Trening Kozoke.

Awatar użytkownika
Sabaku no Hissori
Posty: 3442
Rejestracja: śr, 7 wrz 2011, 15:46
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: Onanizacja
Wioska: Sunagakure no sato
Ranga: T. Chunnin
Wiek Postaci: 20
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: Ni Kaishi +
Zasoby Chakry: Ni Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi ++
Kontrola Fūton: Ni Kaishi
Walka Wręcz: Ichi Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=236054#p236054
Lokalizacja: Tak

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Sabaku no Hissori » wt, 26 sie 2014, 12:06

22 WM
Obrazek

Szybkie Składanie Pieczęci lvl.1
Tropienie lvl.1
Wytrzymałość psychiczna lvl.1
Mistrz Przywołań lvl.1


Kyou – Oburęczność

Pokaż/Ukryj:

Awatar użytkownika
Kozoke Shinja
Posty: 3882
Rejestracja: ndz, 25 sie 2013, 13:58
Płeć: Mężczyzna
Ranga: S.Jounin
Wiek Postaci: 20
Siła: Go Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi +
Szybkość: Yon Kaishi
Zręczność: Yon Kaishi
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: San Kaishi
Kontrola Doton: San Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=7398&p=156639#p156639

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Kozoke Shinja » wt, 26 sie 2014, 12:11

Po odpoczynku stałem się trochę zastały. Trening walki mieczem gdyż sobie zdałem sprawę, że bez odpowiedniej siły machanie takimi dużymi mieczami nie będzie efektywne. Więc postanowiłem potrenować ten atrybut i to na nim głównie się skupić by osiągnąć zadowalający mnie poziom. Wstałem i zacząłem się rozciągać. Powoli rozgrzewałem wszystkie mięśnie by nie doznać kontuzji. Niedługo przejdę do nauki technik i po prostu nie mogłem sobie pozwolić na jakiekolwiek urazy. Po paru minutach mogłem przystąpić do normalnych ćwiczeń. Najprostszym na siłę a zarazem najlepszym na rozgrzewkę będą pompki. Klęknąłem i zacząłem układać się do idealnej pozycji. Dłonie spoczęły na szerokości barków. Takie ich rozstawienie gwarantowało mi dobry trening. Nogi wypuściłem do tyłu najbardziej jak to było możliwe by zachować dobrą pozycję. Czyli żeby ciało było proste a nogi ustawione na palcach. Już wszystko prawie było dobrze. Ustawiłem palce w dłoni by rozstawić je równomiernie. Takim sposobem zagwarantowałem sobie statyczność i kontrolę. Uniosłem się. Policzyłem do trzech i zacząłem. Bardzo powoli zszedłem do ziemi. Wydychając powietrze. Nosem dotknąłem podłogi po czym równie powoli się podniosłem. Nie robiłem ćwiczenia na wytrzymałość tylko na siłę więc nie spieszyłem się w jego wykonywaniu. Wszystkie trybiki miały najpierw się porządnie rozgrzać by później się rozwijać zwiększając tym samym moją siłę, którą nabyłem w poprzednich treningach. Przy każdym powtórzeniu czułem jak mięśnie pracują. Gdy byłem w pozycji wyżej wszystkie się rozprężały chwilę odpoczywając i opierając się na zwykłych procesach fizycznych zachodzących w moich rękach. Lecz gdy już opadałem to mięśnie by mnie utrzymać naprężały się. Gdybym nie miał mojego luźnego płaszcza byłoby widać dobrze rozbudowane mięśnie, które pracowały na całej rozciągliwości ciała. Powoli zaczynałem robić sobie własne tempo powoli wymawiając: raz, dwa, trzy, cztery. Ćwiczenie opierało się w czterech krokach. Trzymanie się na górze, opadanie, trzymanie się na dole i podnoszenie. Te wszystkie aspekty wchodziły w dobrze wykonane pompki. Cały czas byłem wyprostowany w czym pomagał mi mój miecz, który sam w sobie był dość sporym obciążeniem. To mi nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Dzięki niemu mogłem jeszcze bardziej wysilić się nad treningiem a to była rzecz pożądana. Po kilkunastu minutach poczułem delikatne kłucie w pewnych partii mięśni, które najciężej pracowały. Już bardzo porządnie się rozgrzałem. Szczerze to rozgrzałem się tak, że można było pomyśleć, że wyszedłem dopiero z jakiegoś basenu. Nie wstawałem ale pozostałem w pozycji jakbym miał jeszcze zrobić jedną pompkę. Odpowiednio się zgiąłem i wybiłem z nóg. Utrzymując równowagę stanąłem na rękach. Podszedłem do ściany i oparłem o nią nogi. Co jak co ale to nie był trening zręczności a siły a nie zamierzałem jakoś szczególnie wybitnie balansować. Teraz przechodziłem do trudniejszego ćwiczenia, które pozwoli mi poczuć moje mięśnie w stu procentach. Odpowiednio rozszerzyłem palce dłonie by złapać stabilność. Specjalnie wybrałem specjalną ścianę by buty mogły mi się swobodnie ślizgać. Zacząłem wykonywać pompki. Te pompki różniły się znacząco od tamtych. Dziwnie oglądało się świat do góry nogami widząc ciągle tych samych ludzi, którzy trenowali. Gdy się opuszczałem to nie było jeszcze tak tragicznie. Wystarczyło się tylko utrzymać. Jednak podnoszenie swojego dosłownie całego ciała wymagało ode mnie niezwykłego wręcz skupienia i włożonej siły. Każde takie uniesienie powodowało, że coraz bardziej czułem mięśnie. Po około dwóch minutach zaczął się delikatny ból, lecz nie przestawałem. Powiedziałem sobie, że wytrwam w tym ćwiczeniu przynajmniej pięć minut. Nie spieszyłem się zbytnio dając moim mięśniom jak najdłuższy czas pracy. Powolne rozwijanie swojej tkanki mięśniowej. To lubiłem. Wszystko pracowało na swoich pełnych obrotach a przy tym nie męczyłem swojego organizmu tylko mięśnie, które coraz bardziej bolały. Na szczęście była to nieco inna partia niż przy wykonywaniu standardowej wersji tego ćwiczenia. Przynajmniej tyle. W głowie miałem już kolejną część treningu gdy skończą się te pięć minut. Cztery i już miałem dość. Mięśnie pracowały ponad skale, ból był na tyle wyraźny, że już zaczynał mi sprawiać przyjemność. Po minięciu pięciu minut wiedziałem, że nie mogę sobie pozwolić na więcej gdyż odczuwana przyjemność stawała się coraz większa i mięśnie mogły nie wytrzymać takich obciążeń. Bałem się jakiejś kontuzji, która wykluczy mnie z egzaminu na chunina. Trenowałem intensywnie gdyż ten zbliżał się wielkimi krokami, lecz zdawałem sobie sprawę, że nie mogę przegiąć. Wyginając odpowiednio swoje ciało stanąłem na nogach. Podszedłem do worka treningowego. Takiego zwykłego dużego wora, który wisi i aby czeka na bardzo porządny łomot. Odpocząłem dwie minuty i zacząłem okładać worek. Nie trenowałem jednak techniki lecz siłę. Lewa ręka wykonała zamach do tyłu. Nie przypominało to zamachów z mojego treningu walki mieczem. Teraz łokieć miałem przy siebie i to w sumie aby on wyszedł poza linię kręgosłupa. Pięść spoczęła przy boku. Teraz tylko uwolniłem całe swoje pokłady siły. Szybki i silny cios wbił się w worek. Ten tylko delikatnie się przesunął. Miał w sobie gąbkę dzięki, której tylko jakiś wyjątkowy geniusz mógł sobie coś zrobić przy tym treningu. Wycofałem prawą rękę tak samo jak wcześniej prawą. Wystrzeliła ona do przodu z całej swojej siły a w tym samym czasie wycofałem lewą rękę by przybrać pozycję jak wcześniej. Ponownie worek delikatnie się poruszył i ponownie padło kolejne uderzenie z takimi samymi krokami. Biłem ten worek tak cały czas. Czułem jak mięśnie mi pracują na maksimum swojej wydajności. Dzięki temu też niebywale się rozwijały. Krew krążyła w żyłach szybciej niż normalnie. Nie przejmowałem się tym bowiem wiedziałem, że gdy mięśnie pracują spalają przy tym tlen, który dostarcza im właśnie krew. Dlatego ona tak szybko płynęła by nadążyć z dostawami. Cały mechanizm działał bardzo dobrze. Można by było powiedzieć, że wyśmienicie. Po jakiś piętnastu minutach zrezygnowałem z takiego sposobu uderzanie na inny. Oczywiście świadomość podpowiadała mi, że źle robię bo nie uderzam technicznie ale jak już wcześniej wspomniałem był to trening na siłę. Tym razem wystawiłem pięść za siebie. Mocno ją zacisnąłem by na pewno sobie nic nie zrobić. Naprężyły mi się wszystkie mięśnie i ręka poleciała do góry ruchem wahadłowym. Skończyła bardzo mocno wbijając się w worek. Druga ręka już była w tyle, po chwili leciała tak samo jak ta pierwsza. W tym czasie wycofywałem pierwszą rękę przy ciele by przejść do pozycji wyjściowej. Takimi wahadłowymi ruchami obijałem ten biedny worek treningowy, który coraz bardziej się poruszał. Tym razem pracowały trochę inne partie mięśni. W każdym treningu w sumie inne mięśnie pracowały dzięki czemu wszystko rozwijałem tak samo i niczego nie zaniedbywałem. Już nudziło mi się okładanie worka. Odszedłem od niego i spojrzałem zestaw do ćwiczeń leżący na podłodze. Sztangi, drążki i inne rzeczy. Był to dar od losy gdyż nikt inny na tym nie trenował więc mogłem sobie spokojnie zrobić trening taki jak sobie wymarzyłem. Podszedłem do drążka i zacząłem zastanawiać jak tu na nim potrenować. Ujrzałem dwa pięciokilogramowe odważniki. Po chwili przywiązałem je sobie do nóg by zwiększyć swoją ogólną masę. Ledwo podskoczyłem i złapałem się drążka. Utrzymywałem się bez problemu, lecz przymocowane obciążniki były wyczuwalne aż nadto. Mimo, że to tylko dziesięć kilo więcej to przyzwyczajony do swojej wagi zwiększałem pracę mięśni. Pierwszy raz się podciągnąłem i zawisłem brodą ponad drążkiem. Trzymałem się w tej pozycji paręnaście sekund gdyż występowała tu ta sama zasada co przy robieniu pompek. Czym dłużej zmuszałem moje mięśnie do pracy tym szybciej rozwijały się w stosunku do zmęczenia ciała dzięki czemu będę mógł jeszcze trochę trenować. A na pewno dużo dłużej niż gdybym robił wszystko z najszybszą prędkością. Takie coś nie miało sensu. Na drążku opuściłem się najwolniej jak potrafiłem. Każdy centymetr sześcienny tkanki mięśniowej w rękach i ramionach pracował na sto procent. Gdy opadłem chwilę dałem odpoczynku dla mojego ciała po czym ponownie się podniosłem. Pot, który mi towarzyszył od samego początku tego treningu zaczął się nasilać a to nie było zbyt przyjemne, gdyż z czoła napływał mi do oczu. Po paru minutach takiego powolnego podciągania zeskoczyłem na ziemie po czym odwiązałem odważniki. Ponownie podskoczyłem. Tym razem poczułem się bardzo lekko na ciele. Kto by pomyślał, że głupie dziesięć kilo może zmienić aż tak wiele. Po podskoku ponownie chwyciłem się przyrządu na, którym ćwiczyłem i puściłem się jedną ręką. Teraz prawa ręka aby trzymała przyrząd do ćwiczeń. Zacząłem się na niej podciągać. Oczywiście nie byłem w stanie zawisnąć brodą ponad pewną linię ale starałem się. Mój główny mięsień ręki poddawany był prawdziwej próbie. Miał za zadanie udźwignąć moje całe ciało co było rzeczą wręcz niewyobrażalną i niepojętą. Po dwóch minutach już nie mogłem tego kontynuować. Zostałem zmuszony do zmiany ręki przez własne głupie ograniczenia. Teraz wisiałem na lewej, która zawsze wydawała mi się słabsza. Pragnąłem pokonać te stereotypy by pokazać sobie i innym ale w szczególności sobie, że lewa ręka jest tak samo a nawet bardziej silna niż prawa. Minuta czterdzieści już miałem dosyć. Wytrzymaj jeszcze przynajmniej dwadzieścia sekund. Powtarzałem sobie i podciągałem tą ręką. Moja siła zwiększała. Mimo, że nie mogłem tego wiedzieć w sposób logiczny to wiedziałem to dzięki swojemu ciału. Było to takie przeczucie. Puściłem się dwie sekundy przed pełnymi dwoma minutami. Więc lewa ręka jednak jest słabsza. Cieszyłem się, że nie na tyle słaba by robiło to jakąś różnice w walce. Odpocząłem kilka minut by mięśnie wystygły choć nie do końca. Po tym odpoczynku przeszedłem do sztang. Porządnie wymoczyłem palce w kredzie by nie ślizgały mi się po drążku. Nie chciałbym, żeby podczas podnoszenia wyślizgnął mi się z rąk tylko dlatego, że nie zadbałem o to poprzednio. Dobrałem na początku pięćdziesiąt kilo do podniesienia. Dokręciłem wszystko tak jak być powinno i położyłem się na macie. Chwyciłem rurkę i zacisnąłem na niej swoje palce niczym na mieczu, który zresztą leżał teraz obok gdyż inaczej nie mógłbym się położyć na macie. Podniosłem sztangę i zacząłem wyciskać na klatę. W tym ćwiczeniu ćwiczyłem już inne partie mięśni niż poprzednio. Wszystko złoży się na to, że będę najlepiej wytrenowanym geninem na tym poziomie. Obraz staną mi przed oczami gdy dalej trenowałem. Właśnie tak pomyślałem, że jeszcze nigdy nie cisnąłem tak z treningiem jak teraz. Uśmiechnąłem się pod nosem gdy po raz dwudziesty unosiłem już sztangę. Wszystko powoli co sprawiało, że wykonywałem ten trening już paręnaście minut. Na chwilę się podniosłem i zwiększyłem ciężar o pięć kilogramów więcej niż wynosiło moje wcześniejsze maksimum. Teraz się położyłem i ostrożnie podniosłem sztangę. Udało mi się. Teraz powoli podnosiłem i opuszczałem ten ciężar. Wymagało to ode mnie kontroli własnego ciała i dość dużej precyzji gdyż każdy nieprawidłowy ruch mógł skończyć się jakimś błędem i ten cały ciężar spadłby na moją klatkę piersiową. Tak się nie stało a ja dalej podnosiłem tą wagę. Ciężar stawał się coraz bardziej nieznośny. Jednak dawałem radę. Pragnąłem by moje mięśnie cały czas na bieżąco się rozwijały. Teraz właśnie wchodziły w ostatnią fazę w której jest to możliwe bez odpoczynku dlatego też chciałem to jak najbardziej wykorzystać. Stała się rzecz, której się nie spodziewałem. Dłonie zaczęły mi się pocić. Oceniałem stan kredy na nich gdy nagle doszedłem do wniosku, że i tak czy siak już dobrze by było kończyć. Podniosłem sztangę jeszcze ostatnie dwa razy skupiając się przy tych najbardziej jak mogłem. Chciałem wyczuć każdy ruch moich rozwiniętych już na przyzwoity poziom mięśni. Tyle chyba mi starczy. Postawiłem przyrząd z którym trenowałem na swoje miejsce. Wstałem i usiadłem pod ścianą. Należało odpocząć po takim treningu. Zastanawiałem się jednocześnie co mógłbym jeszcze potrenować. Do egzaminu na chunina mogło się wszystko przydać a nie mogłem się wszystkiego nauczyć bo czasu mi nie starczy. Musiałem wszystko dobrze przemyśleć.
.


Obrazek

♦ Mistrz walki mieczem ♦ Geniusz Ciężkiej Pracy ♦ Zabójcy we mgle ♦
♦ Kowal (3) ♦ Perswazja (1) ♦ Wytrzymałość psychiczna (3) ♦ Sztuka Pieczętowania (2) ♦ Sztuka kamuflażu (1) ♦ Czytanie śladów (1) ♦


.

Awatar użytkownika
Sabaku no Hissori
Posty: 3442
Rejestracja: śr, 7 wrz 2011, 15:46
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: Onanizacja
Wioska: Sunagakure no sato
Ranga: T. Chunnin
Wiek Postaci: 20
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: Ni Kaishi +
Zasoby Chakry: Ni Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi ++
Kontrola Fūton: Ni Kaishi
Walka Wręcz: Ichi Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=236054#p236054
Lokalizacja: Tak

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Sabaku no Hissori » wt, 26 sie 2014, 12:13

22 strencz
Obrazek

Szybkie Składanie Pieczęci lvl.1
Tropienie lvl.1
Wytrzymałość psychiczna lvl.1
Mistrz Przywołań lvl.1


Kyou – Oburęczność

Pokaż/Ukryj:

Awatar użytkownika
Kozoke Shinja
Posty: 3882
Rejestracja: ndz, 25 sie 2013, 13:58
Płeć: Mężczyzna
Ranga: S.Jounin
Wiek Postaci: 20
Siła: Go Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi +
Szybkość: Yon Kaishi
Zręczność: Yon Kaishi
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: San Kaishi
Kontrola Doton: San Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=7398&p=156639#p156639

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Kozoke Shinja » wt, 26 sie 2014, 12:20

Nauka - PR odjąłem. posiadam 100 punktów walki wręcz
Pokaż/Ukryj:
Odpocząłem i postanowiłem potrenować moją technikę uderzeń w walce wręcz. Samą walkę miałem wytrenowaną tak, że żaden genin by się nie powstydził. Teraz przyszła kolej na technikę. Stanąłem przed dużym bokserskim workiem do uderzeń i zacząłem go bić. Miałem do wyboru mocne uderzenia bądź szybkie. Wybrałem te drugie. Moje ręce z maksymalną prędkością działały. Ciosy zacząłem łączyć w proste kombinacje. Na tym polegała technika walki wręcz. Lewa pięść szybko poszybowała do tyłu by nabrać odpowiedniej prędkości, jednak nie przesadzałem z tym gdyż właśnie cios miał być najszybszy i najbardziej zaskakujący. Uderzyłem worek na wysokości mojego brzucha. Prawa ręka już leciała. Wycofałem lewą a prawa uderzyła w to samo miejsce. Z milimetrowym osunięciem. Pierwszym krokiem będzie wyeliminowanie go. Sprawiło mi to niemałe problemy jednak w końcu się udało. Po paru minutach mogłem przejść do kolejnej części treningu. Pochyliłem się delikatnie i wykonałem bardzo szybki zamach prawą nogą do tyłu. Po chwili wystrzeliła ona jak ze strzały. Walka wręcz to wbrew pozorom walka całym naszym ciałem więc i o ten element musiałem zadbać. Odpowiednio wychyliłem się do boku podczas tego uderzenia. Ręce na chwilę obecną miałem na wysokości klatki piersiowej będąc gotowym do obrony jak i ataku. Po ciosie nogą, która jeszcze nie zdążyła ześlizgnąć się z worka. Podgiąłem swoją nogę na której stałem i zacząłem bardzo szybko przebierać rękami tworząc tym samym grad szybkich i w miarę mocnych ciosów. Jednak podstawowym atrybutem była szybkość. Po wyprowadzonych dziesięciu ciosach każdą z rąk wybiłem się z nogi na której się podpierałem. W powietrzu uderzyłem worek jeszcze kilka razy. Na przemiennie obracałem swoje ciało razem z nogą by odpowiednio wyprowadzić cios. Technika była ważna gdyż to właśnie na to był trening. Po kilku takich uderzeniach powoli zacząłem opadać. Stopy ułożyłem tak by już wylądować najpewniej jak to było możliwe. Jednak zanim to zrobiłem uderzyłem worek kilkoma szybkimi ciosami zaciśniętych pięści. Za każdym razem coraz pewniej i szybciej. Upadając ugiąłem kolana i z dołu wyprowadziłem również kilka prędkich ciosów. Odskoczyłem z wyciągniętą nogą która zahaczyła jeszcze ten worek. Gdy nie wyprowadzałem uderzeń dłońmi wtedy ustawiałem je do typowego bloku. Trening sprawiał mi coraz więcej przyjemności. Uświadomiłem sobie z czasem, że gdyby nie on to nie miałbym co robić. Uśmiechnąłem się. Po odskoku wylądowałem na ugiętych nogach i wystrzeliłem do przodu. Chciałem zobaczyć ile uda mi się wyprowadzić ciosów zanim całkowicie dolecę do worka. Mięśnie zaczęły pracować na największych obrotach. Jeszcze nigdy się tak nie czułem. Cztery szybkie ciosy, zastanawiałem się czy zaryzykować z piątym jednak odpuściłem gdyż nie chciałem głupio się zderzyć z workiem. Odpowiednio ułożyłem swoje ciało i minąłem przyrząd ćwiczebny. Jeszcze w locie zawadziłem go szybkim ciosem nogi. Chodziło mi o to, żeby wyprowadzić jak najwięcej ciosów. Z każdym następnym coraz bardziej przybliżałem się do celu tego treningu. Czyli wytrenowanie techniki uderzeń przed egzaminem na chunina. Stanąłem pewnie na ugiętych kolanach i zacząłem biec do worka. Zatrzymałem się obok niego i zacząłem festiwal ciosów. Każdy uderzał w inny punkt. Pierwsze dwa poleciały na przypuszczalną głowę mojego celu czyli gdzieś na wysokości metra dziewięćdziesiąt. Później powoli schodziłem z ciosami. Centymetr po centymetrze, powoli, nigdzie przecież mi się nie spieszyło. Błyskawiczne uderzenia robiły się jeszcze szybsze. Ja też ćwiczyłem przy okazji nogi gdyż utrzymywanie pozycji w pół kucnięciu nie należało do najłatwiejszych. Gdy już zszedłem do poziomu gdzie biłbym nogi wywala ręce ułożyłem do gardy i z kucnięcia zacząłem szybko uderzać naprzemiennie nogami w cel. Nie należało to najłatwiejszych ale potężnie wzmacniała moje umiejętności. Po chwili do ruchu nóg doszły ruchy rąk. Prawa noga atakowała razem z prawą ręką. Wtedy też odpowiednio balansowałem drugą stroną ciała. Po sekundzie czy dwóch sytuacja diametralnie się zmieniała gdyż atakowałem drugą stroną ciała. W końcu po paru minutach zmieniłem ćwiczenie. Stanąłem w pozycji takiej jak zaczynałem cały ten trening techniki uderzeń. Cały ciężar swojego ciała oparłem na prawej nodze po czym lewą wykonałem zamach i wykonałem szybkie uderzenie. W tej samej chwili prawa ręka też uderzyła ten worek. W następnej sekundzie wycofałem te dwie części ciała i przeniosłem ciężar na nogę, która przed chwilą wykonywała cios. Teraz wszystko zrobiłem tak samo tylko, że inną stroną ciała. Było to dobry trening gdyż oprócz techniki ćwiczyłem równowagę ciała, która była tak samo niezbędna podczas walki wręcz co inne rzeczy. Po piętnastu minutach dopracowywałem szczegóły, które każdy normalny człowiek by omijał i nawet nie zauważał. Linia ułożenia nogi i ręki podczas uderzeń powinni być równoległe. Kolano w momencie uderzenia powinno być proste jednak wcześniej musi być odpowiednio zgięte by nabrać prędkości uderzenia i dać się wykazać mięśniom. Ta sama sytuacja tyczyła się łokcia. Musiał w samym momencie uderzenia być wyprostowany jednak chwilę wcześniej powinien być ugięty by nabrać rozpędu. Pojedynczo uderzenia wychodziły mi idealnie jednak musiałem popracować uderzenia w tym samym czasie kompletnie innymi częściami ciała. Po kolejnych pięciu minutach osiągnąłem perfekcje a przynajmniej tak mi się wydawało. Stanąłem i pomyślałem sobie, że może zakończyć trening jednak szybko wybiłem sobie to z głowy. Miałem jeszcze ochotę trochę pobić ten worek. Pogiąłem kolana i zacząłem bić go w normalny bokserski sposób. Więcej nie trzeb mi było. Odpowiednia praca mięśni i nagłe zmiany położenia ciosów. To wszystko złożyło się na polepszenie moich umiejętności. Na koniec miałem już nadzieję, że opanowałem technikę bardzo dobrze. Tak jak chciałem. Zobaczymy czy mi się udało. Na chwilę obecną usiadłem i odpoczywałem pod ścianą.
.


Obrazek

♦ Mistrz walki mieczem ♦ Geniusz Ciężkiej Pracy ♦ Zabójcy we mgle ♦
♦ Kowal (3) ♦ Perswazja (1) ♦ Wytrzymałość psychiczna (3) ♦ Sztuka Pieczętowania (2) ♦ Sztuka kamuflażu (1) ♦ Czytanie śladów (1) ♦


.

Awatar użytkownika
Sabaku no Hissori
Posty: 3442
Rejestracja: śr, 7 wrz 2011, 15:46
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: Onanizacja
Wioska: Sunagakure no sato
Ranga: T. Chunnin
Wiek Postaci: 20
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: San Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: Ni Kaishi +
Zasoby Chakry: Ni Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ichi Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi ++
Kontrola Fūton: Ni Kaishi
Walka Wręcz: Ichi Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=236054#p236054
Lokalizacja: Tak

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Sabaku no Hissori » wt, 26 sie 2014, 12:27

100%
Obrazek

Szybkie Składanie Pieczęci lvl.1
Tropienie lvl.1
Wytrzymałość psychiczna lvl.1
Mistrz Przywołań lvl.1


Kyou – Oburęczność

Pokaż/Ukryj:

Awatar użytkownika
Kozoke Shinja
Posty: 3882
Rejestracja: ndz, 25 sie 2013, 13:58
Płeć: Mężczyzna
Ranga: S.Jounin
Wiek Postaci: 20
Siła: Go Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi +
Szybkość: Yon Kaishi
Zręczność: Yon Kaishi
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: San Kaishi
Kontrola Doton: San Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=7398&p=156639#p156639

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Kozoke Shinja » wt, 26 sie 2014, 13:12

Podszedłem do drążka i położyłem się pod nim. Ciężar nie był jakiś zniewalający. Średni. Chciałem jeszcze przez chwilę poczuć swoje mięśnie. Podnosiłem i opuszczałem sztangę i czułem jak się naprężają i rozprężają. Niezwykłe uczucie. Po paru minutach zauważyłem pod płaszczem ruch mięśni. Dawno nie przeglądałem się w lustrze więc nie wiedziałem jak od ostatniego czasu się rozwinęły. Ruchy powoli stawały się mozolne. Odstawiłem drążek na swoje miejsce i ległem na ziemi. Przybrałem odpowiednią pozycję do robienia pompek. Zacząłem co chwilę opadać by dotknąć nosem podłogi. Przy podnoszeniu wysilałem swoje mięśnie do ostatka sił i wybijałem się by klasnąć w powietrzu dłońmi. Po sali rozchodził się głuchy dźwięk zderzającego się ze sobą ciała. Usiadłem na ziemi i zastanawiałem się co tu jeszcze porobić.
.


Obrazek

♦ Mistrz walki mieczem ♦ Geniusz Ciężkiej Pracy ♦ Zabójcy we mgle ♦
♦ Kowal (3) ♦ Perswazja (1) ♦ Wytrzymałość psychiczna (3) ♦ Sztuka Pieczętowania (2) ♦ Sztuka kamuflażu (1) ♦ Czytanie śladów (1) ♦


.

Awatar użytkownika
Taharii
Posty: 4448
Rejestracja: ndz, 5 gru 2010, 17:34
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Brak
Ranga: Nuukenin A
Wiek Postaci: 25
Siła: Yon Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi
Szybkość: Yon Kaishi +
Zręczność: Yon Kaishi +
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Go Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Raiton: Go Kaishi +
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=5426

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Taharii » wt, 26 sie 2014, 13:16

1 siły.
Obrazek

Awatar użytkownika
Kozoke Shinja
Posty: 3882
Rejestracja: ndz, 25 sie 2013, 13:58
Płeć: Mężczyzna
Ranga: S.Jounin
Wiek Postaci: 20
Siła: Go Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi +
Szybkość: Yon Kaishi
Zręczność: Yon Kaishi
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: San Kaishi
Kontrola Doton: San Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=7398&p=156639#p156639

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Kozoke Shinja » wt, 26 sie 2014, 14:16

Wziąłem swój Kiminagoku i zacząłem nim machać. Tak machać. Czułem, że to nie wszystko czego mogłem jeszcze nauczyć się w dziedzinie walki bronią. Moje ruchy były gładkie. Tak gładkie jak tylko się dało. Zarazem silne niczym tur. Stanąłem przed kawałkiem drewna gdzie trenowałem przez ostatni czas. Na początek moje ręce wychyliły się maksymalnie do tyłu. Wszystko było idealne. Łokcie uginały się wtedy kiedy było to potrzebne. Po chwili widziałem jak miecz leci prosto na wysokość przypuszczalnej głowy przeciwnika. Czyli jakieś około metra osiemdziesiąt. Trzask, który dobiegł moich uszów był trzaskiem, który koił moje zmysły. Idealne smagnięcie mojego miecza po kawałku drewienka. Potężny kawałek stali znalazł się teraz po mojej drugiej stronie ciała. Mimo, że mogłem wyhamować go tylko i wyłącznie swoją siłą to chciałem to zrobić tak jak robiłem na samym początku. Wymanewrowałem nadgarstkami tak by ostrze leciało do góry. Tym samym pomogłem sobie siłą grawitacji w zatrzymaniu mojego Kiminagoku. Teraz miecz był prawie centralnie nad moją głową a raczej nad ramieniem. Postanowiłem wykorzystać jego pozycję. Napiąłem mięśnie do takiego stanu jak tylko mogłem. Miecz świsnął w powietrzu tak jak w zwyczaju mają świszczeć rzeczy, które szybko się przemieszczają w tej materii. Miecz zagłębił się w drewnie na dość dużą głębokość. Szarpnąłem go do siebie i wykonując odpowiednie ruchy wyprowadziłem uderzenie idealnie przy ziemi. Wszystko było idealne w tym zagraniu. Ruch nadgarstków wyćwiczony ostatnio poprzez trudne treningi. Coś co mi kiedyś sprawiało problem teraz było nic nie znaczącą igraszką. Włożyłem miecz na swoje miejsce czyli na plecy. Wyszedłem z sali treningowej udając się do pewnego miejsca.
.


Obrazek

♦ Mistrz walki mieczem ♦ Geniusz Ciężkiej Pracy ♦ Zabójcy we mgle ♦
♦ Kowal (3) ♦ Perswazja (1) ♦ Wytrzymałość psychiczna (3) ♦ Sztuka Pieczętowania (2) ♦ Sztuka kamuflażu (1) ♦ Czytanie śladów (1) ♦


.

Awatar użytkownika
Sanjuro Sadatake
Posty: 4328
Rejestracja: ndz, 19 cze 2011, 21:04
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: ---
Wioska: Iwagakure no Sato
Ranga: T. Chunin
Wiek Postaci: 15
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi +
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Doton: Ichi Kaishi
kontrola_suiton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=265513#p265513

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Sanjuro Sadatake » wt, 26 sie 2014, 14:24

3 WM
Obrazek

Your competition isn't other people.
Your competition is your procrastrination, your ego.
The knowledge you neglect.
The negative behaviour you're nurturing & lack of creativity.
Compete against that.


W sprawach MG - prowadzenia misji/wypraw/ocen rzeczy - zapraszam na gg albo priv.

Awatar użytkownika
Kozoke Shinja
Posty: 3882
Rejestracja: ndz, 25 sie 2013, 13:58
Płeć: Mężczyzna
Ranga: S.Jounin
Wiek Postaci: 20
Siła: Go Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi +
Szybkość: Yon Kaishi
Zręczność: Yon Kaishi
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: San Kaishi
Kontrola Doton: San Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=7398&p=156639#p156639

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Kozoke Shinja » ndz, 4 sty 2015, 12:45

PR odjąłem. 100 wytrzymałości.
Pokaż/Ukryj:



Nagle dotarła do mnie wiadomość o egzaminie na chunina. Nie mogłem stać bezczynnie. Musiałem coś zrobić, coś potrenować. Nowe możliwości miecza już miałem opanowane jednak czegoś mi brakowało. I nie chodziło wcale o moje atrybuty fizyczne bo w nich czułem się najlepiej. Chciałem czegoś więcej. Chciałem ominąć moje bariery by być jeszcze bardziej skutecznym. Wparowawszy na salę treningową nie wiedziałem za co się na początku złapać. Postanowiłem poćwiczyć sprawność. Po długiej serii ćwiczeń zaczęły mnie boleć wszystkie mięśnie. Musiałem przekroczyć tą barierę by w przyszłości móc to robić. Jeszcze raz, jeszcze raz. Cały czas powtarzałem sobie, że muszę wykonywać to ile tylko mogę i jeszcze minutę więcej. Wszystkie mięśnie ciała drżały mi z wysiłku. Nawet umiejętności Jashina na niewiele się zdawały. Musiałem sam się z tym zmierzyć. Bez żadnych wspomagaczy ani niczego innego. Aby ja i moje ciało. Starałem się kontrolować moje mięśnie, drżenie ich. Lecz było to coraz trudniejsze. Coraz bardziej odczuwałem skutki. Już nie mogłem tego wytrzymać. Jednak nie, chciałem to zrobić. Ja musiałem to zrobić. Byłem już na skraju poddania się jednak wierzyłem, że to dalej możliwe. Musiałem temu sprostać. Na tym polega mój trening. Trening ciała i duszy. Duszy, to właśnie to. Na chwilę obecną skupiałem się na ciele a to w umyśle wszystko siedzi. Wszystko! Znieść ograniczenia umysłowe a świat stanie przede mną otworem. Nie koniecznie tym gorszym. Tylko jak to zrobić. Głowiłem się nad tym kilkanaście sekund przy tym opanowując drżenie ciała. Nie było to łatwe jednak udało mi się. Odpowiedź była prosta. Musiałem zajrzeć wewnątrz mnie. Tak samo jak podczas medytacji kiedy to trenuję kontrolę ciała. Było to trudne w tym stanie gdyż musiałem koncentrować się na czynnikach zewnętrznych więc nie mogłem odnaleźć harmonii. Musiałem znaleźć jakiś sposób. Zacząłem odliczać od jednego do stu jednak to nic nie pomagało. Musiałem zrobić coś całkowicie innego. Głowiłem się przez parę minut aż w końcu rozwiązanie samo przyszło. Trening który cały czas wykonywałem dawał o sobie znać już jakiś dłuższy czas przez co przyzwyczaiłem się do tego. Mogłem to jakoś znieść. Nie mogłem jednak przyspieszyć tempa wykonywanego ćwiczenia a na tym zależało mi najbardziej. W końcu po tym poznałbym, że zdjąłem swoje wewnętrzne limity. Jak już mówiłem w końcu udało mi się przyzwyczaić do ćwiczenia i ból związany z nim przestał dla mnie odgrywać jakąś szczególne znaczenie. Mogłem wejść do środka siebie i ujrzeć co mnie tak naprawdę blokuje. Po minucie czy dwóch nieudanych prób w końcu udało mi się ujrzeć wnętrze siebie. Wnętrze do którego już dawno nie zaglądałem, czułem się tutaj jak dziecko w dużym lesie. Całkowicie zagubiony. Musiałem odnaleźć się tutaj by móc odnaleźć miejsce wewnętrznej blokady. Po kilku minutach w końcu udało mi się odnaleźć w sobie. Nie było to skomplikowane jednak się nie spieszyłem. Lubiłem tu przebywać. Tutaj czułem się tak wolny. Byłem po prostu sobą i nikt mnie nie kontrolował. Widziałem swoim wewnętrznym okiem, że wszystko pracowało pełną parą jednak ujrzałem punkt. Punkt blokady w mózgu, który należało zdjąć. Już miałem to robić gdy nagle coś sobie uświadomiłem. Ta blokada po coś musi być. Przecież nie jest sobie od tak dla ozdoby. Co się stanie jeśli ją ściągnę? Przecież praktycznie nic o niej nie wiem. Agggrrr.... same problemy, same. Nic nigdy nie może pójść gładko. Egzamin na chunina. Obiecałem kage, że go zdam i to zamierzam uczynić. Nie będę siedział bezczynnie gdy moi wrogowie pewnie trenują zawzięcie. Zacisnąłem zęby i postanowiłem. Zdejmę tą blokadę bez względu na wszystko. Ból, pot i łzy nie zatrzymają mnie w moim postanowieniu. Taka była moja wola. Odnalazłem tą blokadę i postanowiłem ją ściągnąć. Jednak tu pojawił się problem. Otóż jak to zrobić? Nie miałem pojęcia jak zdjąć coś czego nigdy nie zdejmowałem. Musiałem poeksperymentować. Cóż innego mi zostało. Zebrałem dużą ilość charky w nadziei, że to coś zdziała. Pęknie ona albo coś innego. Jednak jak na złość przepuściła całą energię i nic więcej się nie stało. Próbowałem tak bez większego celu jednak w moim sercu ciągle tliła się zażarta wola walki. Wola, która mówiła mi, że istnieje jakiś sposób by pokonać te ograniczenia. Kombinowałem i próbowałem na różne sposoby przez kilka dobrych minut. Próbowałem to robić fizycznymi sposobami jak przepływa chakry i inne tym podobne rzeczy. Zreflektowałem się, że to może wcale nie kwestia chakry tylko myśli, umysłu, w którym tkwi ta brama. Cały czas myślałem o tym by ją zdjąć. Wyobrażałem sobie jak pęka, jak wszystkie moce, które powstrzymywała nagle wędrują do całego ciała a ja wykonuje ledwo wykonywane ćwiczenie z łatwością. To były tylko wyobrażenia. To coś jak stało tak stało. Zacząłem się poddawać myśląc, że to jednak jest nie możliwe. Zacząłem na siebie najeżdżać, że nie udało mi się tego zrobić. Wykonać tak prostej rzeczy. Myślałem o wszystkich moich nielicznych znajomych. O walkach na wyspie o egzaminie gdzie zawiodłem i o tym co będzie. W głowie mi pędziło dużo myśli jednak tylko nieliczne były naprawdę dotkliwe. Cały czas byłem w mojej głowie więc nie wiedziałem czy to co się dzieje to jest naprawdę czy może to fikcja. A może ta blokada już dawno padła a umysł płata mi figle? Wszystko możliwe. Gdy cały czas byłem na siebie wściekły chciałem usunąć ograniczenia jeszcze bardziej. Wtedy tak jakby coś poczułem. Coś mi w mózgu zaczęło delikatnie drżeć. Czy to prawda? Nie wiem. Jednak jeżeli tak to byłem na dobrej drodze. Chciałem spotęgować ten efekt by w końcu udało mi się opuścić te więzy, które mnie ograniczały. Chciałem być wolny i sprawniejszy. Akurat na ten egzamin. Dajesz Kozoke, dalej. Jesteś słaby, musisz to przezwyciężyć. Dalej, wierzę w ciebie. Powtarzałem sobie w głowie starając się pokonać tą barierę. Coś chyba się działo jednak nie byłem pewny....
.


Obrazek

♦ Mistrz walki mieczem ♦ Geniusz Ciężkiej Pracy ♦ Zabójcy we mgle ♦
♦ Kowal (3) ♦ Perswazja (1) ♦ Wytrzymałość psychiczna (3) ♦ Sztuka Pieczętowania (2) ♦ Sztuka kamuflażu (1) ♦ Czytanie śladów (1) ♦


.

Shirome Hyuuga
Posty: 2162
Rejestracja: wt, 11 gru 2012, 22:02
Płeć: Mężczyzna
Ranga: Chunin
Wiek Postaci: 22
KP: viewtopic.php?f=36&t=6250
Lokalizacja: Wałcz

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Shirome Hyuuga » ndz, 4 sty 2015, 12:48

100%
Odpisy, treningi itp na GG: 6053714

Akami Theme

Obrazek

Awatar użytkownika
Kozoke Shinja
Posty: 3882
Rejestracja: ndz, 25 sie 2013, 13:58
Płeć: Mężczyzna
Ranga: S.Jounin
Wiek Postaci: 20
Siła: Go Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi +
Szybkość: Yon Kaishi
Zręczność: Yon Kaishi
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: San Kaishi
Kontrola Doton: San Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=7398&p=156639#p156639

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Kozoke Shinja » wt, 6 sty 2015, 14:03

Uczę się pierwszego poziomu walki mieczem. Mam 100WM. PR odjąłem.
Pokaż/Ukryj:
Udało mi się. Poczułem nieziemskie wzmocnienie i wykonałem to ćwiczenie tak jak sobie to wymarzyłem. Postanowiłem teraz poćwiczyć swoją walkę mieczem. Stanąłem na przeciwko manekina stworzonego specjalnie do tego celu i zacząłem machać mieczem. Robiłem to już nie raz jednak tym razem postanowiłem połączyć moje ataki by ładnie i zgrabnie wykorzystywać to w walce. Moje ręce poleciały do tyłu wykonując bardzo duży zamach. Zależało mi na tym by cios był jak najmocniejszy. Wykonałem go. Miecz świsnął jednak to nie był koniec. Odpowiednio ułożyłem dłonie by wykonać swoisty zakręt mieczem po łuku. Gdy uderzałem specjalnie klingę zbiłem trochę do dołu by dać sobie miejsce na ten manewr. Moja broń zrobiła łuk i nie tracąc na prędkości ponownie zaczęła lecieć w stronę manekina. Ponownie usłyszałem piękno uderzanego miecza. Nagle wyobraziłem sobie jak mój rywal mnie atakuje. Odskoczyłem jednocześnie przyciągając miecz do siebie by zasłonić się przed ciosem. Mój umysł wytworzył dźwięk zderzanych ze sobą mieczy. Gdy zablokowałem uderzenie wybiłem miecz do przodu w celu sparowania ciosu. Miecz mojego rywala odleciał na bok razem z ręką. Mój przeciwnik był całkowicie odsłonięty. Teraz musiałem tylko zdążyć go uderzyć. Szybkość ciosu i różne kombinacje to był cel mojego treningu. Wyprężyłem wszystkie swoje mięśnie by nadać pęd ostrza a jednocześnie szybko zmieniałem położenie nadgarstków by go szybko nie utracić i wykorzystywać jak najlepiej. Padł pierwszy cios w danej serii. Kukła odleciała trochę do tyłu. Miecz znalazł się przy lewej nodze. Zatrzymałem go i wykorzystując pozycję zacząłem wyprowadzać kolejny atak. Wyskoczyłem do przodu majestatycznie pochylając się przy tym by cios był jeszcze mocniejszy. Celowałem w głowę. W punkt, który gwarantuje śmiertelny cios i zgon na miejscu. Był to punkt trudny do trafiania gdyż był mały a i użytkownik mógł nim poruszać utrudniając trafienie. Nadszedł kulminacyjny moment uderzenia. Usłyszałem aby szczęk metalu o głowę manekina. Udało się. Byłem zadowolony z treningu. Myślałem tylko co dalej trenować. Chciałem się jak najlepiej przygotować do egzaminu. Może jeszcze trochę walkę mieczem? Nie wiem. Wydawało mi się, że opanowałem to dość dobrze. Musiałem to jeszcze przemyśleć.
.


Obrazek

♦ Mistrz walki mieczem ♦ Geniusz Ciężkiej Pracy ♦ Zabójcy we mgle ♦
♦ Kowal (3) ♦ Perswazja (1) ♦ Wytrzymałość psychiczna (3) ♦ Sztuka Pieczętowania (2) ♦ Sztuka kamuflażu (1) ♦ Czytanie śladów (1) ♦


.

Awatar użytkownika
Isei Abumi
Posty: 810
Rejestracja: ndz, 1 cze 2014, 14:16
Płeć: Mężczyzna
Wioska: Kirigakure no Sato
Ranga: T. Chuunin
Wiek Postaci: 22
KP: viewtopic.php?f=36&t=8376

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Isei Abumi » wt, 6 sty 2015, 14:10

100%
Obrazek

//Them//

Awatar użytkownika
Kozoke Shinja
Posty: 3882
Rejestracja: ndz, 25 sie 2013, 13:58
Płeć: Mężczyzna
Ranga: S.Jounin
Wiek Postaci: 20
Siła: Go Kaishi
Wytrzymałość: Yon Kaishi +
Szybkość: Yon Kaishi
Zręczność: Yon Kaishi
Kontrola Chakry: Yon Kaishi
Zasoby Chakry: Yon Kaishi
Potencjał Genjutsu: San Kaishi
Kontrola KG: Yon Kaishi
Kontrola Fūton: San Kaishi
Kontrola Doton: San Kaishi
Walka Wręcz: Yon Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&t=7398&p=156639#p156639

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Kozoke Shinja » wt, 22 mar 2016, 17:33

//Wytrzymałość Ni Kaishi 30PR odjęte.

Wkroczyłem do sali treningowej mojej pięknej wioski. Długo tu nie byłem, co prawda siła we mnie drzemała jednak postanowiłem ją dalej rozwijać. Jednak tym razem przez wytrzymałość. Zacząłem biec, po prostu biec, robiłem to na tyle długo aż nie złapię pierwszej zadyszki. Wtedy dopiero zaczynam patrzyć na to co robię, kontynuuje bieg, zaczynam powoli oddychać przez nos. Wdech i wydech, moje ciało to istna symbioza, chciałem jak najwięcej wytrzymać. Jeżeli teraz mi się uda to w przyszłości będzie jeszcze lepiej. W tym treningu postanowiłem pójść na całość, nie wystarczyła mi zwykła przebieżka. Biegłem i biegłem aż już oddechy zaczęły nie wystarczać. Jeszcze bardziej je znormalizowałem. Wdech, czyste powietrze z sali przechodziło przez moje nozdrza dochodząc prosto do płuc, trzymałem je chwile by drobinki krwi mogły bez problemu przetransportować tlen do całego organizmu. Później spokojny wydech i chwila przerwy, nie łapałem łapczywie powietrza. Robiłem to powoli i spokojnie, nawet mimo narastającego zmęczenia dawałem sobie radę. Nie dość że wykonywałem poprawne wdechy i wydechy to wykonywałem je rytmicznie, pot zaczął mi spływać po plecach i czole, nie zważałem na niego uwagi. Liczyło się tylko tyle by wytrzymać jeszcze więcej, więcej niż dotychczas, stać się po prostu lepszy. Biegłem i biegłem jednak oddechy zaczynały powoli nie wystarczać. Musiałem znormalizować chaotyczne ruchy mojego ciała, to da mi jeszcze lepszy efekt i tym samym przebiegnę więcej. Zacząłem od moich rąk. Jedna w przód, druga w tył. Cały czas starałem się jednocześnie manewrować nogami, lewa ręka to i prawa noga. Oczywiście było to łatwe jednak mi to nie wystarczało. Dążenie do perfekcji, to jedyne co mogłem teraz zrobić. Balansowanie ciałem znacznie zwiększy mój bieg. Nogi zaczynały mnie boleć, postanowiłem inaczej stawiać swoją stopę na litych drewnach sali treningowej. Nie był to zwyczajny bieg, starałem się jak najmniej zużywać mięśnie w swoich nogach poprzez stawianie ich możliwie płytko i lekko. Cały czas próbowałem i próbowałem aż wreszcie uznałem, że doszedłem do tego co chciałem. Przymknąłem powieki, już pot mi nie przeszkadzał, przywykłem do niego. Oddałem się uczuciu mojego ciała. Krew krążyła mi szybko w żyłach, serce coraz bardziej pulsowało. Uspokajałem się na tyle na ile mogłem wolnymi oddechami ale to nie skutkowało. Musiałem się wyciszyć wewnętrznie. Zacząłem myśleć o czymś przyjemnym, o czymś co da mi wewnętrzną moc, o czymś dla czego walczę. O siebie i o swój kraj. Dało mi do siłę, mogłem biec dalej. Być coraz silniejszy, coraz wytrzymalszy. Biegłem, mięśnie coraz bardziej mnie bolały, kontrolowałem się. Powoli nie dawałem rady ale cały czas nieustannie biegłem przed siebie w stronę swoich marzeń i celów, odbuduję potęgę Iwy. Zaczęło się to czego najbardziej się obawiałem, złapała mnie kolka. Chciałem ją przezwyciężyć, przezwyciężyć ból z nią związany. Być lepszy od innych nawet w takim małym aspekcie, potok z czoła oblewał mi moją szkaradną twarz. Walczysz Kozoke, nie możesz się poddać. Jashin, wioska i ty sam na siebie liczysz. Nikt nie przyjdzie ci z pomocą w ciężkich chwilach. Intensywniej zacząłem się skupiać na samym biegnięciu a nie na bólu czy innych dolegliwościach, musiałem pokonać jak największy dystans. Nie mogłem zawieść siebie... Biegłem i biegłem, dużo dłużej niż ostatni raz. Będę silniejszy, dla siebie i dla wioski. Po prostu biegłem....
.


Obrazek

♦ Mistrz walki mieczem ♦ Geniusz Ciężkiej Pracy ♦ Zabójcy we mgle ♦
♦ Kowal (3) ♦ Perswazja (1) ♦ Wytrzymałość psychiczna (3) ♦ Sztuka Pieczętowania (2) ♦ Sztuka kamuflażu (1) ♦ Czytanie śladów (1) ♦


.

Awatar użytkownika
Sanjuro Sadatake
Posty: 4328
Rejestracja: ndz, 19 cze 2011, 21:04
Płeć: Mężczyzna
Organizacja: ---
Wioska: Iwagakure no Sato
Ranga: T. Chunin
Wiek Postaci: 15
Siła: Ni Kaishi
Wytrzymałość: Ni Kaishi
Szybkość: Ni Kaishi
Zręczność: Ni Kaishi
Kontrola Chakry: San Kaishi +
Zasoby Chakry: San Kaishi
Potencjał Genjutsu: Ni Kaishi
Kontrola KG: San Kaishi
Kontrola Doton: Ichi Kaishi
kontrola_suiton: Ichi Kaishi
Walka Wręcz: Ni Kaishi
KP: viewtopic.php?f=36&p=265513#p265513

Re: Trening Kozoke.

Post autor: Sanjuro Sadatake » wt, 22 mar 2016, 18:29

A proszę bardzo, ale odjętych 30 PR nie widzę.

100%
Obrazek

Your competition isn't other people.
Your competition is your procrastrination, your ego.
The knowledge you neglect.
The negative behaviour you're nurturing & lack of creativity.
Compete against that.


W sprawach MG - prowadzenia misji/wypraw/ocen rzeczy - zapraszam na gg albo priv.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Wspólna Sala Treningowa”