Ninja Gaiden
http://ninjagaiden.pl/

[JE]Stłamsić bunt.
http://ninjagaiden.pl/viewtopic.php?f=99&t=11408
Strona 2 z 2

Autor:  Douhito Izuro [ So, 23 cze 2018, 12:49 ]
Tytuł:  Re: [JE]Stłamsić bunt.

Kiedy spytałeś o tego całego Nakatę młody chłopak pokiwał przecząco głową, natomiast dziewczyna zaczęła główkować. Najwidoczniej gdzieś słyszała już to imię, po chwili przypomniała sobie i z uśmiechem na twarzy szybko wycedziła co chciała powiedzieć.
- Słyszałam tylko o nim od naszego znajomego, jako tako nie wiem co potrafi, ale mimo wszystko słyszałam, że jest prawie tak silny jak Ty Czcigodny. - nie znała Twojej siły, ani jego. Mimo to takie plotki po wiosce się najwidoczniej panoszyły. Przywołałeś do siebie swoją sowę której nie zajęło zbyt długo, dostała wytyczne i od razu pofrunęła do góry. Więc wiedziała co ma robić, jak narazie nie specjalnie zmieniała wasz kierunek, najwidoczniej dobrze szliście. Była już późna noc, zrobiło się bardzo zimno jak na tutejsze popołudniowe warunki. Mimo to mogliście kroczyć dalej, minęła godzina gdy sowa zniżyła swój lot i usiadła na Twym ramieniu.
- Jesteśmy blisko, za tym pustynnym pagórkiem znajduje się mała oaza przy której znajduje się wioska do której zmierzamy. Ludzi za dużo nie ma, świecą się z trzy pochodnie. Prócz tego nikogo nie znalazłem. Jak by co Czcigodny, ta wioska chyba nie spodziewa się od razu walczyć. Może warto porozmawiać? - to była też jakaś myśl, może nie każdy tam chciał Twojej śmierci, wioska może i się buntowała przeciw Tobie, ale... Może kogoś zdołasz ocalić? Dwójka młodych ludzi spojrzała na sowę, a następnie na Ciebie.
- Czcigodny, nas nie znają, jesteśmy w końcu można powiedzieć tajemniczymi shinobi tej wioski. No chyba, że tamten rudzielec tam też się znajduje. Ciebie jednak każdy tam pewnie dobrze zna, co więc poczniemy? Jakie są Twoje rozkazy. - oboje czekali na to co teraz powiesz.

Autor:  Sabaku no Hissori [ Śr, 22 sie 2018, 08:15 ]
Tytuł:  Re: [JE]Stłamsić bunt.

Nie ma co się kryć. To czy można z nimi negocjować będę muszę tak czy siak ocenić sam. Was mogę jedynie prosić o ubezpieczanie moich pleców. Nie wejdziemy tam od razu z wielką masakrą ale też nie spodziewam się przyjaznego usposobienia. Spróbujcie przygotować za wczasu ekwipunek, który pozwoli nam na ewentualną zmianę terytorium walki. Bomby dymne, błyskowe, mikibishi. Wyruszycie teraz - macie godzinę na rozeznanie się w terenie, przygotowanie go i zaszycie się gdzieś wewnątrz aby nie zostać dostrzeżonym. Jak dla mnie możecie równie dobrze leżeć plackiem na dachach i czekać na rozwój sytuacji. Ja zostanę naszą przynentą i jednocześnie mediatorem aby dostrzec usposobienie wioski. Mimo wszystko nie spodziewam się, że będziemy mogli zostawić mieszkańców od tak sobie wolnych. Doprowadzenie przed komisję wojskową będzie najłagodniejszym co możemy zrobić a nie sądzę by zechcieli się sami poddać. Sapnąłem cicho po czym nastąpił głęboki wdech. Sowa również będzie gdzieś w pobliżu a i w razie czego mogę dopomóc się skorpionami. Gdy wyjdę na pagórek z pewnością zostanę zauważony. Ruszcie flankami nie dając się zobaczyć ani złapać. Rozglądałem się bacznie po okolicy upewniając się, że nikt nie może usłyszeć moich słów. Aha. I jak tylko wyczujecie rudzielca macie pełne przyzwolenie na skrócenie jego ciała o głowę czy którąś z kończyn. Nie zależy mi akurat na jego przeżyciu. Do zobaczenia za godzinę. Miałem nadzieję, że dwójka shinobich wykona rozkazy. Sam zaś przygotowałem swoją włócznię, poprawiłem rękawicę o specjalnych zdolnościach oraz zapiąłem ciaśniej paski pancerza. Nie chciałem nawet ukrywać tego, że jestem gotowy do walki. Wszystko od samego początku miało się do tego sprowadzać. Po odczekaniu godziny przywołuję dwa skorpiony - Kin oraz Itaro(mistrz przywołań lvl.1). Kin - mała skorpionica o zatrutym kolcu jadowym miała powoli przemieszczać się w stronę wioski. Itaro zaś jako duży skorpion miał być dodatkową ochroną oraz siłą uderzeniową w razie potrzeby. Wytłumaczyłem obu przywołańcom na czym polega ich zadanie po czym wyszedłem na pagórek razem większym ze skorpionów. Czekałem chwilę na reakcję lecz jeśli nikt nie odpowiadał starałem się podejść nieco bliżej wioski nie wchodząc jednak na jej teren po czym odezwałem się głośno: Czy to mnie poszukujecie? Czy to moje życie chcecie zakończyć? Już w tej chwili piasek zebrany wokół mnie miał chronić przed wszelkiego rodzaju formami ataku.


Przywołanie znasz

Pasywnie:
Pokaż/Ukryj:





Summony:
Pokaż/Ukryj:


Pokaż/Ukryj:

Autor:  Douhito Izuro [ N, 26 sie 2018, 16:13 ]
Tytuł:  Re: [JE]Stłamsić bunt.

Kiedy wydałeś polecenia dostrzegłeś aprobatę w ich mimice, raczej nikt nie miał zamiaru dyskutować z Czcigodnym, jednakże dostrzegłeś coś niepokojącego. Chłopak spoglądał na dziewczynę nieco niepewnie. Nie chciał ci chyba nic mówić, ale może coś między nimi było? Może on się o nią w jakiś sposób martwił? Twoja sowa wciąż siedziała na Twym ręku. Nie miałeś chyba zamiaru jej się wyzbywać. Po krótkiej chwili głuchej ciszy wszyscy wyruszyli. Chłopak od zachodniej strony wioski, a kobieta od wschodniej. Miałeś więc godzinę czasu na jakieś przemyślenia, nie planowałeś zbytnio się przygotowywać prócz przyzwania dwóch summonów. Zaraz obok Ciebie one się znalazły. Nie widziałeś swoich przyjaciół, widocznie dość dobrze się poukrywali. Minęła na oko godzina bo nie miałeś jak tego sprawdzić, a nie odliczałeś po czym ruszyłeś za pagórek. Do wioski było jeszcze kilometr, więc odległość nie pozwalała rozmawiać z kimkolwiek. Zbliżyłeś się na odległość trzystu metrów i dopiero wtedy dostrzegłeś jak ktoś zmierza ku Tobie. Był to staruszek, najprawdopodobniej głowa wioski. Miał z siedemdziesiąt lat, miał przy sobie tylko laskę o której się opierał. Nie dostrzegłeś żadnego uzbrojenia. Będąc sto metrów od Ciebie krzyknął byś go usłyszał. Wiatru dużo nie było, a więc piasek nie przeszkadzał w porozumieniu się.
- Czego tutaj chcesz Czcigodny, naszą stronę dobrze znasz. Nie zamierzamy cię zaakceptować jako Kage póki nie pokażesz naszej wiosce, że nie chcesz być kolejnym barbarzyńcom gotowym zabić kogo trzeba by osiągnąć co ci się żywnie podoba. Wielu takich było i nie po to tyle żyję aby wciąż tego doświadczać. Jeżeli przyszedłeś nas zabić to wiedz, że nie pójdzie ci to tak łatwo! - nie widziałeś w nim wojownika, on faktycznie miał zamiar walczyć z Tobą? Może wioska była przygotowana do obrony? W oddali widziałeś tylko i wyłącznie facetów, na oko piętnastu trzymających różne włócznie, miecze. Znajdowali się oni przy domach których było sześć w tym jeden ciut większy od reszty. Po środku znajdowała się mała oaza. Nie widziałeś dookoła swoich ludzi, ale zapewne uważnie cię obserwowali. Twój summon stał przy Tobie, a drugi gdzie teraz się znajdował? Jeżeli chodzi o sowę lata w przestworzach obserwując co się dzieje, raczej nie pomoże ci za dużo z racji zagrożenia. Co teraz ?

Autor:  Sabaku no Hissori [ Pn, 27 sie 2018, 11:29 ]
Tytuł:  Re: [JE]Stłamsić bunt.

Nie miałem zamiaru zbyt długo słuchać o tym czego nie przeżył staruszek. Po co mi to było? Mógł dawno zginąć gdyby nie obecność Kage podczas walki z avatarami. Niewdzięcznik. Powoli zacząłem zbliżać się w kierunku wioski rozglądając się za ewentualnym niebezpieczeństwem. Nie chcę tego robić więc i nie zmuszajcie mnie do takich czynności. Gdybyście tylko chcieli mogliście wrócić do wioski i korzystać ze wszystkich dóbr jakie przygotowałem zarówno mieszkańcom jak i przyjezdnym. Wzmocniłem garnizon od czasu ostatnich Kage – to prawda ale wiecie dobrze jak słaba była Suna do tej pory. Ciągle zmieniający się przedstawiciele wioski, wojny, dziury w budżecie. Pewnie nawet nie jesteście świadomi wszystkiego co powstało przez ostatnie miesiące tuż obok waszych domostw. Baseny, sklepy, miejsca rozrywki, miejsca pracy. Nieco wzburzony wzmożyłem uwagę starając się nie zostać zaskoczonym podczas tej smutnej pogawędki. To co tutaj robicie to zdrada, a czyny rudzielca, który mnie zaatakował to zamach na moje życie srogo karane. Zastanówcie się może czy warto tak ryzykować – szczególnie po tylu latach. Wy macie jeszcze szansę się odkupić. Wydajcie mi tego parszywca planującego odebranie mi życia a z pewnością nie pożałujecie swojej decyzji. Wrócicie do wioski aby zobaczyć rozkwit Sunagakure. Gdyby tylko coś próbowało mnie atakować staram się zasłonić piaskiem lub energetyczną tarczą tworzoną z rękawicy na mojej lewej dłoni. Dziadek nie wydawał się być bardzo groźny ale właśnie takich osób najczęściej trzeba się obawiać. Jedynym plusem sytuacji jest to, że po przywołaniu nie muszę utrzymywać więzi chakrą tak jak z kage bunshinami więc rozmowa nie będzie osłabieniem dla moich skorpionów. Pokładałem w nich duże nadzieje. Szczególnie mały skorpion na terenie wioski mógł w niespodziewanej chwili być pomocny. Serce powoli przyspieszało gdy podchodziłem coraz bliżej zabudowań. Czułem gdzieś wewnątrz siebie, że może być to moja ostatnia walka – fizycznie lub psychicznie. Jeśli nie uda się przekonać miejscowych do kapitulacji być może trzeba będzie wyrżnąć ich co do jednego a wtedy z pewnością nie będę już tym samym człowiekiem. Wyjąłem z kieszeni jeden z lizaków które przy sobie miałem. Ostatnia wieczerza w słodkiej formie? Można tak powiedzieć. Piasek zgrzytał pod butami coraz głośniej z każdym kolejnym krokiem. Bądź ze mną mój złoty przyjacielu, chroń mnie przed niebezpieczeństwem a ja zawsze będę przy Tobie. Głęboki wdech. Wydech. Przejaw agresji i możesz nacierać Itaro – szepnąłem w stronę skorpiona nadal obserwując teren przed sobą.

Autor:  Douhito Izuro [ So, 8 wrz 2018, 17:02 ]
Tytuł:  Re: [JE]Stłamsić bunt.

Zbliżałeś się co raz bliżej staruszka, odległość zmalała do czterdziestu metrów. Było to dość daleko, ale dla kogoś takiego szybkie zmalenie tej odległości nie było czymś trudnym. Dziadek mocniej zacisnął swój kij, podniósł go w Twoim kierunku. Nie widziałeś w nim strachu.
- Nie wiem co się w Sunie dzieje, nie interesuje mnie to. Nie próbuj mnie Czcigodny namówić bo już od dawna straciłem w was wiarę! Głowa wioski nie powinna wykorzystywać słabych do swych celów, powinniśmy być jednością, a od zawsze w tej wiosce każdy każdemu był wrogiem. To się nie zmieni póki nie wybijemy którejś ze stron. Ty zapewne myślisz, że uda ci się wszystkich przekonać do Ciebie, ale wiesz co? Budując basen skrzywdziłeś piękno wioski, po co nam ona? Nie chcemy tu obcych którzy kradną nasze żony, dzieci! Ty tego zapewne nie wiesz bo po co miałbyś to wiedzieć. Nie podchodź! Odejdź! - wziął głęboki wdech i spojrzał na swoich współtowarzyszy, każdy mocniej ścisnął włócznie, miecze wiedząc co zaraz przyjdzie im zrobić. Najwidoczniej jeżeli dalej będziesz robił kroki naprzód przyjdzie ci z nimi walczyć. Rozejrzałeś się instynktownie dookoła, nie dostrzegłeś nikogo, ani niczego podejrzanego. Staruszek krzyknął ostatnie słowa do Ciebie.
- Mojego wnuczka ci nie wydam, Ichire wspaniałym człowiekiem, zabłądził, ale nie damy go skrzywdzić! - chyba nie wiedział co on zrobił, coś było w tym wszystkim nie tak. Skoro to nie oni zlecili morderstwo na Tobie, to kto? Czyżby on sam, a może należał do jakiejś grupy? Tego nie wiedziałeś. Mogłeś zadecydować co dalej, czy chcesz rozmawiać, czy powybijać ich wszystkich. Chciałeś więc praktykować rządy Twoich poprzedników, czy sprawić aby tamtych w końcu zjednać.... Wioska piasku nie była łatwą wioską do rządzenia, wciąż pełna krwi!

Położenie towarzyszy: Jeden skorpion obok Ciebie, drugi pod wioską jak dobrze rozumiem. Co do dwójki przyjaciół nie masz pojęcia gdzie, ale zdajesz sobie sprawę, że cię obserwują.

Autor:  Sabaku no Hissori [ Wt, 25 wrz 2018, 21:40 ]
Tytuł:  Re: [JE]Stłamsić bunt.

Macie ostatnią szansę aby zmienić zdanie i wrócić. Nie chcę rozlewu krwi. Nikt na siłę tych kobiet z wioski nie wyciąga. To wasz prywatny problem. Zbierając na sobie piaskowy pancerz - powoli, równomiernym krokiem zbliżałem się do wioski obserwując co się dzieje. Nie chciałem biec. Chciałem dać im chwilę na zastanowienie a jednocześnie zbudować napięcie mające wprawić ich w niepewność. Kilka sekund wystarczy aby taką decyzję podjąć. Ciężki oddech jakby wydał wyrok. Zatrzymałem się na około trzydzieści pięć metrów od wioski nie słysząc odpowiedzi używam silnych uderzeń piasku spod stóp przeciwników. Postaraj się ich nie zabić - rzuciłem krótko do skorpiona. Uderzenia od zewnątrz do środka kolana mają uszkodzić stawy kolanowe powodując ból i jednocześnie uniemożliwiając dalszy ruch a jedynie bezczynne leżenie w miejscu. Nie zależało mi póki co na ich śmierci. Będąc niesamowicie uważnym obserwowałem rozległe pole przede mną unosząc się na piaskowym podeście w górę**. W ten sposób chciałem wyeliminować jakiekolwiek próby podejścia mnie spod ziemi gdzie mógł kryć się skrytobójca z wcześniej. Unosząc się ponad ziemią mogłem obserwować z góry wioskę a jednocześnie być słyszalnym z daleka. Równocześnie w razie czego mogłem liczyć na ewentualną pomoc sowiej towarzyszki chociaż pewnie ona w tym starciu nie będzie mi potrzebna. Szukałem wzrokiem kolejnych chętnych spróbować siły Kazekage. Moim celem było zadanie dużo bólu i unieruchomienie możliwie największej ilości oponentów. Korzystając z ogromnego zasięgu kontroli piasku chciałem zbudować przewagę psychiczną. Kazekage przybył! Pokażcie mi swoją siłę buntownicy! Liczyłem na wywabienie(perswazja lvl.1) przynajmniej większości shinobi i wojowników spomiędzy osłon jakimi są drewniane (zapewne) domy i namioty. Gdy ogień zaporowy buntowników będzie wzrastał postaram się przejść głównie do defensywy unikając lub blokując większości pocisków miotanych w moją stronę. Wyczekiwałem tylko odpowiedniego momentu by krzyknąć głośno do towarzyszy (oraz jadowitego skorpiona ukrytego w szeregach wroga): Podpalić budynki i obezwładnić jak największą ilość ludzi! Cóż wybrali. Nie można mieć wszystkiego. Oferowałem im dwukrotnie możliwość kapitulacji. Rada dobrze wiedziała na co mnie posyła. Jeżeli będzie trzeba stanę się Karmazynowym Skorpionem Pustyni. Tyle lat ciężko pracowałem aby być tu gdzie jestem. Może i nie zawsze okazywałem entuzjazm i zaangażowanie ale każdy dzień, każda noc były rozmyślaniem nad tym jak przełamać bariery, jak stać się lepszym, jak sprawić, że ludzie zapamiętają imię Hissori. Nie odbierzecie mi tej wioski, nie odbierzecie siły i nadziei tym, którzy postanowili mi zaufać, nie odbierzecie stabilizacji i pokoju jakie udało nam się uzyskać. Ryknąłem na całe gardło po chwili wracając. Sunagakure zaczyna świecić a ja będę stał jako jej Cień i doglądał aby nikt nie przyćmił jej blasku! Byłem spokojny a jednocześnie morderczo nastawiony panując nad tym aby nie użyć najbardziej destrukcyjnej części arsenału shinobi i nie pozabijać niewdzięczników.



Pasywnie:
Pokaż/Ukryj:

Pokaż/Ukryj:

*
Pokaż/Ukryj:

**
Pokaż/Ukryj:

Autor:  Douhito Izuro [ Wt, 2 paź 2018, 11:29 ]
Tytuł:  Re: [JE]Stłamsić bunt.

Byłeś skoncentrowany na tym by zniszczyć tą całą miernotę, nie leżało ci już na sercu ich życie, postanowiłeś zrobić pierwszy krok. Ruszyłeś więc powoli w ich stronę, wzbiłeś się w powietrze. Dostrzegłeś jak ich sprzęt poruszył się. Wszyscy nastawili się bojowo, ale wciąż nie zamierzali się ruszać. Wiedziałeś, że ich siła nie równa się Twojej, nie będzie to raczej ciężka bitwa. Mimo to ich odwaga była czymś co można podziwiać. Staruszek podniósł dumnie głowę i trzymając wysoko laskę krzyknął do swoich ludzi!
- Nie ma ludzi którzy się nie boją śmierci, nie ma też śmiałków którzy nie myślą o tym dlatego też weź swoje życie w garść i pokaż temu dumnemu człowiekowi czym jest zwykły lud, nie bojący się umierać za swą godność! Za nasze rodziny! - wykrzyczał i w tym momencie w Twoją stronę ruszyło piętnastu mężczyzn, czwórka z nich po chwili zatrzymała się. Staruszek stał niczym nie poruszony, nie miał zamiaru walczyć bo raczej wiek mu na to nie pozwalał, jedynastka pędziła na Ciebie z włóczniami, mieczami najprawdopodobniej to zwykły lud, a czwórka za nimi szybko wytworzyła powietrzne shurikeny i wycelowała w Ciebie. Najwidoczniej nie znali Twojej siły! Mimo to mieli odwagę ci się przeciwstawić! W Twoim kierunku pędziło czternaście shurikenów*, w różnych kombinacjach i odstępach czasowych. Jak na zwykłą, podstawową armię potrafili co nieco! Pierwsze shurikeny zaczęły docierać mimo to Twoja piaskowa "zbroja" zablokowała pierwsze pięć. Ty natomiast wydałeś polecenia swoim przyjaciołom. Dostrzegłeś od razu poruszenie, skorpion przy Tobie skrył się w piasku i ruszył na zwykłych przeciwników ci nie zdołali się zorientować przez co pierwsza dwójka po prostu została ugodzona w nogi nie mogąc za bardzo się ruszać. Żyli, pozostali chcieli coś z tym zrobić jednakże ty rozpocząłeś swoją technikę. Spod ich nóg wyłoniły się bicze które były wycelowane w kolana. Pierwszy który to dostrzegł od razu się przeląkł Twojej potęgi, otrzymał mocny cios w prawe kolano i padł na ziemię niczym rażonym prądem. Takim sposobem unieruchomiłeś trójkę, a więc na polu wojujących zostało sześciu którzy w tym momencie rzucili cztery włócznie z odległości dziesięciu metrów w Twoim kierunku, wojownicy kontrolujący shurikeny również postanowili zgrać swoją technikę i namierzyli swoje ostrza z różnych stron, a więc dziewięć Fuutonowych gwiazdek leciało zza pleców, z boku, z góry!
Skorpion który znajdował się przy ich wioseczce zaczął szaleć, nie miał za bardzo jak podpalić budynek no bo jak, ale rzucił się od tyłu na tych którzy tam zostali. Były to dzieci i kobiety, ich krzyki było słychać na całym polu bitwy, raczej nastawienie wojowników po tym wszystkim zmniejszy się! Dwójka twoich towarzyszy również postanowiła zareagować, z Twojej prawej strony, za jednej pustynnej kupy wyłoniła się kobieta, nikt raczej się jej nie spodziewał. Wycelowała pośpiesznie technikę Katonu w stronę shinobi władających shurikenami, byli oni praktycznie blisko siebie. Kula pędziła w ich stronę jednakże w pewnym momencie coś stanęło na ich drodze, był to staruszek który szybko zblokował swoim ciałem ogromną kulę, ta rozprysnęła się potęgując obrażenia. Staruch padł na ziemię, raczej już mało życia mu pozostało, miałeś więc i jego z głowy.
Drugi Twój shinobi nie pojawiał się, nie wiedziałeś dlaczego, w pewnym momencie usłyszałeś krzyk, jak by ktoś go rozdzierał ze skóry, od razu rozpoznałeś głos to przecież Yukio. Najwidoczniej ktoś sprawiał mu piekielny ból, skierowałeś mimo wszystko spojrzenie w ów kierunku i dostrzegłeś rudzielca który unieruchomił Twojego wojownika, a teraz przebijał go włócznią jak ser szwajcarski, nie mieliście raczej szans go uratować.

Sytuacja:
Jesteś w powietrzu na swym podwyższeniu, w Twoim kierunku leci dziewięć shurikenów z różnych stron i frontalnie cztery włócznie które nie były niczym nasączone, wszystko było zgrane naprawdę co do sekundy. Do zabicia miałeś szóstkę wojowników, czwórkę miotaczy i rudowłosego który znajdował się tuż przy wiosce (po Twojej lewej stronie), dziewczyna ma odległość do niego jakieś 300 metrów, ty jakieś 250 metrów. Oboje jednak macie przed sobą wojowników więc pomoc Yukio nie będzie taka łatwa.

Yukio - jest unieruchomiony i najprawdopodobniej zginie.
AIKO - aktualnie dostrzega skutki swojej techniki, a więc staruszka który poświęcił życie. Nie widzi Yukio, ale słyszy.
Jeden ze skorpionów jest w wiosce i zabija wszystkie dzieci i kobiety tam znajdujące się, jest on jednak najbliżej chłopaka.
Drugi skorpion bije się z kolejnymi wojownikami.



Kaiten Shuriken *
Pokaż/Ukryj:

Autor:  Sabaku no Hissori [ Pt, 5 paź 2018, 11:46 ]
Tytuł:  Re: [JE]Stłamsić bunt.

Koniec wielkich słów. Nie było na to czasu. Trzeba działać a nie pieprzyć trzy po trzy z ludźmi, którzy tak czy siak mieli Cię w dupie. Mając na uwadze to, że muszę ocalić Yukio wystrzeliłem tak szybko jak tylko potrafiłem w kierunku chłopaka. Nie musiałem być tuż przy nim. Ilość piachu w okolicy to ogromny atut. Wystarczyło być trochę bliżej. Jeszcze troszkę. Jeszcze bliżej. Leciałem jak tylko mogłem starając się jak najszybciej zdmuchnąć nadlatujące włócznie przy pomocy Ressenpuu. Musiałem liczyć na świetną obronę piachu, który miał wyłapać inne pociski kiedy ja chciałem dostać się na zasięg techniki. Nie mogłem być tam na miejscu więc moją jedyną nadzieją było użycie niemalże całego asortymentu piaskowych zdolności. Pierwszą częścią więc jest stworzenie piaskowego klona w pobliżu Yukio tak aby mieć możliwość szybkiej reakcji. Jednocześnie przy pomocy zdolności klanowych chcę oddzielić rudowłosego od chłopaka ścianą z piasku, która zabezpieczy go od próby dobicia chłopaka. W tym samym czasie klon korzystając ze swojej chakry powinien doskoczyć do niego i otoczyć piaskową kulą, która pozwoli zabezpieczyć zarówno klona jak i chłopaka przed dalszymi obrażeniami. Chciałem się szybko zorientować co się dzieje z dziewczyną i czy radzi sobie w towarzystwie skorpionów z resztą oponentów. Przez chwilę piaskowa kula powinna wytrzymać ewentualne ataki a ja nie mogłem skupić się jedynie na chłopaku. Po zorientowaniu się o odległości dziewczyny ode mnie a także ilości przeciwników przy niej - tworzę ogromną łapę, która pazurami ma porozrywać wszystkich próbujących dopaść młodą chunninkę. Dość tego. Wioska piasku nie może upaść przez bandę dziadów i rudzielca. Nie chodziło mi na początku o takie rozwiązanie sprawy jednakże sytuacja zmieniła się gdy tylko usłyszałem cierpiącego Yukio. Czas było rozwiązać tą sprawę raz a dobrze. Mogłem bawić się i oglądać cierpienie tych, którzy byli na tyle głupi aby poświęcić swoje życie dla drogi nukkeninstwa bo tylko nukkeninami można ich było określić w tym momencie. Najgorsze jest to, że nie dość, że nie szanują swojego życia to nie szanują życia innych. Mogli odejść. Mogli przenieść się do całkiem innego miejsca. Zostając jednak na terenie Kaze no kuni podpisali wyrok.

Podmuch powietrza:
Pokaż/Ukryj:

Klon z piasku:
Pokaż/Ukryj:


Ściana z piasku: Podstawowa technika kontroli
Kula z piasku:
Pokaż/Ukryj:

Ogromna łapa:
Pokaż/Ukryj:

Autor:  Douhito Izuro [ N, 14 paź 2018, 19:25 ]
Tytuł:  Re: [JE]Stłamsić bunt.

Nie liczyło się nic dla Ciebie poza bezpieczeństwem Twojego kompana. Co z tego, że po drodze miałeś masę nieprzyjaciół pragnących Twojej śmierci, nie byli oni przecież choć trochę poziomem zbliżeni do Ciebie. Przy użyciu technik klanowych popędziłeś w stronę przyjaciela. Mimo, że byłeś dość potężnym shinobi to jednak miałeś pewien mankament, nie posiadałeś dużej ilości czakry i te wszystkie twory raczej nie obejdą się bez efektów, ale do rzeczy. Wrogowie skupili się na Tobie, zaczęli rzucać, miotać wszystkim aby Ciebie powstrzymać. Ty jednak dzięki swym niebanalnym zdolnościom kontroli Fuutonu i KKG byłeś zdolny do wręcz całkowitej obrony. Jakimś cudem jednak poczułeś na lewym ramieniu lekkie draśnięcie. Mimo wszystko zlekceważenie tylu przeciwników nie mogło się przecież obejść. Rana nie była jednak poważna, po prostu draśnięcie nasączonym ostrzem, akurat Twój piasek nie nadążył. Byłeś już naprawdę blisko przyjaciela, widziałeś jak rudy uśmiecha się mając pod butem Twojego przyjaciela! Wyciągnął jakąś strzykawkę i wbił ją chłopakowi, ten przez chwilę nic się nie odzywał aż nastąpił ogromny krzyk, nie przestawał wrzeszczeć, a więc miał umrzeć w agonii? Rany były na tyle poważne, że jeżeli ktoś mu nie pomoże to nic już z niego nie będzie. Wytworzyłeś klona, a także piaskową ścianę aby odgrodzić się od wroga. Nie widziałeś gdzie teraz znajduje się Twój przeciwnik, klon po chwili zdołał wytworzyć kopułę jednak jeżeli zaraz coś się z nim nie podzieje to po prostu umrze na jego oczach. Dziewczyna jak i Twoje skorpiony zaczęły niwelować siły wroga, ty używając piaskowej "łapy" dobiłeś praktycznie większość, została dwójka młodych wojowników na polu bitwy którzy opuścili włócznie licząc na Twą łaskę. Nie mówili jednak nic, po prostu czekali. Większość tutaj po prostu zginęła, nie widziałeś rannych. Dziewczyna popędziła do swojego brata chcąc mu pomóc w końcu była medykiem, było głucho, miałeś sporo szczęścia, że rudzielec nie zaatakował Ciebie w końcu skupiłeś się na płotkach które były w innym miejscu, ale jak się okazało główny winowajca po prostu zwiał. Gdzie? Tego niestety nie wiedziałeś. Twoje skorpiony zameldowały ci, że nikogo już nie ma, a dziewczyna? Zaczęła szlochać widząc brata.... Wiedziała dobrze co się stało, dostrzegła po jego minie, że niestety zmarł, nawet jej zdolności nie pozwalały na uratowanie go z tego wszystkiego... Twój klon nie był ci już raczej potrzebny, co teraz zrobisz? Dookoła Ciebie jest biedna dziewczyna, a także dwójka wrogów nie chcąca już walczyć.

Strona 2 z 2 Strefa czasowa: UTC + 1
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/