugimi szansami jak z rękawa, więc jeśli chodzi o chłopaka, jego los był już raczej policzony. Zaskakująca jednak była reakcja Tsune, pisk jaki z siebie wydała, sugerował, że nie spodziewała się tego, co się stało. To dziwne, biorąc pod uwagę wyraźną więź pomiędzy tą dwójką. Zresztą, nie tylko to w tej sytuacji zaskakiwało. Mimo że chłopak był blisko, dziewczyna nie usłyszała dźwięku miecza pędzącego przez powietrze, który spowodowałby szybki unik, dokładnie tak jak to zaplanowała. Do tego umiejętności drugiego szermierza były bardzo nierówne. Z jednej strony wydawał się całkiem szybki, musiał też dysponować pewną siłą, by przebić się najpierw przez jej płaszcz, a potem skórę wzmocnioną dzięki połączeniu z wężową chimerą, a jednak cios był przynajmniej niezdarny. Fakt, bolało, ale nie był to tak potężny ból, jaki odczuwałaby, gdyby uszkodzono jej coś poważnego. Z drugiej strony możliwe że lance na jej plecach utrudniły chłopakowi odpowiednie wycelowanie. Bardziej niż ból odczuwała irytację. Nie można było porozmawiać jak ludzie, tylko zaraz atakować? No nic, sami się o to prosili. Nie mogła jednak walczyć z mieczem utkwionym w jej ciele, zwłaszcza gdy ten ktoś trzymał. Gorzej byłoby jakby ostrze przeszło na wylot, ale przecież musiała się obrócić by je dostrzec. Gdyby nie to, że bandziory były tak blisko, szybko mogłaby się pozbyć zdrajcy dzięki ich bliskości. W tej sytuacji jednak to nie wchodziło w rachubę, wystawiało ją na zbyt wielkie ryzyko, musiała postąpić inaczej. Można było rzec, że jest otoczona, a to nigdy nie sprzyjało powodzeniu w walce, więc pierwszym krokiem będzie takie ustawienie się, by mieć wszystkich przeciwników z jednej strony. Do tego celu wykorzysta Taniec Cienia, przemieszczając się za jego pomocą na maksymalny możliwy dystans po przemknięciu będzie bandziorami. Wcześniej oczywiście zacisnęła zęby, zdając sobie sprawę z tego, że wyciąganie miecza będzie bolesne. Pytanie tylko, jak wiele naczyń krwionośnych tamten jej przebił, przy odrobinie szczęścia może uda się nie wywołać zbyt dużego krwawienia - to by trochę ograniczyło jej czas na pozbycie się swoich wrogów. Wątpiła, by ktokolwiek z obecnych zdołał dostrzec coś więcej niż zamazaną smugę, jaką się stanie, ale zachowywała czujność przebiegając między złoczyńcami, nie chciała natknąć się na jakieś ostrze czy cokolwiek innego. Oczywiście trzeba byłoby być niebywale szybkim by jakkolwiek ją zaatakować, a także odpowiednio silnym by przebić dwie warstwy ochronne, ale nie życzyła sobie choćby kolejnego draśnięcia.
Kiedy zakończyła już Taniec Cienia, nie marnowała tego ułamka sekundy na odwrócenie, tylko w pośpiechu wykorzystała Hari Senbon, wystrzeliwując za siebie cały grad igiełek z włosów. W razie potrzeby telepatycznie nakieruje ją wężowa chimera. Ale o niej za chwilę. W tym czasie też wyciągnęła jedną ręką tanto, druga zaś chwyciła za rodzinne ostrze - Zou no Ken, by kiedy tylko skończy korzystać z włosowej techniki, natychmiast się odwrócić. Jeśli póki co była bezpieczna, nikt nie zbliżał się wystarczająco szybko, by jej zagrozić, wbije tanto w ziemię, przesyłając do niego energię błyskawicy, którą następnie skieruje ku trójce z bandytów, wyłączając zaatakowanego przez węża i najbliższego mu.
Trochę inaczej postąpi, jeśli Yasuo zdąży już ich wyminąć (wtedy cała siła tej techniki skieruj się na niego), a gdyby był już faktycznie blisko niej, bez wahania ruszy w jego kierunku i zamarkuje pchnięcie za pomocą rodzinnej pamiątki. Gdy znajdzie się na granicy zasięgu jego miecza, wystrzeli z niej dwa kolce prosto w jego brzuch, w międzyczasie korzystając z silniejszej nogi by odbić się w bok i nie wejść w jego zasięg ataku. Przynajmniej jeszcze nie, bo choć liczyła że wbiją się w niego, wystarczy jeśli odciągną uwagę drugiego szermierza od niej - kolejny krok po odbiciu w bok ponownie kierował ją ku Yasuo, co zbiegło się ze skierowanym ku jego szyi wąskim cięciem tanto, któremu siłę nadawał tylko nadgarstek, więc było relatywnie słabsze, ale za to najszybsze, jakie mogła wykrzesać. Gdyby jednak próbował ją zablokować swoim mieczem, szybko tnie drugim mieczem niżej. Ten w końcu dysponował tylko jedną bronią, więc póki bandyci do nich nie dobiją miała przewagę w tej kwestii. W każdym momencie zwracała szczególną uwagę na ruchy Yasuo, by w razie ataku móc szybko przed nim umknąć - w tym końcu była świetna.
Wąż w tym czasie zaatakował pierwszego z brzegu bandziora. Zgodnie z telepatycznymi sugestiami i własnym doświadczeniem w boju, zaczął od potężnego ugryzienia w kostkę, by jeśli to nie zadziała, owinąć się tamtemu wpierw wokół nóg, a następnie podążyć wyżej, ku szyi. Gadzie cielsko musiało zwinnie unikać ewentualnych ataków skierowanych w nie, choć duża była szansa, że tamci się na nie nie poważą - istniało w końcu ryzyko, że zranią nimi swojego kompana. Gdyby jednak szykowali się do czegoś, wąż po prostu wystrzeli ze swoich ust pociski, by potem kontynuować podróż do przegryzienia bandziorowi gardła. Potem rzuci się pomiędzy pozostałych, by wprowadzić zamęt. Starał się zawsze utrzymywać pozycję, dzięki której przeciwnicy będą mieli opory przez uderzaniem w gada, bo nieostrożność mogła być bolesna, a może nawet śmiertelna dla pozostałych.
Pokaż/Ukryj:
Pokaż/Ukryj:

Awatar użytkownika
Nakata
Posty: 3635
Rejestracja: ndz, 12 lip 2015, 20:00
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Iwa
Ranga: Jounin
Wiek Postaci: 25
Siła: San Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: Yon Kaishi
Kontrola Katon: San Kaishi +
Walka Wręcz: San Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=12813
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: [Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Post autor: Nakata » czw, 16 sty 2020, 22:59

Nakata znowu czuł to co zdarzyło mu się tylko raz, podczas walki z Nowym Ładem w Dolinie Końca. Walka z przeciwnikiem, który wyrastał tak bardzo ponad jego możliwości, że atakowanie go powoli przestawało być wyzwaniem, a zaczynało szaleństwem. Jounin posłał w jego plecy szybką technikę rangi B, która to miała albo go pokaleczyć albo dać okazje Ranranowi do skutecznego ataku. Niestety oba założenia były błędne. Facet pomimo, że został zaatakowany od tyłu w kilka miejsc naraz to zablokował wszystkie ciosy i to bez użycia, choćby jednej techniki. Czyżby i Sunijczycy mieli swój Byakugan, który pozwala im widzieć w koło? Do tego z boską zdolnością odbijania jutsu gołymi rękami? To byłoby coś potężnego. Prawda, że Heaburedo nie było najsilniejszą bronią w asortymencie technik Sarutobiego, lecz wciąż było solidnym narzędziem mordu skierowanym od tyłu we wroga. Jeśli to nie zadziałało to czy cokolwiek mogło, wobec wroga widzącego w koło i blokującego techniki rangi B bez użycia samemu jakiegokolwiek Jutsu? Pewnie mogło, a w asortymencie takich "cosiów" najwięcej z pewnością miał sam Ranran, jedyny S Jounin w ich ekipie. Niestety podobnie jak Yamanaka ten wojownik był żałośnie bierny w swoich poczynaniach. Nim zdążył cokolwiek zrobić, wykonać, choć jedną technikę zaczął trzymać się za gardło. Jakim cudem ktoś o takiej randze był tak powolny w poczynaniach i myślach? Jakim cudem Hyuuga i Sarutobi zdążali wykonywać jakieś ataki, mniej lub bardziej skuteczne, a on, najsilniejszy z nich wszystkich nie był w stanie? To się nie trzymało kupy. Czemu on miał tak bardzo wyjebane w ich misje? Jeżeli nawet nie zależało mu na sukcesie całego przedsięwzięcia albo potępiał te agresje to chociaż mógł traktować to personalnie, jak tak dalej pójdzie to wszyscy zginą. Czy foch na rozkazy Kage był warty śmierci dziesiątek pobratymców z wioski? Kiedy as w rękawie grupy drugiej zaprzestanie swego strajku włoskiego i zacznie działać? To były pytania, które kłębiły się przez moment w głowie rosłego Jounina, po chwili nie miał już na nie czasu. Okazało się, bowiem że sytuacja na drugim froncie była, również fatalna. Na pocieszenie był tam Hyuuga, jedyna osoba poza kapitanem, która coś robiła, bo jakby znalazł się tam Yamanaka albo Ranran to już byłoby ich mniej. Okazało się, że tamci dali radę wyleczyć błyskawicznie jednego z łuskowatych, który był prawie martwy, przez co ten chyżo wrócił do bitwy. Pięknie, oni byli w stanie ściągać kogoś kto jedną nogą był już w grobie oraz gołymi dłońmi blokować techniki, a jego towarzysze nie byli w stanie puścić cięciwy mając wroga na widelcu. To był pierwszy raz w życiu gdy żałował, że jest Konoszaninem. Nawet nie dlatego, że pewnie umrze, bo od dawna wiedział, że śmierć zastanie go w boju. Nawet się cieszył z tego powodu, nie widział siebie, jako starca z długą brodą, nie mogącego bez bólu pleców wstać z łózka. Trochę żałował, że już nie zawalczy, a jego ostatnie starcie jest tak szalenie wkurzające, ale cóż... Grunt, że zginie z kastetem w dłoni. Chodziło tu raczej o to, że jego przeciwnicy prezentowali się zwyczajnie znacznie lepiej i to nie przez umiejętności, ale zaangażowanie, ducha walki. Nakata zaś zawsze chciał walczyć u boku ludzi, którzy chcieli to robić, a nie trzeba było ich zmuszać. Teraz osobiście było mu wstyd. Wstyd, że nosi ten sam znak na ochraniaczu co Ranran i Yamanaka. Że zawiodą wioskę, również przez ich żałosną postawę. Że pokazali się innemu krajowi, jako lebiegi bez, choćby jednego jądra w spodniach. Wolałby już mieć na czole klepsydrę i walczyć z ludźmi, którzy wojują z sercem, bo Ci Sunijczycy widać, że dawali z siebie wszystko. Była jedna osoba, z której Nakata mógł być dumny w jego zespole. Był to Hyuuga, który pomimo przewagi liczebnej wroga walczył jak zwierz posyłając "na deski" jednego z wrogów. Ranran nie potrafił tego zrobić mając gościa na muszce i podobno większy potencjał. To pokazywało jak ogromne znaczenie ma serce do walki. Niestety białooki okupił to wpadnięciem w duże tarapaty. Drugi z łuskowatych go chwycił, a miecznik posłał cięcie na dystans. O ile ten klincz znając techniki klanu Hyuuga wiedział, że dla użytkownika Byakugana nie będzie problemem to nie wiedział jak ten poradzi sobie z cięciem. Oby dał radę, bo on sam wpadł w tarapaty razem z łucznikiem nie raniąc ani jednego przeciwnika. Inna sprawa, że tylko on spróbował. W każdym razie zaatakowały go płatki róż, które po chwili ukształtowały się w łapę, która dusiła biednego Jounina. Konoszanin miał mało czasu, żeby coś wykombinować. Wolną ręką chwycił za roślinną dłoń próbując ją odciągnąć od swojej szyi, a drugą schował kastet, by nią sobie pomóc. W tym czasie, jednak go oświeciło. Ranran trzymał się za gardło tak samo jak on to w tej chwili robił. Do tego płatki róż. Przecież sam znał Genjutsu oparte na takim samym efekcie! Hana Tonsou się nazywało i zmieniało człowieka właśnie w taki produkt, aby pozwolić mu uniknąć jakiejś pułapki. Złożył, więc pieczęć i syknął:
- Kai.* - Uwalniając Chakrę, aby zresetować swój układ Chakry. Jeżeli to się powiodło to trzeba było zaatakować. Najpierw obrał za cel tego od kruków. Był tak blisko, że nie można było go zostawić samopas, nawet na tę chwilę, aby próbować wspomóc Hyuuge. Znał, natomiast doskonałe jutsu na te okazje, błyskawiczne i na dystans maksymalnie pięciu metrów. Skupił energię i spiął wszystkie mięśnie, aby wykonać Kage Boko**. Jego własne połączenie Kage Buyo, wraz z Boko, które kończyło się wbiciem z bara w przeciwnika podczas przyspieszenia. Co prawda było to ryzykowne, ale i tak zaraz skutek szału barbarzyńcy minie, więc jego zmęczenie się zwiększy, także będzie musiał korzystać z bardziej dystansowych metod. Dzięki niemu zaś siła uderzenia takiego Jutsu będzie dość silna, więc warto było spróbować.
- Żryj to! - Zawołał jeśli udało się trafić dalej kierowany szałem bojowym. Miał nadzieje, że z takim impetem wpadnięcie w wroga pośle go do tyłu i da chwilę czasu Nakacie na pomoc Hyuudze. Ku temu zebrał niewielkie jak na rangę ilości Chakry i wystrzelił język w stronę miecznika. Ryzykował tym, jednak wybrał właśnie to jutsu, bo nie wymagało pieczęci, było bardzo szybki, a też energii nie trzeba było od groma kumulować co wzmagało tylko prędkość wykonania. Technika nazywała się Hebi Dageki*** i wystrzelała wydłużony, wzmocniony język ku celowi jaki obrał sobie użytkownik. Aby trudniej było taki atak sparować oraz w ogóle go zauważyć, Sarutobi wybrał kostkę miecznika. Celem było obwiązać w okół niej jęzor, a następnie pociągnąć, by ten wyrżnął się na piach dając białookiemu trochę oddechu... O ile jeszcze będzie dychał. W każdym razie potem Jounin odwołał język, by nie ryzykować utraty go, a samemu starał się doskoczyć do tego gościa od kruków, aby nie dać mu szansy do wstania. Dobył kunai i zamierzał wbić mu go w klatkę piersiową, aż po samą rękojeść co, by tym razem jeden z tych diabelnych Sunijczyków na pewno umarł na amen.
--------------------------------------------------------------------------------------
*
Pokaż/Ukryj:
**
Pokaż/Ukryj:
***
Pokaż/Ukryj:
Inne Umiejętności:
Pokaż/Ukryj:
Ocenione treningi 27/20

Awatar użytkownika
Akarai Tazaru
Posty: 3953
Rejestracja: ndz, 22 lis 2015, 16:50
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Kumogakure no Sato
Ranga: Jōnin, Raikage
Wiek Postaci: 28
Siła: Yon Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: San Kaishi
Zręczność: San Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Raiton: San Kaishi
kontrola_suiton: San Kaishi
Walka Wręcz: San Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=259381#p259381

Re: [Globalne Wydarzenie] Liść napada Piasek

Post autor: Akarai Tazaru » śr, 29 sty 2020, 00:57

- Zakończenie -


Nakata wraz z towarzyszami zdolnymi jeszcze do walki walczyli ile tylko mieli tchu, żeby wytłuc jak najwięcej Sunijczyków. Walka pomiędzy wojskami trwała jeszcze kilka godzin, a po bohaterskiej śmierci dowódców ninja Konohy zaczynały się wycofywać. Na oczach Nakaty zginął Hyuuga i Ranran, a pozostali zostali zasłonięci przez ciała poległych w grupie których znaleźli się wcześniej, niż wymienieni. Choć bitwa praktycznie się skończyła, niedobitki jeszcze walczyły miejscami aż do następnego dnia. Suna odniosła w tej wojnie poważne szkody, jeśli chodzi o wioskę. Zrównane zostało z ziemią osiem metrów muru oraz czwarta część budynków cywilnych wewnątrz wioski zdewastowanych przez atak Akimichi. Nieco mniej ucierpiała armia Suny, której straty wyniosły 1/4 armii
(należy podzielić ogólną liczebność garnizonu na cztery i w tej czwartej części umieścić mniej więcej po równo chuuninów i jouninów. Klanowcy/bezklanowcy - nie ma znaczenia, bo za dużo byłoby liczenia) Jeśli chodzi o siły Konohy, straty są poważniejsze, gdyż 1/3 armii została zmieciona w pył (odejmowanie na tych samych zasadach), a spora część pozostałych żołnierzy jest ranna i musi przejść okres rekonwalescencji (14 dni od dzisiaj conajmniej 10 jouninów jest niezdolnych do walki). Bitwa zakończyła się zwycięstwem Suny, jednak straty w ludności cywilnej odcisnęły na wiosce piętno. Sunijczycy teraz nienawidzą Konohy nawet bardziej niż Kiryjczyków, którzy nie dopuścili się aż takiego bestialstwa przy poprzednim ataku.
Reiji wdała się w walkę z pustynnym gangiem rzezimieszków, których umiejętności nieco ją przerosły. Choć posłała do grobu kilkoro z nich w końcu została otoczona i posłana na ziemię. Będąc przybita do podłoża została przekłuta mieczem i po chwili straciła przytomność pod wpływem uderzenie w głowę przez kogoś.

Uwaga!
Wiem, że to rozwiązanie nie każdemu się spodoba, więc sprawa wygląda tak:
- Nakata ginie (śmierć bez konsekwencji), mniemam że zaczynasz teraz grę nową postacią więc nie będę pisać co się dzieje z Sarutobim.
- Reiji ginie (również śmierć bez konsekwencji) - budzisz się na pustyni całkiem sama (w odniesieniu do postaci używam formy żeńskiej) i nie widzisz żywego ducha. Nie pamiętasz co się wydarzyło i cholernie boli cię głowa i ramię. (szpital 24h)


Nagrody:
Nakata - 964 PF (bardzo wysoka jakość postów + liczyłem to przelicznikiem rangi A)
Himejima Reiji - 628 PF (dobra jakość postów + liczyłem twoją część misji jako ranga B)
Mao - 105 PF (chociaż mało, to posty całkiem spoko, acz masz mniej niż połowę postów ogólnych, więc nie łapiesz się na nagrodę pierwszej kategorii i daje ci jedynie za ilość postów.
Ponadto każdy uczestnik może nauczyć się jednej techniki swojej rangi za darmo (nie dotyczy Hijutsu i zdolności wychodzących poza ramy dopuszczalnych umiejętności waszych postaci)
▌Wytrzymałość Psychiczna - Poziom 2 ▌Szybkie Wiązanie Pieczęci - Poziom 2 ▌Czytanie Śladów - Poziom 1 ▌
▌Kowal - Poziom 1 ▌Perswazja - Poziom 1 ▌Sztuka Pieczętowania - Poziom 1 ▌Sztuka Kamuflarzu - Poziom 1 ▌


Obrazek

ODPOWIEDZ

Wróć do „Sunagakure no Sato”